Bartnik i Hnydiuk-Stefan w Energetyce: „Temperatury na świecie przestały rosnąć”

Z wielu stron dotarły do nas sygnały o zdumiewających informacjach zamieszczonych artykule, który napisali Ryszard Bartnik i Anna Hnydiuk-Stefan z Politechniki Opolskiej, opublikowanym w ostatnim numerze miesięcznika Energetyka. Nie wiemy czy intencją autorów było miejsce na podium w konkursie na klimatyczną bzdurę roku, ale musimy przyznać, że jesteśmy pod wrażeniem ich starań. Mamy też kilka komentarzy.

Linia wysokiego napięcia, zdjęcie: Janusz Madejski (licencja CC BY-NC-ND 2.0).

Jednak się ociepla

Z artykułu dowiemy się na przykład, że

Ostatnio opublikowane wyniki badań pokazują, że temperatury na świecie przestały rosnąć od 1994 roku.

Nie wiadomo co prawda, jakie to badania, bo w bibliografii artykułu znajdują się wyłącznie prace pana Bartnika, ale jesteśmy tego bardzo ciekawi. Jak autor się do nas odezwie z wyjaśnieniem, damy znać. W międzyczasie możemy zobaczyć, co w temacie zmian temperatury powierzchni Ziemi mówią serie pomiarowe.

Rysunek 1. Zmiany średniej temperatury powierzchni Ziemi (dla serii satelitarnych UAH i RSS zmiany temperatury troposfery na wysokości kilku kilometrów) względem okresu bazowego 1981-2010. Dane dla 2016 dla pierwszych 5 miesięcy roku. Zaznaczony obszar pokazuje okres od 1994, kiedy to według autorów ocieplenie się skończyło. Źródła: NASA GISS, HadCRUT4, NOAA, BEST, UAH, RSS.

Wszystkie serie pomiarowe, od naziemnych po satelitarne, łącznie ze stworzoną przez sceptyków zmiany klimatu i sfinansowaną przez magnatów naftowych braci Koch serią BEST, zgodnie pokazują ocieplenie po 1994 roku.

Zdarzało nam się słyszeć mit, że ocieplenie skończyło się w 1998 roku, który był rokiem silnego El Niño (co skutkuje chwilowym podbiciem średniej temperatury powierzchni o około 0,2°C), ale o roku 1994 słyszymy po raz pierwszy.

Konia z rzędem temu, kto dostrzega “brak wzrostu temperatury od 1994 roku”.

Zmiany temperatury przy powierzchni Ziemi to oczywiście niedoskonały miernik nierównowagi bilansu energetycznego planety. Wynika to z faktu, że ponad 90% akumulowanej przez ziemski system klimatyczny energii będącej skutkiem wzmocnienia efektu cieplarnianego trafia do oceanów. Może więc spowolnienie zauważymy na wykresie danych oceanicznych?

Rysunek 2. Zmiany energii zmagazynowanej w powierzchniowej warstwie oceanów (średnia pięcioletnia odniesiona do okresu 2008-2012). Źródło: Levitus 2012, National Oceanographic Data Center.

Nie, nie widzimy. Jeśli już, to raczej przyspieszenie.

Jednak są dowody

Dalej autorzy krytykują pochopne według nich działania Unii Europejskiej na rzecz ograniczenia emisji, argumentując, że

Nie było ponadto dowodów na to, że antropogeniczna emisja gazów cieplarnianych, w tym głównie emisja dwutlenku węgla jest odpowiedzialna za tzw. efekt cieplarniany.

Pisząc coś takiego autorzy pokazują, że nie bardzo rozumieją o co chodzi z efektem cieplarnianym i globalnym ociepleniem. Efekt cieplarniany był i działał, podnosząc temperaturę naszej planety o ponad 30°C na długo przedtem, zanim nasza cywilizacja zaczęła spalać paliwa kopalne, czy w ogóle pojawiła się na Ziemi (czytaj więcej: Efekt cieplarniany – jak to działa). My, zwiększając atmosferyczne stężenie gazów cieplarnianych, powodujemy wzmocnienie tego efektu, co określa się mianem globalnego ocieplenia (czytaj więcej: Globalne ocieplenie – wersja dla niewtajemniczonych). Tak więc oczywiście twierdzenie, że to nasza emisja gazów cieplarnianych (w tym CO2) jest odpowiedzialna za efekt cieplarniany jest kompletnie bez sensu. Żaden znający się na temacie naukowiec nie będzie tego dowodził.

Ale może autorom pomieszały się tylko pojęcia i mieli na myśli, że „Nie było ponadto dowodów na to, że antropogeniczna emisja gazów cieplarnianych, w tym głównie emisja dwutlenku węgla jest odpowiedzialna za tzw. globalne ocieplenie”? To już byłby typowy i dość często spotykany mit klimatyczny.

O tym, że to ludzie są odpowiedzialni za globalne ocieplenie jest ewidentne, świadczą liczne dowody doświadczalne: wyniki satelitarnych pomiarów promieniowania termicznego Ziemi, pomiary promieniowania termicznego atmosfery dochodzącego do powierzchni planety, spadek temperatury stratosfery i wiele innych. Chcących dowiedzieć się więcej na ten temat zapraszamy do przeczytania artykułu Mit: Nie ma empirycznych dowodów na antropogeniczność globalnego ocieplenia.

Jednak nie wystarczy

Dalej autorzy podkreślają, jak wiele Polska robi dla ochrony klimatu:

Zredukowaliśmy bowiem w tym czasie w stosunku do 1990 roku emisję dwutlenku węgla aż o 32% (zgodnie z protokołem z Kioto mieliśmy to zrobić w stopniu 6%) i zatem z bardzo dużą nadwyżką spełnialiśmy założone kryterium 20%

Formalnie rzecz biorąc, to prawda, ale… spójrzmy, kiedy te redukcje emisji nastąpiły.

Rysunek 3. Polskie emisje CO2 ze spalania paliw kopalnych. Biorąc pod uwagę wysoki udział węgla w polskim miksie energetycznym oraz szczególnie wysokie emisje CO2 ze spalania węgla w porównaniu z innymi paliwami, nie powinno dziwić, że aż 70% naszych emisji CO2 jest rezultatem spalania węgla. Źródła Fossil-Fuel CO2 Emissions, CDIAC, BP Statistical Review of World Energy 2016.

Cała redukcja emisji miała miejsce w poprzednim wieku, przy czym najszybsza była na przełomie lat 80. i 90., kiedy to urealniliśmy ceny energii i wyeliminowaliśmy postkomunistyczne marnotrawstwo . We wspomnianym Protokole z Kioto rokiem bazowym (względem którego liczymy zmianę emisji) był rok 1988, tak więc samo wywalczenie zmiany roku bazowego na 1990 dało redukcję o 20%. Statystycznie wygląda to dobrze, ale do ochrony klimatu wcale się nie przyczynia. Jak można chwalić się osiągnięciami transformacji ustrojowej sprzed ponad ćwierć wieku, mówiąc, że „my już swoje zrobiliśmy”, choć przez ostatnich kilkanaście lat emisje wcale nie malały?

Ostatnia trajektoria naszych emisji zupełnie nie przystaje do celu ograniczenia wzrostu temperatury poniżej progu +2°C, wymagającego spadku naszych emisji praktycznie do zera do połowy stulecia (patrz Ograniczenie ocieplenia do 2C - nierealny optymizm naukowców).

Podsumowanie

W serwisie Nauka o Klimacie skupiamy się na kwestiach naukowych z tego obszaru, pominiemy więc liczne przekłamania dotyczące kosztów energii z różnych źródeł, służące faworyzowaniu scentralizowanych źródeł energii oraz zupełne zaniedbywanie kosztów zewnętrznych. Rozumiemy, że wielkie koncerny energetyczne walczą o swoje. Nie wnikamy, czy takie publikacje są wynikiem świadomej manipulacji czy braku wiedzy naukowej – ale ani jedno ani drugie nie buduje wiarygodności ich argumentacji. Nie służy również budowie profesjonalnego wizerunku portalu elektroenergetyka.pl i czasopisma Energetyka, które szczerze zachęcamy do zadbania o merytoryczną wartość publikowanych materiałów.

Marcin Popkiewicz, konstultacja merytoryczna: prof. Szymon P. Malinowski

Opublikowano: 2016-07-26 11:30
Tagi

stanowisko nauki medialny temat mit o klimacie

Fundacja UW
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza akceptację polityki cookies.