W mediach i kręgach politycznych krąży widmo. Widmo raportu Polskiego Towarzystwa Gospodarczego Konkurencyjność czy transformacja? Nowa mapa energetyczna Polski. Robiąc weryfikację merytoryczną z zakresu nauki o klimacie próbowaliśmy znaleźć choć jeden poprawny merytorycznie akapit. Bez powodzenia.

Przyjrzyjmy się cytatom z raportu i zastanówmy się, na ile są uzasadnione.

Grafika dekoracyjna: przeglądanie raportu "Konkurencyjność czy transformacja?"
Fotomontaż fragmentu okładki i raportu Polskiego Towarzystwa Gospodarczego Konkurencyjność czy transformacja. Nowa mapa energetyczna Polski oraz zdjęcia z banku obrazów Canva.

Naturalne czynniki sterujące klimatem: czemu nie zawsze jest sens je uwzględniać?

„W Krajowym Planie na Rzecz Energii i Klimatu skoncentrowano się na modelu postępujących zmian klimatycznych o charakterze antropogenicznym. Pominięto natomiast możliwość występowania zmian, które wynikają z naturalnych czynników geologicznych lub astronomicznych (np. zmienności aktywności słonecznej), na które nie mamy wpływu.”

Jest dość naturalne, że w dokumentach dotyczących aktualnej rzeczywistości i działań uwzględnia się takie problemy i zagadnienia, które mają dla nich istotne znaczenie. Wpływ „naturalnych czynników geologicznych lub astronomicznych (np. zmienności aktywności słonecznej), na które nie mamy wpływu” na klimat jest bardzo niewielki w porównaniu z wpływem naszej działalności (przede wszystkim emisji gazów cieplarnianych). Naturalne czynniki geologiczne i astronomiczne działają albo bardzo powoli (jak zmiany orbity ziemskiej, albo ruch płyt kontynentalnych), albo zmieniają się w małym zakresie. Jak bardzo małym, wyjaśniamy m.in. w artykułach Mit: Wzrost średnich temperatur na świecie wynika z przyczyn naturalnych oraz Jak czynniki naturalne i antropogeniczne wpływają na zmienność temperatury planety.

Dawne zmiany temperatury i aktywności słonecznej

„W literaturze wskazuje się, że w okresie ostatnich 2 tys. lat występowały zarówno okresy podwyższonych temperatur (np. ocieplenie za czasów rzymskich: 400–10 p.n.e.; Średniowieczne Optimum Klimatyczne: ok. 900–1200 (1300), jak i okresy chłodniejsze (m.in. Minimum Homera: 800–900 p.n.e.; Minimum Oorta: 1010–1050; Minimum Wolfa: ok. 1200; Minimum Maundera: 1645–1715, określane również jako „mała epoka lodowcowa”), por. Wyk. 3.1.”

Wykres zmian wskaźnika delta 14C, będącego dobrym wskaźnikiem aktywności słonecznej ale tylko do połowy XX wieku.
Ilustracja 1. Wykres z raportu „Konkurencyjność czy transformacja”

W jednym długim zdaniu  autorzy raportu mylą kilka rzeczy: najpierw piszą o zmianach temperatury i podają nazwy historycznych zmian klimatu, a następnie płynnie przechodzą do omawiania rekonstruowanych zmian aktywności słonecznej. 

Co gorsza, do zilustrowania zmian aktywności słonecznej autorzy sięgnęli po stary wykres z Wikipedii, przedstawiający parametr zwany „delta 14C”. Nie tylko nie pokazuje on wartości po roku 1950 (bo z powodu zanieczyszczenia atmosfery radioaktywnymi izotopami powstałymi w trakcie testowych eksplozji jądrowych, ilość radioaktywnego izotopu węgla 14C w środowisku bardzo wzrosła, i ten rodzaj wskaźnika przestał być użyteczny w badaniach naukowych), ale też pokazana zmienność parametru delta 14C zależy również od innych czynników niż aktywność słoneczna. W szczególności, pokazany wzrost (odpowiadający spadkowi δ14C w kierunku bardziej ujemnych wartości) w XIX i w XX wieku jest wynikiem tzw. efektu Suessa, czyli zmniejszenia liczby atomów 14C w proporcji do liczby atomów „zwykłego” izotopu 12C, spowodowanego antropogeniczną emisją dwutlenku węgla (który, jako pochodzący przede wszystkim ze spalania paliw kopalnych, atomów izotopu 14C już nie zawiera).

Autorzy raportu do zilustrowania zmian klimatu na Ziemi użyli więc wskaźnika zmian aktywności Słońca, który co gorsza od początku rewolucji przemysłowej był coraz bardziej zaburzany naszymi emisjami ze spalania paliw kopalnych. Gdyby chcieli zapoznać się z aktualnym stanem badań w zakresie rekonstruowania zmian aktywności słonecznej na podstawie izotopu 14C, polecamy np. pracę „Reconstruction of annual solar irradiance over the last three millennia”, opublikowaną kilka miesięcy temu.

Jeśli natomiast interesują nas zmiany globalnego klimatu w podanym okresie, lepiej widać je w rekonstrukcjach paleoklimatycznych, takich jak pokazana poniżej.

Wykres: Rekonstrukcja temperatury w naszej erze (projekt PAGES)
Ilustracja 2. Linie kolorowe: 30-letnia średnie 7 różnych metod rekonstrukcji dawnego klimatu względem okresu bazowego 1850-1900; zakres prawdopodobieństwa 2,5-97,5% oznaczony szary cieniowanie ograniczonym kropkowanymi liniami. Czarna linia ciągła – 30-letnia średnia pomiarów instrumentalnych do 2017 roku, przedłużona linią kropkowaną do 2025 r. (ostatni punkt odpowiada średniej z okresu 1996-2025). Dodatkowo zaznaczona średnia z ostatniej dekady. Źródło: PAGES 2k Consortium, 2019; NASA Goddard Institute for Space Studies, 2026.

Przyszłe zmiany temperatury i aktywności słonecznej

Dalej w raporcie czytamy:

„Z wykresu wynika, że nadal jesteśmy w okresie wzrostu temperatur po Minimum Maundera, który może utrzymywać się jeszcze przez pewien czas. Jednocześnie wskazuje się, że po tej fazie należy oczekiwać kolejnego ochłodzenia.”

Przypomnijmy: wykres autorów pokazuje zmiany zawartości radioaktywnego izotopu węgla 14C w atmosferze (na którą od połowy XIX wieku ma wpływ antropogeniczny efekt Suessa). Nie można w bezpośredni sposób odczytać z niego  temperatury, nie wystarcza też do wypowiadania się na temat kierunku czy tempa zmian aktywności słonecznej w ostatnich dekadach. Jeśli autorzy chcieli pokazać aktywność słoneczną, to lepszą jej ilustracją są wskaźniki takie jak zliczenia plam słonecznych (Ilustracja 3). 

Wykres: aktywność słoneczna wyrażona liczbą Wolfa (wskaźnikiem bazującym na liczbie plam na Słońcu).
Ilustracja 3. Aktywność słoneczna wyrażona liczbą Wolfa (standardowy miernik aktywności Słońca bazujący na liczbie plam na Słońcu). Źródło Royal Observatory of Belgium

Więcej na ten temat można przeczytać w naszych artykułach Aktywność słoneczna w ostatnich 9000 lat, Mit: Globalne ocieplenie jest powodowane wzrostem aktywności słonecznej.

Dalej robi się jeszcze ciekawiej:

„Niektóre modele odnoszą się do okresu minimum słonecznego, które może trwać do 2053(5) r., a w tym czasie można spodziewać się obniżenia średniej temperatury na Ziemi nawet o ok. 1°C. „

  • Jak to minimum „trwające do lat 2050.” ma się do obecnie obserwowanego gwałtownego nagrzewania się Ziemi? 
  • Podany przez autorów poziom ochłodzenia w związku z potencjalnym spadkiem aktywności słonecznej jest wielokrotnie zawyżony. Spadek aktywności słonecznej do poziomu Minimum Maundera obniżyłby temperaturę Ziemi o maksymalnie 0,2°C, kompensując kilka lat wzrostu temperatur powodowanego przez nasze emisje gazów cieplarnianych. 
  • Nie wiadomo jakie modele. Biorąc pod uwagę poprzednie punkty, wątpimy żeby pochodziły od jakichkolwiek faktycznie znających się na rzeczy instytucji.

Wzrost stężenia CO2 nasila efekt cieplarniany – nikt tego nie obalił

„Ponadto, biorąc zarówno pod uwagę czynniki stricte geologiczne jak i badania np. wybitnego fizyka W. J. Wittemana (Witteman, 2023), który jednoznacznie wykazał, że wzrost stężenia CO₂ nie może wzmocnić efektu cieplarnianego jasno wskazują na konieczność odrzucenia koncepcji ograniczania emisji CO₂.”

Odnośnik „Witteman, 2023” nie występuje w bibliografii raportu. Można podejrzewać, że autorzy raportu wstydzili się przyznać, że „badania wybitnego fizyka W. J. Wittemana”, które miały jakoby podważyć fizyczne podstawy efektu cieplarnianego, zostały opublikowane na pseudonaukowej stronie Principia Scientific International. Znaleźć na niej można również inne „przełomowe” wyniki badań, np. na temat astronomii i grawitacji.

Zasadniczo twierdzenie, że „wzrost stężenia CO₂ nie może wzmocnić efektu cieplarnianego” to wariacja hipotezy sformułowanej w 1900 roku przez szwedzkiego fizyka Knuta Ångströma, dawno już obalonej (patrz O pseudowysyceniu efektu cieplarnianego, pseudonauce i pseudodebacie).

Jeśli autorzy uważają pracę „wybitnego fizyka W. J. Wittemana” za tak mocny argument, że „wskazuje na konieczność odrzucenia koncepcji ograniczania emisji CO₂ ”, to… co to mówi o merytorycznej wadze ich argumentów?

Emisje naturalne i antropogeniczne – ważna jest skala

W „raporcie” znajdziemy też kawałek o (jakoby) nieistotności naszych emisji CO2:

„W badanych przez geologów okresach z przeszłości stężenia CO₂ na ziemi bywały znacznie wyższe niż obecne 422 ppm: Karbon ~300-800 ppm; Perm ~300-1000 ppm; Trzeciorzęd nawet ~1000-1500 ppm. Natomiast w trwającym obecnie Czwartorzędzie stężenia CO₂ spadały do nawet 180 ppm w epokach lodowcowych i rosły do okolic 300 ppm w interglacjałach. (…) Warto na to zwrócić uwagę nie po to, aby zaprzeczać antropogenicznym emisjom CO2, które są faktem, lecz po to, aby zaznaczyć, że są też niezależne od człowieka procesy naturalne, które mogą prowadzić do znaczącego wzrostu lub spadku stężenia CO2 w atmosferze. Takie procesy mogą „nałożyć się” na emisje antropogeniczne, wzmacniając lub osłabiając ich działanie.”

Autorzy piszą tu o zmianach mających miejsce w ciągu setek milionów lat, czyli zachodzących w geologicznych skalach czasowych. Tymczasem w ostatnich dekadach stężenie CO2 w atmosferze gwałtownie wzrosło, do poziomu najwyższego od wielu milionów lat – i jest już o blisko połowę wyższe niż rekordowe stężenie w czwartorzędzie (ostatnie 2,6 mln lat), o którym autorzy wspomnieli zresztą w duchu „nic wyjątkowego się przecież nie dzieje”. 

Owszem, to prawda, że „naturalne procesy mogą nałożyć się na emisje antropogeniczne”. Podobnie można powiedzieć, że szklanka wlana do jeziora podnosi w nim poziom wody.

W „raporcie” mamy też wariację na temat:

„Antropogeniczna emisja CO₂ stanowi niewielką część emisji naturalnej, a wkład Unii Europejskiej w globalną emisję antropogeniczną jest ograniczony.„

Podkreślmy: ta „niewielka część emisji naturalnej” stanowi niezbilansowaną nadwyżkę, w wyniku której stężenie CO2 w atmosferze w ostatnich dekadach wzrosło do poziomu najwyższego od wielu milionów lat.

Czy więc działania krajów europejskich mają sens?

Dalej autorzy „raportu” podważają sensowność działań Unii Europejskiej i Polski, podkreślając w tabelce, że odpowiadają one odpowiednio za 6,3% i 0,7% globalnych emisji?

„W konsekwencji, nawet osiągnięcie celów zeroemisyjności przez UE może mieć – w interpretacji autorów – efekt globalnie trudny do zauważenia i pomiaru, przy jednoczesnym ponoszeniu bardzo wysokich kosztów transformacyjnych przez przemysł i gospodarstwa domowe.”

Tabela z raportu "Konkurencyjność czy transformacja?"

Tabelka ma służyć wywołaniu wrażenia, że „jesteśmy mali i na nic nie mamy wpływu”.

Wspólna odpowiedzialność

Powiedz, czy dla budżetu państwa płacone przez Ciebie podatki są jakoś szczególnie istotne? W końcu jesteś tylko jednym z wielu milionów Polaków… A skoro Twoje podatki mają tak mikroskopijny udział w budżecie, więc jakie to znaczenia ma, czy je płacisz, czy nie? Na pewno widzisz dokąd prowadziłoby powszechne przyjęcie takiej logiki – skoro można nie płacić podatków, powszechnie by ich nie płacono i budżet znalazłby się w niezłych opałach, a wraz z nim wydatki na służbę zdrowia, policję, straż pożarną itd. Jeśli nie robisz, co do Ciebie należy, nie możesz oczekiwać też tego od innych.

Za większość globalnych emisji odpowiadają kraje emitujące pojedyncze procenty i promile całości (wyjątkami są jedynie Chiny i USA). Gdyby wszystkie te kraje o niewielkich emisjach zgodnie stwierdziły, że „są małe, więc od nich niewiele zależy i nie zamierzają redukować emisji”, z punktu widzenia ochrony klimatu umówilibyśmy się na globalny zbiorowy pakt samobójczy.

Jeśli chodzi o emisje, to w Europie i Polsce mamy proporcjonalnie „więcej za uszami” niż większość ludzi na świecie, bo emitujemy już od dawna. Klimat nie reaguje na to, ile emitujemy dzisiaj, lecz na to, ile CO2​ znalazło się w atmosferze. Polska, mimo że jest „mała”, w rankingu historycznych skumulowanych emisji CO2 na osobę znajduje się w okolicach 10. miejsca na świecie! Przez dekady rozbudowywaliśmy naszą infrastrukturę, spalając węgiel „ile wlezie”. Można wręcz powiedzieć, że my już swoje wyemitowaliśmy, nawet z naddatkiem. Jeśli chcemy oczekiwać, że Chiny czy Indie, które emitują dopiero od niedawna, mają ograniczać swoje emisje, to sami też musimy to robić.

Co dalej z emisjami?

„Jeśli spojrzymy na trend wykresu globalnych emisji na przestrzeni ostatnich 30 lat, to jest on bardzo dynamicznie rosnący. (…) Jeśli przed nami jest jakiś moment wypłaszczenia – to jest on jeszcze daleko. Globalne emisje nie zaczną spadać w tym roku, ani w tej dekadzie, a może również nie w kolejnej dekadzie…”

Jeszcze dekadę temu globalne emisje CO2 rosły wykładniczo, jednak stopniowo wzrost wyhamował i najprawdopodobniej właśnie mijamy szczyt globalnego zapotrzebowania na paliwa kopalne.

Wykres: zestawienie scenariuszy emisji z eksperymentu CMIP6 oraz scenariusza wysokich emisji w eksperymencie CMIP7.
Ilustracja 4. Historyczne globalne emisje CO2 na tle scenariuszy emisji z 6 Raportu IPCC w kontekście zmiany klimatu. Czerwona linia przerywana pokazuje scenariusz wysokich emisji przyjętym w przygotowywanym 7 Raporcie IPCC. Źródło Global Carbon Budget 2025, Explainer: The CMIP7 emissions scenarios – and how they explore future climate change, Carbon Brief 2026.

Zmiana trendu emisji jest na tyle znacząca, że w najnowszym, siódmym Projekcie Porównywania Modeli Sprzężonych  z którego wyniki znajdą się w 7. Raporcie IPCC, nawet w najbardziej pesymistycznym scenariuszu wysokich emisji ich wzrost jest już bardzo powolny (czerwona linia na wykresie  – więcej na ten temat w artykule Mit: Naukowcy odwołali katastrofę klimatyczną, bo wykreślili scenariusz skrajnego ocieplenia). To rezultat zarówno polityk ochrony klimatu, takich jak system ETS, jak i postępu w rozwoju bezemisyjnych technologii (oba te czynniki zresztą nawzajem na siebie wpływają: polityki stymulują rozwój technologii, ten zaś ułatwia wdrażanie polityk ochrony klimatu i podnoszenie celu redukcji emisji).

Autorom wyraźnie marzy się wysokoemisyjny świat alternatywny, w którym nie ma rozwoju tanich bezemisyjnych technologii energetycznych, wypierających spalanie węgla, ropy i gazu.

Badania klimatu nie są „nieweryfikowalne”

Na koniec rzućmy okiem na przedmowę autorstwa prof. Ziemowita Malechy:

„Od dekad opinia publiczna jest bombardowana apokaliptycznymi wizjami, w których każda zmiana pogody urasta do rangi egzystencjalnej katastrofy. Jednak nauka propagująca tego typu tezy przechodzi obecnie głęboki kryzys wiarygodności. Metaanaliza opublikowana w prestiżowym czasopiśmie PNAS przez zespół Adama B. Pollacka ujawniła kompromitującą prawdę: aż 96% najbardziej wpływowych badań dotyczących zagrożeń klimatycznych to „czarne skrzynki” – modele nieweryfikowalne, których kody źródłowe i dane są ukrywane przed zewnętrzną walidacją. Budowanie strategii wartych biliony złotych na fundamencie, którego tylko 4% spełnia standardy przejrzystości, graniczy z szarlataństwem.”

Niestety, prof. Malecha nie zrozumiał wniosków pracy, na którą się powołuje, albo tej pracy nie doczytał. Klasyfikacja użyta w artykule Pollacka i in. (2026) uznaje badania naukowe za „otwarte”, jeśli opisujące je publikacje naukowe zawierają odnośniki do kompletnego kodu analizy i danych użytych w artykule. I choć faktycznie przeważająca większość autorów badań naukowych, nie tylko w klimatologii, tego nie robi, nie znaczy to jednak, że wyniki badań są „nieweryfikowalne”, albo że kody źródłowe i dane są „ukrywane”.

Żeby daleko nie szukać, żaden z opublikowanych w ostatnich latach artykułów prof. Malechy nie spełnia tych samych kryteriów otwartości, których wymaga on od klimatologów. W najlepszym razie jego publikacje zawierają tylko standardową formułkę, że dane i kod mogą być udostępnione po skontaktowaniu się z autorami badania. Gdyby więc kierować się tym, co prof. Malecha napisał w raporcie PTG, należałoby uznać jego badania za „nieweryfikowalne czarne skrzynki”, których kody źródłowe i dane są „ukrywane przed zewnętrzną walidacją”.

A przecież tak nie jest. W wielu przypadkach (choć przyznajemy, że nie wiemy, czy w praktyce dotyczy to badań prof. Malechy) wystarczy skontaktować się z autorami oryginalnych badań, by udostępnili materiały związane z analizą. Nawet brak współpracy autorów nie oznacza, że badania są „nieweryfikowalne” – jest to przecież znacznie szersze pojęcie, i nie ogranicza się tylko do uruchomienia dokładnie tego samego kodu źródłowego, co autorzy, celem uzyskania dokładnie tych samych wyników. Często metody autorów są opisane w samych artykułach, i można je odtworzyć (zaimplementować) samodzielnie. Przy niedostępności danych źródłowych użytych przez autorów w wielu przypadkach (a w klimatologii niemal zawsze) dostępne są dane alternatywne. Tak przeprowadzona weryfikacja jest nawet cenniejsza od dokładnego powtórzenia tego co zrobili autorzy oryginalnego badania, bo pozwala na zrozumienie wyborów i założeń, które poczynili, i ich wpływ na końcowe wyniki.

Byłoby oczywiście lepiej, gdyby autorzy badań zawsze udostępniali komplet materiałów pozwalający na odtworzenie kompletnej analizy opublikowanej w artykule, z wszystkimi danymi, obliczeniami i wykresami. To, że praktyka bywa inna, jest wynikiem wielu czynników: czasami doprowadzenie kodu źródłowego analizy do postaci którą można udostępnić wymaga dodatkowej pracy, która nie jest opłacana i nie jest opłacalna, bo wiąże się z koniecznością utrzymywania tego kodu w przyszłości, jego dokumentowania, naprawiania błędów czy udzielania pomocy użytkownikom. Czasami kod analizy jest dla potencjalnego użytkownika trudny do wykorzystania, bo nie posiada on zasobów obliczeniowych (np. dostępu do superkomputera) umożliwiających jego uruchomienie, albo licencji na specjalistyczne biblioteki wykorzystane w kodzie. Czasami napisany przez naukowca (nieraz w ciągu wielu lat) kod nie spełnia standardów inżynierii oprogramowania: jest na przykład zbiorem nieudokumentowanych skryptów, wykorzystujących biblioteki które nie były aktualizowane od kilkunastu lat, pliki danych zapisane w dziwnych miejscach i w nietypowych, nieużywanych już przez nikogo formatach. I choć nawet taki „brzydki” kod może spełniać swoją rolę w tym sensie, że oblicza to co ma obliczać, dla użytkownika pragnącego odtworzyć wyniki badań będzie on w praktyce bezużyteczny.

W wielu obszarach nauki sytuacja zmienia się jednak na lepsze. W klimatologii mamy na przykład inicjatywy takie jak Pangeo, promujące otwarte, reprodukowalne procesy i narzędzia naukowe. Wiele kluczowych archiwów danych jest otwartych i dostępnych dla wszystkich: przykładem może być europejski Copernicus Climate Change Service (C3S), udostępniający za darmo dane meteorologiczne i klimatyczne, czy Coupled Model Intercomparison Project (CMIP), koordynujący symulacje modeli klimatu i publikację pochodzących z nich danych.

Odrobina zielonej manipulacji

Dalej prof. Malecha pisze:

„Musimy otwarcie powiedzieć: narracja o antropogenicznym CO2 jako jedynym i kluczowym czynniku ocieplenia nie jest niezaprzeczalnym faktem. Ziemia zaczęła wychodzić z Małej Epoki Lodowcowej około 1850 roku, gdy emisje przemysłowe były znikome. Co więcej, raporty amerykańskiego Departamentu Energii (DoE) wskazują, że dwutlenek węgla nie jest zagrożeniem, lecz gazem sprzyjającym „zielenieniu planety”.”

Zdanie „narracja o antropogenicznym CO2 jako jedynym i kluczowym czynniku ocieplenia nie jest niezaprzeczalnym faktem” jest przykładem błędu logicznego zwanego sofizmatem rozszerzenia, albo popularnie mówiąc atakowaniem chochoła.

Faktycznie, CO2 nie jest jedynym czynnikiem ocieplenia, bo mamy też metan i inne wpływające na klimat czynniki – po prostu wkład CO2 jest największy – tylko tyle, i aż tyle.

Z kolei zarzut, że to „nie jest niezaprzeczalnym faktem”, formalnie można interpretować jako ogólne stwierdzenie dotyczące możliwości zdobywania wiedzy  („w nauce nie ma absolutnych dogmatów”) – to jest prawda metodologiczna, bo nauka zawsze uwzględnia niepewności. Tyle że (o czym autorzy „raportu” dobrze wiedzą), mało który czytelnik tak na to patrzy. Większość potraktuje to jako sugestię, że nie ma mocnego dowodu na dominującą rolę antropogenicznego CO₂ – co już jest niezgodne ze stanem badań klimatycznych.

A jak to jest z tym „zazielenianiem”? Większość roślin przy większym stężeniu CO2 rośnie lepiej, ale dostępność CO2 nie jest jedynym czynnikiem limitującym skuteczność fotosyntezy. Poza nim liczy się też temperatura, dostępność wody oraz innych składników, które będą się zmieniały wskutek wzmocnienia efektu cieplarnianego wywołanego wzrostem zawartości CO2. (Mit: Im więcej CO2, tym lepiej dla roślin). Stwierdzenie, że „więcej CO2 może być korzystne dla roślin” pomija też mnóstwo innych konsekwencji wzrostu stężenia tego gazu, od związanych z jego wpływem ocieplającym (np. wzrost poziomu morza), po działanie chemiczne (np. zakwaszanie oceanów czy pogarszanie naszego samopoczucia).

Same zaś „raporty DoE”, na które powołują się autorzy to nie raporty, lecz pełen błędów i manipulacji „raport”, napisany przez kilku zdeklarowanych negacjonistów klimatycznych na zlecenie administracji Donalda Trumpa (amerykański odpowiednik autorów „raportu” Konkurencyjność czy transformacja). Więcej w temacie „raportu” DoE np. tutaj.

Podsumowując

Weryfikacja raportu Konkurencyjność czy transformacja pod kątem merytorycznej zgodności z aktualnym stanem wiedzy naukowej o klimacie pokazuje, że nie jest to raport, lecz pełen błędów i manipulacji „raport”. I nie mówimy tu o pojedynczych błędach, bo trudno wręcz znaleźć poprawnie merytorycznie akapit.

Nie weryfikowaliśmy tekstu w obszarach wykraczających poza naukę o klimacie, ale niestety (nie)rzetelność autorów nie rokuje w tym zakresie zbyt dobrze. Autorzy raportu – przypomnijmy: dr inż. Mirosław Gajer, dr Piotr Dziadzio, Szczepan Ruman, Bartosz Radzikowski, Bartosz Kurek i prof. dr hab. Ziemowit Malecha – to grono mocnych kandydatów co najmniej do podium w konkursie na Klimatyczną Bzdurę Roku.

Fajnie, że tu jesteś. Mamy nadzieję, że nasz artykuł pomógł Ci poszerzyć lub ugruntować wiedzę.

Nie wiem, czy wiesz, ale naukaoklimacie.pl to projekt non-profit. Tworzymy go my, czyli ludzie, którzy chcą dzielić się wiedzą i pomagać w zrozumieniu zmian klimatu. Taki projekt to dla nas duża radość i satysfakcja. Ale też regularne koszty. Jeśli chcesz pomóc w utrzymaniu i rozwoju strony, przekaż nam darowiznę w dowolnej wysokości