Mit: Naukowcy z IPCC to alarmiści

IPCC to alarmiści. „Bez wątpienia, ONZ-owski Międzyrządowy Panel ds. Zmiany Klimatu (IPCC) stworzono, by dostarczyć dowodów na to, że działania ludzi są główną przyczyną globalnego ocieplenia. To cel absolutnie nienaukowy, bo wrogi wszelkim alternatywnym hipotezom wyjaśniającym przyczyny.” (Roy Spencer)

Rzeczywistość już dowiodła, że przewidywania IPCC są nazbyt konserwatywne i nie doceniają tempa zachodzących zmian. Przyczyny są w istocie „nienaukowe”. Raporty powstają pod czujnym okiem polityków, w żmudnych negocjacjach z przedstawicielami rządów. Presję wywierają też media, które chętnie uznają prognozy za zbyt „alarmistyczne”.

Część prognoz IPCC można już porówać z rzeczywistym rozwojem wypadków. Sprawdźmy więc, gdzie rozminął się z rzeczywistością Czwarty Raport IPCC z 2007 r:

  1. Już za kilkanaście lat Arktyka może być w lecie zupełnie wolna od lodu. Wg IPCC miało do tego dojść dopiero pod koniec XXI wieku.
  2. Emisje CO2 w krajach rozwijających się są kilkukrotnie wyższe, niż przewidziało IPCC. Jednocześnie globalne emisje CO2 podążają ścieżką najbardziej ekstremalnego scenariusza Czwartego Raportu.
  3. Liczne badania naukowe zgodnie pokazują, że ludzie są odpowiedzialni za 100% zaobserwowanego wzrostu temperatury w okresie 1950-2005. Wg IPCC odpowiadamy za „większość zaobserwowanego wzrostu średniej temperatury”.
  4.  Poziom wody w oceanach podnosi się o 60% szybciej, niż przewidywało IPCC.
  5. Dla odmiany tempo wzrostu średniej temperatury jest bardzo zgodne z obserwacjami IPCC.
  6. IPCC nie uwzględnia następstw uwolnienia hydratów metanu z wiecznej (do niedawna) zmarzliny i pokładów oceanicznych. To istotnie zaniża prognozy ocieplenia.

Oszacowano, że jest ponad 20 razy bardziej prawdopodobne, że IPCC nie docenia skali zagrożeń, niż że je przecenia. Byłoby inaczej, gdyby nie postawa polityków, mediów, ale też samych naukowców, którzy niechętnie prezentują najbardziej niepokojące scenariusze. Tyle że te czynniki z nauką nie mają nic wspólnego.

Marcin Popkiewicz na podstawie Skeptical Science, konsultacja merytoryczna: prof. Szymon P. Malinowski

Chcesz dowiedzieć się więcej? Zobacz wyjaśnienie pełne.

Wiodący autorzy raportów IPCC to najlepsi eksperci, mający za zadanie uczciwie przedstawić pełen zakres najnowszych recenzowanych badań. Raporty IPCC są bardzo ostrożne i nie doceniają tempa zachodzących zmian, co można łatwo stwierdzić porównując to, co już nastąpiło, z przewidywaniami z wcześniejszych raportów.

Sceptycy klimatyczni zarzucają IPCC, że jest politycznie motywowany i że wyolbrzymia zagrożenia związane z globalnym ociepleniem i wpływ ludzkości na zmianę klimatu. Jednak gdy porówna się przewidywania IPCC z wcześniejszych raportów z późniejszym rzeczywistym rozwojem wypadków, okazuje się, że jest dokładnie przeciwnie – prognozy IPCC nie są alarmistyczne, lecz nazbyt ostrożne.

Zdjęcie przedstawia przemawiającego mężczyznę w średnim wieku

Wiceprzewodniczący IPCC, Jean-Pascal van Ypersele podczas szczytu COP19 w Warszawie, 2013. Zdjęcie: Aleksandra Kardaś.

Struktura IPCC powstawała pod wpływem polityków, którzy obawiali się, że raporty będą nazbyt „alarmistyczne”, jeżeli ich brzmienie ustalą wyłącznie naukowcy. Wnioski są formułowane podczas wielu kolejnych rund, w których zespoły naukowców i rządowi negocjatorzy osiągają konsensus w kwestii ostatecznego brzmienia dokumentów.

„Porozumienie w sprawie raportu osiągnięto po trwającym całą noc posiedzeniu, podczas którego z dokumentu wykreślano całe fragmenty, a naukowcy spierali się z rządowymi negocjatorami, którzy (…) rozwadniali sens naukowych ustaleń.” (Gazeta.pl)

Zanik lodu w Arktyce

W 2009 r., w trzy lata po przygotowaniu Czwartego raportu IPCC, Diagnoza Kopenhaska zaktualizowała jego wnioski w oparciu o najnowsze dostępne dane. Już po tak krótkim czasie było widać, że raport dramatycznie nie docenił tempa rozpadu pokrywy lodowej Arktyki (Rysunek 1).

Zasięg lodu - prognozy IPCC

Rysunek 1: Obserwacje vs. przewidywany przez IPCC zasięg lodu w Arktyce podczas wrześniowego minimum (Diagnoza Kopenhaska 2009).Wykres został uzupełniony o zasięg lodu podczas minimum w 2012 roku.

W 2012 roku topnienie lodu w Arktyce poszło znacznie dalej, bijąc wszelkie dotychczasowe rekordy i spadając do poziomu nie mającego precedensu w ostatnich tysiącach lat. Letni zasięg lodu skurczył się do 3,4 mln km2, a masa lodu w Arktyce spadła do 20% wartości sprzed ćwierć wieku. Według prognoz IPCC sprzed zaledwie kilku lat miało do tego dojść dopiero pod koniec XXI wieku. Tymczasem, jeśli obecne tempo topnienia lodu utrzyma się, to za kilka lat Arktyka będzie w lecie zupełnie wolna od lodu. Tego prognozy 4 Raportu IPCC na obecne stulecie w ogóle nie przewidywały.

Zbyt zachowawcze oszacowania wzrostu emisji CO2

Już w 2009 roku Amerykańska Państwowa Rada Badawcza (US National Research Council) przedstawiła raport, stwierdzający, że IPCC przedstawiło zaniżone prognozy emisji CO2 w krajach rozwijających się:

„Prognozy IPCC bazują na szacunkach wzrostu emisji CO2 w Chinach w ostatnich 10 latach w tempie 3-4% rocznie. Późniejsza inwentaryzacja wykazała rzeczywisty wzrost emisji w tempie 10-11% rocznie (Auffhammer i Carson, 2008) (…) Emisje wielu innych krajów rozwijających się również były wyższe od wcześniejszych założeń.”

Również Diagnoza Kopenhaska stwierdziła, że nasze emisje CO2 podążają ścieżką najbardziej ekstremalnego scenariusza 4 Raportu IPCC.

Emisje CO2 scenariusz IPCC - dane IEA

Rysunek 2: Oszacowanie emisji CO2 ze spalania paliw kopalnych (dane IEA) zestawione ze scenariuszami emisji IPCC. Gdyby nie kryzys lat 2008-2009, wzrost emisji zdecydowanie przekroczyłby najbardziej ekstremalne przewidywania IPCC (Diagnoza Kopenhaska 2009).

Nazbyt zachowawcze szacunki wpływu ludzkości na zmianę klimatu

Według raportu IPCC z 2007 roku:

„Jest bardzo prawdopodobne, że większość zaobserwowanego wzrostu średniej temperatury powierzchni Ziemi od połowy XX wieku jest spowodowana wzrostem koncentracji emitowanych przez ludzi gazów cieplarnianych.”

Jednak liczne badania naukowe pokazują, że właściwsze byłoby stwierdzenie, że nasze emisje gazów cieplarnianych są odpowiedzialne za ocieplenie większe, niż rzeczywiście zaobserwowane w ostatnim półwieczu. Jest tak, ponieważ emitowane przez nas aerozole siarczanowe znacząco ochładzają powierzchnię Ziemi. Wigley i Santer (2012) doszli do wniosku, że stwierdzenie IPCC dotyczące wpływu antropogenicznych emisji gazów cieplarnianych na ocieplenie jest zbyt konserwatywne.

„Prawdopodobieństwo, że szacowane z wykorzystaniem modelowania ocieplenie wywołane przez gazy cieplarniane jest większe niż całość zaobserwowanego wzrostu temperatury (całość, a nie większość), wynosi 93%. Przekładając to na język IPCC należałoby powiedzieć: Jest bardzo prawdopodobne, że faktyczne ocieplenie związane z antropogeniczną emisją gazów cieplarnianych jest większe, niż wskazuje na to wzrost temperatury. To znacznie mocniejsze stwierdzenie, niż użyte w 4 Raporcie IPCC.”

Wg najbardziej prawdopodobnych szacunków ludzie są odpowiedzialni za 100% zaobserwowanego wzrostu temperatury w okresie 1950-2005. Gdyby nie antropogeniczne emisje aerozoli, ocieplenie wskutek wzrostu koncentracji gazów cieplarnianych wyniosłoby 160% obserwowanego wzrostu temperatury.

Procentowy wkład różnych czynników w ocieplenie

Rysunek 3: Procentowy wkład różnych czynników w ocieplenie (wzrost temperatury) powierzchni Ziemi w ciągu ostatnich 50-65 lat. Kolejno: wpływ gazów cieplarnianych (GHG), aerozoli siarczanowych (SO2), zmian aktywności Słońca (Solar), wulkanów (Volcanic), oscylacji El Niño - La Niña (ENSO), całkowity wpływ czynników antropogenicznych i naturalnych. W oparciu o badania: Tett i in. 2000 (T00, ciemnoniebieski), Meehl i in. 2004 (M04, czerwony), Stone i in. 2007 (S07, zielony), Lean i Rind 2008 (LR08, fioletowy), Huber i Knutti 2011 (HK11, jasnoniebieski), Gillett i in. 2012 (G12, pomarańczowy), oraz Wigley i Santer 2012 (WS12, ciemnozielony).

Jak widać na powyższym rysunku, liczne badania naukowe zgodnie pokazują, że gdyby nie antropogeniczne emisje aerozoli siarczanowych, to w ostatnim półwieczu wzrost zawartości gazów cieplarnianych w atmosferze powodowałby ocieplenie większe, niż obserwowane.

Nadmiernie zachowawcze prognozy wzrostu poziomu wody

Ostatnie badania (Rahmstorf 2012) pokazują, że poziom wody w oceanach podnosi się w tempie szybszym, niż przewidywało IPCC w 4 raporcie (rysunek 4):

Bazujący na pomiarach satelitarnych trend liniowy podnoszenia się poziomu oceanów w okresie 1993-2011 wynosi 3,2±0.5 mm/rok. To o 60% szybciej, niż założono w Czwartym raporcie IPCC.

Poziom oceanów mierzony przez satelity

Rysunek 4: Poziom oceanów mierzony przez satelity (kolor czerwony wraz z linią trendu; (dane AVISO) i z pomocą wodowskazów nabrzeżnych (kolor pomarańczowy, (dane Church i White). Dane pomiarów naziemnych zostały ustawione tak, by ich średnia w okresie 1993-2010 była zgodna ze średnią pomiarów satelitarnych. Scenariusze IPCC są pokazane w kolorze niebieskim (Trzeci raport IPCC z 2001 roku) i zielonym (Czwarty raport IPCC z 2007 roku).

Głównym powodem tego, że oszacowania były zbyt niskie, a podnoszenie się poziomu wody w oceanach w przyszłości prawie na pewno będzie szybsze od prognoz 4 raportu IPCC, jest nieuwzględnianie dynamiki procesów utraty masy przez topniejące lądolody, szczególnie Antarktydy i Grenlandii. Metodyka IPCC polega na oszacowaniu dotychczasowego tempa utraty masy przez lądolody i „przyjęciu założenia, że ten wkład pozostanie niezmieniony”. To bardzo zachowawcze podejście, a zarazem główny powód, dla którego niedoszacowano tempa wzrostu poziomu oceanów.

Projekcje wzrostu średniej temperatury powierzchni

Wykorzystując techniki statystyczne wielokrotnej regresji odfiltrowujące wpływ pacyficznej oscylacji El Niño - La Niña (ENSO) oraz aktywności słonecznej i wulkanicznej (metodyka opisana w Foster i Rahmstorf (2011), Rahmstorf, Foster i Cazenave (2012) autorzy Diagnozy Kopenhaskiej zweryfikowali poprawność przewidywań IPCC odnośnie wzrostu średniej temperatury powierzchni Ziemi. Stwierdzili wysoką zgodność prognoz z obserwacjami.

Obserwowane temperatury powierzchni Ziemi

Rysunek 5: Obserwowane temperatury powierzchni Ziemi, bez korekt (linia różowa) i z korektami na krótkoterminowe fluktuacje związane ze zmianami aktywności słonecznej, wulkanicznej i ENSO (zgodnie z Foster i Rahmstorf 2011). Pokazane są 12-miesięczne średnie kroczące (linie ciągłe) oraz trendy liniowe (linie przerywane), zastawione z przewidywaniami scenariuszy IPCC (niebieskie zakresy i linie dla raportu z 2001 roku, zielone dla raportu z 2007 roku). Prognozy są ustawione odpowiednio w 1990 i 2000 roku, zgodnie z obserwowanym trendem liniowym, żeby można było łatwo porównać przewidywania tempa wzrostu temperatury.

Topnienie wiecznej zmarzliny i związane z tym emisje metanu i dwutlenku węgla

Autorzy Diagnozy Kopenhaskiej zwrócili uwagę, że IPCC w żadnej ze swoich prognoz nie uwzględnia następstw destabilizacji wiecznej (dotychczas) zmarzliny i wyzwolenia zmagazynowanych w niej wielkich ilości gazów cieplarnianych pochodzących z rozkładu gromadzącej się tam od dziesiątek i setek tysięcy lat materii organicznej, której ilość szacuje się na 1700 GtC. Ostrzeżenie, że nieuwzględnienie tego mechanizmu zaniża prognozy ocieplenia, znalazło się też ostatnio w ostatnim raporcie programu środowiskowego ONZ. IPCC w swoich prognozach nie uwzględnia również następstw destabilizacji pokładów oceanicznych hydratów metanu.

Inne następstwa

Raport amerykańskiej Państwowej Rady Badawczej wskazuje na badania dowodzące, że pokrywa lodowa na północnej półkuli w lecie kurczy się znacznie szybciej, niż prognozowano.

Diagnoza Kopenhaska zauważa też, że opady deszczu na już wcześniej deszczowych obszarach stały się bardziej intensywne, a „ostatnie zmiany zachodzą szybciej, niż przewidywano”.

O ile IPCC i społeczność klimatologów ma na koncie długą listę niedoszacowanych następstw zmiany klimatu, to liczba przesadzonych prognoz jest bardzo niewielka. Dlaczego?

Nadmierna ostrożność prognoz

Kwestia asymetrii w prognozach naukowych, które preferują pewne możliwości, minimalizując znaczenie innych, stała się przedmiotem badań (Freudenburg 2010). W przypadku IPCC, badacze stwierdzili, że klimatolodzy są pod presją mediów, które stale podają w wątpliwość ich prognozy, twierdząc, że są one przesadzonymi, najgorszymi możliwymi scenariuszami. Media rzadko (o ile w ogóle) rozważają odwrotną możliwość: że sytuacja może rozwinąć się w znacznie gorszym kierunku. Cytując autorów analizy:

„(...) przegląd nowych badań naukowych pokazuje, że prawdopodobieństwo tego, że następstwa antropogenicznego globalnego ocieplenia okażą się poważniejsze, niż przewidywało to IPCC, jest ponad dwudziestokrotnie większe niż tego, że będą one mniej poważne. Badania pokazują, że jeśli media rzeczywiście chciałyby konfrontować ze sobą „dwie strony” dyskursu klimatycznego, to „właściwą drugą stroną” dla stanowiska IPCC są ci, którzy twierdzą, że zmiany klimatu będą mieć znacznie poważniejsze następstwa, niż przewidują to oficjalne szacunki.”

Inaczej mówiąc, jeśli mediom zależałoby na zrównoważeniu przekazu, to powinny jako „drugą stronę” zaprosić do dialogu tych, według których przewidywania IPCC są błędne, bo perspektywa jest bardziej złowieszcza.

Również kolejne badania Brysse (2012) pokazały, że wbrew twierdzeniom sceptyków środowisko naukowe w swoich prognozach bynajmniej nie przesadza, lecz wręcz przeciwnie – zajmujący się klimatem naukowcy mają tendencję do zbyt ostrożnego prognozowania przebiegu przyszłych zmian klimatu i ich następstw. To postępowanie naukowców autorzy analizy określili jako tendencję do „umniejszania dramatu” (erring on the side of least drama - ESLD).

Brysse pokazuje, że częste oskarżenia naukowców o alarmizm i wymierzone bezpośrednio w naukowców ataki sceptyków odnoszą skutek: powodują, że naukowcy wypowiadają się bardzo ostrożnie i zachowawczo, z tendencją do przemilczania i minimalizowania dramatycznych możliwości.

„Częste ataki na zajmujących się klimatem naukowców, np. Stephena Schneidera, Benjamina Santera czy Michaela Manna, mogą być jednym z powodów, dla których badacze wolą nie doszacowywać konsekwencji zmiany klimatu, zdjęci obawą, że w przeciwnym razie zaraz zostaną oskarżeni przez sceptyków o panikarstwo i alarmizm. Trzeba powiedzieć, że ta presja sceptyków i denialistów oraz ryzyko posądzenia o alarmizm mogą być przyczyną nadmiernie powściągliwego przedstawiania wyników badań.”

Jak zauważa Brysse, zaniżanie prognoz o 10% prowadzi do tego, że syndrom „umniejszania dramatu” wprowadza błąd systematyczny, prowadzący do obniżenia dokładności i jakości prognoz stawianych przez naukowców.

Oprócz obaw przed posądzeniem o alarmizm, Brysse wskazuje również inne możliwe przyczyny syndromu „umniejszania dramatu”. Przykładowo, decydując o prawdziwości dwóch możliwych hipotez, naukowcy mają tendencję do wybierania tej, która jest bardziej konwencjonalna i nie prowadzi do zbyt wstrząsających wniosków. Podobnie, naukowy konserwatyzm skutkuje „tendencją do potwierdzania przyjmowanej obecnie wiedzy i założeń oraz unikania konkluzji, które mogą wydawać się zbyt dramatyczne.

Brysse stwierdza też, że „do odrzucania szczególnie dramatycznych wyników przyczyniają się też podstawowe i głęboko zakorzenione wartości racjonalności naukowej (…) naukowcy są sceptyczni względem nowych stwierdzeń, a przez to, im bardziej dramatyczny jest wynik nowych badań, tym bardziej sceptyczni względem niego są.” Publikowanie wyników badań o możliwych dramatycznych skutkach zmian klimatu wystawia badaczy na krytykę nie tylko ze strony sceptyków klimatycznych, ale też ich własnych kolegów.

To zachowawcze podejście ma poważne i potencjalnie niebezpieczne konsekwencje: „Jeśli przedstawiający wyniki swoich prac klimatolodzy i oceniający ich koledzy mają tendencję do ‘umniejszania dramatu’, to, łagodząc przedstawiane następstwa zmian klimatu, nie przygotowują polityków i społeczeństwa na to, jak silnie na nasze działania odpowie przyroda.

Marcin Popkiewicz na podstawie Skeptical Science, konsultacja merytoryczna: prof. Szymon P. Malinowski

Opublikowano: 2013-10-09 14:09
Tagi

IPCC mit o klimacie

Fundacja UW
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza akceptację polityki cookies.