Działalność człowieka – przede wszystkim spalanie paliw kopalnych i zmiany w użytkowaniu terenu – doprowadziły już do wzrostu koncentracji dwutlenku węgla w powietrzu o ok. 50% (Friedlingstein i in., 2023, WMO 2023). To dobrze udokumentowany fakt naukowy. Mimo to, wciąż zdarza się, że ktoś próbuje wmówić opinii publicznej, że jest inaczej. Ostatnio jako podbudowa posłużył do tego artykuł naukowy On Hens, Eggs, Temperatures and CO2: Causal Links in Earth’s Atmosphere, (Koutsoyiannis i in., 2023) czasami prezentowany mylnie jako stanowisko lub wyniki analizy przeprowadzonej przez brytyjskie Towarzystwo Królewskie. Poniżej znajdziecie nasz komentarz.

Ilustracja przygotowana za pomocą narzędzia Dall-E.

W ostatnich tygodniach furorę w mediach społecznościowych robią wpisy na temat artykułu Koutsoyiannis i inni (2023) zatytułowanego On Hens, Eggs, Temperatures and CO2: Causal Links in Earth’s Atmosphere, który ukazał się na łamach czasopisma SCI wydawnictwa MDPI. Często we wpisach zawarte są odnośniki do innego, dwuczęściowego artykułu tych samych autorów Koutsoyiannis i inni 2022aKoutsoyiannis i inni 2022b, opublikowanego w znacznie bardziej renomowanym Proceedings of the Royal Society A, który koncentruje się na metodach badawczych dzięki którym autorzy doszli do wniosków podanych w omawianym tekście.

W streszczeniu pracy Koutsoyiannis i inni (2023) autorzy piszą:

„Naukowe, a także powszechne zainteresowanie związkiem między temperaturą atmosfery (T) a stężeniem dwutlenku węgla ([CO2]) jest ogromne. Zgodnie z powszechnie zakładanym związkiem przyczynowo-skutkowym, wzrost [CO2] powoduje wzrost T. Jednak ostatnie doniesienia [naukowe – autorzy myślą prawdopodobnie o swoich poprzednich artykułach] podają w wątpliwość to założenie, pokazując, że związek ten jest typu „jajko czy kura”, a nawet jednokierunkowy, ale przeciwny do powszechnie zakładanego. W doniesieniach tych przedstawiono zaawansowane ramy teoretyczne do testowania przyczynowości w oparciu o stochastyczną ocenę potencjalnie przyczynowego związku między dwoma procesami za pomocą funkcji odpowiedzi na impuls. Wykorzystując te ramy i dalej je rozwijając oraz stosując najdłuższe dostępne współczesne szeregi czasowe globalnie T i [CO2] rzucamy światło na potencjalną przyczynowość między tymi dwoma procesami. Wszystkie dowody wynikające z analiz sugerują jednokierunkowy, potencjalnie przyczynowy związek z T jako przyczyną i [CO2] skutkiem. Związek ten nie jest reprezentowany w modelach klimatycznych, których dane wyjściowe również przebadano przy użyciu tych samych metod, i uzyskano związek przeciwny do tego, który stwierdzono przy użyciu rzeczywistych pomiarów.”

Jak sami Państwo widzą streszczenie brzmi rewelacyjnie i sugeruje niezwykłe odkrycie naukowe o wielkiej doniosłości, podważające niemal całą naszą wiedzę o systemie klimatycznym.

Jak autorzy doszli do tak mocnych wniosków? Skąd reakcja środowiska naukowego, krytykująca opublikowane teksty czy to na portalu z otwartymi uwagami PubPeer, czy w krytycznym artykule w Proceedings of the Royal Society A Asbrink (2023)? Czy i w jakim stopniu wnioski autorów są wiarygodne? Nie będziemy w tym tekście przytaczać tych krytyk, podaliśmy odnośniki aby czytelnicy sami mogli się z nimi zapoznać, sami natomiast przeprowadzimy niezależną analizę tez Koutsoyiannisa i współautorów.

Brytyjskie Towarzystwo Królewskie

Wpisy czy komunikaty na temat prac Koutsoyiannisa i kolegów często zaczynają się od sformułowań typu „Brytyjskie Towarzystwo Królewskie opublikowało wyniki analizy…”, sugerujących, że chodzi o badania przeprowadzone przez Royal Society lub oficjalne stanowisko tej organizacji.

Jak łatwo sprawdzić, autorzy wspomnianych wyżej prac nie reprezentują Royal Society, a informacje o zmianie klimatu na stronie tej instytucji odzwierciedlają ogólnie panujący naukowy konsensus w tej sprawie (globalne ocieplenie zachodzi i jest powodowane przez ludzkość emitującą do atmosfery gazy cieplarniane).

Jak [nie]szukać przyczynowości

Zaczniemy od jajka, czyli od pomysłu na określanie przyczynowości, na który wpadli autorzy. W tekście Koutsoyiannis i inni 2022a zatytułowanym Revisiting causality using stochastics: 1. Theory opisują go tymi słowami:

„Wychodząc od idei stochastycznych układów przyczynowych, rozszerzamy ją na bardziej ogólną koncepcję przyczynowości jajko-czy-kura, która obejmuje jako szczególne przypadki klasyczne układy przyczynowe, potencjalnie przyczynowe i anty-przyczynowe. Rozważania teoretyczne pozwalają na opracowanie skutecznego algorytmu, mającego zastosowanie do wielkoskalowych układów otwartych, które nie są ani sterowalne, ani powtarzalne. Wyprowadzenie i szczegóły algorytmu opisujemy w niniejszym artykule, podczas gdy w artykule towarzyszącym ilustrujemy i prezentujemy proponowane zastosowania za pomocą szeregu studiów przypadków. Niektóre z nich są kontrolnymi przykładami syntetycznymi, a inne rzeczywistymi przykładami dotyczącymi interesujących problemów naukowych.”

Jednym słowem autorzy proponują pewien teoretyczny algorytm, który ma odpowiadać na pytanie „co jest przyczyną, a co skutkiem” w skomplikowanych systemach czy układach, w których zależności przyczynowo-skutkowe są ukryte i niekoniecznie widocznie wprost. Uważają, że wynaleźli test, który abstrahując od powiązań fizycznych w tych systemach, lecz jedynie wykorzystując metody stochastyczne, pozwala odpowiedzieć na to pytanie.

Dalsze wgłębienie się w tekst pozwala stwierdzić, że ten algorytm może jeszcze więcej. Wystarczy wziąć dwie dowolne wielkości w tym systemie i dysponując jedynie informacją o ich zmienności w czasie stwierdzić, która bardziej wpływa na drugą. W tym momencie czytania artykułu powinna zapalić się się czerwona lampka. Przecież w skomplikowanym systemie możliwe są sytuacje gdy np. jedna i druga badana wielkość są efektem (skutkiem) trzeciej przyczyny, czy trzeciej i czwartej, albo między nimi może nie zachodzić zależność przyczynowo-skutkowa, albo mogą być elementami pętli sprzężeń, żeby tylko wyliczyć kilka możliwości.

Wgłębiając się bardziej w teksty artykułów postanowiliśmy poszukać ograniczeń, jakie autorzy narzucili na swoją metodę. W pewnym miejscu napisali wprawdzie że „pokazują jedynie warunki konieczne, a nie wystarczające aby określić przyczynowość”, lecz w artykułach z zastosowaniami nie podali już tych, czy innych zastrzeżeń. We wszystkich tekstach brak jest dokładniejszych założeń, przy których ich metoda ma szansę działać. Testując algorytm autorzy podają wprawdzie kilka przypadków, w których jego wynik działania zgodny jest ze znaną przyczynowością, ale w żaden sposób nie dowodzą ogólności swojej metody.

Matematyczne badania przyczynowości

Metody matematyczne mające na celu ustalenie kierunku przyczynowości między dwom seriami czasowymi mają historię już ponad 40-letnią. Według niedawnego artykułu przeglądowego (Edinburgh i inni, 2021) są to między innymi:

  • metody oparte na regresji, które używają wektorów „niedawnej historii” jako predyktorów w modelu (np. przyczynowość Grangera),
  • metody informatyczne, które opierają się na ideach warunkowej wzajemnej informacji (np. entropia transferowa),
  • metody oparte na dynamice przestrzeni stanów, (np. konwergentne mapowanie krzyżowe),
  • modele graficzne, które skalują oszacowania wnioskowania przyczynowego do wielowymiarowych systemów zmiennych dla identyfikacji przyczyn.

Mimo pewnych sukcesów tych metod, żadna z nich nie jest idealna i każda „ma swoje zalety i wady, i nie istnieje jedna metoda, której ogólna wydajność przewyższa wszystkie inne” (Edinburgh i inni, 2021). Jest to zapewne przyczyną niewielu rzeczywistych sukcesów tych metod w literaturze nauk o Ziemi.

Metoda opisana Koutsoyiannis i inni 2022a i użyta w omawianych artykułach nie została niestety porównana z wcześniej istniejącymi i dlatego trudno powiedzieć czy w czymś je przewyższa, choć jest pewnym rozszerzeniem przyczynowości Grangera, uznanej w tekście Edinburgh i inni, 2021 za stosunkowo najlepszą.

Metoda Koutsoyiannisa i kolegów nie działa

Zgodnie z regułami dowodzenia i obalania twierdzeń matematycznych, aby obalić ogólną tezę, nie trzeba się wdawać w głębsze analizy – wystarczy pokazać konkretny przypadek, który jej przeczy. To jeden z wariantów metody dowodzenia przez zaprzeczenie, czyli reductio ad absurdum (sprowadzenia do absurdu), od dawna znanej w logice. Otóż tak się składa, że sami autorzy algorytmu stosując go, pokazują właśnie taki przypadek, choć sami tego nie zauważają.

O co chodzi? Ależ tak, o te wspomniane artykuły, które robią furorę w internecie. Zajmijmy się najpopularniejszym, bo obecnym w otwartym dostępie, artykułem On Hens, Eggs, Temperatures and CO2: Causal Links in Earth’s Atmosphere.

Wykorzystując swój algorytm, Autorzy badają wybraną satelitarną serię średnich globalnych anomalii temperatury T(UAH) oraz koncentracji dwutlenku węgla [CO2] w atmosferze, a ściślej anomalii logarytmu tej koncentracji) z Mauna Loa. Dlaczego logarytmu? Czy dlatego, że w wielu podręcznikach fizyki atmosfery pokazuje się, że wymuszenie radiacyjne przez CO2 opisane jest taką zależnością? Bynajmniej. Uzasadniają to tym, że logarytmowanie często używane jest w literaturze ekonomicznej (co u krytycznego czytelnika zapala kolejną czerwoną lampkę). Wynik zastosowania algorytmu sugeruje, że przyczyną wzrostu koncentracji CO2 w atmosferze jest wzrost średniej temperatury globalnej.

Dalej autorzy powtarzają to samo ćwiczenie z serią danych o temperaturze z reanalizy NCEP/NCAR oraz uzupełniają dane o CO2 serią z Bieguna Południowego i dochodzą do tej samej konkluzji. W kolejnych etapach przeprowadzają szereg dodatkowych analiz, aby odfiltrować efekty cyklu rocznego. Wynik bez zmian.

Jeszcze dalej autorzy rozszerzają swoje analizy na wyniki symulacji numerycznych CMIP6 na okres od 1850 roku i dochodzą do tego samego wniosku: i w tych danych ich metodyka wskazuje przyczynowość Δ𝑇 → Δln[CO2] pomimo tego, że w symulacjach CMIP6 wymuszeniem jest wzrost koncentracji gazów cieplarnianych, a efektem rosnąca anomalia temperatury.

I właśnie tym ostatnim testem Autorzy pokazali, że ich metoda dostarcza wyników niekoniecznie zgodnych z rzeczywistością. Symulacja z użyciem modelu systemu ziemskiego to eksperyment, w którym kontrolujemy warunki wymuszające ewentualne zmiany klimatu. Mamy więc pełną wiedzę na temat tego, który czynnik zaczął się w tej wirtualnej rzeczywistości zmieniać jako pierwszy, a który zmienił się w wyniku tego wymuszenia i praw fizycznych rządzących systemem klimatycznym (przepływami energii, ruchami powietrza, zmianami w pochłanianiu gazów przez ocean itd.).

W symulacjach CMIP6 „zarządzono” zmianę koncentracji gazów cieplarnianych i sprawdzono, co się w wyniku tego procesu stanie. Metoda Koustoyiannisa pokazała więc w tym przypadku jednoznacznie błędny wynik, przyczynowość jest odwrotna niż w badanym skomplikowanym układzie, czyli modelu!

Jeszcze dalej autorzy rozszerzają swoje analizy na uśrednione wyniki symulacji numerycznych wieloma modelami systemu ziemskiego CMIP6 na okres od 1850 roku i dochodzą następujących wniosków: dla symulacji przeważająca  przyczynowość jest odwrotna niż dla obserwacji:  Δln[CO2] → Δ𝑇 zgodnie z faktycznym ich przebiegiem. Pamiętajmy że w symulacjach w kontrolowany sposób wymuszeniem jest wzrost koncentracji gazów cieplarnianych, a efektem rosnąca anomalia temperatury.

Warto wspomnieć że zależność logarytmiczną Δln[CO2]→ Δ𝑇 dostajemy nie tylko w skomplikowanych modelach systemu ziemskiego, ale i w prostych obliczeniach modelami transferu radiacyjnego, opisywanymi w wielu podręcznikach i wykonywanych przez studentów na całym świecie, a zrozumienie tej zależności wywodzi się od czasów Tyndalla i Arrheniusa, czyli II połowy XIX wieku.

Pomimo tego że w okresie lat 1850-2021 wyniki symulacji  kilkudziesięciu modelami w granicach błędu zgadzają się z wynikami obserwacji mamy dwie konkluzje co do przyczynowości. Według autorów w danych „rzeczywistych” występuje zależność Δ𝑇 → Δln[CO2], w uśrednionych wynikach symulacji wieloma metodami odwrotna.

Czy nie jest to paradoks? Empiryczna konfrontacja wyników symulacji  z rzeczywistością fizyczną przestała być kryterium ich poprawności, a stała się nią stochastyczna, nie do końca uzasadniona metoda oceniania przyczynowości.

Okazało się (to niestety częsty przypadek) że nie tylko autorzy tekstów naukowych miewają słabsze chwile. Pierwszy autor niniejszego tekstu popularnego (Szymon Malinowski) nie ustrzegł się niedopatrzenia i błędu. Jednak recenzja uważnego czytelnika (dziękuję) na profilu fejsbukowym Nauki o klimacie została u nas potraktowana poważnie. Skorygowaliśmy odpowiednio tekst i jeden z wniosków. Tym razem błąd nie doprowadził do błędnej konkluzji (mamy taką nadzieję, szukajcie dalszych, jesteśmy gotowi na uzasadnione korekty).

To właśnie metoda korekcji błędów powoduje, że dobrze udokumentowana, wielokrotnie sprawdzona i odpowiednio korygowana wiedza naukowa jest jedną z najbardziej wartościowych rzeczy jaką my, ludzie, umiemy stworzyć.

Co miałoby powodować wzrost temperatury?

Przyznacie, że po tak wielkiej pracy nad udowadnianiem swojej tezy łatwo ulec przekonaniu że warto jej wyniki opublikować. Jednak cały czas autorzy mają wątpliwości i szukają uzasadnień, podając ich całą długą listę. Piszą:

„… Ponieważ zidentyfikowaliśmy temperaturę atmosfery jako przyczynę, a stężenie w atmosferze CO2 jako skutek, można pokusić się o zadanie pytania: Co jest przyczyną współczesnego wzrostu temperatury? Najwyraźniej odpowiedź na to pytanie jest znacznie trudniejsza, ponieważ nie możemy już przypisywać wszystkiego żadnemu pojedynczemu czynnikowi.

Nie twierdzimy, że znamy odpowiedź na to pytanie, którego badanie znacznie wykracza poza zakres tego artykułu.”

Do pewnego stopnia zgadzamy się z tym cytatem. Nie ma pojedynczego czynnika, choć oczywiście są czynniki dominujące, jest wymuszenie antropogeniczne, są sprzężenia, szeroko opisywane i w Raportach IPCC i w wielu publikacjach oraz podręcznikach. Jednak kolejne zdania wprawiają w osłupienie:

„Nie wierzymy również, że teoria klimatyczna głównego nurtu, która koncentruje się na ludzkich emisjach CO2 jako głównej przyczynie i traktuje wszystko inne jako sprzężenie zwrotne jednej głównej przyczyny, może wyjaśnić, co działo się na Ziemi przez 4,5 miliarda lat zmieniającego się klimatu.”

To jest chochoł

Emisje antropogeniczne jako wyjaśnienie tego co działo się przez 4,5 miliarda lat? Czy Autorzy NAPRAWDĘ nie przeczytali fizycznych części Raportów IPCC? Nie znają podręczników? Nie wiedzą, co to są wymuszenie radiacyjne i nierównowaga radiacyjna? Twierdząc, jakoby „teoria klimatyczna głównego nurtu” nie uwzględniała możliwości wystąpienia wymuszeń (przyczyn zmian klimatu) innych niż ludzkie emisje CO2, stawiają chochoła, którego następnie ochoczo starają się obalić:

„Niemniej jednak, jako produkt uboczny, w dodatkach do artykułu przedstawiamy kilka wskazówek dotyczących następujących kwestii:

1. Zależność cyklu węglowego od temperatury jest dość silna i rzeczywiście duże wzrosty [CO2] mogą pojawić się w wyniku wzrostu temperatury. Innymi słowy, pokazujemy, że naturalne zmiany [CO2] spowodowane wzrostem temperatury są znacznie większe (o współczynnik > 3) niż emisje ludzkie (Dodatek A.1).

2. Istnieją procesy, takie jak albedo Ziemi (które zmienia się w czasie, jak każda inna cecha systemu klimatycznego), oscylacja El Niño-Southern Oscillation (ENSO) i zawartość ciepła w górnej warstwie oceanu (reprezentowana przez uśrednioną pionowo temperaturę w warstwie 0-100 m), które są potencjalnymi przyczynami wzrostu temperatury. Inaczej niż w przypadku [CO2], ich zmiany poprzedzają zmiany temperatury (Dodatek A.2, Dodatek A.3 i Dodatek A.4).

3. W dużej skali czasowej analiza danych paleoklimatycznych wspiera prymat kierunku przyczynowego T → [CO2], nawet jeśli w tej kwestii pozostają pewne kontrowersje (Dodatek A.5).”

Ups… Znaczy jednak… wiadomo, że zmiana albedo (wymuszenie radiacyjne) czy redystrybucja energii w oceanie (ok. 95% magazynu energii w systemie klimatycznym) mają wpływ na zmiany temperatury powietrza przy powierzchni Ziemi. Oraz to, że w wolnym cyklu węglowym zmiany temperatury mogą prowadzić do zmian w koncentracji CO2. Te i inne fakty nie stanowią odkrycia Autorów artykułu. Są dobrze opisane nie tylko w raportach IPCC, ale też nawet podręcznikach podstawowej wiedzy o klimacie, co pokazuje, że „teoria klimatyczna głównego nurtu” bynajmniej nie uznaje antropogenicznej emisji CO2 za główną przyczynę wszystkich zmian klimatu.

Naturalne i spowodowane przez człowieka zmiany koncentracji CO2

Po postawieniu chochoł został obalony, ale znowu, bez zauważenia przez autorów konsekwencji. Żeby je zrozumieć zajmijmy się wspomnianą wyżej tezą autorów że naturalne zmiany koncentracji [CO2] w atmosferze są większe o czynnik 3 niż te spowodowane przez ludzkie emisje. Ten wynik powinien ich zastanowić, ale jak widać przeszli nad nim do porządku dziennego.

Bilans węglowy, zmiany w obiegu węgla w przyrodzie, badają tysiące naukowców i setki grup naukowych na świecie. Dane doświadczalne zbierają od lat, a po wielokrotnej weryfikacji, kompilacji i sprawdzeniu są one udostępniane w światowych bazach danych, np. tu.

Pamiętajmy, że nie chodzi tylko o CO2, ale i metan, i o skład izotopowy węgla, i w końcu o ubytek tlenu w atmosferze wskutek spalania paliw kopalnych, a nie np. wymiany CO2 między np. oceanem a atmosferą czy emisje wulkaniczne tego gazu, które nie powodują zmian zawartości tlenu.

Badając relacje przyczynowo-skutkowe autorzy sami powołują się na dane o cyklu węglowym i bilansie węgla w atmosferze Friedlingstein i inni, 2022. I sama praca i rysunek 2 z niej pokazują, że bilans węgla w skali roku nie domyka się na poziomie 0,3 GtC (gigatony węgla), czyli na poziomie ok. 3% emisji związanych z działalnością człowieka (patrz ilustracja poniżej). Taka część emisji umyka na razie pomiarom i nie jesteśmy pewni, gdzie ląduje. Resztę potrafimy wyjaśnić: pomiary pokazują, że odpowiednie ilości węgla pojawiają się w atmosferze i oceanie, oraz są pochłaniane przez roślinność czy gleby.


Ilustracja 1: Bilans wymiany węgla pomiędzy atmosferą i powierzchnią Ziemi (średnia z lat 2012-20
21). Strzałkami oznaczono roczne przepływy dwutlenku węgla(w gigatonach węgla na rok) a kółkami – rezerwuary (w gigatonach węgla) Friedlingstein i inni, 2022
.

Tymczasem Koutsoyiannis i koledzy twierdzą, że oprócz 3% emisji antropogenicznych „gubimy” gdzieś także „naturalne zmiany [CO2]”, które miałyby wynosić 300% naszych emisji.

Pójdźmy dalej tym tropem i obejrzyjmy przedstawioną w ostatnim Raporcie IPCC analizę zmiany obiegu węgla w przyrodzie na podstawie setek badań (nie tylko cytowanych przez nas), od początku epoki przemysłowej (ilustracja 2).


Ilustracja 2: Zaburzenia cyklu węglowego i zmiany zasobów węgla w rezerwuarach biogeochemicznych od początkuepoki przemysłowej. Źródło: IPCC AR6 WG1 (2021) rozdział 5

Widać tam, że w atmosferze przybyło, ze spalania paliw kopalnych od 1850 roku, około 280 Gt CO2, około połowę tego, co zawarte jest w całej roślinności na świecie. Widać też, że ludzie wyemitowali w tym czasie niemal 2 razy więcej CO2 niż pozostało w atmosferze (470Gt, w tym ok 445 Gt ze spalania paliw kopalnych i 25Gt netto ze zmian użytkowania terenu).

Gdyby podany przez Autorów czynnik 3 potraktować poważnie to znaczyłoby że „zgubiliśmy” w budżecie węglowym równoważnik niemal 1500 Gt CO2, czyli wartości większej niż w wieloletniej zmarzlinie, 3 razy większej niż w roślinności, i to nie zaburzając ani sygnatury izotopowej, ani ubytku tlenu, które jednoznacznie dokumentują źródło przyrostu koncentracji CO2 w atmosferze. Druga opcja jest to, że mamy złe dane o spalaniu paliw kopalnych i że w efekcie spaliliśmy ich 3 razy mniej, że wszystkie raporty o wydobyciu, dane o handlu, eksporcie, imporcie itd. były trzykrotnie zawyżone a przypadkiem, z nieznanych cykli biogeochemicznych dostał się do atmosfery węgiel organiczny który uległ w niej utlenieniu.

Sprzeczność wniosku autorów z dobrze i wielorako udokumentowanymi danymi doświadczalnymi jednoznacznie dowodzi, że nie mają racji. Stwierdzenia w zawarte ich tekstach są nie do utrzymania w świecie rzeczywistym. Pokazaliśmy ich absurdalność i w ten sposób zamykamy nasz dowód.

Konkluzja, taka trochę ogólniejsza...

W tym miejscu wiemy już na pewno, że autorzy nie odkryli nowego twierdzenia matematycznego jednoznacznie identyfikującego związki przyczynowo-skutkowe w układach złożonych.

Jest powiedzenie „statystycznie można udowodnić wszystko”. Chyba jednak to powiedzenie nie jest prawdziwe. Trochę przykro, że ani autorzy, ani recenzenci nie wyłowili sprzeczności i niejasności w pracy. Zdarza się, w nauce mamy wiele podobnych przykładów. Szkoda, ale powszechnie znaną prawdą jest, że brak zdrowego sceptycyzmu w stosunku do własnego pomysłu badawczego potrafi zaprowadzić na manowce. Po kilku paroksyzmach powstają kolejne prace, które obalają błędne rozumowania czy wyniki, i nauka posuwa się do przodu.

Każdy naukowiec ma prawo się mylić. Publikacje o których piszemy się są jakimś szczególnym wyjątkiem. Czy to znaczy, że wszystko jest w porządku? Niestety nie. Jak już napisaliśmy zarówno w analizie wyników jak i w procesie recenzji zabrakło zdrowego sceptycyzmu. Nadzwyczajne wyniki wymagają nadzwyczajnych uzasadnień, czego zrozumienia nie było ani na etapie przygotowywania prac, ani na etapie ich recenzji.

Nieumyślnym, acz mającym poważne konsekwencje skutkiem takich zdarzeń w dzisiejszym świecie, pełnym sprzecznych doniesień i dezinformacji, może być (i jest w tym przypadku) podkopywanie społecznego zaufania do nauki. Niestety, cały czas społeczeństwa nie rozumieją, że nauka, przynajmniej w zakresie nauk przyrodniczych, skutecznie weryfikuje wyniki pracy poszczególnych naukowców, czy grup badawczych. Opublikowanie jednej, czy kilku publikacji z błędami czy nieścisłościami nie obala dobrze uzasadnionej eksperymentalnie wiedzy naukowej. Dopiero wiele kolejnych eksperymentów i znalezienie oraz wyjaśnienie błędu czy nieścisłości w poprzednich wynikach pozwala na aktualizację wiedzy. Nadzwyczajne wyniki zawsze, a szczególnie we wrażliwych społecznie obszarach wiedzy, warto traktować ze zdrowym naukowym sceptycyzmem.

prof. dr hab. Szymon Malinowski, prof. dr hab. Jacek Piskozub, dr Aleksandra Kardaś

Fajnie, że tu jesteś. Mamy nadzieję, że nasz artykuł pomógł Ci poszerzyć lub ugruntować wiedzę.

Nie wiem, czy wiesz, ale naukaoklimacie.pl to projekt non-profit. Tworzymy go my, czyli ludzie, którzy chcą dzielić się wiedzą i pomagać w zrozumieniu zmian klimatu. Taki projekt to dla nas duża radość i satysfakcja. Ale też regularne koszty. Jeśli chcesz pomóc w utrzymaniu i rozwoju strony, przekaż nam darowiznę w dowolnej wysokości

Avatar photo
Autor:
Szymon Malinowski
Autor:
Jacek Piskozub, Aleksandra Kardaś