FOR: wzrost temperatury i poziomu CO2 to naturalny proces, zachodzący co 25 tysięcy lat

Forum Obywatelskiego Rozwoju (FOR), think tank Leszka Balcerowicza, opublikował dokument "FOR ostrzega (nr 56): Unia Europejska zamierza jeszcze bardziej ograniczać polską gospodarkę regulacjami klimatycznymi", w którym wypowiada się przeciwko unijnej polityce ograniczania zużycia paliw kopalnych. Charakter i zakres działań w obszarze gospodarki i polityki, które należy podjąć w związku ze zmianą klimatu, to temat na długie debaty. Muszą one jednak bazować na najlepszej wiedzy naukowej. Tego zresztą oczekiwalibyśmy od organizacji, która w swoim kodeksie etycznym zapewnia, że „przestrzega wysokich standardów rzetelności naukowej. Pracownicy Fundacji kierują się najwyższą starannością w wykonywaniu swoich obowiązków”.

zrzut ekranu ze strony FOR - zakreślono tytuł omawianego "ostrzeżenia"

Tymczasem to, co piszą autorzy pracy (Anna Czepiel i Liwiusz Wojciechowski) na temat zmiany klimatu pokazuje, że ich znajomość aktualnego stanu wiedzy naukowej, czy choćby elementarnych podstaw zmiany klimatu nie spełnia kryteriów FOR. Czytamy więc:

Wymogi klimatyczne UE zmuszają zarówno rządy, jak i przedsiębiorstwa do wypełniania zaleceń, które nie mają wystarczającego uzasadnienia w naukach przyrodniczych: część badań dowodzi, że wzrost średniej temperatury Ziemi i poziomu dwutlenku węgla w atmosferze jest wynikiem naturalnych procesów, zachodzących co ok. 25 tys. lat (por. Robert H. Essenhigh, 2009; Shackleton, Opdyke, 1973). Takie też wnioski wypływały początkowo z badań Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatu (IPCC), póki zmian nie nakazały niektóre państwa.

Eksperci FOR argumentują zatem, że nie ma w ogóle potrzeby ograniczania emisji, ponieważ wzrost średniej temperatury Ziemi i poziomu dwutlenku węgla w atmosferze jest wynikiem naturalnych procesów, zachodzących co ok. 25 tys. lat. Stwierdzenie to jest zupełnie niezgodne ze stanem obecnej wiedzy naukowej.

Naturalne procesy zachodzące co 25 tys. lat?

Obserwujemy szybki wzrost stężenia CO2 w atmosferze (pomimo tego, że pozostaje w niej jedynie około połowy wyemitowanego przez nas dwutlenku węgla - druga połowa jest pochłaniania przez oceany i roślinność).

 Zmiany stężenia CO2

Rysunek 1. Koncentracja dwutlenku węgla (CO2) w cząsteczkach na milion w ciągu ostatniego tysiąca lat, mierzona na podstawie pęcherzyków powietrza uwięzionego w rdzeniach lodowych (do roku 1977) i bezpośrednio (po roku 1958). Jak łatwo zauważyć między rokiem 1800 a 2000 „coś” się zmieniło. Zaznaczony został rok 1769, w którym James Watt opatentował maszynę parową (pierwsza działająca maszyna parowa została wynaleziona 70 lat wcześniej, w roku 1698, silnik Watta był jednak znacznie wydajniejszy). Źródła: Siple Station Ice Core, CDIAC; Law Dome, CDIAC; Mauna Loa, NOAA Earth System Research Laboratory.

Stężenie dwutlenku węgla w atmosferze sięga już 400 cząsteczek na milion. Jak ma się to do naturalnych zmian w historii?

 Zmiany stężenia CO2 w ostatnich 425 tysiącach lat

Rysunek 2. Zmiany koncentracji CO2 w ostatnich 425 tysiącach lat. „0” odpowiada 1950 n.e. (Hansen 2008)

W ciągu setek tysięcy lat cykli epok lodowcowych koncentracja dwutlenku węgla w atmosferze oscylowała w zakresie 180-300 ppm. Konia z rzędem temu, kto widzi tu cykl liczący 25 tysięcy lat.

Obecna koncentracja sięga 400 ppm, a tempo jej narastania, wynoszące 2 ppm rocznie, jest wyjątkowo szybkie. Badania pokazują, że tak dużej ilości dwutlenku węgla jak obecnie nie było w atmosferze od kilku (IPCC), a może nawet kilkunastu milionów lat (Tripati 2009 [pełna wersja]). To raczej nie przypadek. Obecne zmiany stężeń gazów cieplarnianych nie mają również nic wspólnego z naturalnymi cyklami (patrz też Mit: Dwutlenek węgla emitowany przez człowieka nie ma znaczenia).

A jak jest z cyklicznością zmian temperatury? Przyjrzyjmy się zmianom średniej temperatury powierzchni Ziemi w ostatnich 800 tysiącach lat.

 Zmiany temperatury powierzchni Ziemi milion lat

Rysunek 3: Zmiany średniej temperatury powierzchni Ziemi w ostatnich 800 tysiącach lat. Źródło Hansen 2013.

Temperatury oscylowały zgodnie ze zmianami orbity Ziemi (cykle Milankovicia), zależnie od ilości energii otrzymywanej latem przez północną półkulę latem (patrz wyjaśnienie Mit: To ocieplenie powoduje wzrost koncentracji CO2 a nie na odwrót). Konia z rzędem temu, kto widzi tu cykl liczący 25 tysięcy lat.

Około 20 tysięcy lat temu Ziemia zaczęła wychodzić z epoki lodowcowej, a około 10 tysięcy lat temu klimat Ziemi ustabilizował się na obecnym poziomie, o około 4°C wyższym, niż w czasach maksimum epoki lodowcowej.

Zmiany temperatury Ziemi 20 000 lat

Rysunek 4: Zmiany temperatury w ostatnich 22 000 lat. Źródła: Shakun 2012 (linia zielona), Marcott 2013 (linia niebieska), HadCRUT4 (linia czerwona).

W ostatnich kilku tysiącach lat średnia temperatura powierzchni Ziemi spadała o mniej więcej 0,8°C, co pokazuje szereg niezależnych obserwacji (patrz Koniec Holocenu).

Na powolne zmiany temperatury będące skutkiem wymuszeń orbitalnych nakłada się bezprecedensowy gwałtowny wzrost temperatury w ostatnim stuleciu. Cały trwający tysiące lat spadek temperatury odrobiliśmy w ostatnich dekadach, pomimo tego, że naturalne czynniki (zmiany orbity Ziemi, aktywność słoneczna, prądy oceaniczne, …) działają w kierunku ochłodzenia (patrz Mit: Wzrost średnich temperatur na świecie wynika z przyczyn naturalnych, Mit: To naturalny cykl wzrostu i spadku temperatur).

Skąd pomysł na liczący 25 tysięcy lat cykl?

Na jakiej więc podstawie autorzy artykułu FOR twierdzą, że „wzrost średniej temperatury Ziemi i poziomu dwutlenku węgla w atmosferze jest wynikiem naturalnych procesów, zachodzących co ok. 25 tys. lat”? Przyjrzyjmy się dokładniej "części badań", na które powołuje się FOR.

Jako pierwszy cytowany jest artykuł Roberta Essenhigha (skądinąd eksperta sponsorowanego przez koncerny naftowe, znanego z zaprzeczania zmianie klimatu think tanku Heartland Institute) "Potential Dependence of Global Warming on the Residence Time (RT) in the Atmosphere of Anthropogenically Sourced Carbon Dioxide", którego autor utrzymuje, że wzrost koncentracji dwutlenku węgla w atmosferze ma naturalne przyczyny.

Niestety, artykuł Essenhigha to przykład klasycznego non sequitur: z poprawnych, niekontrowersyjnych i powszechnie akceptowanych faktów wyciągnął on błędne konkluzje. Skrótowo mówiąc, stwierdza on, że ponieważ średni czas przebywania wyemitowanej przez nas cząsteczki CO2 w atmosferze wynosi tylko kilka lat, to są one z niej szybko usuwane, a nasze emisje nie mogą powodować wzrostu koncentracji tego gazu w atmosferze.

Tymczasem, chociaż przeciętna cząsteczka dwutlenku węgla pozostaje w atmosferze przez około 5 lat, to kiedy ją opuszcza (na przykład pochłonięta przez wody oceanu) to po prostu zamienia się miejscem z inną molekułą CO2 (uwalnianą z oceanu). To oznacza, że dodanie CO2 do tego już naturalnie krążącego między atmosferą, oceanem i biosferą, spowoduje utrzymanie się wyższych stężeń tego gazu przez tysiące lat. Bardziej szczegółowe wyjaśnienie jest opisane w Mit: CO2 ma krótki czas życia w atmosferze.

Nasuwa się oczywiste pytanie, jak to możliwe, że artykuł zawierający takie elementarne błędy przeszedł recenzję i został opublikowany w czasopiśmie naukowym? Nie powinno być to aż tak zaskakujące, kiedy sprawdzimy, że czasopismem, o którym mowa, jest Energy & Fuels, które zwykle z fizyką atmosfery i geochemią nie ma nic wspólnego. Prawdopodobnie redakcja czasopisma miała problem z nawet wstępną oceną tez Essenhigha i dobraniem dla artykułu kompetentnych recenzentów – zwłaszcza, że Essenhigh zapewne skorzystał z przysługującego mu przywileju i przedstawił redakcji odpowiednie, życzliwe mu kandydatury, których recenzja ograniczyła się do poprawy interpunkcji i pogratulowania autorowi odważnego podejścia do tego jakże ważnego tematu. Tu nasuwa się też drugie oczywiste pytanie: dlaczego autorzy publikacji FOR powołują się na pracę lobbysty Heartland Institute, ignorując jednocześnie setki recenzowanych prac naukowych?

Drugi cytowany przez ekspertów FOR artykuł to "Oxygen isotope and palaeomagnetic stratigraphy of Equatorial Pacific core V28-238: Oxygen isotope temperatures and ice volumes on a 105 year and 106 year scale" Shackletona i Opdyke. W zasadzie trudno domyślić się, co on tutaj robi, skoro o globalnym ociepleniu nie ma tam ani słowa, a publikacja (sprzed ponad 40 lat!) traktuje o zmianach klimatu w plejstocenie. Można się domyślać, że eksperci FOR przekopiowali odnośnik (podobnie jak odnośnik do Essenhigha) z jakiegoś innego opracowania, które gdzieś znaleźli, nie sprawdzając nawet o czym traktuje artykuł, na który się powołują.

Dobór literatury, na której budują uzasadnienie swojej wizji polityki gospodarczej jest raczej niezbyt przekonujący i źle świadczy o obiektywizmie i profesjonalizmie autorów publikacji.

„Takie też wnioski wypływały początkowo z badań IPCC…”

Zaraz za stwierdzeniem, że „wzrost średniej temperatury Ziemi i poziomu dwutlenku węgla w atmosferze jest wynikiem naturalnych procesów, zachodzących co ok. 25 tys. lat”, możemy dowiedzieć się, że „Takie też wnioski wypływały początkowo z badań Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatu (IPCC), póki zmian nie nakazały niektóre państwa.”.

Mogłoby cieszyć, że kolejne źródło ekspertów FOR to raport IPCC. Niestety wygląda na to, że wcale do niego nie zajrzeli. Podają odnośnik do depeszy Associated Press, jednak zamiast oryginalnego tytułu (Climate report struggles with temperature quirks) powołują się na blogi ("US and Europe tried to cover up data showing lack of global warming").

Pierwsza, druga oraz ostateczna wersja raportu IPCC są dostępne online, łatwo jest więc sprawdzić czy i w jakim zakresie zmieniło się stanowisko IPCC w temacie przyczyn globalnego ocieplenia. Jak wytrwale byśmy nie szukali, okaże się, że w żadnej wersji nie znajdzie się „takich wniosków”.

Zmiany dotyczące przyczyn obserwowanego obecnie ocieplenia, owszem, były:

Wersja pierwsza (First Order Draft, koniec 2011 roku)

„Oszacowanie wkładu wymuszeń antropogenicznych i naturalnych (…) pokazuje (bardzo wysoki poziom pewności – very high confidence), że jest bardzo prawdopodobne, że większość zaobserwowanego wzrostu średniej temperatury globalnej od połowy XX wieku jest spowodowane przez obserwowany antropogeniczny wzrost koncentracji gazów cieplarnianych.”

Wersja druga (Second Order Draft, druga połowa 2012 roku)

„Oszacowane wkładu wymuszeń naturalnych i antropogenicznych (…) pokazuje (niemal pewne – extremely likely), że działania ludzi spowodowały większość (co najmniej 50%) obserwowanego wzrostu średniej temperatury globalnej od lat 50. Wkład gazów cieplarnianych w obserwowane ocieplenie można oszacować na 0,6K w okresie 1951-2010 i jest bardzo prawdopodobne (very likely), że był większy od całości zaobserwowanego ocieplenia.”

Wersja ostateczna (wrzesień 2013 roku)

„Jest bardzo prawdopodobne (very likely), że ponad połowa zaobserwowanego wzrostu średniej temperatury powierzchni ziemi pomiędzy 1951 a 2010 r. została spowodowana obserwowanym antropogenicznym wzrostem koncentracji gazów cieplarnianych. (…) Jest niemal pewne (extremely likely), że ponad połowa zaobserwowanego wzrostu średniej temperatury powierzchni ziemi w latach 1951-2010 została spowodowana działaniami ludzi”

Podstawowa różnica, która pojawiła się (w odpowiedzi na komentarze recenzenckie naukowców, a nie rządów!) pomiędzy pierwszą a drugą wersją tego rozdziału raportu, polegała na rozróżnieniu atrybucji części ocieplenia przypisywanej samym gazom cieplarnianym, oraz przypisywanej wszystkim czynnikom antropogenicznym (wpływamy na klimat nie tylko przez emisje gazów cieplarnianych, ale też przez emisję aerozoli siarkowych, sadzy, zmiany użytkowania terenu i in.).

Warto też dodać, że postrzegane z perspektywy czasu prognozy IPCC okazują się nie nazbyt „alarmistyczne”, lecz raczej nazbyt ostrożne. (patrz Mit: Naukowcy z IPCC to alarmiści).

Część badań dowodzi…

Trzeba przyznać, że autorzy publikacji FOR zaasekurowali się stwierdzeniem „część badań dowodzi…”, nie twierdząc, że mają na pewno rację.

Naukowcy uczestniczący w pracach IPCC również posługują się kryteriami prawdopodobieństwa. Najnowszy, V raport konserwatywnego IPCC stwierdza, że jest „niezwykle prawdopodobne” (czyli z prawdopodobieństwem przekraczającym 95%), że to człowiek w sposób dominujący wpłynął na obserwowane od połowy XX wieku ocieplenie. Każe to zastanowić się, jakiego stopnia pewności oczekują autorzy publikacji FOR?

Brak dokładnej wiedzy o niektórych efektach nie unieważnia tego, co wiemy. Powtarzanie, że skoro niektórych kwestii nie rozumiemy w pełni, to nic nie wiemy, świadczy o naiwności i braku zrozumienia natury badań naukowych. Po drugie, duży zakres niepewności nie musi oznaczać, że sprawy ułożą się lepiej, niż teraz prognozujemy – mogą ułożyć się gorzej.

Odpowiedzialni ludzie zabezpieczają się przed ryzykiem nawet przy znacznie niższym prawdopodobieństwie katastrofy – nawet na poziomie promili rocznie. Nie wykupujemy ubezpieczenia od pożaru domu dlatego, że jesteśmy pewni, że nasz dom pójdzie z dymem, ale dlatego, że nie jesteśmy pewni, czy do tego nie dojdzie.

Co zrobisz, jeśli konsylium lekarzy stwierdzi z 95% prawdopodobieństwem, że masz uleczalne stadium śmiertelnie groźnego raka? Poddasz się operacji, która bez wątpienia będzie nieprzyjemna, ale usunie zagrożenie? Czy też może uznasz, że 5% stopień niepewności daje nadzieję, że problemu wcale nie ma? Jednak w trakcie, kiedy Ty czekasz, guz rośnie, a szanse wyleczenia szybko maleją. Będziesz czekać, aż lekarze potwierdzą wcześniejszą diagnozę z 98% prawdopodobieństwem? 99%? 99,99%?

Jak wysokiego stopnia pewności potrzebujemy, żeby poważnie potraktować kwestię ograniczenia emisji i złagodzenia zmiany klimatu? 98%? 99%? 99,99%?

Patrz też Mit: Nauka nie jest pewna w kwestii zmian klimatu, Mit: Zgoda naukowców co do zmiany klimatu jest bez znaczenia, Mit: Przeciwdziałanie zmianie klimatu to nic pilnego

A wnioski gospodarcze?

Większość publikacji FOR poświęcona jest skutkom ekonomicznym unijnego pakietu klimatycznego. Ponieważ skupiamy się na kwestiach merytorycznej zgodności publikacji ze stanem wiedzy naukowej, nie odniesiemy się do tej części, choć tutaj również pojawiły się liczne przekłamania. Krytyczną analizę publikacji można przeczytać tutaj.

Pisząc o kosztach działania, wypadałoby je też zestawić z oszacowaniami długoterminowych skutków i kosztów zmian klimatycznych w przypadku braku polityki klimatycznej, a także z długoterminowymi korzyściami związanymi choćby z redukcją kosztów importu ropy, gazu i węgla, poprawą bezpieczeństwa energetycznego, spadkiem ilości zanieczyszczeń, korzyściami zdrowotnymi, rozwojem innowacyjnych gałęzi przemysłu itd.

Wątpliwe przesłanki gospodarczych wizji

Autorzy FOR w uzasadnieniu swojej wizji polityki gospodarczej korzystają nie z wiedzy naukowej, lecz z nieprawdziwych informacji. I o to właśnie chodzi propagującym mity klimatyczne, prowadzącym dyskusje w mediach, a nie na konferencjach i łamach publikacji naukowych. Dzięki temu możliwe jest zdezinformowanie skądinąd inteligentnych (i opiniotwórczych) ludzi, którzy jednak nie orientują się zbyt dobrze w (faktycznie złożonych) kwestiach nauki o klimacie.

Co można zrobić, kiedy dotychczasowe przekonania okazują się sprzeczne z wiedzą naukową? Ludzie mali wolą zignorować fakty. Ludzie z klasą, pogłębiając swoją wiedzę, włączają ją do swojego światopoglądu.

Stanowisko nauk przyrodniczych jest jednoznaczne – za obecne ocieplenie nie odpowiadają naturalne cykle, lecz działalność człowieka. Mamy szczerą nadzieję, że Forum Obywatelskiego Rozwoju swoje kolejne wypowiedzi w temacie ochrony klimatu będzie opierać na rzetelnej wiedzy naukowej.

Marcin Popkiewicz, Doskonale Szare, prof.Szymon Malinowski

Opublikowano: 2014-08-26 13:20
Tagi

medialny temat

Fundacja UW
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza akceptację polityki cookies.