Źródła zdjęć: pyzz, bank zdjęć Canva.

Jak i dlaczego włączyć obywateli w naukę i politykę klimatyczną? O czym będą opowiadać naukowcy podczas wrześniowej debaty w parlamencie? Jak wygrać książkę w naszym konkursie? To wszystko znajdziesz lipcowym numerze „Newslettera o klimacie”!

W temat wprowadzi Cię felieton dr Jagody Mytych.

Przychodzą naukowcy do polityków porozmawiać o problemach obywateli

We wrześniu do polskiego Sejmu przyjdą naukowcy. Będą rozmawiać z politykami, przedstawicielami biznesu i organizacji społecznych o bezpieczeństwie klimatycznym Polski. To dobra wiadomość. Czy taka reprezentacja będzie wystarczająca? Jak reprezentowani będą obywatele, skoro to właśnie ich życia dotyczą zagadnienia dyskutowane podczas takich spotkań? Czy to rzeczywiście problem? Przecież od podejmowania decyzji politycznych są politycy, a od wiedzy eksperckiej – eksperci.
Ta „nieobecność” jest punktem wyjścia dla opublikowanego niedawno w Nature artykułu „Six ways to put the public at the heart of science and policy” (Tyler et al., 2026), który spotkał się z dość dużym zainteresowaniem, choć głównie w kręgach osób zajmujących się na co dzień relacją między nauką i technologią a społeczeństwem.

Nic dziwnego. Wystarczy zrobić szybki przegląd istotnych z punktu widzenia społeczeństwa problemów: sztuczna inteligencja, pandemia, transformacja energetyczna, bezpieczeństwo żywności czy zmiana klimatu mają wspólny mianownik. Są jednocześnie problemami naukowymi, technologicznymi i społecznymi.

Transformacja energetyczna, choć często przedstawia się ją jako wyzwanie środowiskowe czy technologiczne, w praktyce sprowadza się do bardzo ludzkich pytań: czy będzie nas stać na ogrzanie domu (lub, jak to bardziej poetycko zobrazowało jedno z wiralowych graffiti: czy nam nie zabraknie „prądu naszego powszedniego”).

Z kolei zmiana klimatu jest wręcz modelowym przykładem zagadnienia, w którym decyzje polityczne powinny opierać się na najlepszej dostępnej wiedzy naukowej, a jednocześnie proponowane rozwiązania powinny być konsultowane zarówno z lokalnymi społecznościami, jak i – w miarę możliwości – na poziomie międzynarodowym. Naukowcy potrafią wskazać, jakie działania najskuteczniej ograniczają emisje i pomagają przystosować się do zmiany klimatu. Nie odpowiedzą jednak za społeczeństwo na pytanie, które koszty jesteśmy gotowi ponieść, jak je rozłożyć i jak pogodzić skuteczność polityki klimatycznej z poczuciem sprawiedliwości.

Model decydenci – eksperci, czyli dlaczego nie ufamy “elitom”?

We wszystkich tych przypadkach decydentami na szczeblu centralnym są politycy, a naukowcy mogą występować w roli konsultantów i doradców. Mamy więc dobrze znany model komunikacji. Naukowcy rozmawiają z politykami (o ile ci ich słuchają). Politycy rozmawiają z obywatelami (składają długoterminowe obietnice, które mają przełożyć się na krótkoterminowy sukces wyborczy). Obywatele jednak rzadko rozmawiają z naukowcami wtedy, gdy analizowane są problemy lub powstają rozwiązania. Komunikacja w kwestiach krytycznych odbywa się przede wszystkim na linii decydenci – eksperci. W niektórych państwach i systemach politycznych rola doradcza (science advice) jest formalnie sprecyzowana, w innych ma charakter doraźny. Zwykle cieszymy się jednak, jeśli w ogóle jest obecna, a głos naukowców jest brany pod uwagę. O czym przekonamy się już wkrótce, gdy naukowcy zajmujący się zmianą klimatu pojawią się na Wiejskiej.
Odpowiedzi państwa na wyzwania o charakterze naukowo-technologiczno-społecznym formułowane są więc zwykle przez decydentów politycznych wspieranych ekspertyzą naukową. Problem polega na tym, że obywatele rzadko są włączani w te procesy, mimo że decyzje będą bezpośrednio wpływać na ich życie. Choć niektóre kraje wypracowały bądź testują mechanizmy włączania obywateli w procesy decyzyjne, jest to raczej wyjątek niż reguła.

Jeśli przyjmiemy zasugerowaną przeze mnie powyżej, trochę cyniczną interpretację, że polityków interesują głosy wyborcze, a nie głosy obywateli zaniepokojonych swoją przyszłością i wdrażanymi rozwiązaniami, da się zrozumieć, dlaczego nie widzą w obywatelach partnerów do dialogu. Ale co z nauką? W akademii odtwarzany jest ten sam sposób komunikacji, a określenie „wieża z kości słoniowej” (ivory tower) nadal niestety dobrze oddaje separację nauki od społeczeństwa.

Co ciekawe, nauka intensywnie bada, w jaki sposób można włączyć obywateli w społecznie i politycznie istotne badania. Jednak typowe przeglądy literatury, które mają dostarczyć dowodów i drogowskazów dla decydentów, nie są tworzone przy współudziale nie-naukowców. Nikt ich też nie pyta, co myślą o proponowanych rekomendacjach. Ten brak włączenia społeczeństwa wpisuje się w szerszą dyskusję o zaufaniu do rządowych i naukowych instytucji, które bywają określane – zwłaszcza przez populistów – mianem niewartych zaufania „elit”. Stąd zawarte we wspomnianym na początku artykule propozycje włączania obywateli w badania i kształtowanie polityki w danym obszarze, ponieważ „ludzie są bardziej skłonni wspierać i realizować rekomendacje naukowe, przy tworzeniu których brali udział” (Tyler et al., 2026).

Demokratyzacja procesu prowadzenia badań i podejmowania decyzji politycznych oznaczałaby jednak konieczność zmiany sposobu, w jaki naukowcy, obywatele i decydenci nawiązują ze sobą interakcje. We wspomnianym artykule autorzy zaprezentowali 6 kroków, które rządy i akademia mogłyby podjąć, aby obywatele faktycznie znaleźli się „w sercu nauki i polityki”. Te sześć zmian to nie kroki rewolucyjne czy przełomowe, raczej przypomnienie, że wiedza naukowa należy do ogółu społeczeństwa lub – jak to kiedyś zdefiniowała ONZ – jest jednym z praw człowieka.

I w tym duchu obywatele mieliby uczestniczyć w procesach podejmowania decyzji nie dopiero wtedy, gdy gotowa ustawa trafia do konsultacji, ale znacznie wcześniej – już przy wyznaczaniu kierunków badań i definiowaniu problemów, którymi nauka powinna się zająć. Głos społeczny miałby być obecny również w ciałach doradczych wspierających rządy obok ekspertów. Autorzy przekonują też, że wiedza nie kończy się na uniwersytecie – doświadczenie lokalnych i rdzennych społeczności, pacjentów, rolników czy mieszkańców terenów zagrożonych powodziami może uzupełniać wiedzę naukową, zamiast z nią konkurować.

Co się zmienia, gdy obywatele mają realny wpływ?

Żeby zobrazować to, jak inne kierunki mogą przyjąć rekomendacje uwzględniające zdanie obywateli, można przyjrzeć się inicjatywie Unii Europejskiej z lat 2015–2018, w ramach której mieszkańcy 30 państw współtworzyli priorytety programu badawczego Horyzont 2020 – największego wówczas programu Unii Europejskiej finansującego badania naukowe i innowacje. 16 raportów eksperckich koncentrowało się głównie na postępie technologicznym, podczas gdy obywatele znacznie częściej wskazywali na zdrowie, dobrostan, edukację, silne społeczności i rozwój lokalnych gospodarek (Rosa, A., Gudowsky, N. & Warnke, 2018). Nie oznacza to, że eksperci się mylili. Pokazuje raczej, że odpowiadali na inne pytania i z innej perspektywy niż obywatele.

Jednym z najbardziej znanych narzędzi służących włączaniu obywateli do podejmowania decyzji są konferencje konsensusu. To spotkania, podczas których losowo wybrani obywatele zapoznają się z wiedzą ekspertów, dyskutują nad wybranym problemem i wspólnie opracowują rekomendacje dla decydentów. Od połowy lat 80. duńska Rada ds. Technologii (obecnie Democracy X) zorganizowała kilkanaście takich konferencji poświęconych m.in. inżynierii genetycznej i ochronie środowiska morskiego. Wnioski z tych spotkań pomagały wyznaczać kierunki duńskiej polityki oraz prac legislacyjnych.

Z kolei w 2014 roku NASA zorganizowała obywatelskie konsultacje (NASA ECAST – Expert and Citizen Assessment of Science and Technology), podczas których uczestnicy zapoznawali się z różnymi propozycjami przyszłych misji kosmicznych i dyskutowali o ich potencjalnych korzyściach dla społeczeństwa. Jednym z najwyżej ocenionych priorytetów okazały się działania związane z obroną planetarną – czyli wykrywaniem i możliwością zmiany trajektorii asteroid, które w przyszłości mogą zagrozić Ziemi. NASA uwzględniła ten sygnał społeczny podczas rozwijania programu testującego technologie odchylania asteroid. W kolejnych latach doprowadziło to m.in. do realizacji misji DART (Double Asteroid Redirection Test), która w 2022 roku po raz pierwszy w historii skutecznie zmieniła orbitę asteroidy, udowadniając, że taka forma obrony Ziemi jest technicznie możliwa (Daly, R.T., Ernst, C.M., Barnouin, O.S. et al., 2023).

Jeszcze ciekawszy przykład pochodzi z Wielkiej Brytanii. Tym razem brytyjscy obywatele nie dyskutowali o tym, czy konkretna technologia jest dobra czy zła. Zastanawiali się, według jakich kryteriów powinna być regulowana. Zanim uchwalono przepisy dotyczące wykorzystania technologii edycji genomu w rolnictwie, do rozmowy zaproszono nie tylko genetyków i prawników, ale również losowo wybranych obywateli. Przez kilka miesięcy poznawali argumenty naukowców, hodowców, organizacji zajmujących się dobrostanem zwierząt i etyków. Nie pytano ich jedynie, czy są „za” czy „przeciw” nowej technologii. Dyskusja dotyczyła tego, jakie wartości powinny stać za jej wykorzystaniem. Uczestnicy uznali, że edycja genomu może być akceptowalna, jeśli będzie przede wszystkim ograniczać cierpienie zwierząt i poprawiać bezpieczeństwo żywności, a nie jedynie zwiększać wydajność produkcji. Ich rekomendacje zostały wykorzystane podczas prac nad ustawą regulującą wykorzystanie tej technologii w Anglii (nuffieldbioethics.org, 2022).

Od otwartości do współodpowiedzialności

Jedna z rekomendacji autorów artykułu opublikowanego w „Nature”, dotyczących budowania dialogu między nauką, polityką i społeczeństwem, może wydawać się szczególnie zaskakująca. Badacze przekonują, że naukowcy i decydenci powinni częściej otwarcie mówić nie tylko o tym, co wiedzą, ale również o tym, czego jeszcze nie wiedzą – o niepewności, ograniczeniach dostępnych danych oraz wartościach, które stoją za proponowanymi rozwiązaniami. Paradoksalnie, właśnie taka transparentność może wzmacniać, a nie osłabiać zaufanie społeczne.

Czy jest ono dziś rzeczywiście zagrożone? W ostatnich latach w niektórych krajach i grupach społecznych zaufanie do naukowców osłabło, a kwestie takie jak szczepienia czy zmiana klimatu stały się silnie spolaryzowane politycznie. Nie oznacza to jednak powszechnego kryzysu zaufania. Wręcz przeciwnie – jedno z największych międzynarodowych badań, obejmujące blisko 72 tysiące osób z 68 państw, wykazało, że średni poziom zaufania do naukowców pozostaje umiarkowanie wysoki. Co więcej, większość respondentów chciałaby, aby naukowcy aktywnie uczestniczyli w debacie publicznej i wspierali proces podejmowania decyzji (Cologna i in., 2025). W większości badanych państw naukowcy nadal należą też do grup zawodowych cieszących się większym zaufaniem niż politycy…

Wracając tym samym do debaty klimatycznej. 7 września naukowcy przyjdą do Sejmu, aby rozmawiać z politykami o zmianie klimatu, a w jej kontekście także o bezpieczeństwie Polski i jej obywateli. Oby była to jednak dopiero pierwsza część tej rozmowy. Jeśli skutki kryzysu klimatycznego ponosimy wszyscy, to również wszyscy powinniśmy mieć możliwość współdecydowania o sposobach reagowania.

W literaturze naukowej taki model współtworzenia polityk publicznych określa się mianem co-production lub participatory governance. Nie powinien być on luksusem zarezerwowanym dla najbogatszych demokracji, lecz kierunkiem rozwoju współczesnych państw, które chcą podejmować decyzje nie tylko skuteczne, ale również społecznie legitymizowane. Bo możliwość współdecydowania oznacza także gotowość do współodpowiedzialności za podjęte decyzje. Czy nas na to stać? W dobie kryzysu klimatycznego nie stać nas na to, by nawet nie spróbować.

W tym numerze przeczytacie także rozmowę z prof. Szymonem Malinowskim, o tym czy Polska jest gotowa na kryzys klimatyczny. Wkrótce naukowcy wybiorą się do Sejmu z planem działania, a już teraz możecie poznać jego założenia. O tym, jak debatują o zmianie klimatu naukowcy, politycy i obywatele Wielkiej Brytanii, dowiecie się z tekstu o inicjatywie The People’s Emergency Briefing.

W czerwcowym numerze Newslettera o klimacie:

🤝🏻 Jak i dlaczego włączyć obywateli w naukę i politykę klimatyczną?
🏛 Nauka o klimacie w Sejmie – komentarz prof. Szymona Malinowskiego
🏢 Miasta przyszłości? Amsterdam i Pontevedra walczą o dobry klimat
🔥”People’s Emergency Briefing”: debata klimatyczna, która trafiła do kin
📙 Konkurs książkowy: „Ostatnia minuta. Pieszo przez Antropocen”

Zapisz się na Newsletter o klimacie i uzyskaj dostęp do wydań archiwalnych

Fajnie, że tu jesteś. Mamy nadzieję, że nasz artykuł pomógł Ci poszerzyć lub ugruntować wiedzę.

Nie wiem, czy wiesz, ale naukaoklimacie.pl to projekt non-profit. Tworzymy go my, czyli ludzie, którzy chcą dzielić się wiedzą i pomagać w zrozumieniu zmian klimatu. Taki projekt to dla nas duża radość i satysfakcja. Ale też regularne koszty. Jeśli chcesz pomóc w utrzymaniu i rozwoju strony, przekaż nam darowiznę w dowolnej wysokości