Zdarzyło się w lecie - edycja 2020

Globalnie okres czerwiec-sierpień był trzecim najcieplejszym w historii pomiarów, za latami 2016 i 2019. Jednocześnie, na półkuli północnej było to najcieplejsze lato w historii pomiarów, bijące poprzednio rekordowe lata 2016 i 2019, ze średnią temperaturą o 1,17oC wyższą od średniej z lat 1981-2010. To wpisuje się w trend: pięć najcieplejszych okresów letnich na półkuli północnej miało miejsce od 2015 roku.

Mapa: odchylenia temperatur w okresie czerwiec-sierpień 2020 względem średniej z lat 1981-2010, większość półkuli północnej z wartościami dodatnimi.

Rysunek 1: Odchylenia temperatur w okresie czerwiec-sierpień 2020 względem średniej z lat 1981-2010. NOAA/NCEI

Rekordowo ciepłe lato odnotowano w Azji południowej (m.in. Malezja, Tajlandia, Kambodża), na Karaibach, zachodnim Pacyfiku, północnym Oceanie Indyjskim, Australii, północnej Syberii i na zachodnim wybrzeżu USA.

Mapa:  Klasyfikacja temperatur w okresie czerwiec-sierpień 2020, na większość obszarów przynajmniej cieplejsza niż średnia

Rysunek 2: Klasyfikacja temperatur w okresie czerwiec-sierpień 2020 względem średniej z lat 1981-2010. NOAA/NCEI

W Polsce, jak widać na rys. 2, było znacznie cieplej od średniej. Dlaczego więc tak wielu Polaków narzekało na chłodne lato? Pierwszą przyczyną jest to, że dwa poprzednie lata (2019 i 2018) były najcieplejszymi w historii polskich pomiarów, a ludzie szybko zapominają, jak było kiedyś, i wyrabiają sobie nowy punkt odniesienia (w tym przypadku traktując dwa ostatnie rekordowe lata jako „normę”). Drugą jest to, że w lipcu, gdy wiele osób wyjeżdża na urlop, było kilkanaście dni z temperaturą niższą od średniej.

Wykres: Przebieg temperatury w Polsce w 2020 roku w porównaniu ze średnią z lat 1981-2010. Dominują dni cieplejsze niż średnia, najwięcej chłodnych dni było w maju i lipcu

Rysunek. 3: Przebieg temperatury w Polsce w 2020 roku (do 01.10). Czarna linia pokazuje średnią temperaturę danego dnia w okresie 1981-2010, kropkowane czerwona i niebieska linia odpowiednio najwyższe i najniższe temperatury od 1950 roku. Różnica temperatury w dniach, kiedy średnia temperatura dzienna przekraczała średnią z lat 1981-2010 jest pokazana kolorem czerwonym, gdy była niższa-niebieskim. Źródło: Meteomodel.pl

Trzecią jest to, że większość ludzi nie rejestruje średniej temperatury, lecz swoje odczucia: gdy jest pochmurno i deszczowo, a do tego w związku z tym są mniejsze wahania temperatury (chłodniejsze dni, cieplejsze noce), to „na oko” kwalifikują dzień jako chłodny.

Faktem jest jednak, że choć termicznie lato w Polsce było, jak w klasyfikacji NOAA na rysunku 2, „znacznie powyżej średniej”, to nie było podobnie rekordowe jak dwa poprzednie. W innych rejonach świata sprawy wyglądały jednak inaczej.

Fale upałów i pożary

Rekordowo wysokie temperatury i bezprecedensowe fale upałów zaobserwowano na dużych obszarach Syberii. Padł rekord temperatury odnotowanej w Arktyce za kołem polarnym: 20 czerwca w Wierchojańsku termometry pokazały temperaturę 38°. Szacuje się, że w wyniku postępującego globalnego ocieplenia prawdopodobieństwo wystąpienia na Syberii fali upałów takiej jak ta w pierwszym półroczu 2020 roku wzrosło 600-krotnie. Wysokie temperatury na dalekiej północy prowadzą do roztapiania i wysuszania położonych na obszarze wieloletniej zmarzliny torfowisk, czyniąc je bardzo podatnymi na pożary. Gdy do takiego pożaru torfowiska dochodzi, trwa on dłużej niż w przypadku lasu i wyzwala do atmosfery więcej węgla; wypalenie górnej warstwy zmarzliny skutkuje też przesunięciem się poziomu zmarzliny głębiej, wystawiając na utlenienie dodatkowe pokłady torfu. W pożarach torfowisk jest wyzwalany do atmosfery węgiel, który akumulował się tam przez tysiące lat, nie ma więc co liczyć na w miarę szybkie odtworzenie się magazynującego węgiel ekosystemu, co ma miejsce np. w pożarach buszu czy nawet lasu. W tym roku w rosyjskiej Arktyce do ponad połowy pożarów doszło na terenach z torfowiskami, a do końca sierpnia emisje z tego źródła wyniosły 244 mln ton CO2, w porównaniu do 181 mln ton CO2 w całym, dotychczas pod tym względem rekordowym 2019 roku (NASA , 2020, NASA, 2020, Copernicus 2020).

Zdjęcie satelitarne: pożary na Syberii. Nad brązowo-zielonym obszarem lądu widać potężne obłoki dymu. Z prawej strony także smugi dymu unoszące się z konkretnych pożarów

Rysunek 4. Pożary na Syberii 23 czerwca 2020 r. Zdjęcie satelitarne zamieszczamy dzięki uprzejmości NASA.

Bardzo wysokie temperatury odnotowano też w Ameryce. 16 sierpnia w Dolinie Śmierci termometr pokazał 54,4°C, co jest najwyższą temperatura powietrza przy powierzchni Ziemi zarejestrowaną w wiarygodnym pomiarze zgodnym ze standardami WMO). Gorąca pogoda wraz z suszą i silnym wiatrem doprowadziły do olbrzymich pożarów lasów na zachodnim wybrzeżu USA – w Kalifornii i Oregonie (NASA, 2020). Odnotowano przy tym największy pożar w historii Kalifornii. Do połowy września spłonęło blisko 1,5 mln hektarów lasów, a także liczne tereny zabudowane, wliczając w to miasta Talent i Phoenix. Według stanu na połowę września 35 osób poniosło śmierć, a dziesiątki wciąż uważa się za zaginione.

Zdjęcie satelitarne: pożary w USA, 2020. Widoczna gruba warstwa beżowego dymu przykrywająca Kalifornię i pas oceanu wzdłuż wybrzeża.

Rysunek 5: Dym z pożarów nad zachodnim wybrzeżem USA 9.09.2020 r.
Zdjęcie z satelity GOES udostępniamy dzięki uprzejmości US National Weather Service

San Francisco, Sacramento, Portland i wiele innych miast przykryły chmury dymu tak gęstego, że stopień zanieczyszczenia powietrza wyszedł poza skalę, a niebo w środku dnia przybrało pomarańczową barwę.

Zdjęcie: czerwone od dymu niebo nad San Francisco

Rysunek 6: San Francisco 9.09.2020, nad relatywnie czystą masą powietrza morskiego zalega warstwa dymu z pożarów.
Zdjęcie: Aaron Maizlish (licencja CC BY 2.0).

Dym pochodzący z tych pożarów, niesiony zachodnimi wiatrami, był przez wiele dni we września widoczny na odczytach lidarów Instytutu Geofizyki UW w Warszawie i Strzyżowie na Podkarpaciu.

Arktyka na cienkim lodzie

W obecnym roku doszło też do intensywnych roztopów w Arktyce. Zasięg lodu (obszar, gdzie lód pływający pokrywa co najmniej 15% powierzchni morza) na koniec dnia polarnego mierzony przez NSIDC spadł do 3,74 mln km2, co dało wrześniowemu minimum drugie miejsce w historii pomiarów, za 2012 rokiem, kiedy to potężny sztorm pod koniec dnia polarnego doprowadził do destrukcji lodu na dużym obszarze (więcej na blogu Arktyczny Lód). W latach 1981-2010 średnia powierzchnia lodu morskiego w połowie września była o 70% większa i wynosiła 6,36 mln km2.

Mapa koncentracji lodu morskiego 15.09.2020 (widać, że zasięg lodu jest dużo mniejszy niż mediana) oraz wykres zasięgu lodu w ostatnich 15 latach (widać, że tegoroczne minimum ustępuje tylko temu z 2012)

Rys. 7: Na górze: koncentracja lodu morskiego w dniu minimum zasięgu lodu 15.09.2020, od 15% (próg zasięgu lodu pływającego – kolor ciemnoniebieski) do 100% (pełne zlodzenie – kolor biały). Ciemnoniebieskie koło wokół bieguna to obszar, gdzie nie sięgają orbity satelitów mierzących zasięg lodu, w którym przyjmuje się 100-procentowe zlodzenie. Żółta linia pokazuje średni zasięg lodu morskiego w dniu 15.09 w latach 1981-2010. Na dole: wykres zasięgu lodu morskiego w ostatnich 15 latach (różowy dla lat 2005-2009, niebieskozielony dla 2010-2014, ciemnoniebieski dla 2015-2019). Zasięg lodu rośnie nocą polarną, osiągając pod jej koniec maksimum, po czym spada wraz z topnieniem lodu podczas dnia polarnego. Jedynie w 2012 roku zasięg lodu (przerywana linia czerwona) był mniejszy niż w 2020 roku (linia czarna).

W ocieplającej się Arktyce postępuje destabilizacja lodowców i lądolodu Grenlandii.

Pod koniec lipca rozpadowi uległ znajdujący się na północnym wybrzeżu wyspy Ellesmere ostatni nietknięty kanadyjski lodowiec szelfowy Milne, w ciągu dwóch dni tracąc fragment o powierzchni 80 km2, czyli ponad 40% masy. Wraz z rozpadem lodowca zniszczeniu uległo też ostatnie na półkuli północnej jezioro episzelfowe. W badaniu z 2017 r. prognozowano rozpad tego liczącego stulecia lodowca w ciągu pięciu lat. Prognozuje się, że dwa inne znajdujące się na wyspie Ellesmere lodowce znikną w przeciągu dekady.

W sierpniu znaczącemu rozpadowi uległ też największy w Arktyce lodowiec szelfowy 79N na Grenlandii, tracąc 110 km2 lodu.

Również w sierpniu w czasopiśmie Nature opublikowana została analiza (King i in., 2020) pokazująca, że lądolód Grenlandii od końca XX wieku co roku traci masę i już przy obecnym ociepleniu klimatu prawdopodobnie przekroczył punkt krytyczny. W zeszłym roku lądolód Grenlandii stracił 532 mld ton lodu (co odpowiada 532 km3 wody), mając tym samym aż 40-procentowy udział w globalnym wzroście poziomu morza. W opinii autorów utrata lodu jest tak znacząca, weszła na drogę nieodwracalnej pętli sprzężenia zwrotnego: lądolód będzie topniał nawet jeśli zaprzestaniemy dalszego zmieniania klimatu (o sprzężeniach działających na Grenlandii przeczytasz w Glacjoblogii).

We wrześniu opublikowane zostały prace (Lhermitte i in., 2020 oraz Hogan i in., 2020), opisujące postępującą destabilizację lodowców szelfowych Antarktydy Zachodniej: Thwaites i Pine Island, które wkrótce mogą zacząć się rozpadać, co samo w sobie doprowadziłoby do wzrostu globalnego poziomu morza o 1,2 m (więcej przeczytasz o tym na blogu Arktyczny Lód).

W podsumowaniu można zauważyć, że pod koniec sierpnia opublikowana została analiza pokazująca, że obserwowany rozpad lądolodów Antarktydy i Grenlandii jest zgodny z „najgorszym możliwym scenariuszem” IPCC, co oznacza, że prognozy wzrostu poziomu morza powinny zostać podniesione (Slater i in., 2020; Science Alert).

Rekordowa liczba atlantyckich huraganów

Cyklony do uformowania się potrzebują przede wszystkim (choć nie tylko) co najmniej 50-metrowej grubości warstwy ciepłej wody, o temperaturze przekraczającej 27°C. Ocean stanowi wtedy zbiornik energii dostatecznie pojemny dla zasilania maszyny termodynamicznej, jaką jest cyklon. W miarę wzrostu temperatury oceanów warunki takie są coraz łatwiejsze do spełnienia.

Zdjęcie satelitarne: huragan Laura. Widoczny wielki wir chmur w wyraźnym “okiem” po środku

Rysunek 8: Zdjęcie satelitarne huraganu Laura, najsilniejszego pośród atlantyckich cyklonów tropikalnych w sezonie 2020 (zdjęcie zamieszczamy dzięki uprzejmości NOAA).

Tegoroczny sezon huraganów (rozpoczęty późnym latem i trwający do końca roku) już można określić jako rekordowy. Huraganom (czyli cyklonom na Atlantyku) nadaje się imiona, na przemian żeńskie i męskie, w kolejnych literach alfabetu łacińskiego od A do Z. Dotychczas jedynie w 2005 roku liczba huraganów była tak duża, że nie wystarczyło dla nich liter alfabetu i trzeba było sięgnąć po alfabet grecki (Alfa, Beta, … itd.). Wtedy huragan Alfa uformował się 22 października. W obecnym roku taka sytuacja wystąpiła już 18 września – o ponad miesiąc wcześniej.

Marcin Popkiewicz, konsultacja merytoryczna: prof. Szymon Malinowski

 

Czytaj też:
Kwiecień 2020 w ataku na rekord temperatury z 2016
Pandemia, klimat i klimatologia

Opublikowano: 2020-10-05 11:42
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza akceptację polityki cookies.