„Globalne ocieplenie nie jest
szkodliwe. Dwa tysiące lat pisanej historii ludzkości pokazuje, że okresy
ciepłe są dobre dla ludzi. Z drugiej strony Mała Epoka Lodowa przyniosła
silniejsze burze, przedwczesne mrozy, powszechny głód i choroby.” (Dennis Avery)

Długa lista związków przyczynowo-skutkowych pokazuje, że większość zmian klimatycznych przyniesie jedynie ograniczone korzyści, za to może poczynić ogromne szkody. Nawet nieznaczny wzrost temperatury oznacza poważne problemy dla rolnictwa, zasobów wodnych, a także całej światowej gospodarki. Z każdym kolejnym stopniem wzrostu temperatury konsekwencje globalnego ocieplenia będą coraz poważniejsze. Wzrost temperatury powierzchni Ziemi o +2°C będzie poważnym problemem; wzrost o +4°C może być katastrofą; zaś konsekwencje wzrostu temperatury o +6°C będą wprost niewyobrażalne.

Zdjęcie jest w tonacji biało-niebieskiej, w dolnej częsci widać kruche, rozrywające się tafle lodu na ciemnym oceanie, w góze niebo.

Rysunek 1: Topniejący lód morski w Arktyce. Zdjęcie dzięki uprzejmości NOAA,

Rolnictwo

Dwutlenek węgla jest niezbędny dla roślin i wzrost
jego ilości w atmosferze mógłby przyczynić się do wzrostu produktywności,
jednak rolnictwo i hodowla są uzależnione przede wszystkim od dostępności wody.
Tymczasem globalne ocieplenie powodujące przesuwanie się stref klimatycznych i zaburzające
stosunki wodne, pogarszają tym samym  warunki
wzrostu roślin. Już aktualne dane pokazują że nasilające
się susze regionalne powodują spadek produktywności roślinnej na świecie
, mimo tego że
koncentracja CO2 wzrosła w atmosferze z poziomu 280 ppm w epoce
przedprzemysłowej do 395 ppm 2012 roku. Sytuację dodatkowo pogarsza wzrost częstotliwości
występowania ekstremów pogodowych i ich coraz większa długotrwałość, powodowane
prawdopodobnie szybkim ocieplaniem Arktyki i „blokowaniem się”
prądu strumieniowego
(Francis
2012
).
Narastające globalne ocieplenie będzie miało negatywny wpływ na plony w krajach, których
klimat już teraz jest na granicy wytrzymałości temperaturowej roślin,
szczególnie w rejonach tropikalnych i subsaharyjskich. Jak pokazała analiza wyników 22 modeli numerycznych przeprowadzona przez Aiguo Daia, już w latach trzydziestych XX w. ekstremalne susze zagrażać będą m.in. rejonowi Morza Śródziemnego (rysunek 2).

ilustracja przedstawia cztery mapy świata z naniesionymi wartościami wskaźnika susz. Wraz z pogłębiającym się w czasie globalnym ociepleniem widać, że obszarów suchych jest coraz więcej.

Rysunek 2: Powyższe mapy przedstawiają potencjalne zagrożenie suszami w przyszłości oszacowane na podstawie aktualnych projekcji przyszłych emisji gazów cieplarnianych. Nie należy ich traktować jako prognoz, między innymi dlatego, że rzeczywiste koncentracje gazów cieplarnianych będą zależeć od podejmowanych przez ludzkość decyzji. Wykreślony na mapach wskaźnik Palmera jest dodatni dla warunków szczególnie wilgotnych a ujemny – dla szczególnie suchych dla danego obszaru. Wartości poniżej -4 oznaczają skrajną suszę. Ilustracja dzięki uprzejmości Wiley Interdisciplinary Reviews, Dai 2012.

Niektórzy sceptycy sugerują, że obszary położone na wyższych
szerokościach geograficznych – na przykład Syberia – dzięki globalnemu
ociepleniu mogą stać się produktywne dla rolnictwa. To jednak nieprawda. Gleba
w strefie arktycznej i pobliskich jej terenach jest bardzo uboga, a ilość
światła słonecznego docierającego do powierzchni na tak wysokich szerokościach
geograficznych jest niewielka. Ocieplenie klimatu nie skompensuje tych efektów
na tyle, by z regionów podbiegunowych uczynić wydajne tereny uprawne.

Topnienie lodów podbiegunowych

Topnienie lodów Arktyki przebiega wielokrotnie
szybciej, niż jeszcze kilka lat temu prognozowali to klimatolodzy. Otwarcie
przez cały rok morskiego Szlaku Arktycznego pomiędzy Atlantykiem a Pacyfikiem
oraz umożliwienie dostępu do arktycznych złóż ropy, gazu i minerałów może
przynieść pewne korzyści gospodarcze, jednak skutki negatywne będą dramatyczne.
Obejmą one nie tylko utratę naturalnego środowiska niedźwiedzi polarnych i
innych zwierząt dostosowanych do życia w pokrytej lodem Arktyce.

Dziś Ocean Arktyczny, na którym przez cały rok unosi
się lód, jest jak drink z kostkami lodu: zanurzony w nim termometr pokaże
temperaturę bliską 0°C. Jeśli postawimy drink w ciepłym pokoju, dostarczana
energia będzie zużywana na topienie lodu. Dopiero później, gdy lód całkiem się
rozpuści, temperatura naszego drinka zacznie rosnąć. Dokładnie to samo, w miarę
postępowania globalnego ocieplenia, będzie zachodzić w Oceanie Arktycznym. Na razie
woda, na powierzchni której unosi się lód, nie może się nagrzać, a nadwyżka
energii zostaje zużyta na topnienie lodu. Kiedy jednak lód już stopnieje,
dalsze pochłanianie energii będzie prowadzić do wzrostu temperatury wody.

W miarę ocieplania się wód oceanu, temperatura na
Syberii, Alasce i w północnej Kanadzie również zacznie rosnąć, a leżący tam
śnieg zacznie znikać. Jest to już obserwowane. W miejsce odbijającego energię
słoneczną lodu i śniegu będziemy mieć ciemne, pochłaniające promienie słoneczne
ląd i ocean. Wieczna zmarzlina przestanie być „wieczna” i zacznie emitować
coraz większe ilości metanu. Podobnie zaczną się destabilizować arktyczne pokłady hydratów
metanu. Ogrzewający się Ocean Arktyczny przyspieszy topnienie i tak
coraz szybciej tracącego masę lądolodu Grenlandii. Gdy jego wody staną się  wyraźnie cieplejsze od wód w oceanicznej
głębi, mogą przestać opadać na dno, co zatrzyma Prąd Zatokowy. Według
większości modeli klimatu nie nastąpi to jeszcze w tym stuleciu, ale tak samo
miało być z zanikiem pokrywy lodowej Arktyki. Jeśli Prąd Zatokowy wyhamuje,
transportowane przez niego ciepło nie dotrze do Arktyki, przez co być może na
pewien czas powróci tu lód. Jednak energia nie ginie. Transportowane obecnie do
Arktyki ciepło pozostanie na południowej półkuli, ogrzewając Ocean Południowy i
za jego pośrednictwem lądolód Antarktydy Zachodniej, w dużym stopniu opierający
się na dnie oceanicznym. Wszystko to razem przyspieszy podnoszenie się poziomu
wody w oceanach.

Wzrost poziomu morza

Znaczna część obszaru Ziemi jest położona nisko i w
związku z tym zostanie mocno dotknięta nawet przy umiarkowanym wzroście poziomu
morza. Delty rzek i pola ryżowe zostaną zalane słoną wodą, co zrujnuje plony.
Woda morska, zmieszana z wodą słodką, zanieczyści rzeki i pokłady wodonośne.

Emitując coraz więcej gazów cieplarnianych jesteśmy na
drodze do ocieplenia klimatu Ziemi o 4-6°C jeszcze w tym stuleciu. Ostatni raz
na Ziemi było tak ciepło kilkadziesiąt milionów lat temu. Nie było wtedy
lodowych czap polarnych a poziom wody był wyższy o 70 metrów. Po roztopieniu
lądolodów (co jednak potrwa znacznie dłużej niż najbliższe 100 lat) nie tylko
wszystkie miasta portowe (jak Tokio czy Nowy Jork) ale też wiele miast
odległych dziś od morza jak Paryż czy Londyn, staną się atrakcją dla nurków.
Warszawa będzie miastem nadbrzeżnym, leżącym nad Zatoką Bałtycką. A Dania i
Niemcy Północne znikną pod wodą.

Nikt nie przewiduje korzyści spowodowanych wzrostem
poziomu morza.

Obraz satelitarny przedstawiający rafę koralową.

Rysunek 3: Rafa koralowa w rejonie Florida Keys, zdjęcie satelitarne dzięki uprzejmości NASA GSFC Scientific Visualization
Studio

Zakwaszanie oceanu

Oceany są głównym miejscem absorpcji i
usuwania CO2 z powietrza. W ciągu godziny pochłaniają ponad milion
ton tego gazu. Wzrost emisji dwutlenku węgla powoduje pochłanianie przez oceany
coraz większych ilości tego gazu, a przez to wzrost ich kwasowości (a więc obniżenie
pH) wody, co można porównać do procesu robienia olbrzymiej wody gazowanej. Już
teraz nasza emisja dwutlenku węgla do atmosfery spowodowała  obniżenie pH wód oceanów o 0,1. Przy dalszym przewidywanym
wzroście emisji CO2 zmiany będą znacznie większe. Spalenie wszystkich
paliw kopalnych i przeniesienie do atmosfery (i dalej do oceanów)  uwięzionego w nich węgla spowodujemy wzrost
kwasowości ich wód odpowiadający spadkowi pH o 0,7, a więc do
poziomu nienotowanego

przez
ostatnie
300
milionów lat
.

Zakwaszenie oceanów ma poważne
konsekwencje dla organizmów budujących zewnętrzne wapienne szkieleciki i
muszle. W normalnych obecnie warunkach unoszące się w wodzie morskiej jony węglanowe stanowią roztwór przesycony – jest ich więcej, niż może się rozpuścić. Z tego powodu kalcyt i aragonit – odmiany węglanu wapnia, z których organizmy morskie tworzą swoje szkielety – są stabilne w wodach powierzchniowych.

Gdy wskaźnik pH otoczenia spada, obniża się również
koncentracja jonów węglanowych. Kiedy ich stężenie spada poniżej
stężenia roztworu nasyconego, struktury zbudowane z węglanu wapnia zamiast
wzrastać, stają się podatne na rozpuszczenie w wodzie.

Wzrost kwasowości oceanów i spadek
możliwości budowania szkieletów dotknie szeregu organizmów, których aktywność stanowi
podstawę ekosystemu raf koralowych i łańcucha pokarmowego w oceanach, w tym
koralowców, skorupiaków, mięczaków, kokolitoforów, otwornic i szkarłupni.
Znajdą się oczywiście organizmy, które poradzą sobie w tych warunkach., Wiele
gatunków nie przetrwa jednak zmian, lub zostanie mocno osłabionych w tych i tak
trudnych dla życia morskiego czasach.

Prof. Jean-Pierre Gattuso z francuskiego
Narodowego Centrum Badań Naukowych stwierdził,
że „już w przeciągu kilkunastu lat woda w
Arktyce może stać się tak kwasowa, że będzie rozpuszczać muszle żywych zwierząt
”.

Zwierzęcy, roślinny i mineralny świat
raf koralowych jest jednym z naturalnych cudów świata i domem dla 1-3 mln
gatunków, w tym ponad ¼ wszystkich gatunków ryb. Od zasobów raf koralowych  uzależnione jest życie 30 milionów
mieszkańców wysp i wybrzeży. Wiele gatunków jest optymalnie dostosowanych do
warunków, w jakich żyją i wszelkie większe zmiany w środowisku stanowią dla
nich poważne zagrożenie. Dotyczy to szczególnie raf koralowych, które ze
względu na delikatne mechanizmy symbiozy między koralowcami i glanami są
szczególnie wrażliwe na drobne zmiany temperatury wody i wzrost zakwaszania
wód. Glony dostarczają koralowcom tlen i pożywienie, a te w zamian dają im
składniki odżywcze i ochronę. Jeśli jednak robi się zbyt ciepło, glony nie mogą
wyprodukować cukru. Wystarczy wzrost temperatury o 1°C, by polipy koralowca
zaczęły pozbywać się glonów, traktowanych w tej sytuacji jako  „nieprzydatne nieroby”. Niestety efektem tego jest
„wybielenie” raf i obumieranie koralowców. Przy wzroście temperatury o 2°C
wymieranie koralowców staje się powszechne. W wyjątkowo ciepłym 1998 roku
wymarło kilkanaście procent koralowców na świecie.

Na razie średnia temperatura Ziemi
wzrosła o skromne 0,7°C. Do końca stulecia wzrost może jednak sięgnąć kilku
stopni. Wielu ekspertów zajmujących się rafami koralowymi uważa, że sytuacja
jest praktycznie beznadziejna i są one skazane na zagładę.

Jak stwierdza raport australijskiej
agencji rządowej opiekującej się narodowym emblematem – Wielką Rafą Koralową: „całościowe prognozy dla rafy są niedobre, a
katastrofalnych zniszczeń ekosystemu nie da się już uniknąć
”. Wielka Rafa
Koralowa jest zagrożona, i nie tylko ona.

Przyszłość jest przerażająca” – mówi
Charlie Veron, australijski biolog morski, powszechnie uważany za
najwybitniejszego na świecie eksperta od raf koralowych. „Nie ma nadziei, aby rafy dotrwały nawet do połowy stulecia w
jakiejkolwiek formie przypominającej to, co dziś uważamy za rafy koralowe.
Jeśli – a właściwie, kiedy – odejdą, zabiorą ze sobą około jednej trzeciej
światowej bioróżnorodności morskiej. Zadziała efekt domina – kiedy przestaną
działać rafy, padną też inne ekosystemy. To droga do scenariusza masowego wymierania,
kiedy większość życia, szczególnie morskiego życia tropikalnego, ulegnie
zagładzie.

Alex Rogers, ekspert od koralowców z
Londyńskiego Towarzystwa Zoologicznego, mówi o „absolutnej gwarancji ich
unicestwienia”. A David Obura, inny wybitny ekspert w tym obszarze i szef
wschodnioafrykańskiego CORDIO, grupy badawczej z Kenii, jest
równie pesymistyczny
: „Myślę, że rafy
mają mizerne szanse. A to, co dzieje się z rafami to zwiastun tego, co stanie
się z całą resztą [ekosystemów oceanicznych]
.”

Niekorzystne zmiany w ekosystemach raf
koralowych to zwiastun bezprecedensowych zmian w faunie i florze oceanicznej. Nadmierne
połowy doprowadzą w końcu do stworzenia środowisk prawie całkowicie
pozbawionych gatunków odławianych komercyjnie oraz drapieżników, pozostawiając
jedynie małe gatunki oportunistyczne. Tak zdegradowany ekosystem nie będzie już
wiarygodnym i stabilnym źródłem żywności, co zagrozi całym społecznościom, szczególnie
w biednych krajach. W związku ze wzrostem ilości spływających rzekami nawozów i
odpadów przemysłowych coraz liczniejsze i coraz większe będą tzw. martwe strefy. Ocieplający się ocean i wzrastające
emisje gazów cieplarnianych zakwaszające jego wody nasilą presję na pozostałe
rafy. Na koniec światowe ekosystemy oceaniczne mogą doświadczyć masowego
wymierania gatunków, prowadzącego do poważnej utraty bioróżnorodności. To
przyszłość, w której oceanami będą rządzić mikroby i meduzy.

Te przewidywania mogą wydawać się
ekstremalne, jednak trudno wyobrazić sobie, jak bez fundamentalnych zmian w naszych
działaniach mogłoby do nich nie dojść.

Topniejące lodowce

Setki milionów ludzi (ok. jednej szóstej światowej
populacji), są uzależnione populacji) są uzależnione od wody dostarczanej co
roku przez naturalne wiosenne, letnie i jesienne topnienie lodowców.

Największe problemy może nastręczyć topnienie
lodowców Wyżyny Tybetańskiej. W drugiej połowie XXI wieku góry i wyżyny Azji
Środkowej mogą stracić nawet 2/3 swych lodowców, co odbije się bezpośrednio na życiu
300 milionów ludzi. Płynące stamtąd największe rzeki Azji podczas suszy skurczą
się, w swoim górnym biegu zamieniając się w wąskie strugi. Zjawisko to dotyczy
między innymi Jangcy i Huag He w Chinach, Gangesu w Indiach, Indusu w
Pakistanie, Brahmaputry w Bangladeszu, Salween i Irawadi w Birmie, a także
Mekongu, który płynie przez Chiny, Birmę, Tajlandię, Laos, Kambodżę i Wietnam.

Po stopnieniu lodowców rzeki będą nadal
wylewać podczas opadów w porze monsunowej, za to susze w porze bezdeszczowej
staną się bezprecedensowe. Wraz ze wzrostem temperatury i szybszym tempem
parowania wody z gleby zapotrzebowanie na wodę, w rolnictwie będzie szybko
rosło. Woda z lodowców Himalajów służy do nawadniania obszarów dających rocznie
55% azjatyckich plonów zbóż, czyli 25% całości światowej produkcji. Spadek
plonów na tych terenach o 20-30% przełoży się na zmniejszenie światowych plonów
zbóż o 3,5-5%[[1]].

Problemy dotykają też krajów andyjskich.
Wiosną 2009 roku ostatecznie stopniał leżący na
wysokości 5300 m.n.p.m. lodowiec Chacaltaya, na którym znajdował się najwyżej
położony na świecie wyciąg narciarski. Lodowiec liczył sobie 18 tysięcy lat. A
teraz znikł.

Badacze uważają, że jego los podzielą
lodowce w Boliwii, Peru i Ekwadorze. Śmierć lodowców będzie miała drastyczny
wpływ na życie mieszkańców Andów. Po zachodniej, przeważnie suchej stronie
Andów, dostawy wody dla milionów ludzi są zależne od rzek wypływających z
topniejących lodowców, takich, jak Chacaltaya, Illimani czy Huayna Potosifor.
Lodowce w Peru w ostatnich 35 latach straciły 20 procent masy, przez co o 12
procent spadł dopływ wody do rejonów przybrzeżnych, zamieszkanych przez 60
procent ludności kraju. Według przewidywań Banku Światowego pogłębiające się globalne ocieplenie spowoduje, że wiele lodowców andyjskich w ciągu
najbliższych 20 lat po prostu zniknie. Mające około 20 tysięcy lat lodowce w
Boliwii cofają tak szybko, że do połowy wieku 80% z nich może przestać istnieć.
Nawet lodowce na Illimani – olbrzymiej, liczącej sobie blisko 6500 metrów górze
wznoszącej się nad La Paz, prawdopodobnie stopnieją w ciągu 30 lat.

Dochodzi do tego kolejny problem o
charakterze regionalnym. Nie tylko lodowce zanikają, lecz w Andach pada też
coraz mniej deszczu. Monsuny przynoszące deszcz nad Amazonią są coraz słabsze.
Uważa się to za efekt globalnego ocieplenia, choć w grę może też wchodzić słabnięcie
transportu wody ze wschodu, związane z masowym karczowaniem lasów Amazonii. Jak
dotąd, przyspieszone topnienie lodowców spowodowało zwiększenie ilości
wypływającej z nich wody. Przyczyniło się to do olbrzymich powodzi na Amazonce,
które w 2008 roku zmusiły do opuszczenia swych domów setki tysięcy osób. Z
jednej strony więc Amazonii grożą dzisiaj susze, a z drugiej powodzie. Jednak
gdy lodowce już stopnieją, zalew wody ze znikających lodowców się skończy, a w porze suchej liczące sobie tysiące
lat źródła wody zmienią się w strumyczki
. Zniknięcie
lodowców Boliwii, Peru i Ekwadoru, nie tylko zagrozi zaopatrzeniu w wodę dla
dziesiątek milionów ludzi i przyczyni się do wysychania Amazonii, lecz
ograniczy też produkcję prądu w elektrowniach wodnych, dostarczających połowę
energii elektrycznej w tych krajach.

Środowisko naturalne

Globalne ocieplenie może mieć
pozytywne efekty dla wzrostu roślinności na szerokościach północnych, a także możliwego wzrostu biomasy
planktonu w niektórych częściach oceanu. Równocześnie jednak rozszerzeniu
ulegną strefy oceanu ubogie w tlen, powolnemu zanieczyszczeniu lub wyczerpaniu
ulegać będą źródła wody słodkiej, wzrośnie częstotliwość pożarów, z powodu susz
doświadczymy rozległego wymierania roślinności, wzrośnie ryzyko wymarcia
koralowców, spadnie masa fitoplanktonu, zmianie ulegną długości pór roku,
zakłóceniu ulegnie łańcuch pokarmowy, wyginie także wiele gatunków fauny i
flory.

Zdrowie

Cieplejsze zimy mogą przynieść zmniejszenie
śmiertelności, zwłaszcza wśród ludzi starszych. Ale osoby starsze są też
bardziej wrażliwe na wysokie temperatury. Szacuje się, że liczba zgonów
przypisanych falom upałów będzie pięć razy większa niż ewentualny spadek liczby
zgonów w okresie zimowym. Cieplejszy klimat ułatwi migrację przenoszących
choroby owadów, jak np. komary. Już dziś malaria pojawia się w miejscach, w
których nigdy wcześniej nie występowała.

Skutki ekonomiczne i społeczne

Ekonomiczne skutki globalnego ocieplenia mogą być
katastrofalne i znacznie przewyższać korzyści z ocieplenia, takie jak spadek
kosztów ogrzewania czy odśnieżania dróg. Ogólny obraz trudności gospodarczych
spowodowanych przez zmiany klimatu jasno pokazał Raport
Sterna z 2006 roku. Według opinii
samego autora z 2013 roku
, opracowanie sprzed kilku lat było zbyt ostrożne. Rzeczywiste ryzyka i
koszty globalnego ocieplenia będą większe, niż prognozowane w 2006 roku.

O ile można spierać się co do konkretnych liczb,
koszty zmian klimatu znacznie przekraczają koszt zapobiegnięcia im. Niektóre
scenariusze prognozowane przez IPCC przewidują
ogromne migracje ludności w miarę zatapiania nisko położonych krajów.
Zakłócenia globalnej wymiany handlowej, transportu, zaopatrzenia energii i
rynków pracy, bankowości i finansów, inwestycji i ubezpieczeń, będą podkopywać
stabilność krajów, zarówno rozwiniętych jak i rozwijających się. Te ostatnie,
już dziś często uwikłane w konflikty militarne, mogą zostać wciągnięte w
większe i długotrwałe spory o wodę, zasoby żywności lub energii. Może to
dodatkowo zakłócić ich rozwój gospodarczy utrudniany jednocześnie przez globalne ocieplenie. Powszechnie przyjmuje się, że negatywne skutki zmian klimatu będą
odczuwane głównie przez kraje najmniej przygotowane (społecznie i ekonomicznie)
do radzenia sobie z kryzysami i adaptacji.

Jednak nawet Polska, znajdująca się w relatywnie
bezpiecznym (w każdym razie przy umiarkowanym ociepleniu) miejscu, ponosi coraz
większe koszty zmiany klimatu, co pokazuje m.in. opracowanie
polskiego Ministerstwa Środowiska z 2013 roku:

„Koszty wdrożenia
zidentyfikowanych działań adaptacyjnych do realizacji w sektorach i obszarach
wrażliwych w latach 2014-2020 zostały oszacowane na ponad 62 mld zł. Należy
przy tym podkreślić, że zarejestrowane straty powstałe w latach 2001-2010
wynosiły ok. 54 mld zł. W przypadku niepodjęcia działań w przyszłości,
prawdopodobną konsekwencją byłyby straty szacowane na poziomie około 86 mld zł
w latach 2011-2020, a nawet 119 mld zł w latach 2021-2030.”

Zdjęcie przedstawia trójkę ludzi w ciepłych ubraniach, wiercących w pokrytej zeschniętą trawą ziemi.

Rysunek 4: Naukowcy pobierający próbki z obszaru wiecznej zmarzliny na Alasce. Zdjęcie dzięki uprzejmości National Snow and Ice Data Center/CIRES.

Długookresowe skutki wzrostu emisji

W zasadzie jesteśmy już skazani na przekroczenie
progu ocieplenia o +1,5°C, za którym prawdopodobnie
rozpocznie się niekontrolowane rozmarzanie wiecznej zmarzliny
na Syberii i
Alasce, a wg MAE już w
2017 roku przekroczymy próg
, za którym wybudowana infrastruktura
praktycznie zagwarantuje emisje dwutlenku węgla wystarczające do przekroczenia
progu ocieplenia o +2°C.

Nie jest to jednak ostro zarysowana granica, po
przekroczeniu której będzie już wszystko jedno, jak bardzo jeszcze wzrośnie
temperatura. Każda redukcja emisji dwutlenku węgla, jaką tylko uda się osiągnąć
oznacza mniejszy wzrost temperatury i możliwość uniknięcia najpoważniejszych
następstw globalnego ocieplenia. Jak zauważył
profesor paleoklimatologii Lonnie Thompson
, im więcej ograniczenia emisji
dzisiaj, tym mniej konieczności adaptacji i cierpień w przyszłości.

Najlepiej byłoby ograniczyć globalne ocieplenie poniżej
progu +1,5°C, ewentualnie +2°C. Jednak pomiędzy ociepleniem o +2°C a
ociepleniem o +3°C jest wielka różnica. Jeszcze większa jest różnica pomiędzy
ociepleniem o +3°C, a ociepleniem o +4°C. Wszystko powyżej +4°C bez wątpienia
możemy określić jako katastrofalne, bo przekraczane będą kolejne punkty
krytyczne. Kontynuując obecny trend wzrostu emisji wiele takich punktów
prawdopodobnie przekroczymy, co przyniesie m.in. masowe wymieranie koralowców,
zanik lodu w Arktyce i lasów deszczowych Amazonii. Są zjawiska, których
powinniśmy starać się uniknąć za wszelką cenę: destabilizacji wiecznej
zmarzliny i złóż hydratów metanu oraz odtlenienia oceanów i zamiany znacznej
części Ziemi w miejsce
nienadające się dla ludzi
. Warto wiedzieć że istnieje jeszcze jedna –
granica tzw. „scenariusz rozbuchanej szklarni”. Gdybyśmy do niej dotarli,
nastąpiłaby przemiana Ziemi w drugą Wenus.

Następstwa przekraczania kolejnych progów wzrostu
temperatury pokazuje bazująca na analizie literatury naukowej książka Mark
Lynasa Sześć Stopni
. Na tej podstawie National Geographic przygotował serię
filmów
.

Jest wielu ludzi, którzy uważają za niemożliwe,
aby planeta ociepliła się aż tak bardzo, lub że następstwa będą aż tak poważne,
jak sugerują badania naukowe. Owszem, istnieje możliwość, że  przewidywania optymistów się sprawdzą. Jednak
wyniki badań naukowych na to nie wskazują, wyłania się z nich raczej nieprzyjemny
obraz przyszłości, w której nie wybierzemy drogi szybkiej redukcji emisji gazów
cieplarnianych.

Przy wzrastających emisjach katastrofa
klimatyczna nie jest prostu jednym z możliwych, lecz najbardziej prawdopodobnym scenariuszem.

Klimatyczni sceptycy wykpiwają możliwość
katastrofalnej zmiany klimatu, jednak smutną rzeczywistością jest to, że z
każdym mijającym dniem staje się ona bardziej prawdopodobna. Z całym
zdecydowaniem i zaangażowaniem musimy zrobić, co w naszej mocy. Nie unikniemy
już poważnych problemów, ale wciąż możemy ograniczyć szkody i uniknąć
najgorszych scenariuszy.

Marcin Popkiewicz na podstawie: Skeptical Science: Positives and negatives of global warming i Skeptical Science: Positives and negatives of global warming część druga

opieka merytoryczna: prof. Szymon Malinowski


[1]          The environmental food crisisUNEP, The fall of the water