Nauka o klimacie ma już kilkanaście lat. W tym czasie wiele się zmieniło – określenie „nauka o klimacie” zaczęło być używane jako ogólny termin, a nie tylko nazwa naszej strony, koncentracja dwutlenku węgla w atmosferze przebiła nie tylko 400 ppm ale i 420 ppm, wystąpił pierwszy rok z temperaturą średnią przekraczającą tę z czasów przedprzemysłowych o ponad 1,5°C… Ale niektóre rzeczy pozostały bez zmian. Profesor Leszek Marks wciąż dostarcza nam tematów do coraz to nowych artykułów. Tym razem komentujemy rozmowę o globalnym ociepleniu, do której zaprosił geologa red. Krzysztof Ziemiec, prowadzący podcast „Otwarta konserwa”.

Grafika dekoracyjna: profesor Leszek Marks i jego stwierdzenia o zmianie klimatu.
Ilustracja 1. Profesor Marks i kilka motywów pojawiających się w wywiadzie w „Otwartej konserwie”. 

Poglądy profesora Marksa na temat antropogenicznej zmiany klimatu nie są nam nieznane, wielokrotnie o nich na Nauce o klimacie pisaliśmy (np. Summerhayes i in., 2025), zdążyliśmy się też przyzwyczaić że profesor chętniej dzieli się nimi z mediami niż ze środowiskiem naukowym. Cała rozmowa red. Ziemca z profesorem Marksem trwa godzinę i jest w niej poruszanych wiele tematów. Wydaje nam się jednak, że komentarza wymagają nie tylko same wypowiedzi prof. Marksa i stawiane przez niego tezy, ale również sam sposób, w jaki przeprowadzany jest wywiad, oraz rola, jaką odgrywa w nim redaktor Krzysztof Ziemiec.

Jak wyglądał ten wywiad?

Już po publikacji nagrania, kiedy zaczęło być ono z różnych stron krytykowane, redaktor Ziemiec zamieścił w mediach społecznościowych oświadczenie, w którym – bardzo przewidywalnie – przedstawił się jako bezkompromisowy tropiciel prawdy, który nie boi się rozmawiać z każdym na każdy temat, kwestionować zdania ekspertów, zadawać trudnych pytań i podnosić wątpliwości. Wszystko z korzyścią dla widza, który po obejrzeniu takiego wywiadu ma sobie wyrobić własną opinię, bo redaktor Ziemiec własnej opinii mu przecież nie narzuca.

To szczytne cele i zasady, ale niestety nie widać, aby Krzysztof Ziemiec się do nich w swojej rozmowie z profesorem Marksem stosował. W trakcie wywiadu redaktor zadaje serię (dość naiwnych) pytań – uparcie powracając na przykład do tematu globalnego ochłodzenia, które rzekomo miałyby zwiastować mrozy w Polsce – po czym bezkrytycznie akceptuje to, co mówi mu zaproszony gość. Nie widać w wywiadzie momentu, w którym redaktor Ziemiec próbowałby kontestować tezy profesora Marksa, albo chociaż dowiedzieć się, jakie są naukowe podstawy jego bardzo kategorycznie wyrażanych opinii, i dlaczego opinie te są sprzeczne z opiniami tysięcy innych specjalistów zgadzających się w kwestii występowania globalnego ocieplenia, jego przyczyn, i związanego z nim ryzyka (patrz np. 97% naukowców uważa, że za globalne ocieplenie odpowiada człowiek? Już nie!). Specjalistów, dodajmy, którzy w odróżnieniu od prof. Marksa zajmowali się badaniem większości poruszanych w wywiadzie zagadnień, takich jak rola dwutlenku węgla w bilansie energetycznym planety, aerozole czy analizy zmian temperatury Ziemi na podstawie danych instrumentalnych.

97 godzin konsensusu - grafika przedstawiająca grupę 97 przykładowych naukowców popierających konsensus naukowy w kwestii zmiany klimatu.
Ilustracja 2: W ramach projektu “97 godzin konsensusu” 7 września 2014 serwis Skeptical Science rozpoczął publikowanie co godzinę wypowiedzi kolejnego naukowca lub naukowczyni popierającego naukowy konsensus dotyczący podstawowych kwestii związanych ze zmianą klimatu. Kliknij w obrazek, aby przejść do strony projektu i poznać jego bohaterów. Na stronie Skeptical Science, z której zaczerpnęliśmy ich “grupowe zdjęcie” znajdziesz też osobne grafiki z wypowiedziami poszczególnych postaci. 

Widać to zwłaszcza pod koniec wywiadu, gdy redaktor Ziemiec przywołuje opinię nieżyjącego od 15 lat fizyka Harolda Lewisa (fizyka, dodajmy, który z badaniami klimatu nie miał nic wspólnego), według którego globalne ocieplenie to największe naukowe oszustwo, z jakim miał do czynienia. Pyta gościa, czy zgadza się z opinią Lewisa (odpowiedź jest twierdząca) i kto w takim razie doprowadził do tego, że „cały świat mówi dziś tym samym językiem”. Nie zadaje jednak profesorowi Marksowi (albo przynajmniej sobie, jeszcze przed przeprowadzeniem wywiadu) pytania odwrotnego: załóżmy na moment, że to tysiące specjalistów, którzy spędzili życie na badaniu różnych aspektów systemu klimatycznego, mają rację. Że rację miał Komitet Noblowski, który w 2021 roku przyznał nagrodę Nobla z fizyki za niektóre z tych badań („za modelowanie fizyczne klimatu Ziemi, badanie zmienności klimatycznej, i wiarygodne prognozy globalnego ocieplenia” dla Syukuro Manabego i Klausa Hasselmanna)? Że rację mają autorzy podręczników akademickich z których uczy się od pół wieku o globalnym ociepleniu na najlepszych uczelniach świata. Jak można byłoby wytłumaczyć w takiej sytuacji poglądy jednego czy drugiego emerytowanego fizyka albo geologa, jak Harold Lewis albo Leszek Marks? Czy nie jest bardziej prawdopodobne, że to ich opinie są oparte głównie o przesłanki pozamerytoryczne, ideologiczne i niemające wiele wspólnego z nauką? Takiej dociekliwości u redaktora Ziemca jednak nie widać. Do tego wątku wrócimy jeszcze później, na razie zajmijmy się tezami, które w wywiadzie padły. 

Pogoda zimą 2026 i w poprzednich latach

Redaktor Ziemiec zaczyna od zimowej pogody, którą przedstawia się jako coś wyjątkowego i motywującego do zadawania pytań, czy globalne ocieplenie się przypadkiem nie skończyło.

Mniejsza już o to, że aby było bardziej dramatycznie, podaje temperatury mierzone przy gruncie, które zazwyczaj są bardziej ekstremalne niż te mierzone zgodnie ze standardem 2 m nad powierzchnią Ziemi. Obaj panowie długo wymieniają się anegdotkami i wspomnieniami z dzieciństwa, natomiast to, czego w tych porównaniach z zimami z przeszłości brakuje, to bardziej systematyczne i obiektywne fakty, na przykład wyniki pomiarów temperatury. Bo gdyby faktycznie było tak, że “najstarsi górale nie pamiętają takiej zimy”, jak utrzymuje redaktor Ziemiec, to prawdopodobnie należałoby spytać górali młodszych, bez takich problemów z pamięcią. Albo, nawet lepiej, można sprawdzić wyniki pomiarów temperatury przeprowadzanych w Polsce przez Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej.Okazałoby się wtedy, że choć faktycznie ostatni styczeń był sporo zimniejszy niż obecna norma klimatyczna – to znaczy średnia z lat 1991-2020 – wciąż był to miesiąc cieplejszy, jeśli chodzi o średnią obszarową dla całej Polski, od stycznia 2010 roku (patrz Jak zimny był styczeń 2026 roku?). A jeśli mówimy o góralach, to powinni oni pamiętać styczeń 2019 albo 2017 roku, które były zimniejsze w południowej części kraju od stycznia 2026. Nawet najzimniejszy dzień tegorocznej zimy, 2 lutego, nie był wcale mroźniejszy od epizodów mrozów z nieodległej przeszłości (na przykład 2 lutego 2012 roku).

Wbrew temu, co twierdzi chwilę później prof. Marks, wyjątkowe mrozy nie występują też na całej półkuli północnej. W ostatnich tygodniach na wielu jej obszarach było znacznie cieplej niż normalnie; na przykład w Afryce Północnej, Chinach, na Półwyspie Arabskim, większości Arktyki czy w zachodniej części Ameryki Północnej. Patrząc na całą planetę, styczeń był globalnie piątym najcieplejszym styczniem w historii pomiarów temperatury, po styczniu 2025, 2024, 2020 i 2016 (patrz Copernicus Climate Change Service, 2026). Nie ma więc absolutnie żadnych podstaw, by odwoływać globalne ocieplenie.

To w końcu nie ma ocieplenia, czy jednak jest?

Chwilę później prof. Marks idzie jeszcze dalej i przekonuje, że “nie ma czegoś takiego jak globalne ocieplenie”, że to “wymysł propagandowy”, oraz że analizy temperatury globalnej są “obarczone bardzo dużym błędem”, a metodyka której używają klimatolodzy przy jej obliczaniu jest “znacznie zafałszowana”. Niestety, profesor nie podaje tu żadnych szczegółów, a redaktor Ziemiec o te szczegóły nie dopytuje. Gdybym traktował wypowiedź profesora Marksa z pełną powagą, poradziłbym mu, aby swoje zarzuty spisał i wysłał do specjalistycznego czasopisma naukowego, zamiast opowiadać o nich w konserwatywnych podcastach. Danych, które są rzekomo “znacznie zafałszowane”, używa przecież tysiące naukowców, więc wszyscy moglibyśmy skorzystać na ich merytorycznej krytyce.

Ale wiem, że sam profesor w swoje słowa nie wierzy. Dosłownie kilkanaście sekund później orientuje się przecież, że trochę się zagalopował, i poprawia się: że globalne ocieplenie jednak istnieje, a wątpliwości budzą tylko jego antropogeniczne przyczyny. I wcześniej, i później w wywiadzie profesor Marks mówi o ociepleniu klimatu które ma trwać od 200 lat. Nie ma zatem wątpliwości co do tego, że to ocieplenie się obserwuje. 

Ba, w dalszej części wywiadu porównuje nawet obecne ocieplenie do ocieplenia średniowiecznego i twierdzi, że według niego “brakuje nam do tego drugiego jeszcze pół stopnia”. Oznacza to, że metodyka używana przez klimatologów – a także paleoklimatologów – jest wystarczająco, zdaniem profesora, dokładna, by umożliwić dokonywanie takich porównań. A przecież oszacowanie, jaka była średnia temperatura planety w średniowieczu jest znacznie, znacznie trudniejsze niż przeprowadzenie takich obliczeń dla czasów współczesnych, bo nie mamy danych pomiarowych z piastowskich satelitów, stacji meteorologicznych, boi oceanicznych i radiosond!

Ponownie wypada zauważyć że, dobry dziennikarz potrafiłby te sprzeczności wychwycić i przynajmniej spróbować podrążyć temat. Redaktor Ziemiec przechodzi jednak nad nimi do porządku dziennego i leci z kolejnymi pytaniami.

Co właściwie pokazują “niezbite dowody geologiczne”?

Temat ocieplenia średniowiecznego posłużyć nam zresztą może do zilustrowania kolejnego problemu z tezami profesora Marksa. Mówi on, że mamy “niezbite dowody geologiczne” – a wie o tym, bo przecież jest geologiem – że w okresie średniowiecznym planeta była globalnie pół stopnia cieplejsza niż obecnie. W wywiadzie nie wyjaśnia niestety, jakie są to dowody. Na szczęście skądinąd wiemy, że w ubiegłym roku w “Przeglądzie Geologicznym” profesor Marks sformułował podobną tezę, i tam poparł ją źródłami (Marks, 2025). Możemy więc do nich zajrzeć i sprawdzić, czy faktycznie potwierdzają to co napisał profesor Marks:

Fragment tekstu z artykułu prof. Marksa.

Rekonstrukcja Ljungqvista (2010) oraz konsorcjum PAGES 2k (2013) pokazały że Mała Epoka Lodowa była zimniejsza niż sugerował to Mann i in. (2008), a Średniowieczne Optimum Klimatyczne i niektóre okresy w pierwszym tysiącleciu naszej ery były czasem tak ciepłe jak obecnie. [tłum. red.]

Nie ma tu już co prawda mowy o tym, że średniowiecze było cieplejsze o pół stopnia, a co gorsza, z obu cytowanych prac wynika coś odwrotnego niż twierdzi profesor Marks!

Wnioski z rekonstrukcji Ljungqvista

Nawet pomijając to, że pierwszy z artykułów (Ljungqvist, 2010) rekonstruuje zmiany temperatury nie dla całej planety, tylko dla średnich i wysokich szerokości geograficznych półkuli północnej(tzn. na północ od trzydziestego równoleżnika), jego autor pisze już w samym streszczeniu, że

temperatura w ostatnich dwóch dekadach jest prawdopodobnie wyższa niż w jakimkolwiek okresie w ciągu ostatnich dwóch tysiącleci

Jest mowa o temperaturach porównywalnych ze średnią 1961-1990, a sama rekonstrukcja sięga tylko do końca XX wieku, a zatem kończy się ćwierć wieku temu. W rejonie objętym rekonstrukcją średnia temperatura wzrosła od tego czasu o ponad 1 stopień Celsjusza, do poziomu półtora stopnia ponad średnią 1961-1990.

Czy jest to jednorazowa pomyłka prof. Marksa? 

Wnioski z rekonstrukcji PAGES 2k

Drugą cytowaną pracą jest rekonstrukcja projektu Past Global Changes (PAGES 2k Consortium, 2013). Ponownie, już w streszczeniu artykułu czytamy, że

Obecne ocieplenie odwróciło długoterminowy trend ochłodzenia; podczas ostatniego 30-lecia (1971-2000) ważona powierzchnią [lądów] średnia zrekonstruowanej temperatury była wyższa niż w jakimkolwiek innym okresie poprzednich niemal 1400 lat.

Znów zatem widzimy, że nie tylko badanie cytowane przez profesora Marksa nie potwierdza jego tezy, ale stawia tezę przeciwną. Obecnie ta teza byłaby zresztą jeszcze bardziej kategoryczna, bo w ciągu ostatniego ćwierćwiecza Ziemia ociepliła się o pół stopnia Celsjusza. Kolejne publikacje tego samego projektu, używające zaktualizowanych rekonstrukcji temperatury z ostatnich 2000 lat, również potwierdzają wniosek że obecne ocieplenie przebiło poziom ocieplenia średniowiecznego (Neukom i in., 2019, PAGES 2k Consortium, 2019).

Jak zatem wyjaśnić sprzeczności między źródłami a twierdzeniami profesora Marksa?

Czy chodzi o to, że autorzy tych artykułów oszukują społeczeństwo i przekłamują wyniki własnych badań, a prawdę poznał jakimś sposobem profesor Marks, który w badaniach opisywanych w artykułach nie uczestniczył?

Podejrzewam, że odpowiedź jest znacznie prostsza, a rozwiązanie zagadki kryje się w następnym zdaniu wspomnianego artykułu profesora Marksa z “Przeglądu Geologicznego”, gdzie pojawia się odnośnik do raportu holenderskiej organizacji lobbystycznej Clintel. W raporcie tym widzimy dokładnie te same dwie prace które cytuje profesor Marks, i niemal dokładnie to same sformułowanie, że „niektóre okresy w pierwszym tysiącleciu naszej ery były czasem tak ciepłe jak obecnie” (“MWP and parts of the first millennium CE were occasionally as warm as the present day” u Marksa, “parts of the first millennium were occasionally as warm as present-day” w raporcie Clintel).

Zgaduję więc, że profesor Marks artykułów które cytuje nie czytał, i zna tylko ich nierzetelne omówienie z raportu Clintel. Czy tak mają wyglądać „niezbite dowody geologiczne”?

Podobną krytykę można byłoby przeprowadzić dla większości padających w wywiadzie profesora Marksa – o wietrzeniu skał, zmianach aktywności słonecznej, promieniowaniu kosmicznym – choć z uwagi na to, że nie zawierają one żadnych odniesień do pomiarów, wyliczeń, badań, trzeba byłoby w podobny sposób rekonstruować, co profesor miał na myśli. Nie będziemy tego więc tutaj robić. W jednym miejscu profesor mówi jednak rzecz w tak ewidentny sposób niepoprawną, że nie sposób to zignorować.

Rola gazów cieplarnianych w ociepleniu klimatu

Zapytany o gazy cieplarniane, profesor Marks tłumaczy, dlatego jego zdaniem rola dwutlenku węgla w globalnym ociepleniu nie jest udowodniona, przy okazji rzucając jeszcze garść nieprawdziwych stwierdzeń:

„To wszystko się opiera na tym, że za tak zwane globalne ocieplenie uważa się że odpowiada za to dwutlenek węgla, wyłącznie. I wszystkie prognozy temperatury są liczone na podstawie zawartości tego dwutlenku węgla w powietrzu. To nie jest takie proste, oczywiście dwutlenek węgla jest gazem cieplarnianym i jakiś wpływ na temperaturę ma, ale znowu, są takie poglądy że właściwie jeśli chodzi o zawartość tego dwutlenku węgla, to nie jest taki wzrost wprost  proporcjonalny: czyli że zwiększymy dwukrotnie zawartość dwutlenku węgla w atmosferze, to temperatura nam dwa razy wzrośnie w stosunku do tej podstawy wyjściowej. Gdyby tak były, to gazy cieplarniane, nie tylko dwutlenek węgla, ale i inne które występują, no ale dwutlenek węgla jest tym gazem cieplarnianym dominującym; one spowodowały, że temperatura na Ziemi jest wyższa o jakieś 33 do 35 stopni w stosunku do tego, gdyby tych gazów cieplarnianych w atmosferze nie było. I to było liczone dla tej zawartości dwutlenku węgla w atmosferze 280 ppm. Teraz mamy 420 z kawałkiem, czyli mamy o te 50% wzrost w stosunku do tamtego poprzedniego [poziomu]. No to temperatura powinna być teraz wyższa od tej podstawowej nie o 33 stopnie, tylko przynajmniej o te 50 stopni, jeśli byśmy to proprocjonalnie liczyli. Więc widać że tutaj coś z tą kalkulacją nie jest coś do końca dobre, bo nie zostało to w jakiś sposób wyjaśnione, i dlatego twierdzę że po prostu ten wpływ na temperaturę dwutlenku węgla nie został udowodniony.”

Profesor Marks miesza tu kilka rzeczy. Nie jest prawdą, że “uważa się”, iż za współczesne globalne ocieplenie odpowiada wyłącznie dwutlenek węgla. Widać to wyraźnie na jednym z najsłynniejszych wykresów publikowanych w raportach IPCC (patrz poniżej), pokazującym wielkość różnych wymuszeń radiacyjnych, zarówno tych antropogenicznych jak i naturalnych. Wymuszenia innych niż dwutlenek węgla gazów cieplarnianych, oraz antropogenicznych zmian zawartości ozonu (troposferycznego i stratosferycznego), w sumie odpowiadają wartością 80% wymuszenia dwutlenku węgla. Nie ma więc wątpliwości, że wkład dwutlenek węgla jest największy, ale inne czynniki nie są pomijane, zarówno jeśli chodzi o historyczną zmianę klimatu, jak i scenariusze dotyczące przyszłości.

Drugie nieporozumienie wynika z tego, że podane przez Marksa przez wartości ocieplenia związanego z efektem cieplarnianym dotyczą wszystkich gazów cieplarnianych łącznie, a nie tylko dwutlenku węgla. Klasyczna praca klimatologów z NASA na ten temat (Schmidt i in., 2010) roku szacuje wkład dwutlenku węgla w całkowity efekt cieplarniany na 19%. Nawet gdyby więc średnia temperatura planety zależała wprost proporcjonalnie od koncentracji dwutlenku węgla w atmosferze, spodziewalibyśmy się znacznie mniejszej zmiany.

Ale zależy nie wprost proporcjonalnie, tylko od logarytmu koncentracji dwutlenku węgla (patrz Efekt cieplarniany dla średniozaawansowanych (4): Gazy cieplarniane a transport energii), co wiadomo od kilkudziesięciu lat. Aby się tego dowiedzieć, profesor Marks mógłby sięgnąć na przykład do pierwszego raportu IPCC z 1990 roku, gdzie ta zależność jest zdefiniowana w rozdziale o wymuszeniu radiacyjnym (s. 52), albo znaleźć odpowiednie wzory w jeszcze starszej literaturze przedmiotu (np. Lacis i in, 1981). Nawet w staruteńkiej pracy Svante Arrheniusa z 1897 roku, opisującej pierwsze oparte na pomiarach własności radiacyjnych dwutlenku węgla wyliczenia zmiany temperatury atmosfery spowodowanej zmianami poziomu dwutlenku węgla, widać, że geometrycznemu wzrostowi zawartości CO₂ odpowiada liniowy wzrost globalnej temperatury.

Jest to jeden z podstawowych faktów związanych z cieplarnianymi właściwościami dwutlenku węgla i jest dość zaskakujące, że prof. Marks wydaje się traktować go jako nowe, kontrowersyjne odkrycie, które obala naukowe założenia teorii antropogenicznej teorii globalnego ocieplenia.

Główny nurt i odszczepieńcy – kto jest kim?

Na koniec tego dość już długiego komentarza pozwolę sobie wrócić do rozmowy o motywacjach niemal wszystkich klimatologów, paleoklimatologów, a nawet większości geologów, którzy w zgodnej opinii prof. Marksa i redaktora Ziemca oszukują społeczeństwo w temacie przyczyn i skutków globalnego ocieplenia:

Krzysztof Ziemiec [cytujący Harolda Lewisa]: “Oszustwo związane z globalnym ociepleniem napędzane jest miliardami dolarów, skorumpowało wielu naukowców. To największe i najbardziej udane pseudonaukowe oszustwo jakie widziałem w moim długim życiu.” Zgadza się pan z tymi słowami?

Leszek Marks: No tak, to jest można powiedzieć dobry biznes […]

KZ: To zakładając że ten profesor mówiący o pseudonaukowym oszustwie ma rację, kto to wymyślił? Kto sprawił właściwie że tym samym językiem mówi dzisiaj cały świat?

LM: To jest tak: bardzo często teorie naukowe powstają bo niektórzy ludzie chcą zaistnieć i chcą pokazać coś oryginalnego, i w wielu wypadkach tak było. Jeżeli za tym jeszcze poszły dodatkowe pieniądze, to oczywiście takie teorie się mogą rozwijać. A jednocześnie przeciwne poglądy są tępione. […] Jeżeli ktoś ma w tym biznes, to boi się że ten biznes na tym straci. To są wszystko interesy po prostu.

Można byłoby zasugerować profesorowi Marksowi, aby w tej sprawie pseudonaukowego oszustwa skontaktował z odpowiednimi instytucjami i organami kontrolnymi, albo redakcjami czasopism publikujących nierzetelne badania, ale ponownie mam wątpliwości czy naprawdę wierzy on w to co opowiada redaktorowi Ziemcowi. Nie sądzę, by nie widział wartości w badaniach klimatu i jego zmian, zarówno współczesnych jak i tych z odległej przeszłości; nie wierzę też, by profesor Marks, jako kierownik wielu projektów naukowych i beneficjent niejednego grantu, uważał, że uprawianie nauki jest “dobrym biznesem”. Mam też nadzieję, że kiedy w 2010 roku Zakład Geologii Czwartorzędu, którego był kierownikiem, zmienił nazwę na „Zakład Geologii Klimatycznej” (UW, 2010), było to motywowane autentyczną zmianą zainteresowań naukowych w tym kierunku.

Jest prawdą, że naukowcy to też ludzie, i że jak ludzie często łakną społecznego uznania (choć niekoniecznie jest to ich główna motywacja). Jest też prawdą, że w odbiorze teorii naukowych często dodatkowo punktujemy oryginalność. Teoria antropogenicznego globalnego ocieplenia nie jest jednak najlepszym tego przykładem, z tego prostego powodu, że oryginalna przestała być co najmniej pięćdziesiąt lat temu. Obecnie większą sławę, a także wdzięczność niemałego przecież sektora gospodarki związanego z wydobywaniem, przetwarzaniem i użytkowaniem paliw kopalnych, zdobyłby ktoś, kto wykazałby że dwutlenek węgla nie ma wpływu na klimat. 

Tak naprawdę nie musiałby zresztą nawet tego wykazywać: wymienieni w wywiadzie Harold Lewis i Steven Koonin są dzisiaj rozpoznawani i pamiętani przede wszystkim jako naukowcy odrzucający teorię antropogenicznego globalnego ocieplenia, a o ich badaniach naukowych i związanych z nimi osiągnięciach mało kto pamięta. Żeby daleko nie szukać, profesor Marks też na brak zainteresowania mediów nie narzeka, i pewnie więcej udzielił wywiadów na temat współczesnego globalnego ocieplenia – którym się naukowo nie zajmował – niż opowiadał o swoich badaniach nad stratygrafią czwartorzędu, albo nad osadami limnicznymi w jeziorze Karum w Egipcie. Kolejnego wywiadu, tym razem „Gościowi Niedzielnemu”, udzielił raptem tydzień po publikacji rozmowy z redaktorem Ziemcem.

Funkcjonowanie instytucjonalnej nauki w Stanach Zjednoczonych powinno zresztą dać obu panom trochę do myślenia. Przez ostatnią dekadę u władzy w USA byli politycy zdecydowanie niechętni redukcji emisji gazów cieplarnianych, a słowa o oszustwie globalnego ocieplenia niejednokrotnie padały z ust obecnego prezydenta tego kraju (patrz np. Donald Trump o klimacie w ONZ). I nie chodzi tylko o same słowa, bo szły za nimi masowe zwolnienia i obcinanie finansowania całych działów badawczych – nie tylko nad klimatem, bo z powodu niekompetencji wdrażających „oszczędności” członków administracji Trumpa rykoszetem dostała też np. meteorologia synoptyczna (patrz np. Donald Trump rozmontowuje kluczową agencję w USA. Konsekwencje odczuje cały świat). Wystarczy, by wniosek grantowy wspominał o zmianie klimatu, by ściągnąć podejrzenia urzędników administracji Trumpa.

Pomimo tego, nie widzimy wysypu badań amerykańskich naukowców stwierdzających, że globalnego ocieplenia nie ma, albo że człowiek nie ma z nim nic wspólnego, albo że nie jest żadnym zagrożeniem dla życia, zdrowia i dobrobytu mieszkańców USA.  Nawet kiedy administracja Trumpa próbowała zwerbować naukowców, którzy mogliby napisać raport podważający naukowe podstawy teorii antropogenicznego ocieplenia i w ten sposób dać pretekst do wycofania regulacji klimatycznych, udało jej się zwerbować tylko piątkę emerytowanych „sceptyków klimatycznych”, w tym wspomnianego Koonina. Raport, który napisali, był zresztą tak kiepskiej jakości, że Amerykańska Agencja Środowiska EPA, wycofując 12 lutego 2026 roku prawo będące podstawą ograniczeń emisji gazów cieplarnianych, uznała, że nie może go wykorzystać jako uzasadnienia oficjalnej decyzji. Najwyraźniej klimatolodzy nie są tak skorumpowanym środowiskiem, jak insynuuje to redaktor Ziemiec i profesor Marks, a wyniki ich badań nie zmieniają się tak łatwo pod wpływem politycznych nacisków.

Po publikacji wywiadu z profesorem Marksem redaktor Ziemiec napisał, że “prawda nie boi się rozmowy”. W pewnym sensie ma rację: wyniki badań nad klimatem i wnioski z nich wypływające nie zmienią się tylko dlatego, że obaj panowie sobie porozmawiali, swobodnie i bez ograniczeń związanych z rygorami procesu naukowego: weryfikacji stawianych tez, odniesień do badań i pomiarów. Ale jednak pewna szkoda dla prawdy się stała, bo widzom podcastu Krzysztofa Ziemca nie dano szansy dotrzeć do faktów, aktualnego stanu badań i ustaleń nauki. Niniejszy komentarz w jakiejś niewielkiej części może próbować tę sytuację skorygować, ale nie mamy złudzeń, że skomplikowane wyjaśnienia, tłumaczenie naukowego kontekstu lub badań wygra z teoriami spiskowymi, tanim populizmem i chłopskorozumową intuicją.

Fajnie, że tu jesteś. Mamy nadzieję, że nasz artykuł pomógł Ci poszerzyć lub ugruntować wiedzę.

Nie wiem, czy wiesz, ale naukaoklimacie.pl to projekt non-profit. Tworzymy go my, czyli ludzie, którzy chcą dzielić się wiedzą i pomagać w zrozumieniu zmian klimatu. Taki projekt to dla nas duża radość i satysfakcja. Ale też regularne koszty. Jeśli chcesz pomóc w utrzymaniu i rozwoju strony, przekaż nam darowiznę w dowolnej wysokości

Avatar photo
Autor