Głośnym echem odbił się ostatnio wywiad przeprowadzony na Kanale Zero z pisarzem science-fiction Jackiem Dukajem, głównie za sprawą poruszonych w nim kwestii klimatycznych. Poglądy Dukaja na temat antropogenicznego globalnego ocieplenia zaskoczyły wiele osób, które nie znały wcześniejszych wypowiedzi pisarza na ten temat, i którym zdawało się, że twórca literatury fantastyczno-naukowej powinien być na bieżąco z ustaleniami nauki.

Wywiad trwa prawie trzy godziny i Jacek Dukaj porusza tam ze swadą i dużą pewnością siebie wiele tematów; zagadnienia związane z klimatem omawiane są tylko przez cztery minuty (od 1:35:30), choć i tak w tym czasie pisarzowi udało się wypowiedzieć kilka niezbyt mądrych stwierdzeń.
Ale to już było: dziura ozonowa i zapowiedzi ochłodzenia
Według Dukaja zagrożenia związane z antropogenicznym globalnym ociepleniem są przesadzone, a sama zmiana klimatu jest tylko kolejną z serii środowiskowych katastrof-straszaków, które pojawiają się cyklicznie w mediach. Jacek Dukaj pamięta poprzednie, więc tylko uśmiecha się z pobłażaniem gdy widzi zaniepokojoną tematem klimatu młodzież. Jako przykłady tych poprzednich, chybionych przepowiedni, pisarz podał dziurę ozonową, oraz „absolutnie tak samo naukowe” zagrożenie globalnego ochłodzenia z lat 70-tych ubiegłego wieku.
Nie będziemy się szczegółowo zajmować tymi twierdzeniami, przede wszystkim dlatego, że nie są zbyt oryginalne, i na Nauce o klimacie były już szczegółowo analizowane: na temat rzekomego konsensusu dotyczącego globalnego ochłodzenia mamy osobny artykuł; mamy też artykuł o problemie dziury ozonowej, którego zniknięcie z publicznego dyskursu zdaje się wielce konfundować wiele osób, w tym Dukaja i Stanowskiego.
Pozwolę sobie tylko zauważyć, że przejawiane przez obu rozmówców poczucie wyższości ma bardzo wątłe podstawy. Nie podejrzewam by nastoletni Dukaj albo kilkuletni Stanowski zaczytywali się literaturą naukową na temat dziury ozonowej w latach osiemdziesiątych (mniejsza już o to, że było to, w Polsce Ludowej, dość utrudnione); tym bardziej nie robili tego zgłębiając temat globalnego ochłodzenia w latach siedemdziesiątych. Kiedy więc mówią, że pamiętają te wcześniejsze katastrofy środowiskowe którymi straszyli ekolodzy, tak naprawdę opierają się o współczesne relacje z drugiej czy trzeciej ręki, a nie pogłębioną analizę ówczesnego stanu badań albo jego medialnej recepcji.
Trendy i projekcje klimatu
W wypowiedziach Dukaja pojawia się jednak jeszcze jeden wątek, który zasługuje na szerszy komentarz. Pisarz przyznaje bowiem, że nie uważa że „trendy które są podstawą tych diagnoz [klimatologów] są błędne”, ale że są „radykalnie przesadzone szacunki czasowe”. Bez bardziej konkretnych zarzutów trudno zrozumieć, o które szacunki czasowe chodzi i w jaki sposób są one przesadzone. Kryje się tu pewna sprzeczność, bo przecież projekcje przyszłej zmiany klimatu polegają na zastosowaniu praw fizyki do opisania zmian zachodzących w systemie klimatycznym wraz z upływem czasu, a trend jest miarą prędkości tej zmiany. Nawet jeśli wyniki są obciążone jakąś niepewnością, to nie mogą być jednocześnie “prawidłowe” i “przesadzone”.
Być może Jacek Dukaj miał na myśli to, że w bardzo ogólnym zarysie zgadza się z tym że zmiana klimatu zachodzi, ale uważa że zachodzi znacznie wolniej niż twierdzą badający je naukowcy, albo będzie zachodzić znacznie wolniej w przyszłości. Jeśli jednak przyjrzymy się historii badań nad antropogeniczną zmianą klimatu, i przeanalizujemy na przykład wczesne prognozy z lat siedemdziesiątych, osiemdziesiątych czy dziewięćdziesiątych, odkryjemy że obserwowane tempo zmian nie odbiega znacząco od prognozowanego.

Również szacunki kluczowych parametrów systemu klimatycznego, jak czułości klimatu, sprzężeń zwrotnych związanych z chmurami, czy efekt aerozolowy, okazały się być zgodne, w granicach niepewności, z wczesnymi intuicjami klimatologów. Być może jakąś rolę odegrało w tym szczęście i kompensowanie się błędów i nieuwzględnionych czynników o przeciwnych znakach, ale nie mamy dobrych podstaw aby uważać że nasz obecny stan wiedzy na temat tego jak działa współczesny system klimatyczny zawiera jakieś istotne braki. Nierozsądnym jest też zakładanie, że jak już te braki zbadamy i wypełnimy, okaże się że nie ma się czym martwić, bo zmiana klimatu będzie zachodzić w komfortowym dla ludzkości tempie.
Nie znaczy to, że wszystko o klimacie wiemy, i że nie napotkamy już przy jego badaniu żadnych niespodzianek. Klimatologia zawiera wiele otwartych problemów, często związanych z tzw. punktami krytycznymi, czyli tym, że niektóre elementy systemu klimatycznego przy lekkim odchyleniu powracają do poprzedniego stanu równowagi, ale jeśli je odpowiednio mocno “popchnąć”, mogą przeskoczyć do nowego, znacznie się różniącego stanu. Przykładami takich zjawisk jest oceaniczna cyrkulacja termohalinowa czy niestabilność lądolodów morskich, takich jak Zachodni Lądolód Antarktyczny. Nie możemy więc zakładać, że los zawsze będzie po naszej stronie.
A co z postępem technicznym?
Czy prawdą jest to, że jak twierdzi Dukaj, projekcje przyszłej zmiany klimatu „bardzo mocno niedoważają postęp na wszystkich innych polach, także tych które mogą zaradzić temu”, i „że oni [klimatolodzy] zawsze biorą tylko ten stan wiedzy, technologii, który jest w momencie dokonywania tej analizy, a nie biorą przyszłego postępu, czyli coraz lepszych środków, coraz lepszej wiedzy, także na temat modelowania tych systemów klimatycznych”?
Jedną z kluczowych zalet modelowania numerycznego jako metody badań nad klimatem jest to, że nie musimy się ograniczać do obecnego stanu wiedzy. Scenariusze klimatyczne pełne są spekulatywnych technologii, które istnieją tylko na papierze, albo w postaci częściowo zrealizowanego, małoskalowego prototypu. Dotyczy to większości technik geoinżynieryjnych, a także metod usuwania dwutlenku węgla z atmosfery — które, jeśli mają odegrać w rzeczywistości rolę podobną do tej jaką odgrywają w optymistycznych scenariuszach zmiany klimatu, wymagają zbudowania w ciągu kilku dekad infrastruktury o podobnej skali, co ta używana do wydobywania i transportu paliw kopalnych.
Oczywiście, trudno przy konstrukcji scenariuszy historii ludzkości w XXI wieku uwzględnić w nich rzeczy, o których kompletnie nic nie wiemy. Z drugiej jednak strony, wiemy o otaczającym nas świecie całkiem dużo, i spodziewamy się, że prawa fizyki, chemii czy biologii będą działać za 50 czy 100 lat podobnie do tego, jak działają dzisiaj, nakładając ograniczenia na to, co da się zrobić z globalnym systemem klimatycznym, niezależnie od postępu naukowo-technicznego który nastąpi w międzyczasie.
Nie powinniśmy też, przy planowaniu zarządzania kryzysem klimatycznym, opierać się na myśleniu życzeniowym i nadziei, że mądrzy naukowcy, albo jeszcze mądrzejsza Sztuczna Inteligencja, przyniesie nam na tacy rozwiązania problemów, których nie potrafimy albo nie chcemy — z różnych powodów, ekonomicznych, politycznych czy ideologicznych — rozwiązać dzisiaj. Jacek Dukaj, jako pisarz sf, powinien mieć w pamięci dziesiątki niezrealizowanych prognoz i obietnic utopijnej przyszłości, a przynajmniej utopijnych technologii w dystopijnym świecie, które wypełniały strony powieści fantastycznych lat siedemdziesiątych czy osiemdziesiątych.
Przykładowo, w wywiadzie z 2021 roku, udzielonego w 'Gazecie Wyborczej’ Ewie Wieczorek i Michałowi Nogasiowi, i w którym Jacek Dukaj stawiał bardzo podobne tezy, pisarz wspomniał o „opłacalnej fuzji jądrowej” jako przyszłej technologii, która z dużym prawdopodobieństwem pomoże nam w uniezależnieniu się od paliw kopalnych. Jednak pomimo postępów w tej dziedzinie osiągniętych w ostatnich latach przez duże ośrodki naukowe, energetyka oparta o fuzję jądrową wciąż uparcie przesuwa się w przyszłość, i nawet gdyby uwierzyć w optymistyczne deklaracji kolejnych energetycznych start-upów, musiałyby upłynąć dekady – od konstrukcji i przetestowania pierwszych działających prototypów, poprzez budowę pierwszych elektrowni, aż do dopracowania ich projektów, konstrukcji i finansowania – aby miała ona szansę odegrać znaczącą rolę w redukcji globalnych emisji gazów cieplarnianych.

Nie musimy zresztą przywoływać nieistniejących technologii: jest przecież mnóstwo takich, które istnieją, mogłyby potencjalnie zostać masowo wdrożone, ale jednak nie są. Astronautyka i podróże międzyplanetarne, pasażerski transport naddźwiękowy, czy nawet stara dobra energetyka jądrowa — wszystkie te rzeczy są teoretycznie w zasięgu naszych możliwości, ale z różnych powodów napotkały bariery które przeszkodziły w ich masowym wdrożeniu.
Długa droga od pomysłu do wdrożenia
Samo wymyślenie potencjalnego rozwiązania problemu globalnego ocieplenia też nie oznacza, że to rozwiązanie zostanie wdrożone w odpowiednim czasie, na odpowiednią skalę i przy oczekiwanych kosztach; a tym bardziej że zrobi się to samo, bez aktywnych działań z naszej strony. Kolejną tego ilustracją może być historia dotychczasowych osiągnięć a także porażek polityk środowiskowych.
Weźmy na przykład wspomnianą wcześniej dziurę ozonową: na pierwszy rzut oka, z perspektywy trzeciej dekady XXI wieku, może on uzasadniać postawę technooptymistyczną, bo przecież udało się wyprodukować zamienniki substancji, które niszczyły warstwę ozonową, i rozwiązać problem zanim osiągnął katastrofalne rozmiary.
Prowadząca do takiego stanu droga nie była jednak prosta. Przeciwko regulacjom ograniczającym użytkowanie freonów lobbowali ich producenci, przedstawiający apokaliptyczne wizje ekonomicznej katastrofy wynikającej z niemożności produkcji lodówek i klimatyzatorów.
W oczach polityków i opinii publicznej problem ozonowy nabrał pilności dopiero po nieoczekiwanym odkryciu dziury ozonowej nad Antarktydą: odkryciu nieoczekiwanym, bo dotyczącym zjawiska którego wcześniej nie przewidziano. Degradacja warstwy ozonowej miała, zgodnie ze stanem wiedzy z pierwszej połowy lat 80-tych, następować powoli i stopniowo, dając decydentom mnóstwo czasu na wdrożenie rozwiązań. Zjawisko dziury ozonowej, wynikające ze specyficznych warunków panujących zimą i wiosną w bardzo zimnej atmosferze nad Antarktydą (a także, znacznie rzadziej, nad Arktyką), postępowało natomiast w znacznie szybszym tempie, co pomogło w szybkim przyjęciu postanowień Protokołu montrealskiego ograniczającego produkcję freonów.
Rozwiązanie technologiczne, w postaci zamienników freonów, też nie było idealne, a ich pierwszą generację — będących silnymi gazami cieplarnianymi — wdrożono z pełną świadomością, że trzeba je będzie również w niedalekiej perspektywie zastąpić. Proces ten zresztą się jeszcze nie zakończył i wciąż napotyka pewne opory.
Skąd wziąć optymizm w sprawie klimatu?
Transformacja cywilizacyjna związana z osiągnięciem neutralności klimatycznej wymaga woli politycznej, akceptacji społecznej i współpracy międzynarodowej – i to w skali znacznie większej niż problem ozonowy. Nie pomaga nam to, że entuzjastycznymi zwolennikami kontynuacji eksploatacji paliw kopalnych są przywódcy niektórych państw; sama eksploatacja i przetwarzanie tych paliw jest wśród największych biznesów świata; zaś temat klimatu jest wciąż, jak widać po treściach z Kanału Zero, traktowany lekceważąco przez niektóre z wpływowych mediów.
Nie są to fakty dające solidne podstawy do optymizmu i nie jest trudno zrozumieć, dlaczego wiele osób, niekoniecznie tylko z najmłodszego pokolenia, może być z tego powodu przygnębionych. Podobnie jak wiele z tych osób chciałbym, by kryzys klimatyczny znalazł proste i łatwe rozwiązanie, tak byśmy mogli dalej cieszyć się zdobyczami cywilizacji przemysłowej, bez martwienia się skutkami ubocznymi w postaci zmiany klimatu, o której słyszę całe moje życie, i pewnie będę słyszeć jeszcze przez kilkadziesiąt lat. Nie zapowiada się jednak, by temat ten sam z siebie spadł z wokandy, tak jak chcieliby tego Dukaj i Stanowski.
Fajnie, że tu jesteś. Mamy nadzieję, że nasz artykuł pomógł Ci poszerzyć lub ugruntować wiedzę.
Nie wiem, czy wiesz, ale naukaoklimacie.pl to projekt non-profit. Tworzymy go my, czyli ludzie, którzy chcą dzielić się wiedzą i pomagać w zrozumieniu zmian klimatu. Taki projekt to dla nas duża radość i satysfakcja. Ale też regularne koszty. Jeśli chcesz pomóc w utrzymaniu i rozwoju strony, przekaż nam darowiznę w dowolnej wysokości