Watykan. Zdjęcie: Carlos Mazorra (Pexels).

Czy religia może zmienić sposób, w jaki myślimy o kryzysie klimatycznym i naszej odpowiedzialności za środowisko? Co o szkodzeniu przyrodzie mówi Watykan? Jak narodził się termin „ekobójstwo” i czy pojawi się kiedyś w prawie międzynarodowym? I czym jest optymizm, który nie pozwala siedzieć z założonymi rękami?

O tym wszystkim przeczytasz w październikowym wydaniu Newslettera o klimacie, który zaczyna się felietonem dr Jagody Mytych.

Klimatyczna zbrodnia i kara: nowe granice odpowiedzialności?

Choć nie można mówić o przełomie w realizacji polityk klimatycznych, we wrześniu w debacie publicznej pojawiły się trzy interesujące kwestie, które zmieniają język, w jakim mówi się o odpowiedzialności i sprawiedliwości klimatycznej. Watykan przedstawił koncepcję „grzechu ekologicznego” – nadając moralny i religijny wymiar odpowiedzialności człowieka za zmianę klimatu i degradację środowiska. Z kolei w Belgii weszły w życie przepisy dotyczące ekobójstwa (ecocide), w ramach których za najpoważniejsze umyślne szkody środowiskowe przewidziano nawet 20 lat więzienia. Natomiast na potrzebę odpowiedzialnego działania, ale też nadziei klimatycznej, zwrócił uwagę następca brytyjskiego tronu, książę William. Czy odwołanie się do sumienia, prawa i naszej zdolności do działania może zmienić sposób, w jaki myślimy o odpowiedzialności za klimat?

Watykan: mamy moralny obowiązek chronić wspólny dom

Koncepcja „grzechu ekologicznego” pojawia się w dokumencie „Prendersi cura della nostra Casa comune: Risposta responsabile e fraterna al Dio trinitario” (Troska o nasz wspólny dom: odpowiedzialna i braterska odpowiedź Bogu w Trójcy Jedynemu), opracowanym przez Międzynarodową Komisję Teologiczną i zatwierdzonym do publikacji 21 sierpnia 2026 roku. Autorzy wolą jednak mówić o „grzechu przeciwko stworzeniu i Stwórcy”, podkreślając, że niszczenie środowiska narusza nie tylko relację człowieka z przyrodą, lecz także z Bogiem.

Choć Kościół katolicki niekoniecznie jest pierwszą instytucją, która przychodzi na myśl w kontekście działań na rzecz klimatu, przedstawiona w dokumencie koncepcja nie jest zupełnie nowa. Rozwija idee znane z encykliki „Laudato si’” papieża Franciszka, ujmując kryzys ekologiczny nie tylko jako problem środowiskowy, lecz także społeczny, etyczny i duchowy.

Autorzy dokumentu wskazują, że jednym ze źródeł tego kryzysu jest sposób, w jaki człowiek postrzega swoje miejsce w przyrodzie – jako jej właściciel i użytkownik, a nie uczestnik sieci wzajemnych zależności. Odrzucają przekonanie o prawie do nieograniczonej eksploatacji środowiska i podkreślają, że troska o nie stanowi obowiązek moralny nawet niezależnie od obecnego kryzysu klimatycznego.

Co istotne, grzech ekologiczny nie jest tu rozumiany wyłącznie w kategoriach indywidualnej odpowiedzialności. Ma również wymiar strukturalny, ponieważ degradacja środowiska wiąże się z systemami produkcji i konsumpcji, decyzjami gospodarczymi oraz nierównościami społecznymi. Proponowana przez autorów „etyka troski o wspólny dom” obejmuje zatem nie tylko ochronę przyrody, lecz także ograniczanie nadmiernej konsumpcji, solidarność z ubogimi i sprawiedliwy podział zasobów. Nie znajdziemy tu jednak wytycznych nowej polityki klimatycznej ani szczegółowego programu redukcji emisji. Dokument jest przede wszystkim apelem o zmianę wartości i postaw, a nie tylko o przemiany technologiczne.

Jeśli chodzi o łączenie wiary z wiedzą naukową o klimacie, profesor Katharine Hayhoe od lat pokazuje, jak wartości religijne mogą wspierać komunikację naukową. I to w Teksasie! W opublikowanym w 2019 roku na łamach „The New York Times” tekście „Jestem klimatolożką, która wierzy w Boga” wyjaśniła, że poświęciła się badaniom klimatycznym właśnie z powodu, a nie na przekór, swojej wiary. Jak podkreślała, „zmiana klimatu w nieproporcjonalnie dużym stopniu dotyka ludzi ubogich i znajdujących się w trudnej sytuacji – tych, którzy już dziś są najbardziej narażeni na ryzyko”, więc troska o klimat jest dla niej sposobem realizacji chrześcijańskiego przykazania miłości bliźniego.

Jako fizyczka atmosfery i ewangelikalna chrześcijanka Hayhoe nie szuka religijnego uzasadnienia dla ustaleń naukowych. Odwołuje się natomiast do wartości bliskich wspólnotom religijnym, by pokazać, dlaczego wiedza o zmianie klimatu powinna mieć dla nich znaczenie.

„To właśnie przeprowadzka do Teksasu sprawiła, że zaczęłam zastanawiać się, jak rozmawiać o zmianie klimatu” – opowiadała w wywiadzie dla „The New Yorkera”. „Byłam jedyną klimatolożką w promieniu ponad trzystu kilometrów”. Kiedy zaczęła spotykać się z lokalnymi wspólnotami religijnymi, słyszała: „Oczywiście, że ci zależy – przecież jesteś naukowczynią”. W 2009 roku postanowiła więc otwarcie powiedzieć o swojej chrześcijańskiej wierze, choć – jak przyznawała – było to dla niej trudne, bo to nie jest to coś, co zwykle robią ludzie nauki. Wspominała, że czuła się, jakby odsłaniała przed słuchaczami własną duszę. Jak relacjonuje, dzięki temu publiczność stała się jednak bardziej otwarta na jej argumenty. „Nie chodzi o ratowanie planety – chodzi o ratowanie nas samych” – podkreśla na spotkaniach Hayhoe. A mówiąc o religijnym znaczeniu skruchy i nawrócenia, dodawała: „To właśnie oznacza nawrócenie. Zmienić kierunek”.

W książce „Saving Us: A Climate Scientist’s Case for Hope and Healing in a Divided World” (2021) opisuje rozmowy z konserwatywnymi wspólnotami chrześcijańskimi, w których punktem wyjścia nie jest przekonywanie słuchaczy do porzucenia ich tożsamości, lecz pokazanie, że troska o klimat może wynikać z wartości, które już wyznają.

Belgia: ekobójstwo jako przestępstwo

Czy za niszczenie środowiska można odpowiadać tak jak za inne najpoważniejsze przestępstwa? W Belgii odpowiedź na to pytanie przybrała już konkretną formę prawną. W lutym 2024 roku parlament przyjął reformę kodeksu karnego, wprowadzającą ekobójstwo (ecocide) jako odrębne przestępstwo. Nowe przepisy weszły w życie 1 września 2026 r. Za umyślne spowodowanie szczególnie poważnych, rozległych i długotrwałych szkód środowiskowych, w przypadkach objętych nowym prawem, grozi nawet dwadzieścia lat więzienia.

Samo pojęcie ekobójstwa nie jest nowe; ma historię sięgającą lat 70. XX wieku. To właśnie wtedy amerykański biolog Arthur Galston użył go do opisania masowego niszczenia lasów podczas wojny w Wietnamie, spowodowanego stosowaniem przez wojsko amerykańskie środka Agent Orange. Kilkadziesiąt lat później brytyjska prawniczka Polly Higgins przywróciła je do debaty publicznej, postulując uznanie ekobójstwa za piątą zbrodnię międzynarodową, obok ludobójstwa, zbrodni przeciwko ludzkości, zbrodni wojennych i zbrodni agresji. Idea, która narodziła się jako próba nazwania wojennych zniszczeń przyrody, zaczęła stopniowo przenikać do krajowych systemów prawnych.

Postulat uznania ekobójstwa za zbrodnię międzynarodową powraca również dziś. We wrześniu 2024 roku Vanuatu, Fidżi i Samoa zaproponowały wpisanie go do Statutu Rzymskiego Międzynarodowego Trybunału Karnego. Nieprzypadkowo inicjatywa wyszła od niewielkich państw wyspiarskich Pacyfiku, szczególnie zagrożonych skutkami kryzysu klimatycznego, do którego historycznie przyczyniły się w niewielkim stopniu. Propozycja zmierza do stworzenia możliwości pociągania do odpowiedzialności karnej nie tylko bezpośrednich sprawców, ale również osób podejmujących decyzje na najwyższych szczeblach władzy politycznej i gospodarczej.

„Pytanie brzmi tylko: kiedy” – przekonywał prawnik Philippe Sands, komentując perspektywę uznania ekobójstwa za zbrodnię międzynarodową. Droga do tego pozostaje długa. Jednak samo przesunięcie debaty od pytania o koszty zniszczenia środowiska do pytania o odpowiedzialność jego sprawców jest znaczące.

Moralne potępienie i sankcje karne wyznaczają granice tego, co uznajemy za niedopuszczalne. Nie odpowiadają jednak wprost na pytanie, jak zmobilizować społeczeństwa do działania.

Książę William: optymizm, który nie pozwala zwlekać

Interesującą perspektywę proponuje książę William, który w opublikowanym we wrześniu na łamach „The Independent” artykule „This summer has shown the climate crisis is here. Now we must act” zaapelował o „urgent optimism” – optymizm, który nie pozwala zwlekać.

Podobnie jak Katharine Hayhoe, która nie przekonywała swoich rozmówców do porzucenia wiary, lecz pokazywała, jak wartości, które już wyznają, mogą stać się motywacją do działania, William zachęca, by wykorzystać to, czym już dysponujemy. W jego przypadku chodzi jednak nie o wartości, lecz o rozwiązania, których skuteczność została już potwierdzona.

„Kryzys wymaga natychmiastowego działania. Jednak bez wiary w to, że zmiana jest możliwa, jego skala może nas przytłoczyć. […] To właśnie rozumiem pod pojęciem «pilnego optymizmu»: jasne dostrzeganie zagrożenia przy jednoczesnej wierze w naszą zdolność do reagowania. Po raz pierwszy w historii naszym największym wyzwaniem nie jest wymyślanie odpowiedzi. Chodzi o wdrażanie i rozszerzanie na większą skalę rozwiązań, o których już wiemy, że działają. To nie jest naiwność ani ślepa nadzieja. To optymizm oparty na faktach. Wierzę, że nasza zdolność do reagowania może stać się najważniejszą historią tej dekady (I believe that our ability to respond can be the biggest story of this decade)” – napisał.

Aby przyspieszyć wdrażanie na dużą skalę innowacyjnych pomysłów na rzecz ochrony środowiska, w 2020 roku ustanowił nagrodę The Earthshot Prize. Na poparcie swojego optymizmu książę William przywołuje konkretne osiągnięcia jej dotychczasowych finalistów. Według przedstawionych przez niego danych, ich działania pozwoliły dotychczas uniknąć emisji lub wychwycić 18 milionów ton ekwiwalentu CO₂, objąć ochroną lub odtworzyć ponad 85 milionów hektarów mórz i obszarów przybrzeżnych oraz poprawić jakość powietrza w regionach zamieszkanych przez 600 milionów ludzi. W Bogocie, dzięki inwestycjom w czystszy transport i infrastrukturę pieszo-rowerową, od 2018 roku zanieczyszczenie powietrza spadło o 24 proc. Z kolei w Kazachstanie inicjatywa Altyn Dala przyczyniła się do odbudowy populacji antylopy suhak, liczącej dziś ponad trzy miliony osobników. Jak podkreśla, historie te rzadko trafiają na pierwsze strony gazet.

„Widziałem rozwiązania, które już działają, i przekonałem się, jak wiele mogą zmienić. To daje mi powody do optymizmu. Świadomość, że nie mamy już czasu na zmiany wprowadzane małymi krokami, że potrzebujemy zmian systemowych i na dużą skalę, nadaje naszym działaniom pilny charakter (…) Na tym właśnie polega optymizm, który nie pozwala zwlekać: na przekonaniu, że możemy działać, ponieważ wiemy już, co przynosi rezultaty, oraz na determinacji, by upowszechnić te rozwiązania na skalę odpowiadającą wyzwaniom naszych czasów. Pożary, których byliśmy świadkami tego lata, przypominają nam, dlaczego to tak ważne. Możemy i musimy dobrze wykorzystać pozostałe lata tej dekady” – podsumował swój apel.

Grzech ekologiczny, ekobójstwo i optymizm, który nie pozwala zwlekać, to trzy różne odpowiedzi na ten sam problem. Pierwsza odwołuje się do sumienia, druga do prawa, trzecia do naszej zdolności do działania. Każda z nich inaczej definiuje odpowiedzialność za środowisko, ale żadna nie zastąpi skutecznej polityki klimatycznej. Nie wystarczy bowiem wskazać, potępić czy ukarać winnych. Trzeba również zapobiegać kolejnym szkodom i wdrażać rozwiązania, o których już wiemy, że działają. Najlepiej pilnie.

We październikowym numerze Newslettera o klimacie:

⚖️ Grzech, zbrodnia czy optymizm? Klimat i odpowiedzialność
🕊️ Religie wobec zmiany klimatu – rozmowa z dr Anną M. Maćkowiak
🎥 „Prison Letters”: listy o walce o klimat pisane zza krat
📚 Z biblioteki Nauki o klimacie – archiwalne i wciąż aktualne
📢 Nowe inicjatywy i nagrody dla Fundacji Edukacji Klimatycznej

Zapisz się na Newsletter o klimacie i uzyskaj dostęp do wydań archiwalnych

Fajnie, że tu jesteś. Mamy nadzieję, że nasz artykuł pomógł Ci poszerzyć lub ugruntować wiedzę.

Nie wiem, czy wiesz, ale naukaoklimacie.pl to projekt non-profit. Tworzymy go my, czyli ludzie, którzy chcą dzielić się wiedzą i pomagać w zrozumieniu zmian klimatu. Taki projekt to dla nas duża radość i satysfakcja. Ale też regularne koszty. Jeśli chcesz pomóc w utrzymaniu i rozwoju strony, przekaż nam darowiznę w dowolnej wysokości