Porozumienie klimatyczne w Paryżu

COP21, konferencja klimatyczna ONZ w Paryżu zakończyła się zawarciem globalnego porozumienia. Co właściwie ustalono? I co to oznacza dla świata, Europy i Polski?

Tekst porozumienia COP21 jest dostępny tutaj.

Logo COP21 - wszyscy razem dla klimatu

Ustalenia: ograniczenie ocieplenia do 1,5°C

Kluczowym ustaleniem jest zawarte w Artykule 2 utrzymanie wzrostu globalnych średnich temperatur na poziomie znacznie poniżej 2 stopni Celsjusza ponad poziom przedindustrialny i kontynuowanie wysiłków na rzecz ograniczenia wzrostu temperatur do 1,5 stopnia.

To cel bardziej ambitny od ustalonego 6 lat temu w Kopenhadze, gdzie blisko 200 krajów zadeklarowało zamiar ograniczenia ocieplenia do 2°C względem epoki przedprzemysłowej.

Ustalenia: długoterminowy cel zerowych emisji netto

Aby osiągnąć ten długoterminowy cel, strony będą dążyć do osiągnięcia szczytu emisji gazów cieplarnianych "tak szybko jak to możliwe", uznając, że nastąpi to później dla krajów rozwijających się. Następnie kraje mają dokonywać szybkiej redukcji emisji i w drugiej połowie stulecia osiągnąć balans pomiędzy antropogenicznymi źródłami emisji i pochłaniania gazów cieplarnianych.

Ustalenia: działania na rzecz do redukcji emisji

Przed konferencją 187 krajów złożyło dobrowolne zobowiązania do redukcji emisji, określane jako INDC (Intended Nationally Determined Contributions – Planowane Wkłady Zamierzone przez Kraje). Obejmują one cele do realizacji w okresie 2020-2030. Ich realizacja pozwoliłaby na ograniczenie ocieplenia do 2,7-3,5°C do końca stulecia i znacznie więcej później (patrz Szczyt klimatyczny: nawet jak wszyscy dotrzymają zobowiązań to i tak jesteśmy "usmażeni").

W tekście porozumienia znalazły się więc zapisy dotyczące okresowych przeglądów realizacji zobowiązań co 5 lat, poczynając od 2023 roku, z myślą o ich pogłębianiu tak, aby były wystarczające do osiągnięcia globalnego celu powstrzymania ocieplenia poniżej uzgodnionego limitu.

Ustalenia: finanse

W porozumieniu uwzględniony jest mechanizm kompensacji szkód powodowanych w narażonych na zmianę klimatu  krajach. Dotyczy to zarówno nagłych katastrof pogodowych jak i powoli zachodzących zdarzeń, takich jak np. wzrost poziomu morza. W dokumencie zawarty jest zapis, którego domagały się Stany Zjednoczone, stwierdzający, że porozumienie nie stanowi podstawy dla roszczeń finansowych lub kompensacji dla ofiar zmiany klimatu.

Ponadto od 2020 roku kraje rozwinięte będą przekazywać krajom rozwijającym się 100 miliardów dolarów rocznie na inwestycje w ograniczanie emisji i adaptację do zmiany klimatu. Według porozumienia do 2025 roku wsparcie ma ulec zwiększeniu.

Środki te będą rozliczane w ramach Green Climate Fund (GCF). Do tej puli będą wliczane wszystkie inwestycje z krajów rozwiniętych, zarówno prywatne jak i pomoc rozwojowa państw. Z tego 60 miliardów już zostało „zaliczone”, do zmobilizowania pozostaje więc jeszcze 40 miliardów. Polska ustami premier Beaty Szydło zadeklarowała symboliczne 8 mln dolarów.

Co to oznacza dla świata, Europy i Polski

Należy podkreślić, że wzrost temperatury powierzchni planety, do którego doprowadzimy, zależy przede wszystkim od całkowitych skumulowanych emisji - czyli tego, ile w sumie dwutlenku węgla wyemitujemy, a nie od ich tempa. Pisaliśmy o tym w artykule Ograniczenie ocieplenia do 2C - nierealny optymizm naukowców. Umieściliśmy w nim m.in. wykres pokazujący niezbędne tempo redukcji emisji CO2, dające 66% szans na zatrzymanie wzrostu temperatury na poziomie 2°C.

Rysunek 1. Światowa emisja dwutlenku węgla dająca 66% szans na zapobieżenie wzrostowi średniej temperatury powierzchni Ziemi o 2°C w porównaniu do stanu sprzed rewolucji przemysłowej. The Copenhagen Diagnosis: Climate Science Report, 2009.

Realizacja celu zatrzymania wzrostu średniej temperatury powierzchni Ziemi poniżej 2°C, a szczególnie 1,5°C będzie, oględnie mówiąc, bardzo trudna. Ocieplenie już przekroczyło 1°C, a niezbędne do osiągnięcia celu ograniczenia wzrostu temperatury redukcje emisji są olbrzymie. Osiągnięcie celu ograniczenia ocieplenia do 2°C oznacza konieczność spadku emisji netto do zera około 2050 roku, a ograniczenia ocieplenia do 1,5°C to spadek emisji netto do zera już do 2030 roku.

Poważne podejście do realizacji tego ambitnego celu oznaczałoby, że w ciągu kilkunastu lat na świecie nie będzie elektrowni węglowych i gazowych bez CCS, samochodów spalinowych i statków i samolotów napędzanych paliwami kopalnymi. Tymczasem budowane są elektrownie węglowe, które w zamyśle inwestorów mają działać kilkadziesiąt lat, a koncerny wydobywcze co roku wydają setki miliardów dolarów na poszukiwanie nowych złóż paliw kopalnych… które – o ile uzgodnione cele mają być zrealizowane – nie będą mogły być wydobyte i spalone.

Kraje nie przedstawiły planów, które choćby zbliżały się do praktycznej realizacji redukcji niezbędnych do dotrzymania zobowiązań. Czy więc można powiedzieć, że politycy spotkali się, pogadali i podpisali dokument bez znaczenia.

Absolutnie nie. Porozumienie paryskie, choć zdecydowanie niewystarczające, jest milowym krokiem na drodze do rozwiązania kryzysu klimatycznego. Przede wszystkim został wytyczony długoterminowy cel i wspólna wizja transformacji gospodarki i sposobu w jaki pozyskujemy i wykorzystujemy energię. Epoka paliw kopalnych zaczyna się kończyć. To wyraźny sygnał dla rynków: inwestycje w paliwa kopalne, szczególnie te najbrudniejsze, jak węgiel czy piaski roponośne to przeszłość, przyszłość zaś jest w czystych źródłach energii i innych elementach nowego systemu energetycznego: sieciach inteligentnych, magazynach prądu i ciepła, elektryfikacji transportu, domach zero- i plusenergetycznych itp.

Unia Europejska na szczycie klimatycznym w październiku 2014 roku postawiła przed sobą cel redukcji emisji o 40% względem 1990 roku, co było też jej wkładem INDC w proces negocjacji klimatycznych.

Co więcej, kraje UE ustaliły, że po konferencji COP21 w Paryżu dokonają przeglądu celu i mogą go zmodyfikować zależnie od ustaleń szczytu klimatycznego. Ironią losu jest to, że zapis ten został przyjęty na żądanie polskiego rządu, który po cichu liczył na klapę negocjacji. Tymczasem, w obliczu przyjęcia w Paryżu tak ambitnych celów, jakakolwiek rewizja celu UE w dół w ogóle nie wchodzi w grę, bardzo prawdopodobne jest za to jego dalsze wzmocnienie.

Z punktu widzenia Polski pozostaje przyjąć do wiadomości, że świat stoi na progu wielkiej transformacji. Dalsze pozostawanie w węglowych okopach, w konflikcie z Unią Europejską, ale też resztą świata, ze Stanami Zjednoczonymi i Chinami włącznie, nie ma żadnego sensu. Naszym zadaniem powinno być teraz wytyczenie optymalnej dla polskiej gospodarki ścieżki zmian, tak, żebyśmy byli beneficjentem wielkiego nowego rynku, a nie skansenem i ofiarą transformacji.

Marcin Popkiewicz

Opublikowano: 2015-12-13 17:17
Fundacja UW
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza akceptację polityki cookies.