Majstersztyk manipulacji, czyli prognoza ochłodzenia z książki „Zimne Słońce”

Napisana przez pracujących w niemieckim koncernie energetycznym Fritza Vahrenholta i Sebastiana Lüninga książka „Zimne słońce. Dlaczego klimatyczna katastrofa nie nadchodzi?”, wydana w Niemczech w roku 2012 i przetłumaczona na polski 2 lata temu, negująca zagrożenie antropogeniczną zmianą klimatu, robi ostatnio karierę w środowiskach uznających ochronę klimatu za niewygodną kwestię. Powołują się na nią menedżerowie koncernów energetycznych, wysocy urzędnicy państwowi, profesorowie górnictwa, geologii, energetyki itd.

Główną tezą książki jest, że niższa aktywność Słońca skompensuje ocieplający wpływ rosnących stężeń gazów cieplarnianych, prowadząc do ochłodzenia w najbliższych dekadach. Połączone jest to z serią zarzutów względem kompetencji klimatologów i posądzeniem środowiska naukowego o obsesyjne uznawanie CO2 za wyłączną przyczynę zmian klimatycznych.

Zdjęcie: Rainbac, Pixabay.com.

Podsumowanie zawartych w książce błędów zawarliśmy w artykule „Zimne Słońce” - imponująca kolekcja mitów klimatycznych. Dziś zajmiemy się prognozą zmian temperatury powierzchni Ziemi autorstwa Vahrenholta i Lüninga, według której do 2035 roku spadek aktywności Słońca (do poziomu z czasów minimum Daltona), oraz zmiany prądów oceanicznych (w szczególności pacyficznej oscylacji dekadalnej) doprowadzą – mimo wzrostu stężeń gazów cieplarnianych – do spadku temperatury globalnej o 0,2-0,3°C. Uważajcie, żeby oczy nie wyszły Wam z orbit!

Co pokazują autorzy książki?

Oto wykres z książki „Zimne słońce”, pokazujący prognozę wzrostu średniej temperatury powierzchni Ziemi wg IPCC, prognozę zmian temperatury według Vahrenholta i Lüninga (dalej będziemy używać skrótu V&L) oraz „plateau mierzonych temperatur”.

Rysunek 1. Strona książki „Zimne Słońce” z porównaniem prognozy IPCC, wykresem mierzonych temperatur oraz prognoza Vahrenholta i Lüninga. Zdjęcie Marcin Popkiewicz.

A oto ten sam wykres w wersji elektronicznej, wzięty z prezentacji Sebastiana Lüninga. Prognoza zmian temperatury powierzchni Ziemi wg IPCC jest pokazana linią czerwoną, prognoza zmian temperatury według Vahrenholta i Lüninga linią niebieską, a „plateau mierzonych temperatur” linią czarną. Przyjrzyj mu się uważnie. Bardzo uważnie. Wyciągnij wnioski.

Rysunek 2. Oryginalny opis z książki: „Nasza schematyczna prognoza temperatury do 2100 roku opracowana z uwzględnieniem zespołu antropogenicznych i naturalnych czynników klimatotwórczych. Dla porównania przedstawiono aktualną prognozę IPCC. Wartości obowiązują dla stworzonego przez IPCC scenariusza emisji CO2 A1B. Punktem odniesienia rysunku jest plateau temperatury od dziesięciu lat”. Źródło prezentacja Sebastiana Lüninga/Heartland Institute. tłumaczenie na polski zgodnie z książką.

Oko czytelnika rejestruje „plateau mierzonych temperatur” odnotowanych na osi temperatury jako „dzisiaj”, po czym ślizga się po osi daty do aktualnego momentu i stwierdza, że prognoza IPCC w ciągu zaledwie kilkunastu lat przestrzeliła wzrostem temperatury aż o 0,5°C. Cały rysunek jednoznacznie sugeruje, że cała prognoza IPCC nadaje się jedynie do kosza. Jednocześnie rejestrujemy ciągłość „plateau mierzonych temperatur” i prognozy V&L.

Takie było nasze pierwsze wrażenie. Byłoby zaś i pierwszym i ostatnim dla osoby nie orientującej się dobrze w tematyce. Tymczasem rysunek Vahrenholta i Lüninga to nie byle jaki wykres – to majstersztyk manipulacji. Choć wykres zawiera wiele poważnych błędów, to jesteśmy przekonani, że nic nie zostawiono tu przypadkowi.

Co mamy na myśli? Zabaw się w detektywa, zastanów, co z tym wykresem jest „nie tak”, a następnie czytaj dalej.

Robota dla detektywa

Zacznijmy od umieszczonego na rysunku „Scenariusza A1B w ramach prognozy IPCC” (raport AR4 z 2007 roku). Oto pokazujący go wykres z 4 raportu IPCC z 2007 roku (na który zresztą powołują się autorzy książki):

 

Rysunek 3. Prognozy wzrostu średniej temperatury powierzchni Ziemi wg raportu AR4 IPCC w różnych scenariuszach emisji. Do oryginalnego wykresu dodaliśmy zielone linie i liczby pokazujące prognozowany wzrost temperatury w scenariuszu A1B w okresie 2000- 2020.

Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się w porządku – wzrost temperatury od 2000 roku do 2100 roku w scenariuszu A1B zarówno na wykresie IPCC jak i V&L wynosi około 2,6°C. Ale kształt krzywej wydaje się jakby inny...

Żeby to sprawdzić na rysunku 3 umieściliśmy znaczniki pokazujące prognozowany wzrost temperatury w scenariuszu A1B w okresie 2000-2020. Widać, że prognozowany przez IPCC wzrost temperatury w tym okresie wynosi około 0,43°C. Tymczasem na swoim wykresie V&L rysują prognozę IPCC w sposób zniekształcony.

Rysunek 4. Wykres z książki „Zimne Słońce” uzupełniony o zielone linie ilustrujące wzrost temperatury w narysowanym przez V&L scenariuszu A1B IPCC oraz poprawny wykres z prognozą IPCC w scenariuszu A1B (linia ciemnozielona, dokładnie przerysowana z rysunku 3).

Widać, że prognozowany wzrost temperatury do 2020 roku zamiast wynosić jak w raporcie IPCC 0,43°C został zawyżony do 0,73°C. Przypadek? Czy też raczej celowa manipulacja autorów próbujących zawyżyć prognozę IPCC, żeby pokazać, że rzeczywisty wzrost temperatury nie jest tak szybki jak przewiduje IPCC?

Nadmiernie poszerzone są też pokazywane granice możliwego zakresu wzrostu temperatury (porównaj czerwone i zielone linie przerywane na rysunku 4). Czyżby autorzy w ten sposób chcieli pokazać, że dokładność prognoz IPCC jest bardzo mała?

Jedna z osób, której pokazaliśmy jak Vahrenholt i Lüning sfałszowali dane IPCC, zapytała, czy coś takiego nie jest karalne. Cóż…, widząc tak drastyczne fałszowanie materiału dowodowego detektyw może wyciągnąć tylko jeden wniosek odnośnie czystości podejrzanego i jego intencji . Szczególnie, że nie jest to jedyny „kwiatek” na tym wykresie.

A w ogóle dlaczego autorzy wybrali scenariusz A1B? Przypadek? Mogli przecież wybrać któryś z innych scenariuszy, prawda?

Rysunek 5. Scenariusze emisji gazów cieplarnianych w czwartym raporcie IPCC. Źródło.

Bynajmniej. Wybór scenariusza A1B nie jest przypadkowy. Gdybyśmy chcieli tak dobrać scenariusz, żeby początkowy wzrost temperatury był jak najszybszy, a do tego końcowe ocieplenie nie za duże (żeby jak najłatwiej można było uzasadnić, że da się je skompensować spadkiem aktywności Słońca), to który należałoby wybrać? Oczywiście taki, w którym po początkowym szybkim wzroście emisji następuje ich szybkie wygaszenie. Jednym słowem – scenariusz A1B.

Można się spodziewać, że osoba nie będąca ekspertem w temacie nie wychwyci tej manipulacji, traktując zaprezentowany scenariusz jako „typowy”. No, ale to drobiazg – dalej robi się jeszcze ciekawiej…

W kolejnym kroku naniesiemy na wykres obserwowane zmiany temperatury.

Wymaga to skalibrowania wyników obserwacji z narysowanym przez autorów książki „plateau mierzonych temperatur”. Na początek warto zwrócić uwagę na słowo „plateau”, sugerujące, że trend wzrostu temperatury w latach 2000-2010 był zerowy. Nie jest to prawdą. Choć wzrost temperatur w tym czasie spowolnił w stosunku do poprzedniego dziesięciolecia (patrz Mit: Globalne ocieplenie się skończyło), to bynajmniej nie było to aż tak znaczące, żeby mówić o jego zatrzymaniu się (patrz Zagadka trendu ocieplenia klimatu po 1998 roku).

Nanieśmy na wykres dane obserwacyjne (rysunek 6, linia jasnozielona).

Rysunek 6. Wykres z książki „Zimne Słońce” z poprawną prognozą wzrostu temperatury IPCC w scenariuszu A1B oraz z naniesionymi rzeczywistymi zmianami temperatury NASA GISS (linia jasnozielona).

Jak widać, gdyby uśrednić dane z lat 2000-2010, rzeczywiście powstałby fragment wykresu o niewielkim tylko nachyleniu. Jednak znajdowałby się on mniej więcej o 0,1°C wyżej, niż „plateau” wyrysowane przez V&L!

Trudno to wychwycić. Z pewnością nie sprzyja temu obniżenie czytelności umieszczonego w książce wykresu poprzez naniesienie nieistotnych szczegółów i tekstów oraz wybór skali osi pionowej (my dla czytelności pokazaliśmy ją w przybliżeniu). Użyta przez V&L technika to standard zaciemniania obrazu i odwracania uwagi.

Widać tu wyraźnie maestrię autorów. Nic nie jest przypadkiem. Nawet taki drobny, nierzucający się w oczy napis „dzisiaj” przy osi temperatury oraz opis osi „ocieplenie w porównaniu z dniem dzisiejszym”, sugerujące, że takie są obecne temperatury… Nie, nie są – nawet jeśli przez „dzisiaj” autorzy zupełnie niewinnie mają na myśli moment pisania książki w 2011 roku (w co nie wierzymy), to temperatury „dzisiaj” powinny być wyższe o 0,1°C. Niewielka różnica? Drobna manipulacja tu, drobna manipulacja tam i różnice robią się poważne, szczególnie, że mówimy o okresie kilkunastu lat, w którym IPCC prognozowało średni wzrost temperatury powierzchni Ziemi w tempie 0,2°C na dekadę. Można by też dodać, że temperatura „dzisiaj” (w 2016 roku) jest o ponad 0,4°C wyżej niż „dzisiaj” wg V&L, pomimo bardzo niskiej aktywności Słońca.

Rzeczywistość weryfikuje prognozy

Od publikacji książki minęło już kilka lat, możemy więc sprawdzić, czyja prognoza sprawdziła się lepiej: Vahrenholta i Lüninga czy IPCC?

Zdecydowanie IPCC. Co więcej, gdyby nie chłodzące działanie czynników naturalnych w ostatnich kilkunastu latach (powodujących spadek temperatury rzędu 0,2°C), to zielona linia rzeczywistych zmian temperatury biegłaby wręcz powyżej prognozy IPCC.

Prognoza V&L coraz bardziej odstaje od rzeczywistości. Swoją niską aktywnością Słońce z jednej strony pozwoliła autorom „Zimnego Słońca” na manipulację („wzrost temperatury jest niższy od prognoz klimatologów”), ale z drugiej strony zrobiło im paskudnego psikusa. Gdyby miało na klimat tak duży wpływ, jak twierdzą Vahrenholt i Lüning, powinien obecnie nastąpić zauważalny spadek temperatury.

Rysunek 7. Wykres pokazujący 400 lat obserwacji plam słonecznych, będących miernikiem aktywności Słońca. Wyraźnie widoczny jest 11 letni cykl aktywności słonecznej. Liczba plam jest dobrze skorelowana z aktywnością i mocą Słońca – im więcej plam, tym więcej energii Ziemia otrzymuje od Słońca. Źródło

Tymczasem padają kolejne rekordy… ciepła. Książka została napisana w 2011 roku. Rok 2014 okazał się najcieplejszym w historii pomiarów. Rok 2015 pobił ten rekord, a rok 2016 będzie jeszcze cieplejszy.

Rzeczywistość bardzo szybko rozprawiła się z prognozami Vahrenholta i Lüninga. Koniec końców żadna manipulacja z prawami fizyki nie wygra.

Podsumowanie

Podsumujmy techniki manipulacji zastosowane przez autorów podczas preparowania wykresu:

  • przedstawiony przez V&L scenariusz IPCC nie jest żadnym scenariuszem IPCC, tylko zwykłym fałszerstwem (dla roku 2020 przesuniętym w górę aż o 0,3°C), sugerującym, że IPCC prognozowało znacznie szybszy wzrost temperatury, niż faktycznie miało to miejsce; 
  • narysowany został scenariusz A1B, w którym początkowe emisje są szczególnie wysokie, a następnie spadają, tak, że końcowy wzrost temperatury w okresie 2000-2100 wynosi 2,6°C; 
  • pokazany przez V&L na wykresie zakres niepewności wzrostu temperatury w prognozie IPCC został sztucznie rozdęty, sugerując olbrzymi poziom niepewności; 
  • pisanie o „plateau mierzonych temperatur” to sugestia braku ocieplenia w tym okresie. To nieprawda. 
  • autorzy książki piszą, że „punktem odniesienia rysunku jest plateau temperatury od dziesięciu lat”, podczas gdy jest on przesunięty o ok. 0,1°C względem danych pomiarowych (i prognoz IPCC z wcześniejszego okresu), sztucznie prowadząc do „rozjeżdżania się” wykresu „scenariusza IPCC” z „plateau mierzonych temperatur”; 
  • poziom odniesienia temperatury „dzisiaj” na wykresie V&L wcale nim nie jest. Użycie „dzisiaj” jest poważnym nadużyciem (manipulacją) sugerującym czytelnikom, że tak jest w chwili gdy czytają książkę (jeśli już, to odpowiada on temperaturze na początku stulecia). Patrząc na rysunek 6 możemy zobaczyć, że dane pomiarowe pokazują temperatury dzisiaj (w 2016 roku) wyższe o 0,4°C względem „dzisiaj” Vahrenholta i Lüninga.

Całkiem nieźle jak na jeden wykres, do tego ilustrujący fundamentalną tezę autorów…

Przeanalizowaliśmy tylko jeden rysunek, lecz nie jest to jedyny wykres i miejsce, w którym autorzy stosują poważne manipulacje. Można napisać kolejne artykuły detektywistyczne poświęcone też innym wykresom z książki Vahrenholta i Lüninga, z czego powstałby materiał o objętości książki, traktujący o mitach klimatycznych i technikach manipulacji danymi. Uważamy jednak, że rozebranie na czynniki pierwsze tego kluczowego dla przesłania „Zimnego Słońca” wykresu (wraz z ogólnym wypunktowaniem błędów w artykule Kompendium mitów klimatycznych. „Zimne Słońce. Dlaczego klimatyczna katastrofa nie nadchodzi?”) w zupełności wystarczy.

Marcin Popkiewicz, konsultacja merytoryczna: prof. Szymon Malinowski

Opublikowano: 2016-11-09 14:46
Tagi

medialny temat mit o klimacie prognozy klimatu

Fundacja UW
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza akceptację polityki cookies.