Paniczne sianie wątpliwości

Światowi przywódcy obradują na temat polityki klimatycznej podczas konferencji klimatycznej COP21 w Paryżu, a tymczasem w polskiej prasie wciąż można znaleźć teksty podważające sens ich spotkania i zainteresowania tematem. Komentujemy felieton Matta Ridleya opublikowany w „Polska The Times”.

„Ocieplenie systemu klimatycznego jest bezdyskusyjne”, „Wpływ człowieka na klimat jest oczywisty.”, „To głównie skumulowane emisje CO2 zadecydują o wzroście średniej temperatury powierzchni Ziemi do końca XXI wieku i później.” – te podstawowe wnioski płynące z badań naukowych podsumowanych w V raporcie IPCC są coraz szerzej znane i akceptowane przez społeczeństwo. Przegląd polskiej prasy pokazuje, że wciąż jednak aktywne są osoby próbujące zaciemnić obraz i wzbudzać wątpliwości. Wątpliwości powodują bowiem, że jesteśmy mniej skłonni do podjęcia konkretnych działań. Schemat działania „handlarzy wątpliwościami” przedstawiła w swojej książce i wykładzie Naomi Oreskes (obejrzyj wykład).

Polską tubą „handlarzy wątpliwościami” został tym razem dziennik „Polska The Times”, który publikuje tłumaczenia kolejnych felietonów Matta Ridleya, dziennikarza znanego z prób podważania ustaleń nauki, przeinaczania wyników badań, starannego dobierania danych i przykładów, tak by pasowały do jego tez. Jego poprzedni felieton skomentowaliśmy w tekście I znów nam wmawiają: cieszcie się z ocieplenia. Najnowszy nosi tytuł Klimatyczne napady paniki. Globalne ocieplenie nie jest aż tak niebezpieczne i stanowi doskonały przykład chaotycznego zlepku faktów i przeinaczeń, nie niosącego żadnej konkretnej myśli, ale mającego wzbudzić u czytelnika masę filozoficznych wątpliwości odnośnie sensu badań naukowych i przejmowania się zagrażającą nam i trwającą już zmianą klimatu. Rozłóżmy go na czynniki pierwsze.

Ruszamy z kopyta!

Matt Ridley nie marnuje miejsca na ogólne, nie budzące wątpliwości wstępy. Już w pierwszym wierszu swojego felietonu zamieszcza manipulację:

Wydaje się, że obecny rok będzie znacznie cieplejszy niż poprzedni. Nie będzie jednak rekordowy, nie pokona roku 1998.

Pierwszego zdania nie będziemy się „czepiać” – nim rok 2015 dobiegnie końca, nie znamy jego dokładnego miejsca w rankingu najgorętszych lat w historii pomiarów (chociaż Światowa Organizacja Meteorologiczna już oficjalnie prognozuje, że będzie to miejsce pierwsze). Do drugiego zdania jednak się przyczepimy. Sugeruje ono, że rok 1998 po dziś dzień piastuje tytuł najgorętszego roku w historii pomiarów. Tymczasem to nieprawda. Raporty o stanie klimatu przygotowywane co roku przez Światową Organizację Meteorologiczną wskazują, że najgorętsza w historii jest jednak ostatnia dekada:

Rysunek 1. Zmiany średniej temperatury powierzchni Ziemi względem okresu 1961-1990, bazujące na średniej trzech serii pomiarowych (HadCRUT.4.4.0.0, GISTEMP and NOAAGlobalTemp) od 1950 do 2014 r. Średnia dla 2015 roku bazuje na danych od stycznia do października. Słupki są pokolorowane w zależności od tego, czy na Pacyfiku występowało zjawisko El Niño (kolor czerwony), La Niña (kolor niebieski), czy warunki neutralne (kolor szary). Źródło WMO

Rok 1998 znajduje się na dość wysokim, czwartym (lub piątym, jeśli uwzględnić już rok 2015) miejscu w rankingu najgorętszych lat, jednak oprócz 2015 wyprzedzają go już lata 2005, 2010 i 2014. Po cóż więc wyróżniać 1998 w felietonie? Zapewne po to, by sprawić wrażenie, że był to ostatni rekordowo gorący rok, a w międzyczasie żadnego ocieplenia nie zanotowaliśmy. Tymczasem, jak można przeczytać w raporcie IPCC z 2013 roku.

W każdej z ostatnich trzech dekad temperatura powierzchni Ziemi była wyższa niż w poprzedniej i jednocześnie wyższa, niż w którejkolwiek z wcześniejszych dekad od 1850 r.

Dotyczy to również początku XXI wieku.

Pogoda czy klimat?

W kolejnych akapitach swojego felietonu Matt Ridley nawiązuje do trwającego obecnie szczytu klimatycznego w Paryżu i uspokaja delegatów, że nie muszą się martwić następstwami zmiany klimatu, przywołując na poparcie swych słów… sytuację pogodową w Szkocji w dniu rozpoczęcia negocjacji (w poszukiwaniu niższych od średniej temperatur musiał z udać za granicę, bo w Paryżu była akurat ciepło). Absurdalności tego argumentu nie musimy chyba tłumaczyć wiernym czytelnikom Nauki o klimacie, którzy doskonale zdają sobie sprawę z różnicy pomiędzy pogodą (chwilowym stanem atmosfery) a klimatem, czyli statystyką stanów pogody (w uproszczeniu - stanem średnim obliczanym dla wielu lat). Doświadczenie wskazuje jednak, że u odbiorcy nastawionego mniej analitycznie, informacja, że w Szkocji pada śnieg może jednak spowodować wątpliwości co do istnienia jakiegokolwiek ocieplenia. O mniej oczywistych (dla niemeteorologów) związkach pogody i ocieplenia piszemy w tekstach Anomalie pogodowe, Arktyka i prąd strumieniowy, Mit: Rekordowe opady śniegu to dowód na to, że globalne ocieplenie to fikcja, Mit: Jest zimno, więc globalne ocieplenie się skończyło.

ZIMA

Rysunek 2. „Śnieg za oknem” – cóż może być bardziej prowokujące? Zdjęcie: slgckcg, Flickr (licencja CC BY 2.0)

Teraźniejszość czy przyszłość?

W dalszej części tekstu, autor próbuje przekonać nas, że

dyskutowany podczas szczytu problem - nawet nie ocieplenie, lecz groźne ocieplenie - wcale jeszcze nie dał o sobie znać

Naprawdę bardzo by nas to ucieszyło. Niestety, pamiętamy wnioski z podsumowującego badania naukowców z całego świata raportu IPCC - choćby o tym, że średnia temperatura powierzchni Ziemi w latach 1880-2012 wzrosła o ok. 0,85°C (co przekłada się np. na wzrost częstości występowania i długości fal upałów, jak opisujemy to w tekście Fale upałów, czyli Letnia Opowieść) albo że tempo wzrostu poziomu oceanów od połowy XIX w. jest większe niż średnie tempo w poprzednich dwóch tysiącach lat (więcej w tekście Sekrety poziomu morza). Pamiętamy również to, co przeczytaliśmy w raporcie Europejskich Akademii Nauk o ekstremalnych zjawiskach pogodowych w Europie: od lat osiemdziesiątych częstość występowania katastrof związanych z pogodą wzrosła o 70% w Europie i o ok. 100% na świecie. Niepokoją nas też analizy, zgodnie z którymi już obecnie zmiana klimatu przyczyniła się do trwających konfliktów zbrojnych i masowych migracji (Raport: Globalnie ocieplenie a rewolucja w Syrii).

Poznań - starówka

Rysunek 3. Poznań w lipcu 2015. Lato tego roku było szczególnie uciążliwe ze względu na upały. Zdjęcie: Hectorlo, Flickr (licencja CC BY-NC-ND 2.0)

O „nierównomierności” ocieplenia

Na Antarktyce temperatura niemal w ogóle się nie podniosła, a cała południowa półkula ocieplała się w dwa razy wolniej niż północna. Arktyka uległa większemu ociepleniu niż tropiki. Noc ocieplała się szybciej niż dzień, a zima bardziej niż lato.

- pisze dalej Matt Ridley, za co (dla odmiany) bardzo mu dziękujemy. Sami dość często musimy tłumaczyć, że choć średnia temperatura powierzchni Ziemi jest bardzo przydatnym wskaźnikiem (dlaczego? Przeczytaj w tekście O co chodzi z „Progiem wzrostu temperatury o 2C”), to jej wzrost nie oznacza, że temperatura rośnie wszędzie tak samo. Już Svante Arrhenius, autor pierwszych obliczeń dotyczących możliwej zmiany klimatu, jaka nastąpiłaby w wyniku podwojenia koncentracji dwutlenku węgla (wykonał je w XIX w), spodziewał się, że okolice bieguna północnego będą ogrzewać się szybciej niż te w niższych szerokościach geograficznych. Dokładniej opisujemy to w tekście Arktyczne wzmocnienie. Z kolei wzrost liczby ciepłych nocy szybszy niż liczby ciepłych dni to przecież jeden z dowodów na związek ocieplenia klimatu ze wzrostem koncentracji dwutlenku węgla.

Efekt miejskiej wyspy cieplnej, o którym również wspomina autor, jest w dobie zmiany klimatu szczególnie niekorzystnym zjawiskiem. Oznacza, że dla mieszkańców miast zjawiska takie jak coraz bardziej uciążliwe fale upałów (Fale upałów, czyli Letnia Opowieść) są uciążliwe szczególnie. Nie damy sobie jednak wmówić, że to, co dzieje się w miastach jest skutkiem jedynie lokalnych zmian takich jak betonowanie powierzchni, wycinka drzew czy nagromadzenie urządzeń grzewczych. Naukowcy umieją bowiem rozdzielić te problemy (Mit: Globalne ocieplenie to efekt miejskiej wyspy ciepła).

Nie twierdzę, że ogólnie temperatura nie wzrosła, mówię jedynie, że wariacja zasłania obraz trendu.

pisze Ridley. Żeby więc przejściowe zjawiska zachodzące wewnątrz systemu klimatycznego Ziemi nie zaciemniły nam obrazu, przypomnijmy wykres zmian średniej temperatury powierzchni Ziemi.

Rysunek 4. Średnioroczne odchylenie temperatury powierzchni Ziemi od średniej z okresu 1951-1980. NASA.

Od geografii do historii

Zachęcając czytelnika do spojrzenia na problem w szerszej perspektywie, Ridley przywołuje historyczne przykłady ciepłych okresów. Słyszeliście o strategii „wydłubywania wisienek”, czyli wybierania pojedynczych danych, które popierają naszą tezę? To jest świetny przykład, bo cóż może nam powiedzieć o globalnym trendzie fakt, że „w ostatnich czterech miesiącach tego [1953] roku w Oxfordzie w ogóle nie odnotowano mroźnego powietrza”? Albo lokalne i bynajmniej nie dorównujące dzisiejszemu ocieplenie w Średniowieczu (czytaj więcej: Mit: W Średniowieczu było cieplej niż dziś)? Globalnie rzecz biorąc, okres środkowego Holocenu, nad którym rozwodzi się Ridley, faktycznie był dość ciepły. Jednak, jak wskazują rekonstrukcje temperatury z tego okresu, temperatura wahała się wtedy wokół stałego poziomu ok. 0,2°C względem średniej z lat 1961-1990. Dzisiejsza średnia temperatura powierzchni Ziemi jest wyższa, a w dodatku – gwałtownie rośnie (czytaj więcej: Koniec holocenu).

Rysunek 5. Niebieska linia: rekonstrukcja globalnej temperatury z danych proxy Marcott i in., 2013. Zmiany temperatur w ostatnich latach na podstawie pomiarów instrumentalnych, zaznaczonych linią czerwoną (dane HadCRU). Wykres sporządził Klaus Bitterman.

Warto pamiętać, że nie tylko pan Ridley wie co nieco na temat historii klimatu. Znają ją także paeloklimatolodzy – to między innymi dzięki nim rozumiemy, jak zmiany aktywności słonecznej, zmiany orbitalne Ziemi, krążenie wody w oceanie czy erupcje wulkaniczne wspólnie kształtują klimat naszej planety, i jak może on być modyfikowany przez czynniki takie jak wzrost koncentracji dwutlenku węgla (Mit: Klimat zmieniał się już wcześniej - dziś jest tak samo, Mit: To ocieplenie powoduje wzrost koncentracji CO2 a nie na odwrót, Mit: Zlodowacenie w Ordowiku wyklucza udział CO2 w ociepleniu). Dobrze jest patrzeć na problem zmiany klimatu w szerszej perspektywie. Ale dobrze jest też nie ograniczać się do wniosku typu „a więc wszystko już było, nic się nie zmienia, nic nie wiadomo, nie ma się czym przejmować”.

Jeszcze trochę dymu i „wisienek”

Pod koniec felietonu autor nawiązuje do swojego ulubionego tematu rzekomych korzyści płynących z ocieplenia klimatu, czemu poświęciliśmy poprzedni artykuł I znów nam wmawiają: cieszcie się z ocieplenia. Pisze o klęskach żywiołowych, które – dzięki coraz lepszemu przygotowaniu ludności, działalności władz i organizacji pozarządowych – przynoszą coraz mniej ofiar. Nie wspomina o tym, że przynoszą one coraz większe straty materialne. Pisze o wyjątkowo spokojnym w tym roku sezonie huraganowym na Atlantyku, pomijając dyskretnie kwestię wyjątkowo aktywnego sezonu na Oceanie Spokojnym (taką konfigurację można powiązać z występowaniem w tym roku wyjątkowo silnego zjawiska El Niño).

Rysunek 6. Światowe straty wynikające z katastrof związanych z pogodą w latach 1970-2013 według danych Swiss Re.

Ciekawym zabiegiem jest też powołanie się na historyczne nagłówki prasowe, które często bywają nazbyt sensacyjne. My również namawiamy do spoglądania na nie ze sceptycyzmem. I pamiętania, że… to tylko nagłówki prasowe, niekoniecznie rzetelnie relacjonujące wyniki badań naukowych. Świetnym przykładem jest są zapowiedzi epoki lodowej, jakie pojawiły się w prasie w latach siedemdziesiątych, a które z nie miały wiele wspólnego nawet z ówczesnym stanem wiedzy naukowej: Mit: W latach 70. XX wieku naukowcy przewidywali epokę lodowcową. W przypadku globalnego ocieplenia sytuacja jest jednak inna.

Ocieplenie systemu klimatycznego jest bezdyskusyjne. Wiele zmian, obserwowanych w systemie od lat pięćdziesiątych XX wieku nie ma precedensu w skali wielu dziesięcioleci, a nawet tysiącleci.

Jest niezwykle prawdopodobne[czyli na 95%], że ponad połowa obserwowanego wzrostu globalnej średniej temperatury powierzchni Ziemi w latach 1951-2010 jest skutkiem związanego z działalnością człowieka wzrostu koncentracji gazów cieplarnianych i innych wymuszeń antropogenicznych. Najlepsze oszacowanie wkładu człowieka do ocieplenia w tym okresie jest zbliżone do całości tego ocieplenia

To nie nagłówki prasowe. To stwierdzenia pochodzące z podsumowania wszystkich prowadzonych w ostatnich latach badań naukowych dotyczących klimatu, sformułowanego przez naukowców. Nie ma ani jednej poważnej organizacji zajmującej się badaniem klimatu, która nie zgadzałaby się z tymi wnioskami (Mit: Nauka nie jest zgodna w temacie globalnego ocieplenia).

W ostatnich słowach swojego artykułu, Ridley próbuje podważyć naukowy konsensus w kwestii globalnego ocieplenia i jego przyczyn, przywołując wyniki ankiety przeprowadzonej wśród członków Amerykańskiego Towarzystwa Meteorologicznego (American Meteorological Society, AMS). To dość typowy zabieg wspomnianych na początku naszego tekstu „handlarzy wątpliwościami” – przeinaczenie wyników badań i próba podstawienia fałszywych ekspertów.

Nie trzeba długo przeszukiwać Internetu by odkryć, że nawet autorzy ankiety protestowali oficjalnie przeciwko wykorzystywaniu ich wniosków jako rzekomego dowodu na brak zgody pośród naukowców. W rzeczywistości większość członków AMS (73%) zgodziła się ze stwierdzeniem, że przyczyną zmiany klimatu jest działalność człowieka. Autorzy ankiety byli zainteresowani tym, na ile zgodne z aktualnym stanem wiedzy są przekonania różnych podgrup członków Towarzystwa, należą do niego bowiem nie tylko specjaliści, ale też osoby luźno związane z meteorologią, np. prezenterzy telewizyjni. Z analizy odpowiedzi wynikło, że z konsensusem naukowym zgadza się znakomita większość (93%) należących do AMS aktywnych klimatologów, większość (ok. 80%) prowadzących badania naukowe meteorologów i innych naukowców badających atmosferę oraz zaledwie 62% tych, którzy badań naukowych nie prowadzą (Steinhouse i in, 2014). Wskazuje to, że osoby nie prowadzące aktywnie badań naukowych są po prostu mniej „na czasie” niż specjaliści w danej dziedzinie, nawet jeśli należą do zrzeszającej profesjonalistów organizacji.

Podsumowując, zamieszczony w „Polska The Times” felieton Matta Ridleya to ewidentna próba manipulacji publicznością. Autor żongluje oderwanymi faktami i nie-faktami, podsyca wątpliwości i tworzy u mniej zorientowanych w temacie czytelników wrażenie, że rozsądną postawą jest… brak zaufania do specjalistów (!?). My rekomendujemy jednak bazowanie na wynikach badań naukowych, w ramach których analizuje się obiektywne pomiary fizyczne wykonywane z użyciem przyrządów, a nie subiektywne obserwacje pogody za oknem (w Szkocji).

Aleksandra Kardaś, konsultacja merytoryczna: prof. Szymon Malinowskii

Opublikowano: 2015-12-09 17:57
Tagi

klimatyczne bzdury

Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza akceptację polityki cookies.