Zrozumieć kontrowersje wokół zmiany klimatu. Część 3: Szerzenie negacjonizmu

Prezentujemy trzecią część cyklu Zrozumieć kontrowersje wokół zmiany klimatu opartego na kursie Denial 101 - Making Sense of Climate Denial, opublikowanym pierwotnie na platformie edukacyjnej EdX.

Zobacz także: Część 1: Konsensus naukowy, Część 2: Psychologia negacjonizmu

Napis Denial 101 na czarnym tle

Większość ludzi czerpie swoją wiedzę z mediów. Dlatego są one potężnym narzędziem kształtowania poglądów, które z kolei wpływają na podejmowane działania, w tym na głosy wyborcze. Nic dziwnego, że różne grupy interesów próbują przeciągnąć opinię publiczną na swoją stronę. Robią to także, wprowadzając informacyjny zamęt – przemycają korzystne dla siebie, choć niekoniecznie prawdziwe treści w reklamach, artykułach prasowych, w wypowiedziach przychylnych naukowców.

Podważanie wiarygodności badań naukowych to taktyka opracowana i skutecznie wdrożona przez przemysł tytoniowy w latach 60. Koncerny zorientowały się, że ludziom trudno jest odróżnić „dobrą” i „złą” naukę, a poprzez mnożenie wątpliwości i sianie zamętu kupuje się czas. Czas, w którym nie zostaną podjęte żadne działania polityczne czy prawne zagrażające zyskom. Dzięki tej strategii koncerny tytoniowe skutecznie wmawiały ludziom przez kilkadziesiąt lat, że palenie nie jest „aż tak bardzo szkodliwe”, choć naukowcy już od lat 50. XX wieku wiedzieli, że bardzo podnosi ryzyko zachorowania na raka płuc. Taktyka ta została świetnie udokumentowana w książce dwóch historyków nauki: Naomi Oreskes i Erika Conwaya pt. „Handlarze wątpliwości” (Merchants of doubt).

Podobnie jest w przypadku zmiany klimatu. Za wątpliwościami mnożonymi w tym temacie stoją ogromne korporacje dysponujące potężnymi środkami finansowymi. Giganci tacy jak ExxonMobil czy Koch Industries wydają miliony dolarów finansując lobbystów i think tanki, których rolą jest wpływanie na opinię publiczną i polityków. Te „niezależne” organizacje generują wyglądające naukowo treści propagandowe, które stają się dla dziennikarzy podstawą do tworzenia doniesień medialnych. Mają też własnych „niezależnych” naukowców, często wypowiadających się w środkach masowego przekazu, przychylnych blogerów czy życzliwe sobie kanały telewizyjne (np.: Fox News w USA).

Wątpliwości fabrykowane przez think tanki konkurują o naszą uwagę z faktami naukowymi. „Niezależne” organizacje podważają zarówno wartość dowodów naukowych jak i stopień zgodności środowiska naukowego odnośnie jakiegoś zagadnienia. Nie przypadkiem szczególnie często atakowany jest konsensus – opinia naukowców w danym temacie jest często dla ludzi punktem wyjścia do określenia własnego stanowiska. Dochodzą do tego także ataki personalne na naukowców, które powodują, że wolą się oni wypowiadać bardzo ostrożnie, tym samym przedstawiając społeczeństwu, mediom i decydentom nie najlepszą wiedzę naukową, ale jej złagodzoną wersję.

Ale co złego jest w prezentowaniu w mediach opinii think tanków? Przedstawianie dwóch stron sporu kojarzy nam się przecież z dziennikarską rzetelnością. Jednak czy w przypadku nauki faktycznie ma to sens? Co byśmy powiedzieli, gdybyśmy zobaczyli w telewizji program, w którym obok astronauty, który spędził miesiące na krążącej wokół Ziemi stacji kosmicznej występuje osoba, która uważa, że Ziemia jest płaska? Nawet jeśli byłby to profesor? Czy tytuł naukowy uwiarygodniłby tą opinię w naszych oczach? W pewnych sytuacjach, korzystając z podstawowej wiedzy, możemy łatwo zweryfikować informacje. Jeśli jednak spór dotyczy bardziej złożonych tematów naukowych może nie być nam tak łatwo. Naraża nas to na manipulacje: zaczynamy na przykład rozważać argumenty jakiejś marginalnej grupy, której udzielono głosu w debacie publicznej. Tracimy zaufanie do nauki i naukowców, nie wiemy za jakimi działaniami powinniśmy się opowiadać, a za jakimi nie. Taki zamęt nie służy społeczeństwu, a jedynie określonym grupom interesu.

Sami naukowcy zajmujący się klimatem mówią o tym, jak trudno jest zabierać głos w publicznych dyskusjach. Często po drugiej stronie mają suto opłacanych rzeczników przemysłu – wygadanych, po szkoleniach medialnych i z niezmąconym przekonaniem głoszących swoje tezy. Co z tego, że nieprawdziwe, ważne, że podane w wiarygodny sposób. Dokumenty podatkowe pokazują, że w różne grupy lobbystyczne i think tanki, w tym takie, które negują zmiany klimatu, koncerny inwestują miliardy dolarów. Produkowane przez te ośrodki slogany czy wątpliwości są później rozpowszechniane przez media i polityków, stając się elementem gry wyborczej. W zamkniętym kole przemysł-media-politycy kształtowane są opinie, które spychają głos naukowców na margines.

Tworzenie medialnych „newsów” to nie wszystko. Przesyłki z przypominającym wąglik białym proszkiem, pełne nienawiści maile, skargi do pracodawcy oraz groźby – tak wygląda rzeczywistość naukowców, którzy chcą popularyzować wiedzę z dziedziny klimatologii. Do tego dochodzą działania mające na celu zdyskredytowanie w oczach opinii publicznej faktów naukowych i ludzi zajmujących się „niewygodnymi” badaniami. Stąd biorą się ataki personalne, zarzuty dotyczące finansowania czy internetowe nagonki. Do tych ostatnich można zaprząc opłacanych blogerów, stronników i liczyć na pojawienie się osób postronnych, które dołączą do takiej kampanii. Przedstawiciele przemysłu doskonale zdają sobie sprawę, że walki o umysły ludzi nie da się wygrać przy pomocy argumentów merytorycznych. A im dłużej utrzymuje się pozory toczącej się debaty tym dłużej można zachować korzystne dla koncernów status quo.

Zobacz także: Część 4: Negacjonistyczna komunikacja, Część 5: Wyjaśnianie mitów

Anna Sierpińska

Opublikowano: 2016-04-01 10:01
Tagi

psychologia negacjonizm

Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza akceptację polityki cookies.