Galop Gisha na oślep

Zgodnie z żartobliwym prawem Brandoliniego, energia potrzebna do obalenia bzdury jest o rząd wielkości większa niż potrzebna do jej wyprodukowania. Najlepiej widać to w przypadku próby reakcji na stosowany przez wytrawnych adeptów erystyki galop Gisha, czyli wypowiedź składającą się z mnóstwa luźno ze sobą związanych informacji, półprawd i błędnych interpretacji mających przytłoczyć samą swoją masą. W przypadku naukowych tematów, takich jak zmiana klimatu, ich wyjaśnienie wymaga dużo wysiłku i wejście w szczegóły trudne dla osób nie będących fachowcami w temacie. Jest też zwykle niewykonalne w warunkach publicznej debaty czy programu telewizyjnego „na żywo”.

Na szczęście serwis „Nauka o klimacie” już od dość dawna (bo od roku 2013) komentuje rozmaite mity i nieporozumienia na temat zmiany klimatu. Można więc powiedzieć, że pracę rozłożyliśmy sobie na lata i dziś, komentując opublikowany w tygodniku „Do Rzeczy” tekst Tomasza Cukiernika pt. Szaleństwo klimatyczne (podręcznikowy przykład galopu Gisha), wystarczy nam skorzystać z przygotowanych wcześniej wyjaśnień. Bo wiele nowego w tym artykule nie znajdziemy.

Rysunek 1: Okładka tygodnika „Do Rzeczy” z artykułem Tomasza Cukiernika.

Na samym początku redaktor Cukiernik cytuje ustalenia Czwartego Raportu IPCC z 2007 roku. Nie wiemy dlaczego wybrał ten raport, bowiem w międzyczasie w latach 2013-2014 opublikowany został Piąty Raport IPCC, a w 2018 roku Specjalny Raport IPCC na temat ocieplenia o 1,5°C. Być może redaktor szukał po prostu inspiracji w materiałach sprzed kilku lat. Warto podkreślić, że w nowszych dokumentach IPCC powtarza te same podstawowe ustalenia, tylko z coraz większą pewnością (dzięki coraz większej liczbie potwierdzających je pomiarów i obliczeń). Cukiernik próbuje je jednak podważyć, pisząc:

Jednak zdaniem wielu, np. ekspertów Heartland Institute z Chicago czy Komitetu na rzecz Konstruktywnej Przyszłości z Waszyngtonu (CFACT) - raport IPCC jest niewiarygodny i ma niewiele wspólnego z rzeczywistością.

Jako przeciwwagę dla przeglądu literatury naukowej IPCC i zgodnej opinii wszystkich dużych organizacji naukowych na świecie (patrz Mit: Nauka nie jest zgodna w temacie globalnego ocieplenia) cytowane są dwa think tanki finansowane przez koncerny paliw kopalnych (czytaj więcej o Heartland Institute i CFACT na DesmogBlog). Czy tylko nam wydaje się to mało przekonujące?

Międzyrządowy Panel ds. Zmian Klimatu to grupa biurokratów, a nie naukowców

Autorami i recenzentami raportów IPCC są naukowcy, a nie biurokraci, co łatwo sprawdzić, zaglądając do raportu lub na stronę IPCC (patrz też Raport IPCC SR1.5 „od kuchni”).

Naukowcy zajmujący się zmianami klimatycznymi rzeczywiście mają kłopoty z wiarygodnością danych. Warto wspomnieć afery Climategate i Glaciergate z 2009 r. W tej pierwszej miało dojść do manipulowania danymi, aby wykazać wyższy wzrost temperatury w XX w., niż to było w rzeczywistości. W drugiej „pomylono się" o ponad 300 lat w kwestii stopienia himalajskich lodowców.

W tak zwanej „Aferze Climategate” chodziło o włamanie się do poczty internetowej brytyjskich klimatologów i wykorzystania przejętej korespondencji do sfabrykowania zarzutów o spisek i fałszowanie danych. Zarzuty te okazały się kompletnie bezpodstawne. Najwyraźniej jednak wyniki pracy kolejnych badających sprawę komisji rządowych i uniwersyteckich nie dotarły do wiadomości redaktora Cukiernika. Więcej na ten temat przeczytać można w naszych tekstach: Mit: Ujawniona korespondencja pomiędzy klimatologami dowodzi spisku, Mit: Klimatolodzy z CRU fałszowali wyniki pomiarów temperatury, Mit: Naukowcy „ukrywają spadek” temperatury.

Błąd IPCC dotyczący prognozy zaniku lodowców Himalajów do 2035 roku był rzeczywiście niefortunny, choć trzeba powiedzieć, że jeden błąd na ponad dwa tysiące stron małą czcionką, pisanych przez 450 autorów wiodących i 800 wspierających to i tak doskonały wynik. Dane pochodziły z nierecenzowanej publikacji naukowej, a ponieważ informacja znajdowała się w mało poczesnym miejscu, nie została skorygowana w procesie weryfikacji raportu. Choć tempo zaniku lodowców w Himalajach nie jest aż tak gwałtowne, to, według szeregu badań, cofają się szybko (podobnie, jak lodowce w innych miejscach na świecie). Więcej piszemy o tym w artykule Mit: IPCC twierdziło, że lodowce Himalajów stopnieją do 2035 roku.

W książce George'a Reismana pt. „Ekologizm. Trucizna XXI wieku" można przeczytać, w jaki sposób manipuluje się odczytami danych temperaturowych. Pomija się pomiary ze stacji, które wskazują nieproporcjonalnie niższe temperatury, jednocześnie pozostawiając w bazie pomiary historyczne z tych stacji. Do tego dochodzi m.in. zanieczyszczenie danych w wyniku urbanizacji czy zmian rodzaju użytkowania terenu.
Meteorolog Antoni Watt [red.: błąd autora, powinno być Anthony Watts] wykazał, że dane amerykańskiego urzędu pogodowego wykorzystywane do badań klimatycznych przez rząd USA są zbyt niedokładne, aby mogły być wiarygodne. (…)
2015 r. odkryto, że klimatolodzy często wprowadzają poprawki do odczytów temperatury w taki sposób, by zaniżać temperatury z przeszłości, a zawyżać odczyty współczesne.

Nasze przekonanie o tym, że globalne ocieplenie jest faktem, opieramy na wynikach wielu pomiarów prowadzonych różnymi metodami (Mit: Nie ma globalnego ocieplenia). Wspomniane przez redaktora „manipulacje” danymi, wpływ urbanizacji czy zmian użytkowania terenu nie mają wpływu na nagrzewanie się oceanów (gdzie trafia 93% nadwyżki energii związanej z zaburzeniem bilansu radiacyjnego planety), topnienie lodowców liczących dziesiątki tysięcy lat czy zmiany zasięgów gatunków roślin i zwierząt. Naukowcy opracowujący dane o temperaturze zdają sobie oczywiście sprawę ze znaczenia otoczenia stacji dla wyników pomiarów i uwzględniają to w swoich badaniach (Mit: Globalne ocieplenie to efekt miejskiej wyspy ciepła, Mit: Ocieplenie wynika z błędów pomiarowych powodowanych złą lokalizacją stacji, Mit: To usunięcie stacji pomiarowych zawyża obserwowaną zmianę temperatury). O opracowywaniu danych pomiarowych oraz przyczynach, da których wprowadza się do nich poprawki przeczytasz w artykule Mit: Naukowcy z NASA i NOAA fałszują pomiary temperatury.

Zgłaszane przez sceptyków zarzuty co do serii pomiarowych temperatury znalazły swoją kulminację w projekcie BEST, w ramach którego grupa sceptycznych naukowców przeprowadziła własną, zupełnie niezależną od dotychczasowych, analizę danych ze stacji pomiarowych, tworząc własną metodykę analizy danych. Jaki był rezultat tych badań? W pełni potwierdziły one wcześniejsze opracowania NASA GISS, HadCRU i NOAA. Zestawienie tych serii pomiarowych (łącznie z BEST) można zobaczyć na Rysunku 3. Więcej na ten temat można przeczytać w artykułach Szukanie dziury w całym, Mit: Historyczne pomiary temperatur są niewiarygodne.

W 2017 r. pismo naukowe „Natural geoscience" podało, że modele klimatyczne IPCC przewidujące wzrost temperatur po 2000 r. się nie sprawdziły.

W braku informacji o autorze i tytule artykułu trudno sprawdzić, co naprawdę w nim napisano, zwłaszcza że takiego czasopisma nie znamy (znamy „Nature Geoscience” i „Nature Climate Change”). Można jednak po prostu porównać prognozy przedstawione w raporcie IPCC z wynikami obserwacji:

Rysunek 2. Prognozy zmian średniej temperatury powierzchni Ziemi względem 1990 roku w różnych scenariuszach emisji. Po lewej w 2 Raporcie IPCC z 1995 roku, po prawej w 3 Raporcie IPCC z 2001 roku. Na oryginalne wykresy nałożone zostały wyniki pomiarów NASA GISS do 2017 roku (czerwona linia).

Modele IPCC sprawdziły się naprawdę dobrze.

Zwolennicy konsensusu klimatycznego powołują się na badanie Johna Cooka z Uniwersytetu Queensland w Australii z 2013 r., które obejmowało analizę niemal 12 tys. artykułów naukowych z lat 1991-2011. Z badania ma wynikać, że 97 proc. naukowców uważa, iż ocieplanie się klimatu jest efektem działalności człowieka. Jednak taki wynik tej analizy jest zwykłą manipulacją. Otóż w rzeczywistości 66,4 proc. autorów badanych artykułów, które zawierały wyrażenia „globalne zmiany klimatu" lub „globalne ocieplenie", w ogóle nie wyraziło opinii na temat przyczyn globalnego ocieplenia i te artykuły po prostu... odrzucono, a tylko 32,6 proc. wyraziło opinię o antropogenicznym globalnym ociepleniu. I w tej ostatniej grupie 97,1 proc. autorów uważało, że globalne ocieplenie jest spowodowane działaniem człowieka.

Ten cytat świetnie ilustruje sposób rozumowania autora. Jak wiele artykułów z zakresu geografii zawierających słowo „Ziemia” i „Słońce” zawiera i analizuje stwierdzenie, że Ziemia jest okrągła i krąży wokół Słońca? Mało, prawda? Dlaczego? Ponieważ nie ma sensu marnować miejsca w artykule na wypisywanie rzeczy oczywistych. Dokładnie na tej samej zasadzie w artykułach zawierających wyrażenia „globalne zmiany klimatu" lub „globalne ocieplenie", autorzy nie wyrażają opinii na temat przyczyn globalnego ocieplenia – bo to, że zachodzi i jest antropogeniczne w środowisku naukowym jest obecnie oczywistą oczywistością. Więcej w temacie konsensusu w środowisku naukowym piszemy tutaj.

Emerytowany profesor William Happer z Uniwersytetu w Princeton uważa, że dwutlenek węgla nie jest zanieczyszczeniem, a ludzkość raczej nie jest w stanie wpływać na naturalne zmiany klimatu.

William Happer jest fizykiem specjalizującym się w fizyce atomowej, optyce i spektroskopii, mającym bogaty dorobek naukowy w tych dziedzinach, jednak badaniem klimatu naukowo się nie zajmował. Nie znaczy to, że nie może orientować się w aktualnym stanie badań nad klimatem i globalnym ociepleniem, należy jednak ostrożnie podchodzić do tych jego twierdzeń, które od tego stanu badań znacząco odbiegają czy go podważają. Niestety, większość wypowiedzi Happera na temat klimatu należy zaliczyć właśnie do tej kategorii. Jego opinie komentujemy bardziej szczegółowo w artykule Negacjonista klimatyczny mówcą na konferencji preCOP.

W sytuacji braku bardziej aktualnych i fachowych autorytetów Cukiernik powołuje się też na pochodzące sprzed ponad dekady wypowiedzi prof. Zbigniewa Jaworowskiego (lekarza radiologa):

Nieżyjący już prof. Zbigniew Jaworowski w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej" w 2008 r. mówił, że CO2 pochodzenia ludzkiego to tylko 4,5 proc. strumienia naturalnego pochodzenia CO2, a „dane wskazują, że ocieplenie klimatu nie ma związku z zawartością CO2 w powietrzu". Reszta to emisje naturalne, głównie przez oceany, a także lądy i wulkany.

Tym samym redaktor powiela popularny błąd. Jak doskonale wiedzą nasi czytelnicy, chociaż nasze emisje CO2 ze spalania paliw kopalnych do atmosfery to faktycznie ok. 4,5% strumienia naturalnego, to jednocześnie jest to jednak stała nadwyżka nowych atomów węgla wprowadzanych do obiegu w środowisku (patrz Mit: Dwutlenek węgla emitowany przez człowieka nie ma znaczenia). Człowiek nie równoważy emisji związanych ze spalaniem paliw kopalnych. W ich efekcie stężenie dwutlenku węgla w atmosferze jest najwyższe od wielu milionów lat (patrz artykuły Mit: Dwutlenek węgla emitowany przez człowieka nie ma znaczenia, Zmiany stężeń CO2, CH4 i N2O w ostatnich 800 000 lat: antropocen na sterydach). A to, że ocieplenie klimatu ma związek ze wzrostem zawartości CO2 (i innych emitowanych przez nas gazów cieplarnianych) jest potwierdzone bezpośrednimi obserwacjami (opisujemy to w artykule Ziemia się nagrzewa. I wiemy dlaczego.). Co dalej?

Profesor Przemysław Mastalerz w swojej książce „Ekologiczne kłamstwa ekowojowników" pisze, iż obserwacje klimatu przez ostatnie 100 lat „nie przyniosły dowodu, że przyczyną ocieplenia jest wzrost stężenia dwutlenku węgla w powietrzu"

Kolejny nieżyjący profesor, tym razem specjalista od bioorganicznej chemii fosforu w cytatach z książki z 2000 roku… Dość powiedzieć, że dowody na związek ocieplenia klimatu z dwutlenkiem węgla (z których część była już znana w czasie publikacji, patrz Drugi Raport IPCC, Mit: Nadmiar dwutlenku węgla nie powoduje ocieplania klimatu) są dziś jeszcze mocniejsze (Ziemia się nagrzewa. I wiemy dlaczego.). Naprawdę nie obali się ich cytowaniem nierecenzowanych wypowiedzi chemików sprzed blisko 20 lat.

Dodaje, że „stopienie całej pokrywy lodowej na Antarktydzie musiałoby trwać ok. 15 tysięcy lat"

…gdyby lądolód Antarktydy topniał od góry w wyniku ogrzewania od ciepłego powietrza. Niestety, po uwzględnieniu innych procesów (w szczególności podmywania lądolodu przez ocieplające się wody oceanu) okazuje się, że procesy topnienia lądolodu (i związanego z tym podnoszenia się poziomu oceanów) będą przebiegać dużo szybciej. O ile cały lód w lądolodzie będzie topnieć przez tysiące lat, to w scenariuszu Biznes-jak-zwykle prognozuje się, że do 2300 roku do oceanu trafi zaś tak wiele wody z topniejącego lądolodu Antarktydy, że poziom morza (tylko z tego źródła) wzrośnie o ok. 10 metrów (DeConto i Pollard, 2016). Oznaczałoby to zatopienie wszystkich portów i większości nadbrzeżnych miejscowości a nawet dużej części powierzchni niektórych państw. Więcej na temat lądolodu Antarktydy i jego topnienia piszemy tutaj.

„obserwowane od 100 lat ocieplenie, wynoszące ok. od 0,5 do 1 st. C, jest po prostu wynikiem naturalnego cyklu, czyli oznacza normalne ocieplenie się klimatu po oziębieniu w małej epoce lodowej".

W międzyczasie wzrost średniej globalnej temperatury powierzchni przekroczył 1 stopień (Streszczenie Specjalnego Raportu IPCC dotyczącego globalnego ocieplenia klimatu o 1,5°C cz. A). I nie, nie jest to rezultat naturalnego cyklu (patrz Ziemia się nagrzewa. I wiemy dlaczego., Koniec holocenu, Mit: Wzrost średnich temperatur na świecie wynika z przyczyn naturalnych, Mit: To naturalny cykl wzrostu i spadku temperatur). I nie, nie jest to „normalne ocieplenie się klimatu po oziębieniu w małej epoce lodowej" (patrz Mit: Ociepla się, bo wychodzimy z małej epoki lodowej)

Zdaniem prof. Mastalerza nie znamy przyczyn zmian klimatu ani występujących na przemian epok lodowych z okresami ciepłymi.

Najwyraźniej przyczyny zmian klimatu ani występujących na przemian epok lodowych z okresami ciepłymi były tajemnicą dla prof. Mastalerza i red. Cukiernika, ale nie są one tajemnicą dla paleoklimatologów, a nawet zainteresowanych tematem niefachowców (patrz Mit: To ocieplenie powoduje wzrost koncentracji CO2 a nie na odwrót).

Niektórzy naukowcy twierdzą, że globalne ocieplenie jest związane z aktywnością Słońca, prądami morskimi czy promieniowaniem kosmicznym.

Są też tacy, co twierdzą, że Ziemia jest płaska… A na poważnie, wszystkie te czynniki wpływają na klimat Ziemi, ale nie leżą u przyczyn współczesnej jego zmiany (patrz Skąd wiemy, że to nie Słońce, wulkany itp. odpowiadają za globalne ocieplenie?). Nie bez powodu wszystkie ostatnie 5 lat (2014-2018) należy do 5 najcieplejszych w historii pomiarów zaś ostatnia dekada była prawdopodobnie najcieplejszą w całym holocenie (Marcisek i in., 2017), a więc od poprzedniego (o ułamek stopnia cieplejszego) interglacjału eemskiego 120 tysięcy lat temu.

Efekt cieplarniany jest powodowany przede wszystkim przez parę wodną w powietrzu, która odpowiada za to zjawisko w 95-99 procentach! [...] A dwutlenek węgla powstały na skutek działalności człowieka dodaje do tego poniżej 0,2 procent. To jest kompletnie nic wobec naturalnych zmian klimatu" – wyjaśniał w wywiadzie prof. Jaworowski. Zaznaczał, że klimat zależy przede wszystkim od Słońca, a nie istnieją żadne zależności pomiędzy zmianami dwutlenku węgla w atmosferze a klimatem.

Galop Gisha w Galopie Gisha to już naprawdę wyższa klasa galopady. Na całe szczęście błędność ostatniego zdania wyjaśniliśmy przed chwilą, a kwestię znikomości naszych emisji CO2 wobec naturalnych chwilę wcześniej. Kwestię pary wodnej wyjaśniamy zaś w artykule Mit: Para wodna jest najważniejszym gazem cieplarnianym.

Składający się z niezależnych naukowców Pozarządowy Międzynarodowy Panel o Zmianach Klimatu (NIPCC) zebrał dane, które także udowadniają, że aktualne globalne ocieplenie ma podłoże naturalne, a gazy cieplarniane mają minimalny wpływ na temperaturę na świecie. (…)
Już w 1998 r. w tzw. petycji oregońskiej, podpisanej przez 31 tys. amerykańskich naukowców, nie tylko wyrażono przekonanie, że brakuje dowodów na to, iż gazy cieplarniane spowodują zmiany klimatyczne, lecz także wykazano pozytywny wpływ większego stężenia dwutlenku węgla na środowisko.

No tak, wśród źródeł informacji nie mogło zabraknąć NIPCC, najbardziej oficjalnego forum sceptyków zmian klimatu, ani Petycji Oregońskiej. To doskonałe przykłady na to, jak niewiele trzeba, by stworzyć pozory naukowych kontrowersji tam, gdzie ich nie ma i przy użyciu minimalnych środków skutecznie wpływać na opinię publiczną i decydentów. Działalność NIPCC opisujemy w artykułach Najnowszy raport NIPCC (2013) cz. 1 i Najnowszy raport NIPCC (2013) cz. 2. To, jakie są kwalifikacje sygnatariuszy i ogólna wartość Petycji Oregońskiej opisujemy w artykule Mit: Petycja Oregońska podważa teorię antropogenicznej zmiany klimatu. Przeglądowo o nibynaukowych nibyorganizacjach, nibyraportach i nibypetycjach w temacie klimatu można przeczytać w artykule Panteon negacjonistów.

Działający jak nawóz CO2, ma stymulujący wpływ na wegetację roślin, co powoduje stabilność ekosystemu i przedłużenie jego życia.

Kiedy w atmosferze przybywa CO2 rośliny rosną lepiej, usuwając tą drogą z atmosfery ok. ¼ naszych emisji. Jednak należy zauważyć, że do czynników limitujących ich wzrost należy chociażby dostępność wody czy składników odżywczych takich jak azot i fosfor. Sam CO2 nie wystarczy żeby „przedłużyć życie ekosystemu” (swoją drogą co to oznacza?). Choć pochłanianie przez rośliny spowalnia tempo wzrostu ilości CO2 w atmosferze, to nie będzie to trwać wiecznie. Korzyści na dłuższą metę też są mocno wątpliwe. To złożona tematyka, osoby zainteresowane mogą o tym przeczytać w artykułach Mit: Im więcej CO2, tym lepiej dla roślin, I znów nam wmawiają: cieszcie się z ocieplenia, Nawożenie roślin CO2 jest OK. Są jednak „ale”. Liczne „ale”., Ziemia się zieleni - ale gdzie i dlaczego?, Dodatkowe emisje ze źródeł naturalnych a przyszła zmiana klimatu w rozdziale ‘Lądowe rezerwuary węgla’.

Tymczasem samo istnienie globalnego ocieplenia jest dyskusyjne

Coraz lepiej.… Widać, że redaktor Cukiernik nie przedstawia żadnej spójnej wizji, tylko wrzuca do artykułu wszystkie materiały krytyczne względem obecnej zmiany klimatu jakie tylko gdziekolwiek znalazł, nieważne, że wzajemnie sprzeczne... Oczywiście publicystyka rządzi się innymi prawami niż literatura naukowa, ale to tym bardziej pokazuje, jak tekst redaktora Cukiernika odległy jest od nauki.

Niektórzy naukowcy przewidują nadchodzące globalne oziębienie związane ze zmniejszoną aktywnością Słońca, a nawet małą epokę lodowcową. Podobnie naukowcy z Uniwersytetu w Edynburgu ogłosili niedawno, że zmiany w orbicie ziemskiej sprawiają, iż czeka nas niebawem trwająca tysiąclecia epoka lodowcowa.

„Niektórzy naukowcy…”, „naukowcy z Uniwersytetu w Edynburgu…”. Czyli nie wiadomo kto. No, ale przynajmniej wiadomo co: spadek aktywności słonecznej i/lub zmiany orbity Ziemi wprowadzą nas w nową epokę lodową. Teza ta jest zupełnie nieuzasadniona – efekt wzrostu koncentracji gazów cieplarnianych jest znacznie silniejszy zarówno od wpływu zmian orbity Ziemi jak i zmian aktywności słonecznej, i to nawet w przypadku jej znaczącego spadku. Więcej na ten temat przeczytasz w artykule Mit: Czeka nas nowa epoka lodowcowa.

Według Dona Easterbrooka, geologa z Western Washington University, klimat Ziemi nie ociepla się, lecz ochładza.

Owszem, można spotkać naukowców, choć raczej nie specjalistów od klimatu, którzy głoszą rychłe nadejście oziębienia. Geolog Don Easterbrook, regularny bywalec przedstawionego już Heartland Institute, odrzuca rolę wpływu gazów cieplarnianych na klimat i twierdzi, że do przewidywania przyszłych zmian klimatu wystarczy analiza naturalnych cykli zmian w przeszłości. Ochłodzenie klimatu prognozuje zaś już od dwóch dekad. W 2001 roku stwierdził: „Jeśli cykle będą takie jak w przeszłości, obecny ciepły cykl powinien się zakończyć w ciągu kilku lat, a globalne ocieplenie powinno raczej słabnąć niż wzrastać w przyszłych dekadach”. W 2006 roku stwierdził: „Obecny ciepły cykl powinien wkrótce się skończyć a temperatura globalna powinna zacząć spadać. W 2008 doszedł do wniosku, że „wydaje się, że prognozowane ochłodzenie właśnie się zaczęło”. W tym samym roku napisał także: „[...] W 2001 wystawiłem moją reputację na szwank i opublikowałem prognozy wchodzenia w cykl globalnego ochłodzenia około 2007 roku (± 3-5 lat), bazując na przeszłych zlodowaceniach, danych z rdzeni lodowych i innych... Jeśli obecny trend ochładzania będzie trwał, raporty [IPCC] będą największą farsą w historii nauki”.

Żeby sprawdzić wartość tych prognoz przyjrzyjmy się wynikom pomiarów średniej temperatury powierzchni Ziemi (łącznie z serią sceptyków klimatycznych, BEST).

Rysunek 3. Odchylenie temperatury powierzchni Ziemi od średniej względem okresu bazowego 1981-2010. Dane dla 2019 roku dla pierwszych 6 miesięcy. Źródła NASA GISS, HadCRUT4, NOAA, BEST.

Jak można skomentować słowa Easterbrooka z 2008 roku o tym, że „jeśli obecny trend ochładzania będzie trwał, raporty [IPCC] będą największą farsą w historii nauki”?

Więcej na ten temat piszemy w artykułach Mit: Nadchodzi globalne ochłodzenie i Zakłady o zmianę klimatu: naukowcy vs. negacjoniści.

W połowie 2018 r. NASA poinformowała, że średnia temperatura od lutego 2016 r. do lutego 2018 r. spadła o 0,56 st. C.

Takie ochłodzenie robi wrażenie, prawda? Pojawia się pytanie, dlaczego akurat taki dobór dat? Przecież mamy lipiec 2019 roku, jeśli więc interesują nas zmiany średniej temperatury globalnej w ciągu dwóch lat, to chyba lepiej byłoby wziąć różnicę temperatury między czerwcem 2019 i czerwcem 2017? A poza tym dlaczego dwa lata a nie rok lub trzy? Spójrz na wykres średniej temperatury globalnej z serii NASA GISS, którą przytacza redaktor Cukiernik i odpowiedz sobie na to pytanie.

Rysunek 4. Miesięczne odchylenie temperatury od średniej względem okresu bazowego 1951-1980. Źródło NASA GISS.

Znasz strategię „wydłubywania wisienek”, czyli wybierania pojedynczych danych, które popierają naszą tezę? Tekst redaktora Cukiernika (nie wnikając czy to jego autorski wkład czy zapożyczył go od kogoś innego) jest tego świetnym przykładem. Od razu widać, czemu taki dobór miesięcy – rozpoczęcie na górce (związanej z silnym zjawiskiem El-Niño, podnoszącym temperaturę powierzchni planety) a skończenie na niskiej wartości pozwala u osób nieświadomych tematu wywołać wrażenie, że klimat się ochładza. Gdybyśmy dobrali okres nie dwóch lat, lecz roku lub trzech, spadek byłby mniejszy. Gdybyśmy sprawdzili zmianę temperatury między czerwcem któregokolwiek z poprzednich lat z obecnym czerwcem, zobaczylibyśmy wzrost temperatury (czerwiec 2019 roku był najcieplejszym w historii pomiarów). Widać zresztą, że ze względu na fluktuacje temperatury takie porównania nie mają sensu – żeby zobaczyć trend trzeba przyjrzeć się dłuższym szeregom czasowym (widać to na rysunku 3).

„Badania geologiczne dowodzą niezbicie, że stała zmienność jest podstawową cechą klimatu Ziemi w całej jej historii, a zmiany zachodzą w nakładających się cyklach o różnej długości - od kilkuset tysięcy do kilkunastu lat" – czytamy w stanowisku Komitetu Nauk Geologicznych PAN.

Stanowisko KNG PAN jest cytowane przez redaktora Cukiernika wielokrotnie. Czemu cytuje dokument sprzed ponad dekady, do tego pochodzący od osób nie prowadzących badań klimatu i nie publikujących w tym obszarze? Ponieważ treść pisma KNG PAN pasuje do tez redaktora. Tymczasem stanowisko KNG PAN drastycznie odbiega od opinii światowego środowiska naukowego i zawiera szereg poważnych błędów merytorycznych. Dokument ten (nie posiadający żadnych źródeł) skomentowaliśmy obszernie w artykułach Mit: Globalnego ocieplenia nie ma, bo tak mówi Komitet Nauk Geologicznych [1] i Mit: Globalnego ocieplenia nie ma, bo tak mówi Komitet Nauk Geologicznych [2]. Tam też odsyłamy po wyjaśnienia. Polecamy też lekturę Stanowiska Komitetu Geofizyki PAN z 2018 roku.

Niektórzy naukowcy twierdzą, że wzrost stężenia gazów cieplarnianych jest efektem wyższych temperatur, a nie odwrotnie.

To często spotykany mit, wyjaśnijmy pokrótce. Atmosferyczna koncentracja CO2 w ostatnim stuleciu skoczyła do poziomu najwyższego od wielu milionów lat (piszemy o tym w artykule Zmiany stężeń CO2, CH4 i N2O w ostatnich 800 000 lat: antropocen na sterydach). Czy ten bezprecedensowy wzrost faktycznie mógłby być skutkiem wzrostu temperatury oceanów i wynikającego z tego spadku rozpuszczalności CO2 i w konsekwencji jego emisji do atmosfery? Nie. Zgodnie z rządzącym rozpuszczalnością gazów prawami można policzyć, że wymagałoby to wzrostu temperatury wód oceanów o ponad 10°C, co nie miało miejsca (temperatura powierzchni oceanów wzrosła o niecały stopień Celsjusza, a głębin znacznie mniej – na głębokości 700 metrów ocieplenie postępuje w tempie 0,015°C na dekadę). Ponadto, obserwowane zakwaszanie się oceanów świadczy o pochłanianiu (a nie emitowaniu) przez nie dodatkowego dwutlenku węgla (czytaj więcej).

O tym, że to nie emisje CO2 z oceanów są przyczyną wzrostu koncentracji tego gazu w atmosferze, świadczy też wiele innych obserwacji. Przeczytasz o nich w tekście Mit: To ocean emituje dwutlenek węgla. Jeśli chcesz wiedzieć, jak to możliwe, że stosunkowo małe emisje związane z działalnością człowieka doprowadziły do znaczącego wzrostu koncentracji tego gazu w atmosferze, zajrzyj do artykułu Mit: Dwutlenek węgla emitowany przez człowieka nie ma znaczenia.

Rysunek 5: Zestawienie obserwowanych zjawisk z potencjalnymi przyczynami obserwowanego wzrostu stężenia dwutlenku węgla. Zielone pola oznaczają zjawiska, których zgodnie z prawami fizyki powinniśmy się spodziewać przy działaniu określonego czynnika, czerwone pola to zjawiska, które nie powinny być obserwowane. Pola szare – nie dotyczy. Szczegółowy opis można znaleźć w książce „Nauka o klimacie”.

„Obecnemu ociepleniu towarzyszy wzrost zawartości gazów cieplarnianych w atmosferze: wśród nich dominuje para wodna, a w mniejszych ilościach występują m.in. dwutlenek węgla, metan, tlenki azotu i ozon. Tak działo się zawsze, bo jest to zjawisko nierozłącznie związane z cyklicznym ocieplaniem i oziębianiem" - dodaje Komitet Nauk Geologicznych PAN

O, znowu cytat z KNG PAN… tym razem punkt 5 „Stanowiska”. Po wyjaśnienie zapraszamy do artykułu Mit: Globalnego ocieplenia nie ma, bo tak mówi Komitet Nauk Geologicznych [1].

Heartland Institute wskazuje natomiast, że długoterminowe badania geologiczne nie dowiodły związku pomiędzy ocieplaniem się klimatu a wzrostem stężenia CO2. Były okresy, kiedy następował wzrost stężenia dwutlenku węgla, a temperatury spadały, i odwrotnie – spadało stężenie CO2, a temperatury rosły.

Heartland Institute jako źródło informacji… Na tym można by zakończyć, tym bardziej, że nie bardzo wiemy, jakie okresy autor ma na myśli, kiedy to „stężenie CO2 rosło, a temperatury spadały”. Powiązanie między wzrostem stężenia CO2 w atmosferze a wzrostem średniej temperatury powierzchni Ziemi jest bowiem bardzo silne i dobrze udokumentowane. Być może chodzi o okresy w geologicznej historii Ziemi, kiedy to pomimo sporo wyższego stężenia CO2 niż obecnie na Ziemi panowały warunki epoki lodowej? Wyjaśniamy to w artykule Mit: Zlodowacenie w Ordowiku wyklucza udział CO2 w ociepleniu. Mechanizm wiążący stężenia CO2 i temperatury oraz działanie tzw. termostatu węglowego wyjaśniamy w artykułach Zmiany klimatu kiedyś i dziś - w 80 lat do klimatu z czasów dinozaurów? oraz Mit: Kiedyś w atmosferze było więcej CO2, więc teraz nie ma się czym martwić. Gorąco polecamy też wykład profesora Richarda Alleya na temat historii geologicznej zmian klimatu i roli jaką w nich odgrywały zmiany koncentracji dwutlenku węgla w atmosferze, zatytułowany znacząco The Biggest Control Knob: Carbon Dioxide in Earth's Climate History.

Jakobshavn, największy lodowiec na Grenlandii, zamiast topić się zgodnie z teorią globalnego ocieplenia, w tym roku przyrasta trzeci rok z rzędu.

Przedstawiliśmy przed chwilą technikę wybierania wisienek (spadek temperatury globalnej między lutym 2016 i lutym 2018), polegającą na takim wyrywkowym doborze informacji, żeby potwierdzały przedstawianą tezę, z jednoczesnym pominięciem szerszego kontekstu. Tu mamy podobną sytuację: wybieramy jeden lodowiec i krótki okres czasu, ignorując to, że średnia masa lodowców na świecie szybko spada. Piszemy o tym w artykule Mit: Lodowce nadal rosną a nie podlegają topnieniu. Z aktualnymi danymi można zapoznać się na stronie Światowej Służby Monitoringu Lodowców (World Glacier Monitoring Service, WGMS). A odnośnie lodowca Jakobshavn? Jego chwilowy wzrost nie jest niczym zaskakującym – w wyniku zmian prądów oceanicznych woda docierająca ostatnio w okolice lodowca jest chłodniejsza niż wcześniej (to element naturalnego cyklu), przez co nie topi go od spodu tak szybko jak robiła to cieplejsza woda wcześniej. Więcej można przeczytać o tym na stronie Glacjoblogia.

Są też dowody na to, że lód Antarktydy topnieje, bo ogrzewa się od wnętrza Ziemi.

O, kolejny skomentowany przez nas mit klimatyczny. Zapraszamy do lektury: Mit: Topnienie lądolodu Antarktydy powoduje ukryty pod nim wulkan.

Musimy przyznać, że jesteśmy pod wrażeniem Galopu Gisha redaktora Cukiernika. Rozumiemy, że jego artykuł jest tekstem publicystycznym a nie naukowym, jednak skala braku faktów naukowych w tekście z założenia dotyczącym kwestii naukowej, jaką jest działanie ziemskiego systemu klimatycznego oraz zmiany klimatu kwalifikowałaby go nie do tygodnika „Do Rzeczy” lecz raczej do „Od Rzeczy”.

Rysunek 6: Projekt okładki tygodnika „Od Rzeczy” autorstwa Arkadiusza Wierzby.

Tygodnikowi „Do Rzeczy” szczerze życzymy artykułów na jak najwyższym poziomie merytorycznym, dla redaktora Cukiernika mamy zaś prezent w postaci książki „Nauka o klimacie”, której lektura pozwoli mu na pisanie merytorycznie wartościowych artykułów.

Marcin Popkiewicz, konsultacja merytoryczna prof. Szymon Malinowski

PS: W dyskutowanym numerze „Do Rzeczy” opublikowany został też artykuł Rafała Ziemkiewicza pt. "Nowa religia - klimatyzm". Komentarz do niego można przeczytać na portalu Ziemia na rozdrożu.

Opublikowano: 2019-07-22 17:29
Tagi

klimatyczne bzdury

Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza akceptację polityki cookies.