Sekrety historii wyłaniające się spod topniejących lodowców

Zagubieni wędrowcy, podróżnicy, narciarze, żołnierze, (roz)mrożone wirusy i mamuty – takie znaleziska czekają na archeologów w topniejących lodowcach. Glacjoarcheologia przeżywa dziś prawdziwe przyśpieszenie.

Zdjęcie: schron Holandia. Mały drewniany budynek ze spadzistym dachem na tle ośnieżonych szczytów.

Rysunek 1: Hollandiahütte – widok dzisiejszy. W tle szczyty Schinhorn, Lonzahörner, Lötschentaler Breithorn i Bietschhorn. Zdjęcie: Konkord (licencja CC BY-SA 3.0).

Był wczesny czwartkowy poranek 4 marca 1926 roku, gdy trzej bracia Ebenerowie – Johann, Cletus i najmłodszy Fidelis, wyruszyli na wycieczkę narciarską, zabierając ze sobą sąsiada, Maxa Riedera. Kippel, mała wioska w alpejskiej dolinie Lötschental, była zasypana śniegiem po okna domów, a w miarę marszu w górę doliny śniegu tylko przybywało. Życie w Alpach wymagało znakomitej kondycji, więc żwawo mijali kolejne coraz wyżej położone wioski i przysiółki. Dalej było już tylko dziko – skały, lód i śnieg. Gdy dotarli do wypukłej, pokrytej gruzem krawędzi lodowca Langgletscher, tempo marszu nieco spadło. Znali go jednak, więc łatwo ominęli strefę pęknięć i szli dalej pod górę, ku grani wieńczącej dolinę, ciesząc się z kolejnej wspólnej wyprawy. Tym razem krótkiej, bo obiecali, że najpóźniej następnego dnia wieczorem będą z powrotem w Kippel.

Dobrze przed południem widzieli już grań i stojący na niej schron Hollandiahütte, gdzie spędzić mieli najbliższą noc. W kilka godzin pokonali dystans 17 kilometrów i blisko 2000 m przewyższenia. Nie był to ich rekord, ale na turystach spotkanych przed schronem wynik ten zrobił wrażenie. Czuli się świetnie, a do tego pogoda dopisywała. Przed nimi rozpościerał się widok na pięknie ośnieżonego giganta – największy lodowiec Alp, Aletschgletscher, i jego słynną Konkordię, miejsce gdzie łączą się ze sobą cztery strumienie lodowcowe.

Zdjęcie: Jęzor lodowca Aletsch, rozległa lodowa „rzeka” pomiędzy górami.

Rysunek 2: Jęzor lodowca Aletsch (Aletschgletscher) latem. W oddali widoczna Concordia, miejsce połączenia kilku strumieni lodu. Fot. Dirk Beyer, CC BY SA 2.0.

Napalili w kominku, zjedli chleb i kilka kawałków wędzonego jelenia. Umiarkowany wiatr nie budził obaw. Konkordia była w zasięgu ręki, wystarczyło zjechać łagodnie kawałek w dół lodowca Aletsch i przed wieczorem wrócić na noc do schronu. Po południu zaczęli zbierać się do wymarszu, ale na wszelki wypadek Cletus zostawił w chatce kartkę z rezerwacją: „Można korzystać z przegotowanej wody, ale zostawcie drewno. Będziemy tu spać dziś, 4 marca”. Wyruszyli na lekko, bez plecaków. Gdy stanęli przed schronem gotowi do wymarszu, nad postrzępionym horyzontem zaciemniło się. Mimo to zeszli z grani i szybko zjechali na Aletschgletscher. Wkrótce potem pogoda się załamała. Zamieć śnieżna trwała trzy dni.

86 lat później kości trójki braci odnalazła para angielskich turystów. Leżały rozrzucone na powierzchni jęzora lodowca 13 kilometrów od Hollandiahütte, a wraz z nimi skórzane buty, fajka, lornetka i inne wyprawowe utensylia z początku XX wieku. Znaleziska, choć sensacyjne, nie odpowiedziały na zbyt wiele pytań o przyczynę tragedii, która w owym czasie wstrząsnęła całą okolicą. Z pomocą jednak przyszli glacjolodzy, którzy w oparciu o znajomość fizyki ruchu lodu zrekonstruowali trajektorię ciał na przestrzeni ostatnich dekad. Z analiz wynika, że bracia zginęli zaledwie 1–2 kilometry od schronu, dość daleko od ścian skalnych. A więc to raczej nie lawina ich zabiła. Prawdopodobnie zabłądzili w zamieci i zamarzli nie odnalazłszy drogi do chatki. Szczątki braci dotarły do Konkordii dopiero w 1980 roku, zagrzebane pod dwustoma metrami lodu, a szczątków Maxa do tej pory nie odnaleziono. Jeżeli odłączył się od grupy i zginął w innym miejscu, być może pozostanie w lodzie jeszcze przez długie lata. Lód może być bowiem naturalną długoterminową przechowalnią dla przeróżnych obiektów.

Lodowe sarkofagi Alp

Opisany wyżej przypadek nie jest odosobniony, bo ludzkie szczątki odnajdywane są na alpejskich lodowcach regularnie, np. pary zaginionej w 1942 roku czy narciarza z roku 1963. Zdarzają się jednak szczątki znacznie starsze, jak podróżnika, który pokonywał Alpy na przełomie XVI i XVII wieku, po którym zostały m.in. kawałki kości, elegancki rapier i pistolet, widoczne na rys. 2.

Zdjęcie: pozostałości podróżnika znalezione na lodowcu Theodul. Ułożone obok siebie fragmenty kości, rapier, sztylet, zestaw małych noży, kilka monet, obuwie.

Rysunek 3: Pozostałości alpejskiego podróżnika znalezione na szwajcarskim lodowcu Theodul. Źródło Alterauge i in., 2015, fot. Michel Martinez.

Topniejące śniegi oddają światu także liczne znaleziska militarne, na przykład wrak samolotu w Szwajcarii. Szczególnie dużo wojennych pamiątek znajduje się jednak w północnych Włoszech. Podczas pierwszej wojny światowej (1914–1918) trwały tam wysokogórskie walki między żołnierzami Włoch, Austro-Węgier, a także Niemiec (tzw. Biała Wojna). Schronienia przed nieprzyjacielem i mrozem szukano czasem w tunelach specjalnie drążonych w skałach, które po wojnie popadały w zapomnienie i stopniowo wypełniały się śniegiem i lodem. Jeden z takich schronów topniejący lód odsłonił na stokach góry Scorluzzo (3095 m n.p.m.) w 2015 roku w pobliżu miasteczka Bormio, ofiarowując archeologom setki doskonale zachowanych przedmiotów z epoki, m.in. ubrań, notatek i amunicji. Według Stefana Morosiniego, badacza historii tego obszaru,

te schrony to kapsuły czasu Białej Wojny, pomagające nam zrozumieć ekstremalne i głodowe warunki, których doświadczali żołnierze. Wiedza, którą możemy dziś zdobyć dzięki znaleziskom, jest pozytywną konsekwencją negatywnego zjawiska zmiany klimatu.

W kontekście globalnego ocieplenia przywykliśmy do informacji jednoznacznie negatywnych, więc wydawać by się mogło, że powyższe słowa są jakimś pocieszeniem – oto mamy w końcu dobrą stronę wzmożonego topnienia lodowców. Bardziej skomplikowana prawda jest taka, że nie wszystkie lodowe znaleziska zawdzięczamy wyłącznie rosnącej temperaturze. Kości trójki braci Ebenerów nawet w stabilnym klimacie wytopiłyby się w końcu na Aletschgletscher, bo... tak funkcjonują lodowce. Czyli jak?

W górnych częściach lodowców rok po roku gromadzi się śnieg, więc przedmiot tam zagubiony zostanie po jakimś czasie zasypany i znajdzie się pod powierzchnią. Po wielu latach śnieg wokół przedmiotu zostanie sprasowany i zmieni się w lód lodowcowy, a ponieważ lód ten spływa powoli z góry na dół (dzięki deformacji i poślizgowi po podłożu), zagubiony przedmiot będzie poruszał się wraz z nim, najczęściej w tempie od jednego metra miesięcznie do jednego metra dziennie. Zatopione w lodzie obiekty przenoszone są do niższych i tym samym coraz cieplejszych stref, w których topnienie na powierzchni lodowca przeważa nad gromadzeniem śniegu. W efekcie, w niższych częściach lodowców wytapiane są kolejne warstwy lodu, a wszystko co w nich do tej pory podróżowało pojawia się na powierzchni. Wyłaniające się na światło dzienne szczątki są zwykle dość zniszczone przez ruch lodu i niekoniecznie mówią nam wiele o stanie lokalnego klimatu, bo w końcu pojawiłyby się na powierzchni nawet wtedy, gdyby lodowiec rósł, a nie malał.

Wbrew pozorom lodowce górskie nie są zamrażarką idealną, a ich ruch najczęściej kruszy to, co jest w nich zagrzebane. Inaczej jest jednak z lodem nieruchomym, np. niewystarczająco stromym lub zbyt cienkim, aby mógł się deformować, jak chociażby ten, który otworzył wejście do schronów na górze Scorluzzo. W takich przypadkach odsłaniane przez zanik lodu przedmioty rzeczywiście często zawdzięczają odkrycie ociepleniu klimatu. Tylko taki stagnujący lub bardzo powolny lód może działać jak prawdziwy sarkofag, który nie uszkodzi przechowywanych w nim skarbów i zapewni im ochronę na długie lata. Czasem bardzo długie, jak w przypadku tyrolskiego człowieka lodu, szerzej znanego jako Ötzi.

Zimne mumie

W 1991 roku gruchnęła sensacyjna wiadomość – z płaskiego płata lodu w Alpach, na granicy austriacko-włoskiej, wyłoniło się zmumifikowane ciało człowieka.

 Zdjęcia: pozostałości wędrowca wmarzniętego w lodowiec – fragment mumii wystającej z lodu, mumia w laboratorium, opisywana przez naukowca.

Rysunek 4: Ötzi. Na górze wciąż wmarznięty w lodowiec bezpośrednio po znalezieniu we wrześniu 1991 r. (zdj. H. Simon, Wikipedia). Na dole mumia Ötziego w trakcie badań (źródło Muzeum Archeologiczne Płd. Tyrolu).

Wyniki szczegółowych badań zwłok rozeszły się po mediach całego świata – oto odnaleziono zakonserwowane ciało z epoki brązu. Oryginalna hipoteza ostatnich chwil życia Ötziego, jak wkrótce nazwano odkrycie, mówi, że zmarł w rowie na górskim wypłaszczeniu, po czym przykrył go śnieg i lód. Oznaczałoby to, że jego odkrycie zawdzięczamy zniknięciu masy lodu, która znajdowała się tam nieprzerwanie przez ostatnie ponad pięć tysięcy lat.

Nie jest to jednak pewne. Niektórzy archeolodzy są zdania, że Ötzi zmarł nie w rowie, lecz na śniegu. Ciało w rowie miałoby być osadzone dopiero po jego stopieniu (miesiące lub wiele lat później), podczas gdy płat lodu, który z czasem zakrył ciało, pojawiał się i znikał na przestrzeni dziejów, sporadycznie eksponując mumię na działanie czynników środowiskowych. Możliwe więc, że lód okalający mumię był znacznie młodszy niż wcześniej zakładano, co nie zmienia faktu, że jej odkrycie zawdzięczamy rosnącej temperaturze (więcej o badaniach i kontrowersjach wokół Ötziego można przeczytać tutaj). Niezmiennie jednak Ötzi pozostaje jedyną tak dobrze zachowaną i jednocześnie tak starą mumią wytopioną bezpośrednio z lodu, m.in. dzięki temu, że lód ten był nieruchomy. Mumia dała bezcenny wgląd w życie ówczesnych ludzi – co jedli, jak się ubierali, w co wierzyli – oraz impuls do rozwoju archeologii lodowcowej, nowej dziedziny nauki zajmującej się wytapianymi z lodu artefaktami i ciałami sprzed lat.

Zdjęcie: Ötzi – rekonstrukcja, figura o kształcie człowieka, z zarostem, w prymitywnym ubraniu i z bronią.

Rysunek 5: Rekonstrukcja Ötziego z koszykami z kory brzozowej, toporkiem, łukiem i kołczanem (zdj. Melotzi, Wikipedia).

W Europie poza Alpami archeologia lodowcowa rozwija się szybko w Norwegii, szczególnie w ramach projektu Secrets of the Ice. Pod szczególną obserwacją znajdują się tu małe wieloletnie płaty lodu, zbyt cienkie, aby wykazywały istotny ruch, a więc takie, które mogą konserwować pamiątki po dawnych wydarzeniach. Dziś, gdy klimat Norwegii jest coraz cieplejszy, a płaty lodu trwające tu od wieków szybko znikają, na ich obrzeżach pojawiają się liczne artefakty, często z czasów Wikingów: strzały, podkowy, kości, elementy garderoby lub kompletne miecze. Mimo licznych odkryć wciąż czekamy na drugą po Ötzim lodową mumię w Europie. Szanse na takie znalezisko istnieją, bo lodowcowych mumii jest z pewnością więcej. Dowodzi tego przypadek z zachodniej Kanady.

Rysunek 6: Post z Instagrama SecretsOfTheIce, pokazujący doskonale zachowaną strzałę liczącą 1500 lat. Źródło Instagram.

W 1999 roku w prowincji Kolumbia Brytyjska w dolnej części jednego z lodowców odnaleziono częściowo zmumifikowane szczątki człowieka sprzed około 200–300 lat. Był to tak zwany Kwäd̖āy Dän Ts'ínch̖i, co w wolnym tłumaczeniu z lokalnego języka oznacza „odnaleziony dawno zaginiony człowiek”. Mimo że znacznie młodsze, jego ciało nie było jednak tak dobrze zachowane, jak w przypadku Ötziego. Nie jest też eksponowane w muzeum – po przeprowadzeniu podstawowych badań szczątki spalono zgodnie z rytuałem lokalnej rdzennej społeczności.

W zimnych regionach archeolodzy odnajdują sporadycznie nie tylko przypadkowe pamiątki, lecz także starannie przygotowane stare groby i złożonych w nich ludzi, których ciała zachowały się do naszych czasów dzięki konserwującemu wpływowi przemarzniętego gruntu, tzw. wieloletniej zmarzliny, często występującej w formie lodowo-glebowej mieszanki. Przykładami mogą być Księżniczka z Ukoku sprzed 2,5 tysiąca lat z gór Ałtaj, mumie Inuitów z Grenlandii z XV wieku czy mumie członków tragicznej ekspedycji Franklina poszukującej w latach 1840 przejścia północno-zachodniego wzdłuż północnych wysp Kanady, Świętego Graala arktycznej żeglugi. Także w wysokich partiach Andów w Ameryce Południowej wielokrotnie natrafiono na mumie ofiar składanych bóstwom przez Inków. Precyzyjnie mówiąc nie są to jednak mumie lodowe, bo zwłoki konserwuje tu nie lód, lecz mróz, suche powietrze i ograniczona ilość tlenu, więc ich odkrywanie to najczęściej raczej sukces poszukiwań archeologicznych lub czysty przypadek, niż efekt ocieplenia klimatu. Do najlepiej zachowanych na świecie należą około 500-letnie Dzieci z Llullaillaco.

Mumie ludzkie to jednak wierzchołek góry lodowej, bo te zwierzęce odnajdywane są częściej. Szczególnie wiele okazów wytopiło się ze zmarzliny Syberii, degradowanej obecnie przez silne ocieplenie klimatu w regionie. To istne prehistoryczne zoo, w którym można obejrzeć z bliska wymarłe gatunki zwierząt z okresu, gdy północną Europę i Polskę pokrywał gruby lód, a więc nawet sprzed kilkudziesięciu tysięcy lat: mamutów, psowatych, nosorożców, niedźwiedzi, nie wspominając nawet o przywróconych do życia po tysiącach lat mikroskopijnych wrotkach oraz bakteriach, grzybach i wirusach. Co ważne, ta ostatnia grupa żyjątek lub para-żyjątek po przebudzeniu może być czasem zagrożeniem dla ludzi, jak pokazała niedawna epidemia wąglika w północnej Rosji.

Rysunek 7: Zmumifikowany młody mamut odnaleziony w syberyjskiej zmarzlinie. Fot. James St. John, Wikipedia.

Zmiana klimatu daje i odbiera

Pozornie ocieplenie klimatu jest zapowiedzią złotych czasów archeologii lodowcowej, ale każdy kij ma dwa końce. Smutny fakt, że alpejskie lodowce należą do najszybciej topniejących na świecie sprawia, że w najbliższych dekadach możemy faktycznie spodziewać się coraz większej liczby odkryć. To archeologiczne El Dorado nie potrwa jednak długo, bo przy dalszym pompowaniu w powietrze coraz większych ilości CO2 do 2100 roku wytopi się tam ponad 90 procent współczesnej objętości lodu. Z pewnością niejeden bezcenny skarb zdąży przed odkryciem ulec zniszczeniu po wyeksponowaniu na działanie czynników zewnętrznych: słońca, deszczu, wiatru, zwierząt, roślin i całej gamy procesów fizycznych i chemicznych. Podobnie w Norwegii i w innych obszarach zlodowaconych – po całkowitym wytopieniu lodu zniknie ochronny sarkofag.

Nie tylko zanik lodu jest jednak problemem dla reliktów przeszłości. Na obrzeżach Grenlandii, największej wyspy świata, której centrum pokrywa potężny lądolód, badacze historii od lat próbują rozwikłać jedną z wielkich zagadek archeologii. Około roku 1000 na wyspę przybyli Wikingowie pod wodzą Eryka Rudego, aby 400 lat później nagle ją opuścić, krótko po osiągnięciu szczytu rozwoju. Czy to przez epidemię? A może przez katastrofę naturalną? Być może nie zdążymy poznać odpowiedzi o przyczynę tej ucieczki, bo prędzej cenne informacje ulegną zatarciu. Erozja wybrzeży podtapia ruiny nadmorskich osad, a coraz grubsza pokrywa roślinna utrudnia potencjalne odkrycia. W końcu, coraz większa liczba dni z dodatnią temperaturą sprzyja bakteriom rozkładającym materię organiczną, w tym drewno, podstawowy budulec w tamtych czasach. Szacunki archeologów wskazują, że do końca XXI wieku rozkładowi może ulec kilkadziesiąt procent materiału pochodzenia organicznego, bez którego bardzo trudno będzie zdobywać wiedzę o dawnych mieszkańcach wyspy. „Tracimy wszystko. W zasadzie to podziemny odpowiednik Biblioteki Aleksandryjskiej, w której szaleje pożar”, powiedział dla New Yorker prof. Thomas McGovern, archeolog.

Zdjęcie: ruina kościoła Hvalsey, widać niewielką kamienną budowlę bez dachu, wokół trawa, w tle woda.

Rysunek 8: Kościół Hvalsey, najlepiej zachowane ruiny okresu Wikingów na Grenlandii. Źródło Number 57, Wikipedia.

Czas niszczy każdy zabytek, ale zmiana klimatu przyspiesza ten proces nie tylko w chłodnych regionach Ziemi, lecz na całym świecie. Lubisz skoczyć na wakacje do Grecji, Hiszpanii, Chorwacji czy Włoch i cieszyć oko tamtejszymi zabytkami? To wiedz, że niektóre miejsca dziedzictwa kulturowego są coraz bardziej zagrożone erozją i wzrostem poziomu Morza Śródziemnego. Podobnie jest na wybrzeżu USA, gdzie wiele stanowisk archeologicznych może za jakiś czas pochłonąć woda lub nasilające się pożary. Na każdym kontynencie zagrożone są bezcenne ślady dawnych czasów, które są pamięcią naszej globalnej historii. Wiele z nich stracimy, zanim na dobre zrozumiemy ich znaczenie – czy to w lodowcowych dolinach Alp, czy na peruwiańskiej pustyni.

dr Jakub Małecki, autor bloga Glacjoblogia

Opublikowano: 2021-07-05 09:44
Tagi

lodowce pomiary i obserwacje

Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza akceptację polityki cookies.