Andrzej Szczęśniak: „MY nie znamy mechanizmów”

W audycji w TVN w towarzystwie prowadzącego audycję Piotra Kraśko zasiedli Marek Józefiak z Polskiej Zielonej Sieci, z wykształcenia prawnik oraz kulturoznawca i ekspert ds. energetyki Andrzej Szczęśniak. O ile wypowiedzi pana Józefiaka były całkiem poprawne merytorycznie, to opinie wygłoszone przez pana Szczęśniaka czynią go kolejnym mocnym kandydatem do tegorocznego plebiscytu na Klimatyczną Bzdurę Roku i każą się mocno zastanowić nad kwalifikacjami niektórych osób, przedstawiających się jako eksperci ds. energetyki.

Audycja była krótka, prześledźmy ją więc krok po kroku.

Rysunek 1. Kadr z programu Fakty z Zagranicy TVN. Marek Józefiak (po lewej) ze zdumieniem słucha wypowiedzi Andrzeja Szczęśniaka (po prawej).

Mit: „Niezbadana ściema”

Na samym początku p. Szczęśniak ogłosił, że uważa, że globalne ocieplenie to ‘Hoax’ (czyli „ściema”).

Gdy zaintrygowany redaktor Kraśko zapytał, czy według p. Szczęśniaka czy to samo globalne ocieplenie jest ściemą czy wpływ człowieka na globalne ocieplenie, dowiedzieliśmy się, że:

To zjawisko jest generalnie nie zbadane. Nauka, która się tym zajmuje ma 40 lat, tak szacując z grubsza. Ta nauka tworzy pewne założenia, pewne programy komputerowe, modele. Potem się okazują one nietrafne. Na przykład 95% prognoz modeli komputerowych z lat 90. okazało się nietrafnych.

To klasyczny przykład wypowiedzi, w których stwierdzenia, że coś jest niezbadane i czegoś nie wiadomo, świadczą tylko o tym, że to ich autor czegoś nie zgłębił i nie wie. Wiedza naukowa o działaniu ziemskiego klimatu, w tym efektu cieplarnianego, gazów cieplarnianych i naszego wpływu na ocieplanie się powierzchni Ziemi nie liczy sobie 40 lat. Jest rozbudowywana od XIX wieku, a stan dojrzały osiągnęła 60 lat temu, o czym piszemy więcej w minicyklu o historii badań klimatu.

Modele – wykorzystujące solidne podstawy fizyczne – są tylko jednym z narzędzi używanych w badaniach klimatu i jego zmian. Podstawą są znajomość dynamiki, termodynamiki i transferu radiacyjnego oraz wyniki badań dawnego klimatu pokazujące, jak i dlaczego zmieniał się on w przeszłości. Te elementy pozwalają analizować, jak na klimat wpływa wymuszenie pochodzące spoza systemu klimatycznego (na przykład wzrost stężenia gazów cieplarnianych czy zmiany aktywności Słońca). Więcej piszemy o tym m.in. w artykułach: Globalne ocieplenie dla niewtajemniczonych, Mit: Modele klimatyczne są niewiarygodne oraz Wirtualny klimat.

Mit: „Nietrafne prognozy”

Szczególnie interesujące jest stwierdzenie pana Szczęśniaka, że „95% prognoz modeli komputerowych z lat 90. okazało się nietrafnych”. Jest ono bowiem na swój sposób… trafne. Okazuje się bowiem, że (Freudenburg 2010):

(...) przegląd nowych badań naukowych pokazuje, że prawdopodobieństwo tego, że następstwa antropogenicznego globalnego ocieplenia okażą się poważniejsze, niż przewidywało to IPCC, jest ponad dwudziestokrotnie większe niż tego, że będą one mniej poważne. Badania pokazują, że jeśli media rzeczywiście chciałyby konfrontować ze sobą „dwie strony” dyskursu klimatycznego, to „właściwą drugą stroną” dla stanowiska IPCC są ci, którzy twierdzą, że zmiany klimatu będą mieć znacznie poważniejsze następstwa, niż przewidują to oficjalne szacunki.

Tak więc faktycznie, można przyznać rację panu Szczęśniakowi, że modele komputerowe, a szerzej prognozy, nie okazały się bardzo dokładne. Tyle, że nie jest to powód do bagatelizowania zmiany klimatu, bo perspektywa zachodzących w świecie rzeczywistym zdarzeń jest bardziej złowieszcza od centralnych prognoz klimatologów. Więcej piszemy o tym w Mit: Naukowcy z IPCC to alarmiści.

Rysunek 2. Góra lodowa B-34 odrywająca się od szelfu lodowego w Antarktyce (luty-marzec 2015). Zdjęcia satelitarne zamieszczamy dzięki uprzejmości NASA’s Earth Observatory.

Mit: „Na biegunie południowym się ochładza, a lodu przybywa”

Dalej pada stwierdzenie red. Kraśki, o tym, że temperatury na biegunie północnym są o 20 stopni wyższe niż normalnie (redaktor mówi o 20%, ale domyślamy się, że miał na myśli 20 stopni Celsjusza). Siła tego dobrze znanego zjawiska, zwanego „wzmocnieniem arktycznym”, jest ostatnio rzeczywiście bezprecedensowa, o czym pisaliśmy np. w artykule Lód morski w opałach. Pan Szczęśniak zbywa to stwierdzeniem, że „Temperatura na biegunie północnym wyższa, temperatura na biegunie południowym niższa. Ilość lodu na biegunie północnym maleje, ilość lodu na biegunie południowym rośnie.”.

Nie wiadomo, co ma dokładnie na myśli. Czy temperatury chwilowe? Zarówno wokół bieguna północnego jak i południowego były w listopadzie wyższe od średniej. Czy też długoterminowe trendy temperatury w rejonach okołobiegunowych? Temperatury wokół biegunów rosną szybciej od średniej temperatury powierzchni Ziemi. Tak czy inaczej, Andrzej Szczęśniak zwyczajnie mija się tu z rzeczywistością.

Rysunek 3. Zmiany temperatury (5-letnia średnia krocząca) powierzchni Ziemi względem okresu bazowego 1951-1980. Linia czarna – średnia dla całej Ziemi, linia czerwona – średnia dla Arktyki (obszar o szerokości geograficznej powyżej 64°N), linia niebieska – średnia dla Antarktyki (obszar o szerokości geograficznej powyżej 64°S). Dane NASA GISS.

A jak z lodem? W Arktyce faktycznie szybko go ubywa, a na Antarktydzie? Otóż badania pokazują, że lądolód Antarktydy traci masę, a co więcej, że proces ten przyspiesza (piszemy o tym m.in. w artykułach Mit: Na Antarktydzie przybywa lodu, Rozpad lądolodu Antarktydy Zachodniej nieunikniony, Antarktyda. Epizod IV - Nowa nadzieja, Nowe, rewolucyjne badanie? Zalecamy ostrożność...).

W tym momencie Marek Józefiak, stwierdza: „Pan może mieć swoje zdanie, ja jednak słuchałbym głosu naukowców; nie ekologów, tylko naukowców”. Tak, też zdecydowanie rekomendujemy opieranie swoich opinii na wynikach badań naukowych. Dodalibyśmy tylko, że każdy ma prawo do własnych opinii, ale nie do własnych faktów.

Mit: „To nie człowiek”

Redaktor Kraśko pyta zaś:

Krzyżacy uprawiali winorośl, potem były zimy takie, że na Bałtyku budowano karczmy; to, że są duże wahania temperatury – ochłodzenie, ocieplenie, to się zdarzało. Mamy więc pytanie, czy obecne ocieplenie spowodował człowiek.

Zanim przejdziemy do odpowiedzi pana Szczęśniaka zauważmy, że o ile w okresie Małej Epoki Lodowej (w XV-XVIII wieku) było w Europie zimniej, to nie na tyle, by Morze Bałtyckie regularnie całkowicie zamarzało. Źródła potwierdzają zwyczaj stawiania karczm na lodzie, ale stawiano je na szybko pojawiającym się zimą lodzie przybrzeżnym, który rzeczywiście chętnie wykorzystywano do podróży wzdłuż wybrzeża. Tak, czasami (nie co roku!) możliwa była piesza czy konna przeprawa przez zamarznięty Bałtyk, ale tylko w kilku punktach, gdzie trasa była krótka, a lód solidny. Więcej na ten temat w artykule Karczmy na Bałtyku!. Co do upraw winorośli w północnej Polsce, to po pierwsze, była taka potrzeba (wino mszalne), a transport z południa był niezwykle drogi, a po drugie uprawy były mizerne. Dziś lepsze i stale poprawiające się warunki do uprawy winorośli są w Szkocji i Skandynawii. Zeszłej jesieni, w konkursie na festiwalu szampanów w USA pierwsze miejsce zdobył trunek… z Finlandii.

Do stwierdzenia o tym, że „ochłodzenie, ocieplenie, to się zdarzało”, warto dodać, że obecnie obserwowana zmiana klimatu całym szeregiem wskaźników (wzrost stężeń gazów cieplarnianych i zmiany składu izotopowego węgla w atmosferze, wzrost temperatury, zmiany poziomu morza, zakwaszanie oceanów, topnienie lodowców i in.) wychodzi poza skalę zmian klimatu z ostatnich 10 tysięcy lat.

Ale zobaczmy, jak na pytanie, „czy obecne ocieplenie spowodował człowiek” odpowiedział p. Szczęśniak:

Nie, tego człowiek nie spowodował. Ostatnie badanie Berkeley mówi tak: „przez ostatnie 50 lat to, co przyroda, oceany, powłoka powierzchni Ziemi przyjmuje z atmosfery zwiększyło się dwukrotnie. My nie znamy mechanizmów, którymi natura posługuje się przy utrzymywaniu pewnej homeostazy, równowagi w kuli ziemskiej i jej otoczeniu.

Stwierdził więc, że „człowiek tego nie spowodował”, uzasadniając tym, że oceany i ekosystemy lądowe pochłaniają teraz dwukrotnie więcej CO2 niż 50 lat temu.

Owszem, oceany i ekosystemy lądowe pochłaniają więcej (nawet ponad dwukrotnie więcej) CO2 niż 50 lat temu, bo i my emitujemy ponad dwukrotnie więcej CO2 niż wtedy. Ten emitowany przez nas CO2 zakłóca cały szybki cykl węglowy obejmujący wymianę węgla między atmosferą, oceanami, roślinnością i glebą, prowadząc do wzrostu zawartości węgla niemal wszędzie: w atmosferze (stężenie CO2 w atmosferze jest najwyższe od wielu milionów lat i szybko rośnie), oceanach (których kwasowość w związku z pochłanianiem emitowanego przez nas CO2 już teraz sięga poziomu nie notowanego od milionów lat) i ekosystemach lądowych.

Rysunek 4. Globalny bilans węglowy. Antropogeniczne emisje CO2 z paliw kopalnych, przemysłu i zmian użytkowania terenu są absorbowane przez atmosferę, ekosystemy lądowe i oceany. Źródła CDIAC, NOAA-ESRL, Houghton i in. 2012, Giglio i in. 2013, Joos i in. 2013, Khatiwala i in. 2013, Le Quéré i in. 2016, Global Carbon Budget 2016.

To, że nasz dwutlenek węgla coraz bardziej przesyca atmosferę, ekosystemy lądowe i oceany, na serio ma być argumentem, że „obecnego ocieplenia nie spowodował człowiek”?

Mit: „Wcale się nie ociepla, to zwykłe fałszerstwo”

Gdy redaktor Kraśko (wyraźnie nie zauważywszy wykrętu) stwierdza, że przecież temperaturę mierzymy od dawna, pan Szczęśniak wchodzi na grunt teorii spiskowych stwierdzając:

Jedyne badania, które nie są korygowane ręcznie, o co był i jest duży spór, to są dane z satelitów, i one nie pokazują wzrostu temperatur.

Pomiary zbierane w naziemnych stacjach pomiarowych wymagają różnych weryfikacji i korekt. Procedury korygujące są jawne, opublikowane wiele lat temu i możliwe do odtworzenia przez każdego. Piszemy o tym więcej np. w Mit: Naukowcy z NASA i NOAA fałszują pomiary temperatury. Byli sceptycy, którzy uważali, że korekty są robione niewłaściwie i postanowili sprawdzić wyniki uzyskane przez ośrodki badawcze tworzące serie pomiarowe takie jaki CRU, NASA GISS i NOAA (Mit: Historyczne pomiary temperatur są niewiarygodne). Seria pomiarowa Berkeley Earth, ma swoje korzenie właśnie w grupie fizyków-sceptyków, która pod egidą (finansowanego przez miliarderów braci Koch, wspierających środowisko negacjonistów klimatycznych) projektu BEST (Berkeley Earth Surface Temperature) przeprowadziła własną, niezależną i wykorzystująca inną metodykę i bogatszy zestaw danych analizę globalnych trendów temperatury. Negacjoniści klimatyczni gorąco kibicowali tej inicjatywie. Do czasu, aż okazało się, że wyniki tej analizy są bardzo zbliżone do tych uzyskanych przez wszystkie inne ośrodki badawcze.

A stwierdzenia o tym, że dane satelitarne nie są korygowane oraz że nie pokazują one wzrostu temperatury? Oba nieprawdziwe. Pomiary, a raczej oszacowania satelitarne (satelita mierzy tylko liczbę fotonów o określonych energiach wpadających w „oczko” radiometru) wymagają największej ilości różnorodnych korekt (piszemy o tym w artykule Co satelity mówią o ociepleniu atmosfery), a ponadto pokazują, w zgodzie z innymi danymi, ocieplanie się klimatu.

Rysunek 5. Zmiany średniej temperatury powierzchni Ziemi (dla serii satelitarnych UAH i RSS zmiany temperatury troposfery na wysokości kilku kilometrów) względem okresu bazowego 1981-2010. Dane dla 2016 dla pierwszych 10 miesięcy roku. Źródła: NASA GISS, HadCRUT4, NOAA, BEST, UAH, RSS.

Mit: „Patrzy się tylko na CO2, a nie inne czynniki, takie jak Słońce czy para wodna”

Gdy redaktor Kraśko pyta: „Panie Andrzeju, nie przekonuje Pana głos naukowców?”, ten ponownie odpowiada wykrętem:

Jeśli Państwo popatrzą na czynniki, które oddziałują na temperaturę, klimat Ziemi, które zostały w tych badaniach pominięte. Pierwszym z nich jest aktywność Słońca, która została zmarginalizowna. Drugim jest czynnik, który jest bardzo powszechny i odpowiada praktycznie za 70% gazów w tej otulinie Ziemi czyli para wodna. I tych dwóch rzeczy nie bierze się w ogóle pod uwagę.

Twierdzenie, że badający klimat naukowcy „nie biorą w ogóle pod uwagę” aktywności Słońca (patrz „Zimne Słońce” - imponująca kolekcja mitów klimatycznych) i pary wodnej (patrz Mit: Para wodna jest najważniejszym gazem cieplarnianym) może oznaczać tylko dwie rzeczy: albo pan Szczęśniak nie ma bladego pojęcia o temacie, w którym się wypowiada, albo kłamie. Innej możliwości nie ma. Nie będziemy tu wnikać, która jest prawdziwa, obie dyskwalifikują go jako wiarygodne źródło informacji.

Mega Mit: „Nasze emisje nie mają znaczenia”

Na pytanie redaktora Kraśko, skierowane do p. Szczęśniaka: „skąd przekonanie, że nie bierze się tego pod uwagę, że wszyscy naukowcy świata, którzy to badają – jeżeli to jest takie proste jak Pan to mówi – to dlaczego wszyscy naukowcy tego nie uwzględniają. Albo dlaczego oni dali się nabrać.”, ten odpowiada:

Nauka, która jest dzisiaj skoncentrowana w tych organizacjach politycznych takich jak ONZ i ich agenda klimatyczna jest dzisiaj skoncentrowana na jednym tylko czynniku. Jak podają, że emisje się zwiększyły, to podają jedynie emisje spowodowane przez człowieka. I to są emisje, które stanowią tylko 4-5% ogólnych emisji CO2 w naturze.
Skala oddziaływania człowieka jest taka jak udział emitowanego przez człowieka CO2: 4-5%. Jeżeli Pan popatrzy na pozostałe 95%, to sama zmienność tego systemu, tych 95%... przed chwilą mówiłem o Berkeley: naukowcy, którzy przez 20 lat to badali sami poinformowali, że 45% pochłanianych przez oceany, lasy, zieleń, zwiększyło się dwukrotnie przez ostatnie lata. To jest coś, czego nauka nie wiedziała do tej pory.

W każdej kolejnej wypowiedzi p. Szczęśniak pokazuje, że albo kłamie albo nie ma pojęcia, o czym mówi. Nauka nie skupia się tylko na CO2. W badaniach uwzględnia się inne gazy cieplarniane, różnorodne aerozole, zmiany zagospodarowania terenu, aktywność słoneczną i liczne inne czynniki. Patrz Mit: CO2 poświęca się za dużo uwagi w porównaniu z innymi czynnikami.

Argument o tym, że nasze emisje to tylko 4-5% naturalnych (prawda, a jakże), świadczy o tym, że rozmówca nie rozumie działania szybkiego cyklu węglowego i tego, że nasze emisje to stała niezbilansowana nadwyżka kumulująca się w atmosferze, oceanach i ekosystemach lądowych.

Nie tylko atmosferyczne stężenie CO2 jest najwyższe od wielu milionów lat, ale też sygnatura izotopowa atomów węgla w atmosferze jednoznacznie pokazuje, że jest to węgiel pochodzący ze spalania paliw kopalnych. Piszemy o tym w Mit: Dwutlenek węgla emitowany przez człowieka nie ma znaczenia. A zmienność, o której pisze p. Szczęśniak? Najlepiej widać ją na wykresie pokazującym zmiany stężenia atmosferycznego CO2.

Rysunek 6. Zmiany stężenia atmosferycznego stężenia CO2. ESRL NOAA.

Co widać? Otóż to, że niezależnie od zmian w prądach oceanicznych, aktywności słonecznej czy innych wpływających na klimat czynników, to te antropogeniczne emisje (z których zresztą tylko około połowa pozostaje w atmosferze) decyduje o zmianach stężenia CO2.

Kompetencje

W trakcie dyskusji p. Józefiak dwukrotnie zarzucił panu Szczęśniakowi, że jest z wykształcenia kulturoznawcą, nie jest więc kompetentnym źródłem informacji. Czy słusznie? Uważamy, że aby wypowiadać się w jakimś temacie, nie trzeba mieć stopnia naukowego w danej specjalności. Kiedy nauczyciel, na przykład z wykształcenia chemik, prowadząc zajęcia z fizyki, opowiada o teorii grawitacji, nikt nie wymaga od niego prowadzenia badań w tym obszarze czy choćby wykształcenia kierunkowego – ponieważ przedstawia nie swoje wymysły, ale ugruntowaną wiedzę naukową. Jednak w momencie, gdy ktoś zaczyna twierdzić, że „wie lepiej”, a środowisko naukowe się myli, jest już zupełnie inaczej. Jak zauważył Carl Sagan „nadzwyczajne twierdzenia wymagają nadzwyczajnych dowodów”. Kiedy więc osoba o wykształceniu kulturoznawcy i pracująca na rzecz koncernów energetycznych wychodzi i twierdzi, że „wie lepiej niż naukowcy”, bynajmniej nie dostarczając „nadzwyczajnych dowodów”, lecz wyrzucając z siebie mit za mitem (patrz: Galop Gisha) to mamy pełne prawo zauważyć, że nie jest szczególnie wiarygodnym źródłem informacji.

Przydałyby się korepetycje

Po ilości opowiadanych mitów klimatycznych wyraźnie widać, że jeśli pan Andrzej Szczęśniak chce się wypowiadać o zmianie klimatu, potrzebne są mu korepetycje. Zostaje zresztą zaproszony przez Marka Józefiaka na naszą stronę naukaoklimacie.pl.

Przy okazji dowiadujemy się, że w opinii pana Szczęśniaka „To nie jest strona naukowa. To jest strona aktywistów.” Tak się składa, że wszystkie publikowane u nas informacje bazują na recenzowanych publikacjach naukowych i ogólnie dostępnej wiedzy naukowej, a dodatkowo wszystkie teksty konsultowane są członkami naszej Rady Naukowej. Z przyjemnością, posługując się najlepszymi podręcznikami i artykułami naukowymi, przedyskutujemy z panem Szczęśniakiem jego tezy.

Na koniec, zauważymy, że redaktor Kraśko, po całkiem dobrze prowadzonym spotkaniu, zakończył je puentą, której moglibyśmy spodziewać się raczej po lobbyście koncernów paliw kopalnych:

Jak Państwo widzą temat jest fascynujący i wcale nie jest tak, że wszyscy już tutaj się zgodzą, że człowiek jest winny i trzeba zacząć działania.

Biorąc pod uwagę panujący w środowisku naukowym konsensus, że obecna zmiana klimatu to nasza robota, a podjęcie działań jest krytycznie pilne (patrz. Ocieplenie o 1,5C możemy zapewnić sobie już w niecałe 5 lat, Ograniczenie ocieplenia do 2C - nierealny optymizm naukowców), jak można podsumować (technicznie rzecz biorąc prawdziwą – bo p. Szczęśniak ma własną odmienną opinię) wypowiedź redaktora Kraśko? To tak, jakby zaprosić do studia prezesa Towarzystwa Płaskiej Ziemi, ten wygadywałby niestworzone banialuki, a na koniec prowadzący podsumowałby, że „wcale nie jest tak, że wszyscy już tutaj się zgodzą, że Ziemia jest okrągła”.

Marcin Popkiewicz, konsultacja merytoryczna: prof. Szymon Malinowski

Opublikowano: 2016-12-05 12:42
Tagi

klimatyczne bzdury

Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza akceptację polityki cookies.