Wyrażenie „sam sprawdziłem”, lub z angielskiego „zrobiłem własny «risercz»”, wydaje się dziś wszechobecne. Często używane jest przez tych, którzy nie akceptują „głównego” nurtu nauki lub mediów, wyznawców teorii spiskowych i innych, którzy kreują się na niezależnych myślicieli. Pozornie wydaje się to uzasadnione. Cóż może być złego w szukaniu informacji i wyrabianiu własnego zdania?

Ten tekst powstał w oparciu o wpis ze strony Thinking is Power prowadzonej przez Melanie Trecek-King.

Człowiek na krześle przed komputerem. Na ekranie komputera napis „To, w co obecnie wierzę…” W dymku napis
„Chcę poznać PRAWDĘ, zrobię więc WŁASNY risercz.”
Źródło: Thinkingispower.com (przerobione napisy na język polski – praca własna).

Na początek wyjaśnijmy, co kryje się za „robieniem własnego «riserczu»”, bo angielskie sformułowanie „do your own research” można rozumieć na kilka sposobów. W przypadku tego tekstu chodzi przede wszystkim o to, w jaki sposób szukamy informacji w internecie – i czy aby na pewno stoi za tym rzetelne i profesjonalne podejście, wzorowane na tym, jak robi się badania naukowe. W rzeczywistości nie jest to bowiem tak łatwy proces, jakby się wielu osobom mogło wydawać i trudno przeprowadzić go poprawnie, gdy samemu nie jest się ekspertem.

Jakie są więc problemy z „robieniem własnych badań” w potocznym rozumieniu tego pojęcia?

1. Nie na tym polega robienie badań naukowych

Znaczenie słów jest ważne. Kiedy naukowcy używają słowa „badania”, mają a myśli systematyczny proces badawczy. Dowody są gromadzone i oceniane w bezstronny, obiektywny sposób, a metody te muszą być dostępne dla innych naukowców w celu ich powtórzenia.

Natomiast gdy ktoś mówi, że sam „zrobił «risercz»”, często ma na myśli użycie wyszukiwarki w celu znalezienia informacji, potwierdzających to, co już uważa za prawdziwe. Wszyscy jesteśmy podatni na efekt potwierdzenia, który jest szczególnie silny, gdy chcemy akceptować jakiś wniosek (lub nie chcemy).

Metoda naukowa jest podejściem do zrozumienia rzeczywistości, które bierze pod uwagę, że mózg ludzki może być tendencyjny a nawet wadliwy. Dlatego prawdziwe badania naukowe polegają raczej na próbie udowodnienia samemu sobie, że się mylimy, a nie, że mamy rację.

2. Nie jesteś tak mądrą osobą, jak ci się wydaje

Jeśli nie jesteś ekspertem w dziedzinie, którą „badasz”, prawie na pewno nie jesteś w stanie w pełni zrozumieć niuansów i złożoności tematu. O byciu ekspertem świadczą wyższe stopnie naukowe, opublikowane badania i lata doświadczenia w swojej poddziedzinie. Specjaliści znają materiał dowodowy i metodologię stosowane przez badaczy. I co ważne – są świadomi tego, czego nie wiedzą.

Czy eksperci mogą się mylić? Pewnie. Ale jest to O WIELE mniej prawdopodobne niż to, że myli się ktoś, kto ma niewielkie pojęcie o temacie.

Myślenie, że można „przeprowadzić własne badania” na tematy naukowe, takie jak zmiana klimatu lub szczepionki mRNA, jest oszukiwaniem samego siebie. To tzw. efekt Dunninga-Krugera: będziesz bardzo pewnym siebie, będąc w błędzie.

Tak, informacje są powszechnie dostępne. Ale to nie znaczy, że masz specjalistyczną wiedzę, aby je zrozumieć. Poznaj więc swoje granice.

Źródło: Tom Gauld w New Scientist (przerobione napisy na język polski – praca własna).

Badania naukowe są skomplikowane

Nauka jest skomplikowana. Przykładowo, badania nad zmianą klimatu wymagają wiedzy ekspertów z różnych dziedzin (np. nauk o Ziemi, nauk przyrodniczych, nauk fizycznych) i środowisk (np. ośrodki akademickie, rządy, przemysł) z niemal każdego kraju na świecie, a każdy z nich przygląda się zagadnieniu za pomocą innych metod. Ich odkrycia muszą przejść wzajemną ocenę, w ramach której inni eksperci sprawdzają ich pracę przed publikacją.

Skomplikowana jest również literatura, bo różne badania dostarczają dowodów różnego rodzaju i o różnej jakości. Mogą też prowadzić do nieco odmiennych wniosków – zwłaszcza jeśli wykorzystują odmienne metodologie. Ekspert w temacie ma rozeznanie w tych niuansach, dla laika mogą być one poważną barierą w zrozumieniu tego, jak dane badanie ma się do całościowego obrazu sytuacji. W badaniach liczy się też powtarzalność wyników. Czym innym jest jedno badanie potwierdzające jakąś tezę, a czym innym 20 takich badań. W skrócie – powtarzalne wyniki prowadzące do tego samego wniosku dają większą pewność, że jest on solidny.

A do tego mamy jeszcze media, które donoszą o nowych badaniach w sposób budujący sensację, sugerujący ich przełomowość i obalenie dotychczasowej wiedzy, co zwykle nie ma zbyt wiele wspólnego z rzeczywistością.

Cały ten bałagan może sprawić, że opinia publiczna zacznie myśleć, że naukowcy „nic nie wiedzą” i „zawsze zmieniają zdanie”. Albo, że możesz wierzyć, w co zechcesz, ponieważ istnieje „nauka”, „badanie”, a nawet „ekspert”, który wspiera to, co chcesz, aby było prawdą.

Czekając na dowód

Większość ludzi zdaje się rozumieć, że nauka jest godna zaufania. W końcu to nauce i wynikającej z niej technologii zawdzięczamy naszą współczesną jakość życia. Niestety, jest wiele rzeczy, których opinia publiczna na temat nauki nie rozumie. Łącznie z nieprzemijającym mitem, że nauka coś udowadnia.

Twierdzenia naukowe nigdy nie są ostatecznie udowodnione. Nauka jest procesem zmniejszania niepewności. Naukowcy starają się weryfikować i obalać przyjęte wyjaśnienia, a kiedy im się to nie udaje – akceptują je. Inni naukowcy również próbują im udowodnić, że się mylą (a naukowcy UWIELBIAJĄ się nie zgadzać). Najlepszym sposobem, aby naukowiec wyrobił sobie nazwisko, jest odkrycie czegoś nieznanego lub obalenie dawno przyjętego wniosku.

Proces systemowego krytycznego weryfikowania hipotez stworzono po to, by wyeliminować efekt potwierdzenia. Ci, którzy nalegają na „dowody naukowe” przed zaakceptowaniem dobrze ugruntowanej nauki, albo są wprowadzani w błąd, albo świadomie wykorzystują fundamentalną cechę nauki, aby uniknąć akceptacji jakichś jej wniosków.

Dlaczego powinniśmy ufać nauce i ekspertom

Ale wróćmy do „prowadzenia badań”. Niebezpieczeństwo z tym związane jest takie, że osoby niedoinformowane lub nieuczciwe mogą wybierać pojedyncze badania, a nawet eksperta, aby poprzeć konkretny wniosek lub próbować wykazać, że nauka jest bardziej niepewna, niż ma to miejsce w rzeczywistości. Zwłaszcza, gdy ludzie chcą danego wniosku zaakceptować, bo wielu z tych, którzy „prowadzą własne badania”, robi to, by zaprzeczyć wiedzy naukowej. Nie zarzucamy przy tym złej woli osobom, które czytają te słowa. Chodzi nam bardziej o wyczulenie czytelników na tezy niezgodne z wiedzą naukową, które – świadome błędów lub nie – stawiają często osoby „robiące własny risercz”.

Koniec końców wiedza jest wysiłkiem społeczności. Nie myślimy samodzielnie – i to właśnie kolektywne zdobywanie wiedzy czyni z ludzi gatunek odnoszący sukcesy. Problem polega na tym, że nie zawsze potrafimy rozpoznać, gdzie kończy się nasza wiedza, a gdzie zaczyna się wiedza społeczności. Dlatego właśnie dla każdego, kto nie jest ekspertem w danej dziedzinie, najlepszą szansą na zdobycie wiedzy jest zaufanie zgodnej opinii większości ekspertów w danej dziedzinie. Bez „własnych badań”.

Szymon Bujalski na podstawie i Thinking is Power, konsultacja dr Magdalena Budziszewska.


Zajrzyj także do innych artykułów zaczerpniętych ze strony Thinking is Power: