Zrozumieć kontrowersje wokół zmiany klimatu. Część 4: Negacjonistyczna komunikacja

Prezentujemy czwartą część cyklu Zrozumieć kontrowersje wokół zmiany klimatu opartego na kursie Denial 101 - Making Sense of Climate Denial, opublikowanym pierwotnie na platformie edukacyjnej EdX.

Zobacz także: Część 1: Konsensus naukowy, Część 2: Psychologia negacjonizmuCzęść 3: Szerzenie negacjonizmu.

Napis Denial 101 na czarnym tle

Wszyscy ludzie mają jakieś poglądy. Do jednych są bardziej przywiązani, do innych mniej. Pewne struktury myślowe, tłumaczące konstrukcję świata budujemy latami, dlatego gdy napotykamy fakty kwestionujące silnie zakorzenione w nas przekonania odczuwamy silny dyskomfort. Wydawałoby się jednak, że konfrontacja z dowodami naukowymi powinna nas to skłonić do zrewidowania poglądów, prawda? Cóż, okazuje się, że nie jest to takie oczywiste.

W niektórych przypadkach sprawdza się powiedzenie Hegla, że "Jeśli [moja] teoria nie zgadza się z faktami, to tym gorzej dla faktów". Zaskakującą ilustracją tego jest głosowanie amerykańskiego Senatu w 2015 roku, którego celem było ustalenie, czy ludzie znacząco wpływają na klimat. Jeśli mielibyśmy wszystkie fakty naukowe ustalać na drodze głosowania, łatwo sobie wyobrazić, jak wyglądałaby nasza cywilizacja. Na całe szczęście osób, które otwarcie odrzucają twierdzenia naukowe jest w całym społeczeństwie tylko kilka-kilkanaście procent. Można jednak odnieść wrażenie, że jest ich o wiele więcej, a i oni sami wielokrotnie zawyżają swoją liczebność. Badanie przeprowadzone w Australii pokazało, że tylko 7% mieszkańców tego państwa neguje realność globalnego ocieplenia. Te 7% uważa jednak, że podobną opinię ma aż 49% społeczeństwa.

Skąd to się bierze? Częściowo z pewnością winne są media. Oddając głos przedstawicielom marginalnej mniejszości sprawiają, że w nieproporcjonalny sposób wpływają oni na debatę publiczną. Mają możliwość oddziaływania na tą część ludzi, która nie ma wyrobionego zdania w temacie.

Czy istnieje metoda wpłynięcia na tę mniejszość? Wydaje się intuicyjnie, ze pomogłoby rzetelne przekazanie dowodów naukowych. Jednak nic bardziej mylnego. Prezentowanie faktów zagorzałym wyznawcom jakiejś teorii powoduje jedynie, że okopują się na swoich pozycjach, a fakty odbijają się rykoszetem, nadwyrężając w oczach wyznawcy naszą wiarygodność, a nie jego wierzenia. Co sprawia, że ludzie nie przyjmują dowodów? Może to być kwestia światopoglądu albo wiary, że naukowcy są częścią spisku i z założenia nie mogą być wiarygodni. Co można zrobić w tej sytuacji?

Nawet jeśli nie potrafimy skutecznie zmienić zdania negacjonistów, to nie powinniśmy zupełnie ich lekceważyć. Żeby jednak odpowiednio stawić im czoła należy korzystać z badań naukowych, które pokazują jak robić to najskuteczniej. Nie chcemy przecież wyhodować sobie radykałów. Nie warto także poświęcać negacjonistom zbyt wiele czasu i energii – jest to marginalna mniejszość, a przekonanie ich do naszych racji nie jest konieczne, aby przeciwdziałać zmianie klimatu. Ważniejsze jest pokazanie ludziom, którzy są przekonani, że globalne ocieplenie ma charakter antropogeniczny, że są w większości i że takie jest stanowisko praktycznie wszystkich klimatologów. Celowe jest również kierowanie przekazu do osób bez wyrobionego poglądu.

Zmiana zdania nigdy nie przychodzi łatwo. Przywiązanie do pewnych poglądów może nam jednak uniemożliwić lepsze zrozumienie świata. Wiara powinna pozostać domeną religii czy duchowości, a głosowanie wyborów politycznych. W przypadku zagadnień naukowych najlepiej jednak sprawdzają się rzetelne badania dowodów.

Zobacz także: Część 5: Wyjaśnianie mitów

Anna Sierpińska

Opublikowano: 2016-04-07 13:06
Tagi

psychologia negacjonizm

Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza akceptację polityki cookies.