Mity klimatyczne profesora Mielczarskiego

Niedawno w Biznes Alert pojawił się wywiad z prof. Mielczarskim "Peak climate" właśnie mija (przedrukowany też w Cire.pl). Wypowiedź prof. Mielczarskiego – elektroenergetyka z Politechniki Łódzkiej – jest tak pełna błędów merytorycznych i mitów klimatycznych, że niewątpliwie będzie silnym kandydatem w organizowanym nasz portal konkursie na „Klimatyczną Bzdurę Roku”.

Przyjrzyjmy się kolejnym stwierdzeniom profesora Mielczarskiego. Na samym początku wywiadu dowiadujemy się, że:

zmiany klimatu, z którymi mamy i mieliśmy do czynienia od milionów lat, są wykorzystywane do robienia biznesu pod hasłem walki ze zmianami klimatu, tym razem z ociepleniem. (…) Raz oziębienie, innym razem ocieplenie, bo biznes musi się kręcić.”

Owszem, klimat zmieniał się zawsze: bywały epoki lodowcowe, bywały też okresy cieplejsze od obecnego. Nauka całkiem dobrze wie, jakie zachodziły zmiany klimatu, kiedy i dlaczego. To właśnie te dawne zmiany klimatu pozwalają nam określić, jak zareaguje klimat naszej planety na różne zaburzenia, takie jak na przykład wzrost stężenia gazów cieplarnianych (czytaj więcej: Mit: Klimat zmieniał się już wcześniej – dziś jest tak samo).

Atmosferyczne stężenie dwutlenku węgla jest obecnie najwyższe od wielu milionów lat, innych gazów cieplarnianych (takich jak metan czy podtlenek azotu) - na pewno od setek tysięcy lat, a szereg niezależnych analiz pokazuje, że jest to nasze dzieło (Mit: Dwutlenek węgla emitowany przez człowieka nie ma znaczenia). Odpowiadające za cykl epok lodowcowych i okresów interglacjalnych zmiany orbity Ziemi, sprzyjają obecnie ochłodzeniu, podobnie jak słabnąca od kilku dziesięcioleci aktywność Słońca. moglibyśmy więc spodziewać się ochładzania się klimatu naszej planety… A tymczasem padają kolejne rekordy ciepła – czego zresztą należy się spodziewać przy rosnącym stężeniu gazów cieplarnianych.

Rysunek 1. Zmiany temperatury w ostatnich 22 000 lat. Źródła: Shakun 2012 (linia zielona), Marcott 2013 (linia niebieska), HadCRUT4 (linia czerwona).

To, co dzieje się obecnie, to nie jest żaden cykl „raz oziębienie, raz ocieplenie”, tylko wynik naszej działalności. Dowody są na tyle jednoznaczne, że na świecie nie ma ani jednej renomowanej instytucji naukowej, która miałaby odmienne zdanie. Skąd taka zgodność wśród instytucji naukowych? Stąd, że mechanizm zachodzącego obecnie ocieplenia da się prosto wyjaśnić z wykorzystaniem elementarnych, znanych od XIX wieku praw fizyki. I tak się składa, że prawom fizyki jest doskonale obojętne, jak profesorowi Mielczarskiemu „kręci się biznes”.

Rysunek 2. Konsensus naukowy względem zmiany klimatu.

Zmiany, zmiany

Na podstawie tych samych praw fizyki możemy też przewidzieć, jakie będą następstwa dalszych emisji. Powiedzmy, że idąc za radą prof. Mielczarskiego, spalimy wszystko, co się da. Podążymy wtedy wzdłuż czerwonej linii na poniższym wykresie temperatury. Rozmycie linii odzwierciedla niepewność projekcji. Widać, że im dalej w przyszłość tym mniej jednoznaczna prognoza. Warto jednak pamiętać, że rzeczywisty wzrost temperatury może się okazać zarówno mniejszy, jak i większy niż przewidywany.

Rysunek 3. Zmiana średniej temperatury powierzchni Ziemi w dwóch scenariuszach – spalenia wszystkich paliw kopalnych (RCP8.5) oraz ograniczenia wzrostu temperatury do 2°C (RSP3-PD). Źródło Meinshausen 2011.

Co oznacza wzrost temperatury o około 8°C w ciągu dwóch-trzech stuleci? Porównajmy to ze zmianą klimatu, która miała miejsce podczas wychodzenia naszej planety z maksimum epoki lodowej, pokazaną na rysunku 1. Ziemia wyglądała wtedy zupełnie inaczej. Gdzie indziej były strefy klimatyczne, gdzie indziej padało, gdzie indziej były pustynie i linia brzegowa. Gdybyśmy wtedy pojawili się na Ziemi, wybralibyśmy na osady, miasta i porty zupełnie inne miejsca. Podczas wychodzenia z epoki lodowej wzrost średniej globalnej temperatury o 4°C zajął około dziesięciu tysięcy lat. W przypadku zrealizowania scenariusza nakreślonego powyżej czerwoną linią, związanego ze spaleniem wszystkiego-co-się-da, w ciągu 200 lat nastąpiłoby dwu- a może i trzykrotnie większe ocieplenie. Nie trzeba chyba dodawać, że oznaczałoby to całkowite przeobrażenie naszej planety.

Kiedy ostatnio miał miejsce wzrost średniej temperatury powierzchni Ziemi o 6-10°C w ciągu 2-3 stuleci? Nauka nie zna takiego przypadku. Zrobilibyśmy coś bezprecedensowego w historii naturalnej. A następstwa? Żeby wymienić tylko kilka: wzrost poziomu morza o kilkadziesiąt metrów, zakwaszanie oceanów prowadzące do zagłady raf koralowych i zwierząt budujących wapienne szkieleciki, uczynienie niezdatnymi do życia ludzi obszarów zamieszkałych przez miliardy ludzi (przyjmiemy ich z otwartymi ramionami?), a całkiem możliwe, że zagłada większości życia na Ziemi.

To, jakie punkty krytyczne ziemskiego systemu klimatycznego będziemy przekraczać wraz ze wzrostem temperatury, ilustruje poniższy rysunek. Jak widać, w rekomendowanym przez prof. Mielczarskiego scenariuszu spalenia wszystkiego-co-się-da (scenariusz RCP8.5, linia czerwona) praktycznie pewne jest przekroczenie licznych punktów krytycznych, czyli uruchomienie zmian, których nie da się już cofnąć. Nie wiemy do końca, co się zdarzy, ale niespodzianki wcale nie muszą być pozytywne.

Rysunek 4. Zmiany średniej temperatury powierzchni Ziemi od ostatniego maksimum epoki lodowcowej przez holocen (pomiary na podst. proksy – linia niebieska) do czasów obecnych (pomiary instrumentalne HadCRUT – linia czarna) oraz różnymi scenariuszami przyszłej zmiany klimatu (opis scenariuszy RCP). Prostokąty obrazują progi przekraczania punktów krytycznych ziemskiego systemu klimatycznego – kolor żółty oznacza „możliwe”, kolor czerwony „pewne” (Schellnhuber, Rahmstorf i Winkelmann, 2016).

Trudne porozumienie

Nasza cywilizacja nie ma ochoty popełnić zbiorowego samobójstwa. Stąd też traktat w Paryżu, w którym przedstawiciele narodów świata uzgodnili „Utrzymanie wzrostu średniej globalnej temperatury znacznie poniżej 2°C względem poziomu przedindustrialnego i kontynuowanie wysiłków na rzecz ograniczenia wzrostu temperatur do 1,5°C.”.

Profesor Mielczarski komentuje:

Porozumienie Paryskie to trochę taki bezzębny tygrys. Wszyscy zgadzają się, że nie należy dopuścić do wzrostu temperatury Ziemi o więcej niż 0,2C, jednak nie wiadomo, jak to zrobić, kto ma to zrobić, a najważniejsze, kto ma ponieść koszty. Jest ogólna zgoda, że trzeba redukować emisje różnego rodzaju. Ale jaka musiałaby być ich redukcja, aby osiągnąć zamierzony cel? Nie wiadomo również czy zachodzące naturalnie procesy, na Ziemi i w układzie słonecznym, nie spowodują znacznie silniejszego działania niż polityka klimatyczna i być może w innym kierunku.

Pomińmy już to, że myli 0,2C z 2°C (może to literówka?). Owszem, na swój sposób Porozumienie Paryskie to „bezzębny tygrys” – poszczególne kraje składają dobrowolne zobowiązania redukcji emisji, które jak na razie sumują się do ograniczenia ocieplenia do ok. 3,5°C do końca stulecia – znacznie powyżej ustalonego celu. I owszem, trwają negocjacje, kto ma ile zrobić, na kiedy, oraz jakie powinno być wsparcie przekazywane przez kraje odpowiedzialne za zmianę klimatu (zasadniczo bogate kraje uprzemysłowione) krajom ponoszącym jej koszty (zasadniczo biedne kraje globalnego południa). Czy jednak to, że nie jest łatwo osiągnąć porozumienie, oznacza że należy zaprzestać wysiłków?

Na pytania profesora „jaka musiałaby być redukcja emisji, aby osiągnąć zamierzony cel?” mniej więcej znamy odpowiedź: jeśli chcemy z prawdopodobieństwem 66% ograniczyć ocieplenie do 2°C , to (o ile nie rozważamy czegoś takiego jak mocno wątpliwe „ujemne emisje”), powinniśmy zmniejszyć antropogeniczne emisje CO2 do zera mniej więcej do połowy stulecia.

Trzeba podkreślić, że finalne ocieplenie zależy nie od tempa emisji, lecz od tego, ile w sumie dwutlenku węgla wpompujemy do atmosfery. Im więcej spalimy, tym bardziej wzrośnie temperatura – i jest to zależność praktycznie liniowa (czytaj więcej w artykule A jeśli spalimy wszystko, co się da?).

Rysunek 5. Linie ciągłe pokazują ocieplenie będące rezultatem emisji CO2 w funkcji skumulowanych emisji CO2 obliczone z użyciem modeli CMIP5 w scenariuszu RCP8.5. Linie kropkowane pokazują symulacje dla wzrostu emisji CO2 w tempie 1% rocznie. Większe emisje skumulowane w modelu BCC-CSM 1.1 pochodzą z dodatkowych emisji z ekosystemów lądowych. Ocieplenie wywołane innymi gazami cieplarnianymi należy doliczyć dodatkowo. (Tokarska i in., 2016).

Problem nie zniknie

Dalej profesor Mielczarski twierdzi, że:

nie wiadomo również czy zachodzące naturalnie procesy, na Ziemi i w układzie słonecznym, nie spowodują znacznie silniejszego działania niż polityka klimatyczna i być może w innym kierunku.

Profesor Mielczarski zamiast mówić "nie wiadomo", powinien mówić "nie mam pojęcia" - a to znacząca różnica. Nauce wiadomo, że naturalne procesy w okresie najbliższych dziesiątek, a może i setek tysięcy lat nie skompensują działania naszych emisji gazów cieplarnianych. Porównywanie aktualnego wpływu na klimat procesów naturalnych i antropogenicznych omawiamy m.in. w artykułach Mit: CO2 poświęca się za dużo uwagi w porównaniu z innymi czynnikami oraz Mit: Człowiek odpowiada jedynie za 0,6% efektu cieplarnianego.

Warto zaznaczyć, ze zdanie prof. Mielcarskiego, kompletnie sprzeczne ze stanem wiedzy w dziedzinie fizyki klimatu, nie jest wyjątkiem wśród naukowcowi związanych z energetyką czy przemysłem wydobywczym. Osobom zainteresowanym polecamy niedawne artykuły „Zimne Słońce” - imponująca kolekcja mitów klimatycznych i Majstersztyk manipulacji, czyli prognoza ochłodzenia z książki „Zimne Słońce”). Czy nauka jest wobec tego nieobiektywna? Czy może problemem, nawet wśród wybitnych specjalistów w swojej dziedzinie jest efekt Dunninga-Krugera, bo przecież „na klimacie każdy się zna”? Odpowiedź na to pytanie zostawiamy czytelnikom.

Nawiązując do wyboru na prezydenta USA Donalda Trumpa, twierdzącego, że „globalne ocieplenie to spisek wymyślony przez Chińczyków w celu zniszczenia konkurencyjności amerykańskiego przemysłu” profesor Mielczarski stwierdza, że „brak entuzjazmu i silnego poparcia USA dla Porozumienia Paryskiego spowoduje, że stanie się ono mało wartościową deklaracją w skali świata.” Biorąc pod uwagę skalę wyzwania, wybór Trumpa rzeczywiście może podziałać na niekorzyść działań na rzecz ochrony klimatu.

Jednak mówienie o tytułowym „Peak Climate” i sugerowanie, że temat sam z siebie zniknie, jest co najwyżej myśleniem życzeniowym. W miarę jak będziemy przekraczać kolejny punkty krytyczne ziemskiego systemu klimatycznego i rosnąć będą koszty (nie tylko finansowe, lecz także społeczne i polityczne), zmiana klimatu będzie coraz bardziej a nie coraz mniej obecna w naszej rzeczywistości.

Co dalej?

Oczywiście, nikt nie potrafi stuprocentowo skutecznie prognozować przyszłości. Nie wiemy na pewno, na jak długo wystarczy paliw kopalnych, nie wiemy też, czy rozmyta linia wzrostu temperatury z rysunku 3 ułoży się powyżej czy poniżej tego, co nauka uważa obecnie za najbardziej prawdopodobny scenariusz.

Obstawiając dalsze kurczowe trzymanie się paliw kopalnych, profesor Mielczarski otwarcie obstawia scenariusz klęski światowej polityki ochrony klimatu, rozpadu Unii Europejskiej, katastrofy klimatycznej i stagnacji technologicznej – wszystkiego naraz. Jednak niezależnie od zaklęć niektórych elektroenergetyków, na świecie widać coraz silniej zarysowany trend zwrotu ku czystej energii. Nie bez powodu Międzynarodowa Agencja Energii napisała w preambule Światowego Przeglądu Energii:

Światowy system energetyczny znajduje się na rozdrożu. Przyszłość ludzkości zależy od tego, na ile skutecznie zmierzymy się z zapewnieniem energii i szybką transformacją do niskowęglowego, efektywnego i przyjaznego środowisku systemu jej produkcji. Potrzebna jest energetyczna rewolucja.

Rysunek 6. Uczestnicy szczytu klimatycznego COP22 w Marakeszu, 18.11.2016. Zdjęcie: Takver, licencja CC BY-SA 2.0.

O konieczności całkowitego odejścia od paliw kopalnych stanowczo mówią już niemal wszystkie organizacje mające ogląd sytuacji na poziomie światowym, w tym m.in. ONZ, UE, OECD, MFW, G7 czy Bank Światowy. Podobne wezwanie wystosował też papież Franciszek w encyklice Laudato si’, do argumentów gospodarczych dodając wymiar moralno-etyczny. To, że od spalania paliw kopalnych trzeba odchodzić, jest już jasne, a trwająca na świecie dyskusja coraz bardziej skupia się nie na tym, czy to zrobić, ale jak to zrobić.

Marcin Popkiewicz, prof. Szymon Malinowski

P.S. To że aktualne ocieplenie klimatu jest skutkiem wzrostu koncentracji gazów cieplarnianych w atmosferze nie jest żadnym tematem kontrowersyjnym z punktu widzenia współczesnej nauki czy elementem debaty naukowej. To dobrze udokumentowana wiedza. Czytelnikom którzy chcieliby nieco rozszerzyć czy usystematyzować tę wiedzę polecam podstawowe podręczniki akademickie z serii „Princeton primers in climate” lub bardziej zaawansowany „Principles of planetary climate”. Niestety, w tej dziedzinie nie ma nowoczesnego podręcznika w języku polskim.

Opublikowano: 2016-11-30 12:46
Tagi

stanowisko nauki medialny temat mit o klimacie

Fundacja UW
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza akceptację polityki cookies.