Co naprawdę mówili klimatolodzy 30 lat temu

Po okresie wzmożonej aktywności negacjonistów klimatycznych podczas szczytu COP24 w Katowicach ich aktywność wyraźnie spadła. Nie wszyscy jednak złożyli broń. Na platformie społecznościowej Twitter dużą popularność zdobyła ostatnio negacjonistyczna wypowiedź Tomasza Wróblewskiego. Na czynniki pierwsze rozłożył ją Doskonale Szary.

Głuchy telefon

Potwierdzeniem postawionej w poprzedniej notce tezy o powolnym uwiądzie negacjonizmu klimatycznego w Polsce niech będzie fakt, że komentuję tweet Tomasza Wróblewskiego, kiedyś redaktora naczelnego dość opiniotwórczych gazet i tygodników, obecnie prezesa bieda-think-tanku Warsaw Enterprise Institute, w którym ostatnio robi za eksperta od klimatu. 10 lat temu tezy Wróblewskiego byłyby pewnie opublikowane w “Rzeczpospolitej” czy “Wprost”, dzisiaj stały się tylko natchnieniem dla innego prawicowego dziennikarza, który swoje spiskowe teorie o tym, że “klimatolodzy oszukują nas od dekad” opublikował na niszowym portalu wGospodarce.

Ale choć to, co napisali Wróblewski i Siudaj nie zasługuje na poważną polemikę, zdaję sobie niestety sprawę, że niesprostowane stwierdzenia będą krążyć po internetach przez wiele lat, jako niezbity dowód niewiarygodności i nierzetelności klimatologów. Dzisiaj przyjrzymy się więc twierdzeniom naukowców sprzed 30 lat, i mam nadzieję że przy okazji się czegoś nauczymy.

Najpierw wypadałoby jednak te twierdzenia znaleźć, a głuchy telefon prawicowych publicystów (Siudaj cytujący Wróblewskiego cytującego Wall Street Journal cytujący depeszę Associated Press cytującą dyrektora U. N. Environment Program cytującego ustalenia raportu UNEP) niestety tego nie ułatwia. I choć źródłowa depesza AP większość wypowiedzi Noela Browna parafrazuje, nie jest trudno zorientować się, że lead depeszy:

A senior U.N. environmental official says entire nations could be wiped off the face of the Earth by rising sea levels if the global warming trend is not reversed by the year 2000.

Wysoki rangą urzędnik ONZ ds. ochrony środowiska mówi, że całe narody mogą zostać wymazane z powierzchni Ziemi przez podnoszenie się poziomu mórz, jeśli trend globalnego ocieplenia nie zostanie odwrócony do 2000 r.

odnosi się konkretnie do państw wyspiarskich takich jak Malediwy, oraz że chodzi o długoterminowe skutki zmiany klimatu, w postaci wzrostu poziomu wszechoceanu, będące konsekwencją braku redukcji emisji gazów cieplarnianych przed rokiem 2000:

He said governments have a 10-year window of opportunity to solve the greenhouse effect before it goes beyond human control. As the warming melts polar icecaps, ocean levels will rise by up to three feet, enough to cover the Maldives and other flat island nations, Brown told The Associated Press in an interview on Wednesday.

Powiedział, że rządy mają 10-letnie okno możliwości na rozwiązanie problemu efektu cieplarnianego, zanim wyrwie nam się spod kontroli. W miarę jak ocieplenie powoduje topnienie polarnych pokryw lodowych, poziom oceanów wzrośnie nawet o trzy stopy (ok. 1 metra), co wystarczy, aby zalać Malediwy i inne płaskie kraje wyspiarskie, Brown powiedział The Associated Press w udzielonym w środę wywiadzie.

Faktycznie, wzrost poziomu morza o podaną wartość w praktyce zmusiłby większość populacji Malediwów i innych podobnych państw wyspiarskich do masowej emigracji, choć sam proces dezintegracji lądolodów i spowodowany nim wzrost poziomu wszechoceanu oczywiście trwałby znacznie dłużej, niż 10 czy 30 lat.

W depeszy AP jest też mowa o przewidywanym wzroście średniej globalnej temperatury:

The most conservative scientific estimate that the Earth’s temperature will rise 1 to 7 degrees in the next 30 years, said Brown. […] He said even the most conservative scientists “already tell us there’s nothing we can do now to stop a … change” of about 3 degrees.

Według najbardziej konserwatywnych oszacowań naukowych temperatura Ziemi wzrośnie o 1 do 7 stopni w ciągu najbliższych 30 lat, powiedział Brown. [....] Powiedział, że nawet najbardziej konserwatywni naukowcy "już mówią nam, że nie będziemy w stanie zapobiec... zmianie [temperatury] o około 3 stopnie.

Z treści depeszy AP nie wynika, czy poziomem referencyjnym dla zmiany temperatury jest koniec lat 80., czy też chodzi o wzrost ponad poziom przedindustrialny. Biorąc jednak pod uwagę, że Brown jest Amerykaninem i udzielał wywiadu amerykańskiej agencji prasowej, podane wartości prawie na pewno były wyrażane w stopniach Fahrenheita.

Okładka raportu IPCC

Rysunek 1: Okładka I raportu podsumowującego IPCC (źródło).

Na szczęście nie musimy rekonstruować tego, co naprawdę myśleli 30 lat temu naukowcy w oparciu o depeszę AP, bo w 1990 roku IPCC opublikowało swój pierwszy raport podsumowujący ówczesny stan badań nad klimatem, odnosząc się do tych samych badań, o których wspomina szef amerykańskiego biura UNEP. Raport ten zawierał również prognozy przyszłego globalnego ocieplenia, koncentrując się na dwóch parametrach, których zmianę było najłatwiej przewidzieć: średniej globalnej temperatury, oraz zmiany poziomu wszechoceanu.

W raporcie IPCC przedstawiło cztery scenariusze, oraz dla każdego z nich przedział związany z niepewnością dotyczącą czułości równowagowej klimatu. W scenariuszu Biznes-jak-zwykle, bez redukcji emisji gazów cieplarnianych, tempo ocieplenia na przełomie XX i XXI wieku wynosiło 0,3°C na dekadę (w przedziale 0,2-0,5°C). W trzech scenariuszach stabilizacji i ograniczenia emisji gazów cieplarnianych, średnie tempo ocieplenia wynosiło około 0,2°C (scenariusz B) i 0,1°C (scenariusze C i D) na dekadę.

Rzeczywista zmiana temperatury w okresie 1989-2018 to około 0,21°C na dekadę (szacunek oparty o reanalizę ERA5), więc wypada w dolnym zakresie scenariusza BAU, i powyżej średniego tempa ocieplenia w scenariuszach z redukcją emisji.

Rysunek 2: Zmiana średniej temperatury globalnej według czterech scenariuszy z IPCC FAR oraz reanalizy ERA5 (kolor czerwony).

Dlaczego podane są różne scenariusze?

Naukowcy nie są wróżkami, i nie potrafią przewidzieć, jak będzie wyglądać przyszła historia ludzkości. Potrafią jednak przewidzieć, jak zmieni się klimat Ziemi, jeśli podejmiemy określone decyzje polityczno-gospodarczo-społeczne, których konsekwencją jest różne tempo emisji gazów cieplarnianych. Dlatego, aby pomóc decydentom w badaniu skutków tych decyzji, klimatolodzy rozważają scenariusze różniące się, na poziomie regionalnym, tempem przyrostu populacji, rozwoju gospodarczego, miksu energetycznego, infrastruktury transportowej, i tak dalej. Trzeba tutaj podkreślić, że twórcy tych scenariuszy nie mają ambicji, aby dokładnie trafić w rzeczywistą trajektorię przyszłej historii ludzkości, chodzi o przedstawienie wariantów, które swoim zakresem będą obejmować cały szereg potencjalnych możliwości, umożliwiając analizę skutków różnych decyzji i konsekwencji wyborów cywilizacyjnych.

Spośród tych konsekwencji, klimatologów interesuje głównie (choć nie tylko) emisja gazów cieplarnianych. Przyglądając się założeniom 4 scenariuszy IPCC z 1990 roku, widać że historia potoczyła się trochę inaczej, niż każdy z rozważanych 30 lat temu scenariuszy. Jak wspomniałem wyżej, scenariusz IPCC Business-as-Usual z 1990 rok zakładał brak redukcji emisji gazów cieplarnianych, jednak w rzeczywistości emisję niektórych gazów zredukowano niemal do zera: chodzi tutaj o związki chlorowcopochodne, zwane popularnie freonami. Związki te uszkadzają warstwę ozonową oraz są silnymi gazami cieplarnianymi, zatem ich wycofanie ograniczyło tempo globalnego ocieplenia.

Scenariusz BAU, podobnie jak scenariusz redukcyjny B, zakładał że emisja freonów do atmosfery zostanie w ciągu 10 lat ograniczona o połowę (zgodnie z zapisami Protokołu Montrealskiego), i pozostanie na takim poziomie do końca XXI wieku, czego konsekwencją byłby wzrost — co prawda spowolniony, ale wciąż wzrost — ich zawartości w atmosferze. Scenariusze C i D zakładały ich całkowite wycofanie, co dzięki podpisanej w 1990 roku Poprawce londyńskiej do Protokołu Montrealskiego faktycznie nastąpiło.

Inną istotną różnicą jest wolniejsze tempo wzrostu poziomu metanu w atmosferze, które też nieco ograniczyło wzrost temperatury, jaki w rzeczywistości zaobserwowaliśmy. Również koncentracja dwutlenku węgla przyrastała nieznacznie wolniej, niż założono w scenariuszu A.

Rysunek 2: Zmiana koncentracji dwutlenku węgla i metanu w scenariuszach IPCC FAR oraz według pomiarów historycznych (kolor czerwony).

Nie powinno być zatem zaskakujące, że obserwowane globalne ocieplenie wypada gdzieś pomiędzy scenariuszami A i B (Frame i Stone, 2012).

Oczywiście, głównym antropogenicznym gazem cieplarnianym jest CO₂, którego emisje wciąż rosną, a niektóre skutki globalnego ocieplenia są już, w praktyce, nieuniknione i nieodwracalne. Przykładem może być cofanie się linii gruntowania i rozpad szelfów antarktycznych, prowadzący do przyspieszającej utraty masy przez lądolód (Paolo i in., 2015). Nie pomaga nam tutaj też niechęć do zmiany status quo i obawa polityków przed podejmowaniem odważnych decyzji, które sprawiają iż przebudowanie naszej cywilizacji tak, by mogła opierać się o bezwęglowe źródła energii, przebiega tak opornie.

Ale to, że niektórych skutków zmiany klimatu nie da się już uniknąć nie oznacza, że należy usprawiedliwiać brak jakichkolwiek działań. Faktycznie, kolektywnie jako ludzkość zawaliliśmy pierwsze podejście do redukcji emisji gazów cieplarnianych 30 lat temu. Jednak globalne ocieplenie nie jest problemem binarnym, który można rozwiązać albo nie, i prawdopodobnie nigdy nie będzie tak źle, żeby nie mogło być jeszcze gorzej. I tym optymistycznym akcentem…

Źródło: Doskonale Szare

Opublikowano: 2019-04-04 11:00
Tagi

klimatyczne bzdury

Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza akceptację polityki cookies.