„Szum w eterze” - klimatyczna dezinformacja

W ostatnich dniach otrzymaliśmy wiele próśb o komentarze do bieżących wypowiedzi, filmów czy doniesień poddających w wątpliwość problem zmiany klimatu i związane z nim zagrożenia. Choć tych medialnych historii było rzeczywiście wiele, tak naprawdę nie zawierały zbyt wiele nowości. Specjaliści od dezinformacji postawili na stare sztuczki: przekręcanie informacji, kreowanie fałszywych ekspertów a nawet teorie spiskowe (jeśli jeszcze ich nie znasz, polecamy krótki film Pięć cech negacji nauki).

Przyjrzyjmy się tym doniesieniom po kolei i zobaczmy, ile są warte.

Rysunek 1: „Fake news” - nieprawdziwe informacje rozpowszechniają się równie skutecznie co prawdziwe.
Zdjęcie Wokandapix (licencja Pixabay).

1. List 500 „naukowców”

Media (przynajmniej niektóre) rozpisują się o 500 naukowcach, którzy w liście do sekretarza generalnego ONZ Antonio Guttereza przekonują, że „alarm klimatyczny to bzdura” czy też „kryzys klimatyczny nie istnieje”. Brzmi poważnie. A jak jest w rzeczywistości?

Inicjatorem tego listu jest Guus Berkhout, emerytowany geofizyk, który swoją karierę zawodową związał z wydobyciem paliw kopalnych. Założona przez niego fundacja Clintel deklaruje, że pod inicjatywą podpisała się „grupa wybitnych naukowców i specjalistów”.

Rysunek 2: Zrzut ekranu petycji ze strony Clintel: „Wybitni naukowcy ostrzegają Sekretarza Generalnego ONZ”. Źródło.

Można by się spodziewać, że skoro mowa o zmianie klimatu, profesjonaliści ci będą zawodowo związani z badaniami klimatu. Tymczasem polscy sygnatariusze to wyłącznie górniczy związkowcy, od lat związani z branżą węglową i energetyczną:

  • Marek Boiński – przewodniczący Krajowej Sekcji Energetyki NSZZ „Solidarność”,
  • Jarosław Grzesik – przewodniczący Krajowego Sekretariatu Górnictwa i Energetyki NSZZ „Solidarność”,
  • Dominik Kolorz, przewodniczący regionu śląsko-dąbrowskiego NSZZ „Solidarność”.

Nie są to więc „wybitni naukowcy” lecz lobbyści zainteresowani dalszym wydobyciem i użyciem paliw kopalnych.

Rysunek 3: Zrzut ekranu petycji ze strony Clintel. Wycinek petycji z polskimi sygnatariuszami. Źródło.

Ale może zagraniczni sygnatariusze mają większy związek z klimatologią? Bynajmniej. W sekcji „ambasadorów listu” znajdujemy między innymi następujące nazwiska:

  • Reynald du Berger, emerytowany profesor geologii i sejsmologii, od wielu lat twierdzący, że globalne ocieplenie się skończyło. W serwisie Desmogblog możecie przeczytać krótką notkę na temat jego osiągnięć: „Nie opublikował żadnych badań w recenzowanych czasopismach naukowych na temat klimatu", co oznacza, że naukowo nie ma nic wspólnego z tym tematem.
  • Terry Dunleavy, emerytowany dziennikarz z Nowej Zelandii i filar tamtejszego przemysłu winiarskiego (!), znany z procesów sądowych, podczas których wykazano jego kompletną ignorancję w sprawach klimatu (jak to określił sędzia “Nie jest ekspertem [w kwestii klimatu]. Nie ma żadnych adekwatnych kwalifikacji. Jego zainteresowanie tematem nie daje mu wystarczających kwalifikacji do bycia ekspertem”).
  • Viv Forbes, długoletni pracownik przemysłu węglowego, m.in. w firmie StanMore Coal. Szerszą biografię można w serwisie Desmogblog.
  • Richard Lindzen, jeden z bardziej znanych na forum międzynarodowym negacjonistów zmiany klimatu. Różne historie z nim związane opisywaliśmy m.in. w tekstach Zakłady o zmianę klimatu: naukowcy vs. negacjoniści i Exxon i fabrykowanie wątpliwości, czyli jak za miliony dolarów zwalczać naukę. Polecamy także tekst na blogu DoskonaleSzare, opisujący długą historię negacjonizmu p. Lindzena. Mimo, że był naukowcem z zakresu klimatu, stawiał tezy, które okazały się wielokrotnie fałszywe. Nie przeszkodziło to jego dużej karierze w części mediów, głównie konserwatywnych oraz prawicowych think-tanków.

Na liście jest wielu inżynierów, elektryków, prawników, lekarzy, ekonomistów oraz geologów, zajmujących się poszukiwaniem złóż kopalin. Około 200 osób nie jest już czynnych zawodowo (emeritus itp.) Brakuje aktywnych badaczy klimatu, oceanów, fizyki atmosfery, mających pojęcie o pomiarach i modelowaniu zmian klimatu.

W zasadzie na tym można by zakończyć komentowanie dokumentu, ale że argumenty Clintel są zebrane raptem na jednej stronie, rzućmy na nie okiem.

Mała epoka lodowa skończyła się w 1850 roku, nic dziwnego więc, że się ociepla.

Naturalne czynniki sterujące klimatem Ziemi dominowały do połowy XX wieku, potem decydujący stał się wpływ ludzi. Od kilkudziesięciu lat aktywność słoneczna spada i czynniki naturalne powinny powodować ochłodzenie. Tymczasem w ostatnim stuleciu średnia globalna temperatura skoczyła do poziomu prawdopodobnie najwyższego w całym holocenie (Marcisek i in., 2018), a tym samym od poprzedniego interglacjału (120 tysięcy lat temu), o ułamek stopnia cieplejszego od holocenu (patrz artykuł Koniec holocenu). Czytaj też Mit: Ociepla się, bo wychodzimy z małej epoki lodowej.

Ocieplenie zachodzi wolniej niż to prognozowano

Bynajmniej.

Rysunek 4: Prognozy zmian średniej temperatury powierzchni Ziemi względem 1990 roku w różnych scenariuszach emisji. Po lewej w 2 Raporcie IPCC z 1995 roku, po prawej w 3 Raporcie IPCC z 2001 roku. Na oryginalne wykresy nałożone zostały wyniki pomiarów NASA GISS do 2019 roku (czerwona linia). Dane dla 2019 r. wg średniej z danych do sierpnia. Źródła: 2 Raport IPCC, 3 Raport IPCC, NASA GISS.

Być może teza ta została zaczerpnięta z „prac” prof. Fritza Vahrenholta, będącego sygnatariuszem (a nawet ambasadorem) raportu. To, jaka jest wartość merytoryczna jego opracowań, podsumowaliśmy w artykułach „Zimne Słońce” - imponująca kolekcja mitów klimatycznych oraz Majstersztyk manipulacji, czyli prognoza ochłodzenia z książki „Zimne Słońce”. Dla osób o mocnych nerwach.

Modele klimatyczne są do niczego. Prawdopodobnie przeceniają wpływ CO2, ignorują też korzyści ze wzbogacenia atmosfery w CO2, który jest pokarmem dla roślin i podstawą życia na Ziemi.

Modele klimatu robią dobrą robotę. Natomiast konsekwencje wzrostu stężenia CO2 w atmosferze i zmiany klimatu nie są dla roślinności aż tak różowe. Piszemy o tym m.in. w artykułach Mit: Im więcej CO2, tym lepiej dla roślin, Ziemia się zieleni - ale gdzie i dlaczego?, Ekosystemy tropikalne pochłaniają coraz mniej dwutlenku węgla, I znów nam wmawiają: cieszcie się z ocieplenia.

Globalne ocieplenie nie nasila katastrof naturalnych

Niestety to nieprawda. Z tezą Clintela nie zgadzają się ani instytucje naukowe, ani firmy ubezpieczeniowe żywotnie zainteresowane kwestią katastrof przynoszących straty.

Rysunek 5: Liczba dużych katastrof naturalnych z podziałem na kategorie zarejestrowanych w bazie firmy reasekuracyjnej Munich Re. Źródło: Munich Re.

Nie ma żadnej katastrofy klimatycznej i powodu do paniki.

W kontekście jakości przytoczonych wcześniej argumentów oraz kompetencji merytorycznych sygnatariuszy petycji Clintel uważamy, że znacznie sensowniej posłuchać głosu nauki. Z kolejnych raportów IPCC (podsumowujących i specjalnych 1, 2, 3) dowiadujemy się, że zmiana klimatu już ma i będzie mieć w przyszłości poważne skutki, obejmujące wymieranie roślin i zwierząt, destrukcję ekosystemów, zniszczenia w infrastrukturze, zagrożenia dla zdrowia ludzi itd. W dodatku wiele niekorzystnych zjawisk (np. wzrost średniego poziomu morza) nasila się lub zachodzi coraz szybciej.

2. Sąd w Kanadzie i „kij hokejowy”

Wydawałoby się, że to wiadomość niszowa, ale w ostatnich dniach kilka osób niezależnie powiedziało nam, że nie wierzą w zmianę klimatu, bo sąd w Kanadzie „zakwestionował wyniki badań klimatycznych”. Wiadomość na ten temat podał serwis Polonia Christiana:

W sierpniu br. kanadyjski sąd wydał orzeczenie przeciwko Michaelowi Mannowi, który stworzył w 1998 r. legendarny wykres klimatyczny hokejowy kij, według którego średnia temperatura na Ziemi wzrosła nieproporcjonalnie w ostatnich latach. Został on pokonany po długim sporze sądowym przez Tima Balla, profesora klimatologii z Uniwersytetu w Winnipeg i autora licznych książek z zakresu nauk klimatycznych” (…). W 2009 roku wyszła bowiem na jaw korespondencja wskazująca, że „eksperci IPCC umawiali się co do tego, jakimi korektami statystycznymi oraz specjalnie spreparowanymi modelami komputerowymi i innymi sztuczkami należy manipulować danymi, tak aby uzyskać pożądane wyniki”. Mann wprawdzie próbował bronić się w sądzie, ale nie zdołał przedstawić danych leżących u podstaw krytykowanego wykresu. Tymczasem wszystkie katastroficzne scenariusze oparte są właśnie na grafice Manna!

Nie jest to wierna relacja. W rzeczywistości w 2011 roku dr Mann pozwał dr Balla, aktywnego negacjonistę klimatycznego, za publiczne oczernianie. Sprawa ciągnęła się długo i koniec końców została umorzona na wniosek obrony Balla, która wystąpiła o zdjęcie sprawy z wokandy ze względu na długotrwałość postępowania oraz podeszły wiek podsądnego (81 lat) i jego zły stan zdrowia (m.in. stwierdzona poważna niewydolność serca, wielokrotne bypassy, cukrzyca typu 2). Powoływani przez obronę świadkowie byli w podeszłym wieku i nie mogli podróżować lub w ogóle w kilku przypadkach zeszli z tego świata. Obrona argumentowała też, że opinie Balla wyrażane na jego stronie internetowej miały mały zasięg, nie mogły więc istotnie negatywnie wpłynąć na wizerunek Manna. W sentencji sądu znalazło się też odniesienie do pięciu segregatorów materiałów dowodowych oraz akademickiego charakteru dysputy, co w połączeniu z drugorzędnym charakterem sprawy i przeciąganiem się jej kwalifikowało ją do oddalenia.

Rysunek 6: Wizerunek i cytat z wypowiedzi prof. Michaela Manna przygotowany na potrzeby projektu 97 HOURS OF CONSENSUS (97 godzin konsensusu), grafika za Skeptical Science (licencja CC BY 3.0).

Co najistotniejsze w całej sprawie, Ball sam wystąpił do sądu o to, żeby nie analizować kwestii merytorycznych – tego, czy mówił prawdę czy kłamał na temat badań Manna, oraz czy faktycznie można mieć istotne zarzuty do rezultatów jego pracy. Twierdzenie Polonia Christiana, że „Mann nie zdołał przedstawić danych leżących u podstaw krytykowanego wykresu” nie mają żadnych podstaw. Dane z analizy Manna są od lat publicznie dostępne, uzyskane wyniki zostały zaś wielokrotnie potwierdzone przez liczne inne niezależne badania, w tym koralowców, stalagmitów, słoi drzew, odwiertów i rdzeni lodowych (więcej przeczytasz o tym w artykule Mit: Gwałtowny wzrost temperatur to efekt błędu w obliczeniach). Ponadto, oczywiście, projekcje klimatu opierają się nie tylko na naszej wiedzy o przeszłości ale przede wszystkim na niezmiennych prawach fizyki oraz licznych pomiarach laboratoryjnych i polowych (patrz Wirtualny klimat oraz Wyższa czułość klimatu w nowym raporcie IPCC?).

3. Film BaldTV: Bajka o Grecie i złym dwutlenku

Wiele osób poprosiło nas także o komentarz do opublikowanego niedawno na YouTube filmu BaldTV pt. „Bajka o Grecie i złym dwutlenku”. Obejrzeliśmy. Jesteśmy pod (nieszczególnie pozytywnym) wrażeniem.

Film koncentruje się na snuciu teorii spiskowych, przytacza wiele mitów i powołuje na niegodne zaufania źródła, które omawialiśmy już na naszych łamach. Na początku filmu możemy usłyszeć:

Głosów, że dwutlenek węgla albo nie jest w ogóle gazem cieplarnianym, albo nie ma w ogóle wpływu na globalne ocieplenie, a przede wszystkim, że nie ma wątpliwości, iż posiadamy zbyt mało danych, aby modelować klimat i robić jakiekolwiek prognozy na temat jego zmian jest mnóstwo.

Mamy tu jedno zdanie i kilka wzajemnie sprzecznych stwierdzeń, w tym jedno kompletnie absurdalne.

Zgodnie z definicją, gaz cieplarniany pochłania promieniowanie podczerwone emitowane z powierzchni Ziemi (zakres długości fal 4-30 μm). Środek pasma absorpcji dwutlenku węgla odpowiada długości fali 15 μm, CO2 automatycznie jest więc gazem cieplarnianym. Twierdząc, że nim nie jest, autorzy filmu negują wyniki pomiarów spektrometrycznych przeprowadzonych wielokrotnie w laboratoriach na całym świecie. Można to porównać do zanegowania zawartości tablicy Mendelejewa.

Odnośnie „głosów, że CO2 nie ma w ogóle wpływu na globalne ocieplenie” to można skomentować tylko, że nie są to szczególnie kompetentne głosy. Jeśli ktoś potrzebuje wyjaśnienia, polecamy lekturę artykułów Ziemia się nagrzewa. I wiemy dlaczego. oraz Chcecie dowodów, że CO2 ma wpływ na efekt cieplarniany? Proszę bardzo!. O możliwościach modelowania klimatu pisaliśmy już przy okazji komentowania „Stanowiska 500 wybitnych naukowców” powyżej.

Nawiasem mówiąc, właśnie od tego listu autor filmu zaczyna wymienianie głosów kontestujących konsensus naukowy w sprawie zmiany klimatu. Oprócz niego na liście znalazła się opisana już przez nas kiedyś „Petycja Oregońska” (patrz Mit: Petycja Oregońska podważa teorię antropogenicznej zmiany klimatu) czy „77 ignorowanych, uciszanych i wykluczanych z debaty noblistów” (patrz Mit: Apel Heidelberski to protest noblistów przeciwko ideologii ocieplenia). Największą ironią jest to, że w tekście apelu noblistów nie ma ani słowa o „związku gospodarki człowieka z globalnym ociepleniem” czy choćby odniesienia do zmiany klimatu. Co więcej, w apelu jest wyraźnie podkreślone, że sygnatariusze „pragną ostrzec władze odpowiedzialne za przyszłość planety, by nie podejmowały decyzji opierających się na pseudonaukowych argumentach lub fałszywych czy nieistotnych danych”. Jednym słowem: decyzje powinny być podejmowane na podstawie najlepszej wiedzy naukowej, a nie w oparciu o ideologię i irracjonalne przekonania (takie, jak prezentowane przez Bald TV).

Na portalu „Nauka o klimacie” skupiamy się na wyjaśnianiu mitów klimatycznych, przewińmy więc film, wyszukując je i pokrótce komentując.

[33:50] „Kiedyś groziła nam nowa epoka lodowcowa. Później zagrożeniem była dziura ozonowa. Teraz wszyscy mówią o gazach cieplarnianych”

Przewidywania epoki lodowcowej w latach 70. były rozpowszechniane głównie przez media. Większość recenzowanych badań naukowych w tych latach przewidywało ocieplenie wywołane przez wzrost ilości dwutlenku węgla w atmosferze. Więcej na ten temat piszemy w Mit: W latach 70. XX wieku naukowcy przewidywali epokę lodowcową.

A czemu nie mówi się już tak dużo o dziurze ozonowej? Ponieważ ludzkość podjęła działania na rzecz rozwiązania problemu (co nie oznacza, że o problemie możemy już w ogóle zapomnieć). Więcej piszemy o tym w artykule Dziura ozonowa - historia sukcesu. Gdybyśmy nie podjęli działań na rzecz redukcji emisji freonów, mielibyśmy spory problem, także z klimatem (Przed czym uchronił nas Protokół Montrealski?).

[34:15] Najważniejszym gazem cieplarnianym jest para wodna. Przyznają się do tego nawet w Wikipedii! Para wodna powstaje na skutek parowania mórz i oceanów. Można by więc spróbować ukarać morza i oceany za niesprawiedliwość klimatyczną

Autor nie odróżnia działania długo żyjących gazów cieplarnianych, jak dwutlenek węgla lub metan, od zachowania pary wodnej, której ilość w atmosferze dostosowuje się do panujących w niej warunków (Nie wie? Wie, ale wprowadza w błąd?). Dla osób potrzebujących wyjaśnienia: Mit: Para wodna jest najważniejszym gazem cieplarnianym.

[35:00] Dla konsensusu klimatycznego i Protokołu z Kioto najważniejszym gazem cieplarnianym jest nie freon, produkowany znowu masowo przez Chiny mimo Protokołu z Montrealu, nie metan, pochodzący z masowej hodowli zwierząt (…). Głównym gazem cieplarnianym – i tu proszę się nie śmiać – jest dwutlenek węgla.

Tu [35:19] przemyka niezauważalnie wykres porównujący względny wpływ wymuszania radiacyjnego różnych gazów cieplarnianych, których koncentrację w atmosferze zwiększyliśmy.

Rysunek 7: Wymuszenie radiacyjne długo żyjących gazów cieplarnianych względem 1750 roku. NOAA.

Na tym wykresie mamy odpowiedź, czemu tyle mówi się o dwutlenku węgla, choć nie jest on jedynym emitowanym przez nas gazem cieplarnianym. Więcej na temat metanu i freonów piszemy w artykułach Mit: To metan jest główną przyczyną ocieplenia oraz Mit: To freony.

A dlaczego na wykresie nie ma pary wodnej? Bo jej czas życia w atmosferze jest bardzo krótki, a stężenie zależy od innych czynników - nie należy więc do gazów wymuszających zmianę klimatu, lecz stanowi sprzężenie zwrotne w systemie klimatycznym. Więcej piszemy o tym w artykule Para wodna - klimatyczny „dopalacz”.

Kolejny ciekawy fragment to owoc fantazji autora filmu, bo takich twierdzeń nie znajdziemy w żadnym podręczniku fizyki atmosfery:

[35:20] Ma on [CO2] na wysokości ok. 6 km tworzyć warstwę, która niczym dach w szklarni, ba – niczym lustro weneckie – wpuszcza krótkofalowe promieniowanie słoneczne natomiast zatrzymuje długofalowe promieniowanie termiczne. Warstwa ta odbija je z powrotem ku Ziemi i w ten sposób powoduje niby efekt cieplarniany.

Dwutlenek węgla nie tworzy żadnej warstwy na wysokości ok. 6 km, lecz jest  - podobnie jak tlen i azot - dobrze wymieszany w atmosferze. Można przyjąć, że do wysokości 100 km procentowa koncentracja tych gazów jest stała (krótkie wyjaśnienie w artykule Dlaczego cięższy od powietrza dwutlenek węgla nie gromadzi się przy powierzchni Ziemi?). A molekuły CO2 nie odbijają promieniowania, tylko je pochłaniają (więcej na ten temat w tekście Efekt cieplarniany - jak to działa). Autor filmu wymyślił piramidalną bzdurę i włożył ją w usta klimatologów, po to, żeby później z nią polemizować. To imponujący przykład zabiegu zwanego atakowaniem chochoła.

Rysunek 8: Zależność koncentracji różnych gazów cieplarnianych od wysokości.

W kolejnych fragmentach autor filmu sygnalizuje, że dwutlenek węgla to w atmosferze gaz śladowy oraz że jedynie niewielka jego część pochodzi z naszych emisji. O tym, jak ważna jest rola dwutlenku węgla dla klimatu świadczą chociażby dane pochodzące z poprzednich epok (patrz np. Mit: To ocieplenie powoduje wzrost koncentracji CO2 a nie na odwrót). Jak też dobrze wiedzą nasi czytelnicy, emisje CO2 ze spalania paliw kopalnych stanowią nie kompensowaną przez naturalne procesy pochłaniania nadwyżkę i kumulują się przez to w środowisku, dzięki czemu koncentracja tego gazu gwałtownie rośnie (piszemy o tym więcej m.in. w artykułach Mit: Dwutlenek węgla emitowany przez człowieka nie ma znaczenia, Mit: Nie ma związku między naszymi emisjami a wzrostem ilości CO2 w atmosferze).

Jeszcze niedawno mogliśmy mówić o „najwyższych stężeniach CO2 od kilku milionów lat”, teraz powinniśmy mówić o „najwyższych stężeniach CO2 od kilkunastu milionów lat”, a już wkrótce będziemy mówić o „najwyższych stężeniach CO2 od kilkudziesięciu milionów lat”. Więcej na ten temat w artykule Zmiany stężeń CO2, CH4 i N2O w ostatnich 800 000 lat: antropocen na sterydach. Nie jest więc prawdą, że - jak twierdzi autor filmu

nigdy w atmosferze Ziemi nie było tak mało dwutlenku węgla jak obecnie

Oczywiście film poświęcony przede wszystkim teoriom spiskowym na temat zmiany klimatu nie byłby kompletny bez garści oskarżeń wobec naukowców. Autor nawiązuje więc do „afery Climategate”, której źródłem było włamanie do poczty internetowej brytyjskich klimatologów. Przejętą korespondencję wykorzystano do sfabrykowania zarzutów o spisek i fałszowanie danych. Zarzuty te okazały się kompletnie bezpodstawne. Więcej na ten temat przeczytać można w naszych tekstach: Mit: Ujawniona korespondencja pomiędzy klimatologami dowodzi spisku, Mit: Klimatolodzy z CRU fałszowali wyniki pomiarów temperatury, Mit: Naukowcy „ukrywają spadek” temperatury.

Merytorycznie to już w zasadzie wszystko, co autorzy filmu mają do powiedzenia. „Bezwartościowe” to najłagodniejsze słowo, jakim można skomentować argumenty mające popierać twierdzenie, jakoby zmiana klimatu był naturalna i nie miała związku ze spalaniem paliw kopalnych.

Film BaldTV nie jest filmem popularnonaukowym, lecz materiałem propagandowym, bazującym na kłamstwach, manipulacjach i odwołującym się do najniższych instynktów. Nic dziwnego, że filmem BaldTV zajęła się Policja - Policja na Jutjuba - publikując satyryczny komentarz do filmu BaldTV.

4. NASA o przyczynach zmiany klimatu

NASA przyznaje, że zmianę klimatu powoduje orbita słoneczna Ziemi, a nie działalność człowieka

A w każdym zaś razie donoszą tak autorzy artykułu w „Najwyższym Czasie!” czy Janusz Korwin Mikke

Doniesienia te bazują na artykule opublikowanym na portalu naturalnews.com, specjalizującym się w rozpowszechnianiu teorii spiskowych i pseudonaukowych. A o co chodzi tak naprawdę?

Ktoś odkrył, że NASA pisze o cyklach epok lodowych, związanych ze zmianami orbity Ziemi (tzw. cykle Milankovicia), przekopiował kilka grafik ze strony NASA i wyciągnął wniosek, że skoro klimat naszej planety zmieniał się wcześniej w wyniku zmian orbity, to obecna zmiana klimatu też musi mieć tą przyczynę. Szkoda, że ten ktoś nie spędził kolejnych kilku minut wpisując choćby w wyszukiwarce frazę „NASA climate change”. Dowiedziałby się, jakie jest faktyczne stanowisko NASA odnośnie tego, czy się ociepla, jakie są tego przyczyny oraz jaki jest konsensus naukowy w tym zakresie. Podsumowując, agencja twierdzi, że ziemski system klimatyczny akumuluje energię, odpowiadają za to nasze emisje gazów cieplarnianych, a konsensus naukowy jest przytłaczający. Zachęcamy wszystkich czytelników do odwiedzania serwisu climate.nasa.gov i sledzenia najnowszych doniesień o globalnym ociepleniu.

Więcej piszemy o tym w artykułach Mit: To naturalny cykl wzrostu i spadku temperatur, Mit: To ocieplenie powoduje wzrost koncentracji CO2 a nie na odwrót.

5. Jarosław Gowin: kontrowersje, których nie ma

I na koniec przykład może nie dezinformacji, ale cokolwiek kompromitującej niewiedzy. W wywiadzie dla Polskiej Agencji Prasowej minister nauki i szkolnictwa wyższego (sic!) Jarosław Gowin powiedział:

To, że znaleźliśmy się w fazie globalnego ocieplenia – widać gołym okiem. Natomiast kontrowersje – także w środowisku naukowców – dotyczą roli człowieka w globalnym ociepleniu. Tu zdania, także wśród naukowców, są bardziej podzielone

Nie, nie są podzielone. Wszystkie duże organizacje naukowe zgodnie stwierdzają, że za globalne ocieplenie odpowiada przede wszystkim działalność człowieka. Nieliczne negujące to stanowisko prace naukowe nie tylko stanowią margines, ale są wzajemnie niespójne i zawierają elementarne błędy. Co najważniejsze zaś, bezpośrednio obserwujemy jaka jest przyczyna akumulacji energii w ziemskim systemie klimatycznym - to wzmożone blokowanie wypromieniowywanej przez Ziemię energii w kosmos w wyniku najwyższej od wielu milionów lat koncentracji gazów cieplarnianych. Więcej na temat konsensusu naukowego odnośnie zmiany klimatu przeczytasz tutaj.

Po ministrze nauki można by spodziewać się wypowiedzi zgodnych z faktami. Tymczasem dowiedzieliśmy się, że:

Ważne jest też, żeby zdawać sobie sprawę, w którym miejscu jest Polska. A Polska nie tylko w ciągu ostatnich 4 lat, ale przez ostatnie 30 lat, ograniczyła emisje CO2 w stopniu zdecydowanie największym ze wszystkich krajów unijnych.

Przyjrzyjmy się redukcjom emisji w będących dla nas naturalnym punktem odniesienia innych krajach dawnego Bloku Wschodniego w ostatnich 30 latach. Jak widać, lądujemy nie na czele a na szarym końcu:

Rysunek 9: Procentowe redukcje emisji CO2 ze spalania paliw kopalnych w krajach dawnego Bloku Wschodniego w latach 1988-2018. Źródło BP Statistical Review of World Energy, 2019.

Nie tylko zresztą te kraje odnotowały większe od Polski redukcje emisji. Dania i Szwecja, będące liderami redukcji emisji w krajach „starej” Unii Europejskiej, zredukowały emisje po ok. 40%. Niestety, twierdzenie o tym, że Polska „ograniczyła emisje CO2 w stopniu zdecydowanie największym ze wszystkich krajów unijnych” jest zwyczajnie nieprawdziwe.

A odnośnie redukcji emisji CO2 w ostatnich 4 latach? Bynajmniej nie zmalały – wzrosły o blisko 10%.

Podsumowując

Rozumiemy, że osoby negujące problem zmiany klimatu i jej konsekwencji czują się zagrożone przez rosnącą świadomość i mobilizację społeczną oraz działania polityczne, takie jak projekt neutralności klimatycznej Unii Europejskiej do 2050 roku, amerykański Green New Deal, czy coraz liczniej pojawiające się na polskiej scenie politycznej głosy mówiące o konieczności odchodzenia od węgla i innych paliw kopalnych. Stąd być może coraz bardziej desperackie próby podważania konsensusu naukowego, zgodnie z metodami opisywanymi w filmach Fabrykowanie wątpliwości, Hałaśliwa mniejszość, Pięć cech negacji nauki. Bardzo cieszy nas natomiast, że do walki z dezinformacją ruszyły oprócz naszej także inne redakcje, na przykład Onet, Kwantowo, Energetyka24, Oko.press czy kanał Everyday Hero.

Marcin Popkiewicz, konsultacja merytoryczna: prof. Szymon P. Malinowski

Opublikowano: 2019-10-08 16:18
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza akceptację polityki cookies.