Torfowiska to niezwykle ważny element przyrody, ale i równie mocno zaniedbywany. Problem w tym, że trudno zadbać o coś, czego się nie zna. A stan torfowisk w Polsce to dziś jedna wielka niewiadoma.

Zdjęcie dronowe: widziane z góry torfowisko z podpiętrzonym poziomem wody, Pomorze.
Ilustracja1: Torfowisko w podpiętrzonym poziomem wody na Pomorzu. Zdjęcie: M. Lamentowicz

Przez dekady woda traktowana była jak problem, którego trzeba się jak najszybciej pozbyć. Tworzono więc rowy melioracyjne, prostowano rzeki, osuszano torfowiska. W obszarach wiejskich robiono to w dużej mierze po to, by powiększyć powierzchnię gruntów rolnych i wyeliminować ryzyka związane z wiosennymi roztopami.

Chcąc uniknąć okresowych nadmiarów wody, wylano – nomen omen – dziecko z kąpielą. Pogłębiające się susze i większe ryzyko powodziowe to dziś efekt nie tylko globalnej zmiany klimatu. Wpływa na to również celowa ingerencja w środowisko dokonywana lokalnie. Osuszanie torfowisk oznacza zaś pozbywanie się ogromnych magazynów wody i znaczne emisje gazów cieplarnianych, które są w nich składowane.

Tymczasem aż 85% mokradeł (to szersza kategoria obejmująca m.in. torfowiska) jest w Polsce zdegradowanych. Ich pogarszający się stan w połączeniu z postępującą zmianą klimatu sprawiają, że odtwarzanie tych ekosystemów staje się coraz pilniejsze. Problem w tym, że tak naprawdę nawet nie wiemy, jakim potencjałem w tym zakresie dysponujemy.

Powstaje baza miąższości torfu

Za czasów PRL prowadzono szeroko zakrojone badania torfowisk. Dane te są jednak mocno rozproszone i szczątkowe, a do tego wiele z nich powstało z myślą o eksploatacji surowca. Dziś nie ma więc żadnej bazy danych wykazującej, co mamy pod nogami – ile torfu, gdzie dokładnie i jaka jest jego miąższość (czyli grubość warstwy).

Zdjęcie dronowe: widziane z góry, ponownie nawadniane torfowisko między drzewami, widać stojącą między drzewami bez liści wodę.
Ilustracja 2: Ponownie nawadniane torfowiska w Nadleśnictwie Woziwoda. Zdjęcie: M. Lamentowicz.

Naukowcy i eksperci pracują nad tym, by to zmienić. Powstająca otwarta baza danych ma zgromadzić informacje o głębokości torfu i zasobach węgla w torfowiskach. Zostanie utworzona m.in. ze starych opracowań, nowych wierceń i danych z projektów terenowych. Baza powstaje we współpracy Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu, Lasów Państwowych i Centrum Ochrony Mokradeł (CMok).

„Chcemy ratować torfowiska, ale nie mamy dobrej mapy ich miąższości ani aktualnej estymacji zasobów węgla organicznego. To paradoks, który trzeba zmienić, jeśli ochrona torfowisk rzeczywiście ma być skuteczna” – mówi w rozmowie z „Nauką o klimacie” prof. Mariusz Lamentowicz z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Baza ma być uruchomiona w 2028 r., ale później cały czas będzie aktualizowana. Zgromadzone w niej informacje mogą być przydatne m.in. dla administracji publicznej, rolników, naukowców i organizacji pozarządowych. Choć skrywać będzie wiele skomplikowanych danych, potrzebę jej powstania można sprowadzić do prostego i niezwykle ważnego celu. To ochrona ubywającej w polskim środowisku wody i zmagazynowanego węgla (jako pierwiastka). Więcej dowiesz się z nagrania webinarium.

Dobre dla klimatu

Warstwa torfu zazwyczaj posiada miąższość od kilkudziesięciu centymetrów do kilkunastu metrów. Przy niskim poziomie wód gruntowych torf zaczyna się rozkładać, a węgiel „idzie w powietrze”. „Do atmosfery ulatują ogromne ilości dwutlenku węgla. Na przykład na intensywnie odwodnionych glebach organicznych będących osuszonymi torfowiskami z kukurydzą na Żuławach to nawet około 40 ton ekwiwalentu CO2 z hektara rocznie” – opowiada prof. Lamentowicz.

Zdjęcie dronowe: ponowne nawadnianie torfowiska Messy. Widać teren bez drzew, poprzecinany rowami wypełnionymi wodą.
Ilustracja 3: Ponownie nawadniane torfowiso Messy. Zdjęcie: M. Lamentowicz

Podniesienie lustra wody do mniej więcej 10 cm poniżej powierzchni gruntu sprawia, że emisje CO₂ spadają niemal do zera, a torfowisko znowu zaczyna być magazynem węgla. Wierzchnia warstwa torfu znajduje się wtedy w warunkach beztlenowych, co ogranicza rozkład torfu. Po takim nawodnieniu jest szansa, że proces torfotwórczy się odrodzi i torfowiska zaczną znów gromadzić węgiel z atmosfery. W skrócie: że gleba organiczna znów zacznie funkcjonować prawidłowo.

„Można powiedzieć, że wartość około 10 cm to „święty Graal” nawadniania torfowisk. Dzięki temu jest w nich tyle wilgotno, by ograniczyć rozkład torfu i emisje CO₂, a jednocześnie nie tak mokro, żeby powodować duże emisje metanu jak przy trwałym, głębokim zalaniu” – wyjaśnia naukowiec (więcej w tym opracowaniu).​

Nawadnianie to nie zalewanie

Jako że działania w kierunku odtwarzania torfowisk podjęła Unia Europejska, temat ten został upolityczniony przez jej przeciwników. Planowane rzekomo „zalewanie” gruntów rolnych i odbieranie terenów rolnikom stało się zaś często podnoszonym argumentem. I, jak przekonuje prof. Lamentowicz, jest to argument nieprawdziwy. „To dezinformacja podobna do tej w sprawie zmiany klimatu, tyle że z dziedziny odtwarzania ekosystemów” – uważa.

Zdjęcie dronowe: ponowne nawadnianie torfowiska, Nadleśnictwo Woziwoda. Widać teren między drzewami, poprzecinany rowami z wodą.
Ilustracja 4: Torfowisko w podpiętrzonym poziomem wody w Nadleśnictwie Woziwoda. Zdjęcie: M. Lamentowicz.

Jak tłumaczy naukowiec, kluczowy błąd w debacie to wrzucanie do jednego worka nawadniania i zalewania. W praktyce to dwie różne rzeczy.​

  • Nawadnianie oznacza uzyskanie wody na poziomie do ok. 10 cm poniżej powierzchni gruntu, tak by torf był stale wilgotny (czyli to, o czym już pisaliśmy).​
  • Zalewanie to utrzymywanie otwartej wody ponad powierzchnią torfowiska przez cały rok (można uznać, że to stworzenie zbiornika wodnego).​

Czy rolnik ma się o co martwić?

Nawadnianie torfowisk nie oznacza więc automatycznego zakazu użytkowania gruntów. To raczej przejście z logiki „odprowadzić wodę jak najszybciej” do logiki „zatrzymać wodę jak najbliżej pola”. Poziom wody można zaś dopasować do rodzaju upraw i warunków lokalnych. Choć 10 cm to wartość optymalna klimatycznie i ekosystemowo, możliwe są różne scenariusze. 

„Po nawadnianiu użytkowanie ziemi wciąż jest możliwe. Nikt nie chce zabierać gruntów rolnikom. Ich zgoda na nawadnianie będzie dobrowolna, a jeśli się na to zdecydują, otrzymają dopłaty. Chodzi o przywrócenie wody w krajobrazie, która jest niezbędna dla klimatu i produkcji rolnej” – wyjaśnia prof. Lamentowicz.

Zdjęcie dronowe: Ponownie nawadniane torfowisko, Nadleśnictwo Woziwoda. Widać teren z wypełnionym wodą rowem między drzewami.
Ilustracja 5: Ponownie nawadniane torfowisko w Nadleśnictwie Woziwoda. Zdjęcie: M. Lamentowicz

Z szacunków wynika, że w Polsce można nawodnić około miliona hektarów torfowisk, z czego znacząca część stanowi grunty rolne potencjalnie objęte systemem dopłat (ich wysokość jest obecnie negocjowana).

Naukowiec zwraca też uwagę na „mnóstwo pozytywnych efektów”, jakie to przyniesie. „To nie tylko mniejsze emisje CO₂. Z punktu widzenia rolnika kluczowy efekt jest bardzo podstawowy: więcej wody w krajobrazie oznacza stabilniejsze plony i mniejszą podatność na suszę, a więc bardziej przewidywalne dochody. To nie jest więc szalony wymysł przyrodników, tylko próba uratowania pracy opartej na wodzie w kraju, w którym tej wody zaczyna brakować” – podsumowuje prof. Lamentowicz.

Fajnie, że tu jesteś. Mamy nadzieję, że nasz artykuł pomógł Ci poszerzyć lub ugruntować wiedzę.

Nie wiem, czy wiesz, ale naukaoklimacie.pl to projekt non-profit. Tworzymy go my, czyli ludzie, którzy chcą dzielić się wiedzą i pomagać w zrozumieniu zmian klimatu. Taki projekt to dla nas duża radość i satysfakcja. Ale też regularne koszty. Jeśli chcesz pomóc w utrzymaniu i rozwoju strony, przekaż nam darowiznę w dowolnej wysokości