Prof. Świrski: Nie odchodźmy od węgla. Módlmy się tylko, żeby klimat dał nam żyć

Na portalu energetycznym CIRE.pl co jakiś czas pojawiają się publikacje autorów, którzy albo nie bardzo znają się na temacie zmiany klimatu, albo związana z nią konieczność redukcji emisji gazów cieplarnianych jest im tak nie na rękę, że negują fundamentalne ustalenia nauki. Tym razem za podważanie konsensusu naukowego zabrał się prof. Konrad Świrski. Profesor nie ma na swoim koncie publikacji z dziedziny klimatologii, ale za to od wielu lat związany jest z energetyką i prezesuje firmie realizującej zlecenia na jej rzecz. W artykule O tym, jak mamy zamknąć wszystkie polskie elektrownie węglowe do 2030 r. czyli ... historia pewnego rysunku skupia się na negowaniu potrzeby redukcji emisji gazów cieplarnianych, w szczególności CO2 ze spalania węgla.

Elektrociepłownia w Łęgu. Zdjęcie: Radosław Ziomber (licencja CC BY-SA 3.0).

Budżet węglowy – stan wiedzy naukowej

Nasze emisje gazów cieplarnianych (w szczególności dwutlenku węgla) ze spalania paliw kopalnych gwałtownie zmieniają klimat naszej planety. W scenariuszu biznes-jak-zwykle, w którym ludzkość nie podejmie żadnych nowych działań ukierunkowanych na ograniczenie emisji, możemy spodziewać się wzrostu temperatury o około 4,5°C do końca wieku, a w kolejnych stuleciach nawet 2-3 razy większego. Śmiało można powiedzieć, że efekty takiej zmiany byłyby katastrofalne. Wystarczy wspomnieć, że 4°C to różnica średniej globalnej temperatury pomiędzy najchłodniejszym okresem epoki lodowej i naszą erą. Tyle, że tamta zmiana klimatu wymagała 10 000 lat a obecna - raptem 100.

Rysunek 1. Zmiany średniej temperatury powierzchni Ziemi od ostatniego maksimum epoki lodowcowej (20 000 p.n.e) przez Holocen (pomiary na podst. proksy – linia niebieska) do czasów obecnych (pomiary instrumentalne HadCRUT – linia czarna) oraz różnymi scenariuszami przyszłej zmiany klimatu (czerwony scenariusz RCP8.5 odpowiada spaleniu wszystkich dostępnych zasobów ropy, węgla i gazu). Prostokąty obrazują progi przekraczania punktów krytycznych ziemskiego systemu klimatycznego – kolor żółty oznacza „możliwe”, kolor czerwony „pewne” (Schellnhuber, Rahmstorf i Winkelmann, 2016).

Podczas negocjacji międzynarodowych, na konferencji klimatycznej w Paryżu narody świata zobowiązały się do „utrzymanie wzrostu globalnych średnich temperatur na poziomie znacznie poniżej 2 stopni Celsjusza ponad poziom przedindustrialny i kontynuowanie wysiłków na rzecz ograniczenia wzrostu temperatur do 1,5 stopnia.” Powstrzymanie ocieplenia na poziomie poniżej 1,5°C jest już właściwie nierealne, bo wymagałoby całkowitego zaprzestania spalania węgla, ropy i gazu w ciągu kilku lat. Oznacza to na przykład, że ekosystem raf koralowych ulegnie wyniszczeniu. Oznacza też stopnienie części lądolodu Grenlandii i Antarktydy Zachodniej i nieunikniony (choć mogący trwać stulecia) wzrost poziomu morza o kilka-kilkanaście metrów.

To, jaki będzie wzrost średniej temperatury powierzchni naszej planety zależy przede wszystkim od sumarycznych emisji gazów cieplarnianych. Pokazuje to wyraźnie grafika z ostatniego raportu IPCC (uproszczone wyjaśnienie zależności można znaleźć w artykule Mit: Temperatura rośnie 'tylko logarytmicznie' z koncentracją CO2).

Rysunek 2. Globalny wzrost temperatury powierzchni Ziemi jako funkcja skumulowanych światowych emisji CO2. Rezultaty symulacji wykorzystujących wiele modeli cyklu węglowego dla każdego RCP do 2100 roku są pokazane za pomocą kolorowych linii i średnich dekadowych (kropki). Niektóre średnie dekadowe dla czytelności zostały wyróżnione (np. 2050 wskazuje dekadę 2041-2050). Wyniki symulacji dla okresu historycznego (1860-2010) są pokazane kolorem czarnym. Średnia i zakres symulacji wielu modeli CMIP5, wymuszanych przez wzrost koncentracji CO2 równy 1% rocznie jest pokazana czarną linią i szarym cieniowaniem. Wszystkie wartości są podane względem okresu bazowego 1861-1881. Średnie dekadowe są połączone liniami prostymi. Źródło: IPCC.

Biorąc pod uwagę, że wzrostu średniej temperatury o 2°C możemy oczekiwać przy sumarycznych emisjach gazów cieplarnianych mniej więcej 3700 mld ton CO2 (GtCO2), a dotychczas wyemitowaliśmy ok. 2900 mld ton CO2, okazuje się, że „do dyspozycji” mamy jeszcze ok. 800 mld ton CO2. To tzw. „budżet węglowy”.

Rysunek 3. Budżet sumarycznych emisji od 2017 r. pozwalający z 66% prawdopodobieństwem utrzymać wzrost średniej globalnej temperatury poniżej progu 2°C (~800 GtCO2) przy obecnym tempie emisji (~40 GtCO2) zostałyby wyczerpany w 20 lat. Źródła Peters i in. 2015, Global Carbon Budget 2016.

Można go wykorzystać emitując z początku więcej, a później redukując emisje bardzo szybko. Można też od razu zmniejszyć je znacząco, zostawiając sobie więcej swobody na później. Scenariusze emisji, które zapewniłyby nam ograniczenie ocieplenia do 2°C, pokazują na rysunku 3 niebieskie linie.

Rysunek 3. Emisje historyczne i scenariusze przyszłych emisji. Dla ograniczenia wzrostu temperatury o nie więcej niż 2°C. Źródła Fuss et al 2014, CDIAC, IIASA AR5 Scenario Database, Global Carbon Budget 2016.

Pozostaje jednak pytanie, jak należy ten budżet rozdzielić, zarówno pod kątem rodzaju paliw (węgiel, ropa, gaz), jak i regionów. Biorąc pod uwagę największą wartość ekonomiczną ropy, a potem gazu, największe redukcje czekają węgiel (więcej w Granice wydobycia paliw kopalnych), będący jednocześnie paliwem o najwyższej emisyjności na jednostkę energii. Niezależnie od przyjętej metody podziału budżet węglowy pozostający dla krajów Unii Europejskiej wymaga szybkiej redukcji emisji – szybszej niż zakładają plany UE.

Rysunek 4. Deklaracje ograniczenia emisji (INDC) Unii Europejskiej (niebieska linia) zestawione z redukcjami koniecznymi do ograniczenia ocieplenia o 2°C przy różnych sposobach podziału pozostałego budżetu węglowego. Populacja: Pozostały budżet węglowy dzielony na podstawie obecnej populacji. Inercja: Pozostały budżet węglowy dzielony na podstawie obecnych emisji. Źródło Peters i in. 2015, Global Carbon Budget 2016.

Wynikające z tego wszystkiego implikacje dla koncernów paliw kopalnych, a w szczególności węgla są szalenie niewygodne. Co im więc pozostaje? Negowanie nauki, oczywiście.

No to negujemy!

W swoim artykule prof. Świrski wychodzi od krytyki publikacji A Stress Test for Coal In Europe under the Paris Agreement Scientific Goalposts for a Coordinated Phase-out and Divestment, pokazującej, że dla zrealizowania porozumienia w Paryżu wszystkie elektrownie węglowe w Europie powinny być zamknięte do 2030 roku. Wniosek, owszem, niewygodny, ale niestety w pełni zgodny z pozostającym do naszej dyspozycji budżetem węglowym. Pomińmy przytyki profesora, który rozpoczyna pejoratywnie od nazwania raportu „kolorowym i dopracowanym graficznie propagandowym opracowaniem” i przejdźmy do zarzutów „merytorycznych”.

Według profesora Świrskiego:

My jesteśmy przekonani, że zrobiliśmy wszystko, natomiast cele są niemierzalne (wskaźnika średniej temperatury nikt nie rozumie nie wiadomo, gdzie i jak mierzyć, tak naprawdę nie wiadomo też do końca co to jest epoka industrialna) i że jest chyba jeszcze trochę czasu. Ponadto jesteśmy pewni, że w niczym, co podpisywała nasza delegacja nie ma ani słowa, ani jednej liczby związanej bezpośrednio z emisją CO2 i z emisją CO2 z elektrowni węglowych. Okazuje się, że mylimy się całkowicie.

Cel ograniczenia ocieplenia o 2°C jest więc OK, dopóki nie jest przełożony według najlepszej wiedzy naukowej na niezbędną redukcję emisji i konkretne liczby. Czyżby polski rząd nie miał świadomości, co podpisuje? Jeśli komuś wydaje się, że „zrobiliśmy wszystko”, „cele są niemierzalne” i „chyba jest jeszcze trochę czasu”, to w każdym z tych przypadków – tak jak pisze prof. Świrski – „mylił się całkowicie”. Zrobiliśmy w Polsce niewiele (Mit: „Jesteśmy liderem ochrony klimatu, będziemy chronić go zalesiając i dalej spalając węgiel”), budżet węglowy jest całkiem konkretnie zdefiniowany uzgodnionym ograniczeniem wzrostu temperatury do najwyżej 2°C, a czas na działania błyskawicznie ucieka (Ograniczenie ocieplenia do 2C - nierealny optymizm naukowców, Mit: Przeciwdziałanie zmianie klimatu to nic pilnego).

Chęć rozmycia ustaleń nauki widać wyraźnie w drugim artykule prof. Świrskiego na CIRE.pl COP21 – „Góra urodziła mysz”. Jednak PR-owo można ogłaszać sukces:

nie do końca wiadomo jak wzrost temperatury (lub jego zatrzymanie) przekłada się na konieczność obniżenia emisji CO2 na świecie (wszelkie modele są całkowicie niewiarygodne)

Owszem, nie znamy wszystkich liczb do piątego miejsca po przecinku a modele klimatyczne nie są doskonałe (na rys. 1, 3 i 5 wyraźnie widać zakres niepewności). Zostały jednak zbudowane w oparciu o prawa fizyki, a symulacje z ich użyciem dobrze odtwarzają zmiany klimatu w przeszłości. Prognozy wykonane za pomocą modeli klimatu 20-30 lat temu, a także symulacje wpływu różnych czynników na klimat zostały potwierdzone przez obserwacje. Więcej w Mit: Modele klimatyczne są niewiarygodne, Wirtualny klimat. Może się okazać, że będzie trochę lepiej od centralnych prognoz modeli, może też się okazać, że będzie gorzej. Jak na razie weryfikacja prognoz klimatologów sprzed dziesięcioleci pokazuje, że z reguły jest gorzej, a zmiana klimatu postępuje szybciej niż prognozowano (Mit: Naukowcy z IPCC to alarmiści).

Dalej czytamy:

…jednak to nie powstrzymuje lobbystów od publikowania wykresów jak na przykład ten na rysunku poniżej.

Rysunek 5. To samo, co na rysunku 3. Kriegler i in. 2013, via Świrski COP21 – „Góra urodziła mysz”. Jednak PR-owo można ogłaszać sukces.

Przekaz tego rysunku jest dość prosty. Widać – w ramach niepewności – że światowe emisje CO2 w drugiej połowie stulecia muszą spaść do zera (a nawet poniżej, kompensując wcześniejsze zbyt wolne redukcje w spalaniu paliw kopalnych!). Wbrew słowom profesora Świrskiego, naukowcy mają więc konkretne pojęcie na temat tego, „jak wzrost temperatury (lub jego zatrzymanie) przekłada się na konieczność obniżenia emisji CO2 na świecie”.

Ale wróćmy do artykułu O tym, jak mamy zamknąć wszystkie polskie elektrownie węglowe do 2030 r. czyli ... historia pewnego rysunku. Czytamy tam:

We wszystkich materiałach ze środowisk, nazwijmy to, "klimatyczno-europejskich" już od 2015 roku, pojawia się bowiem poniższy rysunek i to na jego podstawie dochodzi się do wniosku, że elektrownie należy natychmiast zamknąć. (…) Jak widać (…) dla utrzymania celów COP21 musimy ograniczać CO2 i to nie w takim tempie jak dotychczas, ale nawet jeszcze szybciej i szybciej, aby wkrótce... żadnego CO2 nie emitować.

To kolejny przykład dezawuowania wiedzy naukowej pochodzącej z recenzowanych publikacji naukowych przez przypisywanie jej niewiadomych, niedookreślonych źródeł. Oto wspomniany w tytule artykułu profesora Świrskiego rysunek (podobny jak 3 i 5, ale pokazujący całkowite emisje ogółu gazów cieplarnianych, wartości emisji przeliczone na ekwiwalent CO2 są więc wyższe).

Rysunek 6. To samo, co na rysunku 3, ale dla całkowitych emisji gazów cieplarnianych (stąd wyższe wartości emisji) i bez pokazania zakresu niepewności. Rogelj i in. 2015, via Świrski O tym, jak mamy zamknąć wszystkie polskie elektrownie węglowe do 2030 r. czyli ... historia pewnego rysunku.

Wnioski „dla utrzymania celów COP21 musimy ograniczać CO2 i to nie w takim tempie jak dotychczas, ale nawet jeszcze szybciej i szybciej, aby wkrótce... żadnego CO2 nie emitować” są jak najbardziej poprawne. Dlatego profesor Świrski w swoim artykule brnie w konfabulacje na temat rzekomego sposobu powstania wykresu.

Jak w rzeczywistości powstają tego typu wykresy? Najpierw są żmudne, wieloletnie i prowadzone przez setki grup naukowców z różnych krajów badania. Są one publikowane w recenzowanych czasopismach naukowych, przedstawiane na konferencjach, a następnie dyskutowane. Pojawiają się kolejne prace, pogłębiające naszą wiedzę i korygujące ewentualne niepewności. W końcu w oparciu o (posługując się słowami profesora) „szereg następujących po sobie artykułów i raportów, które skrośnie odnoszą się do siebie i opisują całość coraz bardziej ogólnie i powoli pokazują jedynie sam rysunek wynikowy” krystalizuje się konsensus naukowy. Na tej podstawie tworzone są podsumowania wiedzy naukowej i opracowania dla decydentów.

To nie pojedynczy rysunek, ani nie „ustawka” kilkudziesięciu jego klonów, lecz solidna wiedza naukowa wynikająca ze zrozumienia działania cyklu węglowego i mechanizmów działania ziemskiego klimatu. Istotnie różnych wykresów obrazujących redukcje emisji pozwalające zminimalizować prawdopodobieństwo globalnej katastrofy klimatycznej, zgodnych ze stanem wiedzy naukowej po prostu nie ma. Wnioski z nich wynikające są jednoznaczne . Dodajmy, że podobne wykresy i wnioski wcale nie pojawiają się od 2015 roku”, ale znane są od lat, można je znaleźć choćby w dokumentach IPCC i wielu wcześniejszych publikacjach.

W swoim artykule prof. Świrski kwaśno pisze o „nazwach z dużymi literami np. IPCC AR5 model database”, raportach ONZ (UNEP emissions gap report 2015) czy „ciekawej notabene, organizacji pod nazwą Potsdam Institute for Climate Impact Research” (ciekawe co w niej takiego “ciekawego”? To po prostu wiodący ośrodek badawczy w tym zakresie). Czy przeszkadza mu, że na świecie nie ma ani jednej renomowanej instytucji naukowej zajmującej się klimatem, która zgadzałaby się z jego twierdzeniami względem budżetu węglowego? Może zdaje sobie z tego sprawę, może nie, na pewno jednak bliskie związki z energetyką węglową każą mu bronić czegoś, co jest naukowo nie do obronienia.

W tym kontekście końcowe słowa profesora Świrskiego z artykułu brzmią skrajnie ironicznie:

Nawet jeśli jest się przekonanym o swoich racjach (…) nie wolno tracić zdrowego rozsądku i używać... jakby to powiedzieć "mało naukowych" obliczeń. (…) Najwięcej zaś straci społeczeństwo, bo staje się stadem baranów prowadzonych w nieznane rejony, a jak wiadomo takie barany kończą raczej niezbyt szczęśliwie. (…) Naszą największą bronią, jako człowieka jest bowiem Rozum i Dążenie do Prawdy. Kiedy to zgubimy w lobbingu i kolorowych prezentacjach zawsze zejdziemy na manowce.

Możemy się tylko zgodzić i życzyć profesorowi Świrskiemu refleksji nad swoimi własnymi słowami. Bo jeśli jego prowęglowy lobbing okaże się skuteczny, jako pointa pozostaną już tylko jego słowa dotyczące rosnących emisji gazów cieplarnianych z końcówki artykułu COP21 – „Góra urodziła mysz”. Jednak PR-owo można ogłaszać sukces:

Pozostaje nam chyba tylko się modlić, że globalne zmiany klimatyczne nie zależą od naszej ludzkiej emisji i że klimat jakoś da nam żyć.

W świetle konsensusu naukowego pokazującego, że globalne zmiany klimatyczne zależą od naszej emisji i jak poważne zagrożenie stanowią..? To się nazywa odpowiedzialny plan!

Marcin Popkiewicz

Opublikowano: 2017-03-06 12:55
Fundacja UW
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza akceptację polityki cookies.