O tym, jak dwutlenek węgla pochłaniania i emituje promieniowanie podczerwone, wiemy już od ponad stu pięćdziesięciu lat. Pierwszym, który zmierzył te własności w warunkach laboratoryjnych był John Tyndall.
Niektórzy sceptycy klimatyczni porównują się do Galileusza, który na początku XVII wieku zanegował twierdzenie, że Słońce krąży wokół Ziemi, przez co naraził się Kościołowi Katolickiemu.
Twierdzenie, że to ocean jest przyczyną globalnego ocieplenia jest sprzeczne z obserwacjami: wody oceaniczne magazynują ciepło i ich średnia temperatura rośnie.
Wielu ludzi myśli, że dwutlenek węgla zachowuje się jak inne zanieczyszczenia powietrza, na przykład pyły, tlenki siarki lub azotu. Spodziewają się, że kiedy przestaniemy go emitować, szybko zniknie z atmosfery.
Zawsze gdy spalamy paliwa kopalne, powstaje ciepło. To ciepło nie znika – rozprasza się w otoczeniu, ogrzewając je. W jak dużym stopniu ciepło odpadowe przyczynia się do ocieplania planety?
Keeling, wybierając lokalizacje swojego punktu pomiarowego miał pełną świadomość tego, że Mauna Loa jest wulkanem, jak i tego, że Hawaje leżą w strefie pasatów.
Wkład wzrostu koncentracji dwutlenku węgla w tempo nasilania się efektu cieplarnianego jest aktualnie blisko trzydziestokrotnie większy, niż wkład wzrostu koncentracji metanu.
Nie mamy co liczyć na to, że zmniejszona aktywności Słońca odwróci skutki globalnego ocieplenia. Ewentualny spadek temperatury będzie dziesięć razy mniejszy niż wzrost wywołany przez nadmiar CO2 w atmosferze!
Korzyści będą liczone w dziesiątkach miliardów dolarów. Straty – w dziesiątkach tysięcy miliardów. A to tylko rachunek wstępny.
Człowiek wydycha w ciągu doby około 1 kg CO2. To dużo czy mało?