W Warszawie zimniej niż na biegunie północnym

Koniec lutego 2018: na biegunie północnym jest cieplej niż w Warszawie, a nawet Wrocławiu. W wyniku zmian w atmosferze podyktowanych topnieniem lodu i wzrostem temperatur w Arktyce, region bieguna północnego doświadczył wyjątkowej fali ciepła, my zaś dla odmiany zmarzliśmy.

Rys.1. Okolice polskiej stacji polarnej na Svalbardzie. Zdjęcie: Joanna Perchaluk.

Do Polski zawitała zima z prawdziwego zdarzenia. Temperatury nocą spadają do -20oC, a miejscami mróz jest jeszcze silniejszy. W takiej sytuacji znów odżywają hasła o końcu globalnego ocieplenia i nadchodzącej epoce lodowej.

Odzwyczailiśmy się od takich mrozów, bo ostatnie zimy były łagodne. Ta w sumie pewnie też okaże się łagodna, chłodny będzie jedynie jej koniec lub epizod. Sam fakt wystąpienia „zimowej zimy” w Polsce nie powinien nas zaskakiwać. Zdarza się i zdarzało się dawniej, że zima występowała nie tylko w lutym, ale i znacznie później. Jak mówią dawne przysłowia: „w marcu jak w garncu”, a nawet „kwiecień plecień, bo przeplata trochę zimy, trochę lata”.

Żeby w Polsce zrobiło się mroźnie, potrzebny jest napływ wychłodzonego powietrza z Arktyki lub Syberii. Jednak gdy do nas płynie z północy lub wschodu zimne powietrze, do Arktyki napływa często powietrze cieplejsze.

W Arktyce cieplej niż w Polsce

W ostatnich dniach doszło do sytuacji, w której temperatury w części Arktyki, m.in. na biegunie północnym, są wyższe niż u nas. Nawet we Wrocławiu, uważanym za najcieplejsze duże miasto w Polsce, 25 lutego było zimniej niż na biegunie północnym!

Rys. 2. U góry: Średnia dobowa temperatura w Arktyce i wokół niej dla 25 lutego 2018 roku. Na dole: Odchylenia temperatury dziennej dla 25 lutego od średniej 1979-2000. Climate Reanalyzer

Powyższe zestawienie map pokazuje zaistniałą sytuację. Od Svalbardu i Cieśniny Frama po biegun północny temperatury są znacznie wyższe od tych, jakie zanotowano w Polsce. Dane z 25 lutego wykazały na biegunie wartości przekraczające zero stopni Celsjusza, nawet 1,5oC. Taka temperatura nie padła w żadnym miejscu Polski, nawet w najcieplejszym momencie dnia.

W wyniku wzrostu atmosferycznej koncentracji gazów cieplarnianych i sprzężenia arktycznego wzmocnienia będąca „planetarną chłodnicą” Arktyka ociepla się ponad dwukrotnie szybciej niż reszta świata. Już w XIX wieku przewidział to szwedzki uczony Svante Arrhenius. Średnie temperatury w Arktyce już od dłuższego czasu utrzymują się na bardzo wysokim poziomie. Na rysunku 2 pokazane są temperatury w obszarze położonym powyżej 80 stopnia szerokości geograficznej. Pomimo tego, że wciąż mamy luty, wzrosły one do poziomu typowego dla maja w latach 1958-2002!

Rys. 3. Średnie temperatury wokół bieguna północnego w 2018 roku. Zielona linia oznacza średnią wartość z okresu 1958-2002. DMI

To trzecia pod rząd wyjątkowo ciepła zima w Arktyce, skutkująca spowolnieniem narastania pokrywy lodowej. U północnych brzegów Grenlandii, gdzie zwykle znajdował się najgrubszy lód w Arktyce, pojawiła się woda wolna od lodu. Bardzo mały jest też zasięg lodu na Morzu Beringa, od lodu wolny jest nawet fragment Oceanu Arktycznego na północ od Cieśniny Beringa. To coś wyjątkowego.

Rys. 4. Koncentracja lodu w Arktyce. Źródło Sea Ice Remote Sensing

Nie musi to oznaczać, że topnienie podczas dnia polarnego doprowadzi do rekordowego rozpadu pokrywy lodowej latem – być może chłodniejsze od średniej marzec i kwiecień pomogą ją utrzymać lub znaczne opady śniegu opóźnią topnienie w maju i czerwcu. Jednak w obecnej sytuacji można spodziewać się zdecydowanie niskich wartości pokrywy lodowej w cieplej porze roku.

Zakręcony prąd strumieniowy

Cieplejsza Arktyka przekłada się na zmiany globalne i regionalne. Wzrost temperatur na Oceanie Arktycznym zakłóca działanie tzw. wiru polarnego – obszaru niskiego ciśnienia znajdującego się w górnych warstwach atmosfery nad Arktyką (drugi taki znajduje się nad Antarktydą). Obszar wiru zamyka w sobie bardzo zimne powietrze, a jego granice stanowi prąd strumieniowy. W sytuacji znacznego wzrostu temperatury w Arktyce, maleje (szczególnie zimą) różnica temperatur między nią, a średnimi szerokościami geograficznymi. Spadek tej różnicy temperatur wpływa na prąd strumieniowy, który zaczyna słabnąć i meandrować – może w ten sposób sięgać daleko na południe, sprowadzając tam zimne arktyczne powietrze, w innym zaś miejscu ciepłe powietrze będzie docierać na bardzo wysokie szerokości geograficzne. To ostatnie zjawisko jest najbardziej prawdopodobne na Północnym Atlantyku i Oceanie Arktycznym. Temperatura powierzchni otwartego morza to ok. 0°C, temperatura powietrza nad lodem może zaś spadać wskutek utraty ciepła przez promieniowanie podczerwone do tak samo niskich wartości jak nad lądem.

To właśnie był mechanizm, który odpowiadał za gwałtowny wzrost temperatury powietrza wokół Bieguna Północnego 25 lutego 2018 pokazany na Rysunku 1. Nam i znacznym połaciom Europy meander prądu strumieniowego przyniósł z kolei zimne masy powietrza z północnego wschodu. O ile pierwsze zjawisko – ciepły zimą biegun – jest nowe, niespotykane kilkadziesiąt lat temu, drugie nie jest niczym nadzwyczajnym. Przeciwnie, w podobnych sytuacjach przed laty mrozy mieliśmy większe.

Lód globalnie

Kolejne rekordy temperatury i zaniku lodu stają się standardem. Do wyjątkowej sytuacji w Arktyce dołącza prawie rekordowo niski zasięg lodu wokół Antarktydy (na drugim miejscu, za poprzednim rokiem), w rezultacie czego globalny zasięg lodu morskiego spadł w ostatnich dniach do najmniejszego poziomu w historii pomiarów…

Rys. 5. Globalny zasięg lodu morskiego. NSIDC via Wipneus

Hubert Bułgajewski, Marcin Popkiewicz, konsultacja merytoryczna prof. Szymon Malinowski

Opublikowano: 2018-02-28 00:06
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza akceptację polityki cookies.