Kiedy w Polsce nadejdą zimy bez śniegu? W jakich temperaturach powstają najpiękniejsze płatki śniegu? I jak śnieżny i mroźny styczeń 2026 w Polsce ma się do globalnego ocieplenia? Odpowiedzi na m.in. te pytania udziela w rozmowie z Nauką o klimacie prof. Ewa Łupikasza, klimatolog i geograf z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.

Szymon Bujalski: Śnieg zimą i zmiana klimatu… Jakieś pytania lub tezy w tym temacie irytują panią najbardziej?
Prof. Ewa Łupikasza: Nie ma takich pytań. Co najwyżej mam trudności z zaakceptowaniem tego, że ludzie bezpodstawnie poddają w wątpliwość fakty dotyczące współczesnej zmiany klimatu. Informacje, które bazują na pomiarach i danych, są po prostu bez najmniejszego uzasadnienia podważane. Na przykład ludzie mówią, że „klimat zmieniał się zawsze”, zupełnie ignorując tempo, w jakim zmienia się obecnie. Nie irytuje mnie to jednak, bo zakładam, że powodem jest tu fragmentaryczna wiedza. A z ludźmi przestaję rozmawiać tylko wtedy, gdy ktoś zaczyna być agresywny.
Poza tym zauważam też pewien bunt, który rodzi się w ludziach. Wiemy, że dużo się od nas wymaga, bo dla współczesnego człowieka każda rezygnacja z wygody to duże wyzwanie. No a w praktyce ochrona klimatu właśnie z tym się wiąże – z rezygnacją z części wygód. To budzi niechęć ludzi – a gdy jest niechęć, pojawia się negacja.
Więc jakie jest to tempo, z którego wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy?
To prawda, że klimat zawsze się zmieniał. Problem w tym, że kiedyś zmiany klimatu zachodziły bardzo, bardzo wolno, bo i dominujące czynniki naturalne, które na to wpływały, zmieniają się bardzo, bardzo wolno.
W historii Ziemi cykle ciepłe i chłodne obejmowały okresy trwające mniej więcej 100 tysięcy lat. W tym czasie temperatura globalna powietrza zmieniała się o ok. 5-6°C. Teraz w ciągu ostatnich 150 lat temperatura wzrosła o ponad 1°C. W takim tempie zmianę o 5-6°C osiągnęlibyśmy w czasie krótszym niż tysiąc lat. Mając na uwadze, że koncentracja gazów cieplarnianych wciąż rośnie – nawet mniej.

Jak to się ma do śnieżnej zimy, którą mamy teraz w Polsce?
Przede wszystkim pamiętajmy, że mówimy o ociepleniu globalnym, czyli z perspektywy całej planety, a nie jednego czy drugiego regionu, w których ocieplenie ma różne tempo. Poza tym globalne ocieplenie nie oznacza, że z roku na rok jest cieplej – wciąż mamy ujemne temperatury. Co do obecnej zimy w Polsce, to dane meteorologiczne za cały ten okres dopiero poznamy. Jednak już teraz mogę powiedzieć, że śnieżny i mroźny styczeń niczego nie zmienia w kontekście współczesnego ocieplenia.
Trzeba pamiętać, że opady śniegu z roku na roku bywają bardzo zmienne. Wieloletnie trendy są jednak bardzo wyraźne. Obliczenia na podstawie obserwacji meteorologicznych jasno pokazują, że śnieg zimą pada coraz rzadziej. W zamian za to coraz częściej pojawiają się opady deszczu. W latach 60. XX w. mieliśmy średnio ok. 20-25 dni ze śniegiem w zimie. W ostatnich latach jest ich średnio ok. 10.

Pokrywa śnieżna zalega zaś ok. miesiąc krócej. Oznacza to, że gdy śnieg się kiedyś pojawiał, to zalegał, zalegał, zalegał. Teraz mamy tak, że pokrywa śnieżna jest bardzo nietrwała, a w ostatnich latach tworzy się bardzo rzadko. Jeszcze bardziej dotyczy to miast, gdzie jest jeszcze cieplej niż w otoczeniu. Proszę sobie przypomnieć grudzień czy końcówkę listopada. Mieliśmy wówczas kilkudniowe epizody opadów śniegu. Pokrywa śnieżna stopniała jednak bardzo szybko.
Dane o dniach z opadami śniegu czy pokrywą śniegu dotyczą Polski. Ale jak to wygląda w poszczególnych częściach kraju?
Kilkadziesiąt lat temu w Polsce północnej było ok. 40-80 dni z pokrywą śnieżną, w północno-wschodniej ok. 90-120, we wschodniej ok. 80-110, w środkowej 60-90, a na zachodzie – 40-70. Teraz wszędzie mamy spadki o ok. 20-30 dni.
Podobnie jest z maksymalną pokrywą śnieżną. Na przykład w środkowej Polsce w XX w. jej wysokość wynosiła średnio 20-40 cm, a podczas bardzo śnieżnych zim – 40-60 cm. Po 1990 r. wynosi ona średnio już 10-25 cm, a w ostatnich latach nawet mniej. Zbliżone dane, jeśli chodzi o wielkość zmian, dotyczą też innych regionów kraju.

Oczywiście wyjątkiem są góry. Na przykład w Tatrach pokrywa śnieżna wciąż występuje przez ok. 150 dni w roku. Jednak i tam widać pewne zmiany, ale są one znacznie mniejsze i raczej dotyczą charakteru zim. Tatry to wciąż najbardziej śnieżny region Polski. Mimo to pierwszy śnieg pojawia się teraz później niż dawniej, jesienne opady śniegu częściej topnieją, wiosenne topnienie zaczyna się wcześniej, a czas zalegania stabilnej pokrywy śnieżnej ulega skróceniu (zwłaszcza poniżej ok. 1500–1700 m n.p.m.). Stabilność pokrywy śnieżnej maleje, ponieważ częściej pojawiają się odwilże. To zaś oznacza większe zagrożenie lawinowe.
Od kiedy ten trend przybrał na sile?
Ostatni sezon, w którym mieliśmy dosyć trwałą pokrywę śnieżną, to zima 1995-1996. To był bardzo śnieżny sezon, który bywa nawet określany jako granica epok śnieżnych. Wcześniej mieliśmy śnieżne zimy i trwały śnieg, ale lata 90. XX w. przyniosły już początek zim wyraźnie przerywanych odwilżami.
W styczniu 2006 r. w Katowicach doszło do katastrofy związanej z opadami śniegu. Pod jego naporem zawalił się dach hali handlowej, co doprowadziło do śmierci 65 osób. Przyczyną tego był jednak nie tylko sam fakt wystąpienia obfitych opadów śniegu, ale również stosunkowo wysoka temperatura powietrza podczas opadu. Śnieg stał się przez to po prostu bardzo ciężki, bo mokry śnieg jest dużo cięższy od takiego, który pada przy niskich temperaturach. Można więc nawet pokusić się o stwierdzenie, że co prawda śniegu pada teraz mniej, ale zagrożenia z nim związane wcale nie są mniejsze – a czasami mogą być wręcz większe, oczywiście zależnie od pogody.

Czy polskie zimy za jakiś czas będą wyglądać zupełnie inaczej? Można się spodziewać, że np. na zachodzie kraju będą bezśnieżne, a na południu tego śniegu będzie o tyle mniej, że może to zagrozić turystyce?
W Tatrach jeszcze dużo czasu musiałoby upłynąć, żeby pojawiły się takie bezśnieżne zimy. Nie wiem nawet, czy to realne w nieco bardziej odległej przyszłości. Zresztą w całej Polsce trzeba będzie jeszcze długo poczekać na zimę, w czasie której śnieg w ogóle nie spadnie.
Proszę mieć na uwadze, że opad śniegu zależy od aktualnej temperatury. Nawet w sytuacji, gdy średnia temperatura dla całego okresu zimowego będzie stosunkowo wysoka, wciąż jeszcze będą pojawiać się takie dni, w których będzie ona niższa od zera. Ogromne znaczenie ma też cyrkulacja powietrza. To, czy spadnie śnieg, czy nie, zależy również od kierunku, z którego powietrze napływa nad Polskę. Znaczenie ma także temperatura powietrza pomiędzy chmurą a gruntem, a dokładniej występowanie warstw ciepłego lub/i chłodnego powietrza.
Inną kwestią jest pokrywa śnieżna…
Ponieważ…?
Nawet jeżeli zimą wystąpi niska temperatura i spadnie śnieg, to niestety stopnieje on w czasie następującej odwilży. W efekcie mamy pojawiającą się i zanikającą pokrywę śnieżną – właśnie taką, jaką obserwujemy w ostatnich latach. Ta zima wyraźnie pokazuje nam jednak, że dni z temperaturą poniżej zera, i to dużo poniżej zera, może być całkiem sporo nawet podczas ocieplenia.

Dlatego jestem bardzo ostrożna z wyznaczaniem terminów, po których nigdy więcej nie pojawi się śnieg czy jakieś inne zjawisko. Po prostu zdaję sobie sprawę z istnienia zmienności, która nakłada się na postępujące ocieplenie. Przykładem takiej zmienności może być zima 2012, kiedy śnieg padał przez 30 dni i następna zima 2013 kiedy śnieg pojawił się tylko przez 9 dni.
Pytał pan, co najbardziej mnie irytuje w wypowiedziach ludzi na temat klimatu. I choć, jak mówiłam, nie uznaję tego za coś irytującego, to jednak zauważam, jak bardzo nie rozumiemy, czym tak naprawdę jest zmiana klimatu. Wystarczy jedna zima, która jest chłodniejsza – a nawet jeden miesiąc, który jest zbliżony do tego, co było normą kilkadziesiąt lat temu – a my już mówimy, że ocieplenia nie ma, że właśnie się skończyło. A to jest po prostu jeden sezon czy jeden miesiąc wpisujący się w zmienność na tle dłuższego okresu ocieplenia.
Jeżeli popatrzymy na krzywą pokazującą na przykład liczbę dni ze śniegiem w Polsce, to wyraźnie widać, kierunek zmiany. W przypadku opadów śniegu jest to trend malejący. Jednocześnie równie wyraźnie widać, jak mocno ta linia waha się z roku na rok. Widać to na wykresie poniżej, który pokazuje uśrednioną sytuację dla Polski. Wcześniej podałam przykład skrajnych pod tym względem zim 2012 i 2013. Klimat jest wypadkową wielu procesów, które zachodzą równocześnie i które są ze sobą powiązane – to taka skomplikowana sieć przyczyn i skutków, w której istnieje również chaos. Ten chaos powoduje, że cały czas, pomimo dużej wiedzy, trudno jest dokładnie przewidzieć przyszłość w kontekście klimatu i dać odpowiedź na pytania, których najczęściej żąda się od naukowców: co się wydarzy i kiedy – „ale dokładnie proszę”.

Co więcej, reakcja śniegu na globalne ocieplenie w różnych regionach Ziemi może być zupełnie przeciwna. Na przykład, w jednej części planety może to przynieść wzrost opadów śniegu, a w innych zmiany nie pojawią się w ogóle.
Dlaczego?
To, w jaki sposób opad śniegu zareaguje na ocieplenie, zależy od tego, jaka jest średnia temperatura powietrza, czyli – mówiąc krótko – od typu klimatu. Wiadomo, że temperatura bardzo mocno wpływa na częstość występowania opadów śniegu, ale nie chodzi tylko o to, że musi być zimno. Najwięcej śniegu pada przy delikatnym mrozie, czyli wtedy gdy temperatura osiąga jakieś -1°C, -2°C. Poniżej -15°C opad śniegu nie pojawia się często, a jeśli wystąpi, to nie jest obfity. Po przekroczeniu tej temperatury opady śniegu pojawiają się coraz częściej wraz z rosnącą temperaturą powietrza – te zmiany pokazuje niebieska linia na poniższym wykresie. Oczywiście duże znaczenie ma również odpowiednia wilgotność powietrza.
Jeżeli mamy więc do czynienia z bardzo zimnym klimatem, w którym temperatura zimy jest niższa niż –15°C, to ocieplenie nie spowoduje zbyt dużych zmian w opadach śniegu. Natomiast w obszarach, gdzie temperatura zimą przekracza –15°C ocieplenie może prowadzić do częstszych opadów śniegu. Z kolei największe zmiany polegające na zmianie opadów śniegu w opady deszczu, które pojawią się w okolicy 0°C.

W samej Polsce jakieś 15% opadów śniegu ma miejsce w temperaturze powyżej 0°C. Spadek opadów śniegu odnotowujemy natomiast w zakresie temperatury pomiędzy -1°C i wspomnianymi -15°C, przy czym dużą rolę odgrywa tu wilgotność powietrza. Tak więc – jak powiedziałam – w różnych częściach świata reakcja opadów śniegu na współczesne ocieplenie może być różna.
15% śniegu spada w temperaturze powyżej zera? Poproszę o wyjaśnienia.
Przy czym jak wspomniałam – to dane uśrednione dla Polski, i dotyczą one liczby dni z opadem śniegu.
A skąd te dane?
Pochodzą z projektu badawczego dotyczącego opadów śniegu w Polsce, który realizowałam lata temu. Standardowo temperaturę mierzy się na wysokości 2 metrów. Ogromny wpływ na to, jaki opad dotrze do powierzchni Ziemi, ma jednak profil temperatury pomiędzy właśnie tą powierzchnią a chmurą.
Opad to „produkt” kondensacji pary wodnej, który wypada z chmury i dochodzi do powierzchni Ziemi. Gdy ten opad zaczyna wypadać z chmury znajdującej się w naszej strefie klimatycznej, zawsze jest w postaci stałej. Dopiero to, co dzieje się później – w kolejnych warstwach troposfery – decyduje o tym, czy przybierze postać deszczu, czy śniegu. Jeżeli na większości poziomów troposfery temperatura jest ujemna, to śnieg może spaść nawet wtedy, gdy temperatura na wysokości 2 metrów nad powierzchnią ziemi jest dodatnia. Po prostu nie zdąży się rozpuścić, by przybrać postać deszczu, bo warstwa ciepłego powietrza przy powierzchni ziemi jest zbyt cienka.

W Polsce najwyższe temperatury, przy których zanotowano opad śniegu, wynosiły ok. 6-7°C. Osobiście pamiętam jednak, jak kilka lat temu, w okolicach Wielkanocy, ogromne płaty śniegu padały przy 8°C. Tak się złożyło, że było to właśnie wtedy, gdy zbierałam dane do mojego projektu badawczego na temat reakcji śniegu na współczesne ocieplenie. Dopóki nie zobaczyłam tego na własne oczy, myślałam, że do danych wkradły się jakieś błędy. Ale nie – to nie błędy.
A dlaczego dla formowania się śniegu tak ważny jest przekroczenie progu -15°C?
O pojawieniu się śniegu decyduje przede wszystkim temperatura, ale też wilgotność. Jeżeli temperatura jest bardzo niska, to atmosfera nie może przyjąć wystarczającej ilości wilgoci. Wraz ze wzrostem temperatury powietrze może wchłonąć więcej pary wodnej. A żeby powstał opad, musi być odpowiednia zawartość pary wodnej, która będzie mogła się skondensować. Niskie temperatury i duża wilgotność są więc warunkiem niezbędnym dla opadu śniegu. Od temperatury zależy zaś zarówno ilość tego opadu, jak i jego forma.
Forma, w sensie…?
Czy jest on puszysty, czy jest mokry, zależy to właśnie od temperatury. Temperatura i wilgotność decydują też, czy płatek śniegu ma postać kryształka, słupka czy też blaszki. Im wyższa temperatura, tym bardziej płatki śniegu zlepiają się ze sobą, tworząc tak zwane agregaty, określane potocznie wilgotnym śniegiem. Najpiękniejsze płatki formują się właśnie w okolicy -15°C. Wtedy mogą tworzyć się piękne, rozbudowane formy kryształków śniegu.

Zresztą uwielbiam oglądać płatki śniegu. Nie wiem, czy pan o tym słyszał, ale istnieją nawet laboratoria, w których hoduje się płatki śniegu. Stwarza się w nich odpowiednie warunki termiczne i wilgotnościowe, by sobie pięknie rosły (więcej na stronie snowcrystals.com).
Laboratoria badające płatki śniegu? Ale po co?
Nie jestem fizykiem śniegu, ale jak się domyślam jest im to potrzebne, by lepiej zrozumieć, w jaki sposób rozwija się śnieg, w jaki sposób kształtują się jego struktury. A w naturalnych warunkach bardzo trudno jest znaleźć pełne, nienaruszone i nienadtopione płatki śniegu. Poza tym wyobraża Pan sobie, że ktoś biega i łapie płatki śniegu, żeby je potem badać?
Bardzo uroczy zawód. Myślę, że moja partnerka chciałaby go wykonywać.
Czasami takie piękne płatki w naturze faktycznie uda się odnaleźć. W Ontario 30 grudnia 2003 r. sfotografowano nienaruszony płatek o średnicy około 10 mm, który nazwano Monster Snowflake. I on też powstał w okolicy -15°C, podczas słabych opadów śniegu i pogody bezwietrznej.
Żyłam w czasach, kiedy śniegu w Polsce było jeszcze dużo. Z własnych doświadczeń pamiętam więc, że im wyższa temperatura, tym bardziej te płatki śniegu się ze sobą łączą, spadając w postaci ogromnych kawałków przypominających watę – taką, którą przykładamy do miejsca po pobraniu krwi.

Jeżeli komuś marzą się więc zimy z pięknym śniegiem, to lepiej jest mieć -10°C niż -3°C?
Wie pan, to zależy, co każdy z nas rozumie jako „piękny śnieg”. Przy -3°C będzie tego śniegu więcej, przy -10°C mniej – ale płatki będą piękniej wykształcone i może nam się uda złapać na rękawiczkę pojedynczy płatek. Przy większym mrozie świeża pokrywa śnieżna to też śnieg bardziej błyszczący i „puchaty”. Możemy go rozdmuchać z dłoni jednym dmuchnięciem. Gdy śnieg pada podczas wyższej temperatury, wówczas jest on mokry, bardziej zlepiony – możemy sobie dmuchnąć i za wiele go z tej dłoni nie odleci. Ale gdybyśmy chcieli lepić bałwany albo rzucać się śnieżkami, to taki śnieg jest bardziej lepki i lepiej się do tego nadaje.
Wróćmy jednak do nauki. Wspomniała pani, że w niektórych częściach Ziemi śnieg może padać nawet częściej lub te opady mogą być intensywniejsze?
Dokładnie tak – opady śniegu mogą być reakcją na ocieplenie klimatu.
Jak w Teksasie kilka lat temu?
Bardzo dobry przykład. To, co dzieje się w atmosferze, jest niezwykle skomplikowane, ale postaram się wyjaśnić to w uproszczeniu.
Jak dobrze wiadomo, Arktyka ociepla się kilka razy szybciej niż cała Ziemia. Cieplejsza Arktyka oznacza mniejszą różnicę temperatury między niższymi i wysokimi szerokościami geograficznymi. To zaś przekłada się na mniejszą różnicę ciśnienia. Gdy ta różnica jest duża, w górnej troposferze powstają silne prądy strumieniowe, które można porównać do prądu morskiego – z tym że w atmosferze. Silny prąd strumieniowy przemieszcza się szybko, przez co jego kształt jest słabo pofalowany i chłodne powietrze utrzymuje się nad Arktyką.

Ale gdy Arktyka staje się cieplejsza, prąd strumieniowy spowalnia i zaczyna bardziej falować. W rezultacie wygięte ku południu fragmenty schodzą w niższe szerokości geograficzne. Spływające na południe tak zwane „krople” chłodnego powietrza powodują zaś spadek temperatury i silne opady śniegu. Dotyczy to przede wszystkim środkowej Kanady i wschodniej części Stanów, czyli m.in. Teksasu. Czasami, jeżeli krople te spłyną bardzo daleko na południe nad Europą, opady śniegu możemy odnotować nawet na Bałkanach, w północnych Włoszech i w Grecji. Dodam, że związek zachowania prądu strumieniowego z ociepleniem Arktyki jest wciąż badany.
Czy to w jakiś sposób łączy się z AMOC, czyli cyrkulacją północnoatlantycką?
AMOC to system oceaniczny działający jak taśmociąg – transportuje ciepłą wodę na północ (na powierzchni oceanu), a zimną na południe (przy dnie oceanu). Prądy strumieniowe dotyczą zaś prądów powietrznych, które występują w górnej części troposfery. Można więc powiedzieć, że mówimy o dwóch różnych zjawiskach zachodzących: jedno zachodzi w oceanie, a drugie w atmosferze, choć faktycznie oba mają niebagatelny związek ze zmianami klimatu i ociepleniem.
Z pewnością sytuacja na Ziemi byłaby diametralnie inna, gdyby zjawiska te nie istniały. W okolicach międzyzwrotnikowych cały czas mamy dopływ promieniowania słonecznego, czyli energii, a w wyższych szerokościach geograficznych bilans ten jest ujemny. Gdyby nie te mechanizmy transportu energii, okolice zwrotnika stawałyby się coraz cieplejsze, a okolice biegunów – coraz chłodniejsze. Dzięki prądom powietrznym, czyli cyrkulacji atmosfery, oraz prądom oceanicznym nadmiar ciepła z okolic okołorównikowych jest rozprowadzany w kierunku wyższych szerokości geograficznych, również na północ.
Ale czy te dwa elementy jakoś się wzajemnie napędzają, są od siebie zależne?
Powierzchniowe prądy morskie są oczywiście powiązane z atmosferą, bo ich powstanie związane jest ze strefą stałych wiatrów – pasatów. Można więc powiedzieć, że powierzchniowe prądy morskie są napędzane poprzez tarcie atmosfery o powierzchnię wody. Ale AMOC nazywana jest cyrkulacją termohalinową (termo – temperatura, halinowa – sól), co oznacza, że jest ona napędzana różnicami temperatury wody i jej zasolenia w oceanie. Woda chłodna i słona jest gęsta, więc opada, zaś woda ciepła i mniej słona jest znacznie lżejsza. To dosyć skomplikowany proces, ale dodam jeszcze że intensywne, obserwowane obecnie topnienie lodowców i lądolodów wpływa na zasolenie oceanu, a w efekcie także na cyrkulację termohalinową.
Tak naprawdę w systemie klimatycznym wszystko jest ze sobą połączone. Warto przy tym pamiętać, że system klimatyczny to pięć komponentów: nie tylko atmosfera, lecz także hydrosfera, litosfera, biosfera i kriosfera, czyli ten niezwykle ważny śnieg i lód. Wszelkie zmiany w którymś z tych komponentów mogą prowadzić do zmian klimatu.
—
Profesor Ewa Łupikasza – klimatolog i geograf. Jest prof. dr hab. nauk o Ziemi i dyrektorem Instytutu Nauk o Ziemi na Wydziale Nauk Przyrodniczych Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.
Fajnie, że tu jesteś. Mamy nadzieję, że nasz artykuł pomógł Ci poszerzyć lub ugruntować wiedzę.
Nie wiem, czy wiesz, ale naukaoklimacie.pl to projekt non-profit. Tworzymy go my, czyli ludzie, którzy chcą dzielić się wiedzą i pomagać w zrozumieniu zmian klimatu. Taki projekt to dla nas duża radość i satysfakcja. Ale też regularne koszty. Jeśli chcesz pomóc w utrzymaniu i rozwoju strony, przekaż nam darowiznę w dowolnej wysokości