Mit: Apel Heidelberski to protest noblistów przeciwko ideologii ocieplenia

Konwencja ONZ wskazująca na związek działalności człowieka z globalnym ociepleniem spotkała się z krytyką znaczących środowisk naukowych. Niechętni koncepcji lansowanej przez ONZ opublikowali tzw. Apel Heidelberski w trakcie trwania Szczytu Ziemi w Rio de Janeiro, w którym napisano m.in.: 'u progu XXI wieku, jesteśmy zaniepokojeni pojawieniem się nieracjonalnej ideologii, która stoi w opozycji wobec postępu naukowego i technicznego, która hamuje ekonomiczny i społeczny rozwój'. Apel kwestionował naukowe podstawy teorii związku gospodarki człowieka z globalnym ociepleniem.
”Paweł Turowski Ochrona klimatu czy gra interesów? Drugi pakiet klimatyczno-energetyczny EU Kwartalnik Bezpieczeństwo Narodowe nr 33 z 2014 roku wydawany przez Biuro Bezpieczeństwa Narodowego RP.

W tekście Apelu Heidelberskiego nie ma ani słowa o „związku gospodarki człowieka z globalnym ociepleniem” czy choćby odniesienia do zmiany klimatu. Co więcej, w apelu jest wyraźnie podkreślone, że sygnatariusze „pragną ostrzec władze odpowiedzialne za przyszłość planety, by nie podejmowały decyzji opierających się na pseudonaukowych argumentach lub fałszywych czy nieistotnych danych”. Jednym słowem: decyzje powinny być podejmowane na podstawie najlepszej wiedzy naukowej, a nie w oparciu o ideologię i irracjonalne przekonania.

Zdjęcie przedstawia kolarz układu scalonego, mikroskopu i laboratorium naukowego

Przypadek Apelu Heidelberskiego to przykład dobrze zaplanowanej manipulacji. Aby zrozumieć jak ten w zasadzie niewinny w swej wymowie dokument, w którym nie ma ani słowa o globalnym ociepleniu, stał się orężem w rękach „denialistów klimatycznych”, starających się wywołać wrażenie braku naukowego konsensusu co do przyczyn zmian klimatu, trzeba się cofnąć do lat 90 XX wieku.

Przemysł Sfabrykowanych Wątpliwości

Ówczesny klimat polityczny w Europie, związany m.in. z sukcesem partii Zielonych, zaczął być postrzegany przez korporacje jako zagrożenie dla ich interesów. Niepokój wzbudzały nowe przepisy chroniące środowisko (np.: ograniczenia w używaniu pestycydów) oraz wprowadzenie „zasady ostrożności” (precautionary principle), która pozwalała na niedopuszczanie do obrotu potencjalnie groźnych dla ludzi i środowiska substancji, nawet jeśli pewność naukowa względem ich szkodliwości nie jest absolutna). W prasie coraz liczniej pojawiały się artykuły dotyczące szkodliwości biernego palenia, powiększającej się dziury ozonowej czy BSE („choroby szalonych krów”).

Rys. 1. Reklama „Doktorzy najchętniej palą Camele!”. Źródło.

Zaalarmowani obywatele domagali się zmian prawnych. Z dokumentów koncernu tytoniowego Philip Morris wynika, że korporacje przedstawiały działania informacyjne i legislacyjne, mające na celu ochronę środowiska lub zdrowia ludzi, jako oparte na „ideologii, emocjach (…) czy nieudowodnionych hipotezach”. Sposoby walki z tą „ideologią” miały się oprzeć na wypróbowanej wcześniej metodzie fabrykowania wątpliwości, a także na przekonaniu opinii publicznej oraz polityków, że istnieją dwa rodzaje nauki: „sound science” (rzetelna nauka prezentowana przez koncerny) i „junk science” (pseudonauka ostrzegająca przed szkodliwością palenia, azbestu, freonów i innych produktów koncernów). Dokumenty dotyczące fabrykowania wątpliwości dostępne są m.in. tutaj, tutaj, tutaj i tutaj). „Sound science” miała komunikować wygodne dla korporacji informacje ubrane w formę naukowych twierdzeń i badań.

Jednym z tematów wymagających według koncernów „rzetelnej nauki” było globalne ocieplenie. Napisane jest to wprost w jednym z dokumentów stworzonych przez firmę APCO&Associates (zajmującą się komunikacją PR dla koncernów przemysłowych i rządów).

W odpowiedzi na polityczne działania na rzecz ochrony środowiska bardzo szybko pojawił się „kontrruch” zrzeszający reprezentantów środowisk intelektualistów, naukowców i polityków. Grupę spajała niechęć do regulacji prawnych, Szczytu Ziemi w Rio de Janeiro oraz „zasady ostrożności”. Jedną z tub tego środowiska był (niby)naukowy magazyn Projections, którego redaktorem naczelnym był Michel Salomon. Trudno powiedzieć, na ile ten „kontrruch” intelektualistów był działaniem spontanicznym, a na ile sponsorowanym. Z pewnością Michel Salomon był znajomym S. Freda Singera, prezesa Science and Environmental Policy Project (SEPP). SEPP to mający robić wrażenie naukowego think thank, którego misją było fabrykowanie wątpliwości odnośnie wpływu przemysłu na środowisko naturalne, w tym na zmianę klimatu. Organizacja ta otrzymywała pieniądze m.in. od koncernu naftowego Exxon i wsparcie od firmy APCO&Associates.

Apel Heidelberski

Na początku lat 90. Michel Salomon wraz z S. Fredem Singerem zajęli się przygotowaniem konferencji z udziałem grupy utytułowanych naukowców z dziedzin ścisłych. Konferencja ta miała miejsce w kwietniu 1992 roku w Heidelberg Cancer Research Center. Trudno obecnie znaleźć precyzyjne informacje, czego dotyczyła – czy jedynie usuwania azbestu, czy, jak twierdzi sam Michel Salomon, ogólnie zarządzania niebezpiecznymi substancjami (w tym azbestem). Można natomiast podejrzewać, że z gronem obecnych na niej naukowców wiązano konkretne plany – wykorzystania ich renomy do wsparcia idei „sound science”. Niejednokrotnie bez ich wiedzy zresztą.

Na konferencji w Heidelbergu przedstawiono napisany przez Michela Salomona tekst odezwy do polityków, której wymowa była prosta – decydenci powinni polegać na faktach naukowych, a nie ideologii.

Polskie tłumaczenie (tekst oryginalny tutaj):

Pragniemy w pełni przyczynić się do zachowania naszego wspólnego dziedzictwa – Ziemi.

Jesteśmy jednak, na progu XXI wieku, zaniepokojeni pojawieniem się nieracjonalnej ideologii, która stoi w sprzeczności z postępem naukowym i przemysłowym oraz utrudnia postęp gospodarczy i społeczny.

Uważamy, że „stan naturalny”, czasem idealizowany przez ruchy, które wykazują tendencję do patrzenia w przeszłość, nie istnieje i prawdopodobnie nigdy nie istniał od pojawienia się człowiek po raz pierwszy w biosferze, ludzkość bowiem zawsze rozwijała się poprzez coraz intensywniejsze wykorzystywanie natury dla swoich potrzeb, nie odwrotnie.

W pełni podpisujemy się pod celami naukowej ekologii, zrobienia bilansu zasobów świata, ich monitorowania i zachowania. Domagamy się jednak, aby działania te opierały się na naukowych kryteriach, nie zaś na nieracjonalnych przekonaniach. Chcemy podkreślić, że wiele ważnych ludzkich działań wiąże się bądź z wykorzystaniem niebezpiecznych substancji, bądź z przebywaniem w ich sąsiedztwie, jednak postęp i rozwój zawsze wiązały się z udoskonalaniem kontroli nad nieprzyjaznymi siłami dla dobra ludzkości. Z tego względu uważamy naukową ekologię za nic innego jak kontynuację ciągłego postępu ku lepszym warunkom życia dla przyszłych pokoleń. Będziemy domagać się odpowiedzialności i powinności nauki wobec społeczeństwa jako całości. Tym bardziej pragniemy ostrzec władze odpowiedzialne za przyszłość planety, by nie podejmowały decyzji opierających się na pseudonaukowych argumentach lub fałszywych czy nieistotnych danych.

Chcemy zwrócić uwagę na absolutną konieczność pomocy dla biednych krajów w osiągnięciu w procesie zrównoważonego rozwoju poziomu porównywalnego z innymi narodami. Ponadto należy chronić państwa rozwijające się przed zagrożeniami ze strony krajów uprzemysłowionych oraz uwikłaniem ich w sieć nierealistycznych zobowiązań, które zagroziłyby ich niezależności i godności.

Największymi plagami, które szerzą się na Ziemi, są ignorancja i ucisk, nie zaś nauka, technologia i przemysł, których narzędzia, jeśli prawidłowo zastosowane, stanowią niezbędne instrumenty przyszłości ukształtowane przez ludzkość i dla ludzkości w celu przezwyciężenia poważnych problemów takich jak przeludnienie, głód czy epidemie.

Odezwa ta zyskała miano Apelu Heidelberskiego.

Apel ten, sformułowany ogólnie, nie zawiera nic, z czym rzetelny badacz nie mógłby się zgodzić. Tekst został podpisany przez obecnych na konferencji naukowców, a liczba sygnatariuszy w ciągu roku szybko powiększyła się (najwyższe szacunki mówią o około 4000 osób, w tym 72-75 noblistach).

Jeden z sygnatariuszy Apelu, fizyk P. Anderson, tak wypowiedział się na jego temat: „przemysłowców, nie naukowców, należy winić za większość degradacji ekologicznej planety”, wskazując jednocześnie, że mimo dezaprobaty środowiska naukowego, nadal produkowane są niszczące warstwę ozonową freony. Ta wypowiedź może być wskazówką co do motywów złożenia podpisów pod Apelem przez (przynajmniej część) uczestników konferencji – nie chcieli by to nauka, jako taka, była postrzegana jako zagrożenie dla Ziemi.

…i interpretacja Apelu przez Przemysł Sfabrykowanych Wątpliwości

Szybko jednak okazało się, że celem Apelu było coś innego, niż wezwanie do naukowego rozsądku i opierania decyzji politycznych na najlepszej dostępnej wiedzy naukowej. Apel posłużył wręcz czemuś zupełnie odwrotnemu.

Apel (najprawdopodobniej przeredagowany przez Michela Salomona) został zaprezentowany na konferencji prasowej dotyczącej zmiany klimatu podczas Szczytu Ziemi w Rio de Janeiro w 1992 roku. Kontekst tego pokazu i sposób jego prowadzenia trwale wpłynęły na sposób odbioru zawartych w tekście informacji.

Dziennikarze obecni na konferencji dostali coś, co amerykański historyk Daniel Boorstin opisuje jako pseudo-event. Nie konferencję, lecz „wydarzenie medialne”. Zamiast pisać o nudnym konsensusie, dziennikarze mogli więc napisać o „niezgodzie” co do przyczyn zmiany klimatu, jaka wystąpiła między grupami naukowców.

Tak oto, w zupełnym oderwaniu od swojej treści i intencji podpisujących, poprzez odpowiednią prezentację, odezwa stała się „głosem naukowców zaniepokojonych pojawieniem się nieracjonalnej ideologii” globalnego ocieplenia.

Tekst Apelu wraz ze zmanipulowanym komentarzem został przedrukowany we wpływowych gazetach np.: The Wall Street Journal, promowano go również na konferencjach (np.: na współorganizowanej przez SEPP wraz z finansowanym przez braci Koch George Mason University konferencji w maju 1993 roku).

Propagowaniem apelu w odpowiednio spreparowanych notatkach PR-owych zajęli się zarówno Michel Salomon, poprzez nowo powstałą organizację International Center for a Scientific Ecology (ICSE) jak i S. Fred Singer poprzez SEPP. ICSE (pięknie dobrana nazwa, jasno pokazująca, że to naukowe oblicze ekologii, nieprawdaż?) finansowana była w dużej mierze przez przemysł. Na stronie SEPP można znaleźć np. takie stwierdzenie:

Opublikowany w 1992 roku Apel Heidelberski oświadcza, że twierdzenia IPCC dotyczące globalnego ocieplenia są wynikiem 'pseudonaukowych argumentów lub fałszywych czy nieistotnych danych.'

W ten sposób preparowane (dez)informacje na temat Apelu były kopiowane w rożnych publikacjach i promowane za pomocą konserwatywnych think thanków takich jak Alexis de Tocqueville Institution (AdTI) czy Global Climate Coalition (GCC). Na ich rozpowszechnianiu zależało również koncernom tytoniowym. Dla Phillip Morris była to wręcz część ich strategii dotyczącej fabrykowania pojęć „rzetelnej” i „pseudo” nauki. Philip Morris planował wykorzystać naukowców, którzy podpisali Apel, do stworzenia organizacji promującej „rzetelną” naukę („sound science”), podobnej do amerykańskiego The Advancement of Sound Science Coalition (TASSC). Pomóc miał w tym Michel Salomon wraz z kierowaną przez niego ICSE.

O tym, że wielu sygnatariuszy podpisywało Apel, nie wiedząc, że de facto mają być narzędziem przemysłu sfabrykowanych wątpliwości, może świadczyć fakt, że około 40% z nich poparło odezwę Ostrzeżenie dla Ludzkości przez Naukowców. Mowa w niej jest o konieczności „odejścia od paliw kopalnych na rzecz niewyczerpywalnych źródeł energii, aby zredukować emisję gazów cieplarnianych i zmniejszyć zanieczyszczenie powietrza i wody”. „Ostrzeżenie...” podpisało 49 z 72 noblistów-sygnatariuszy Apelu Heidelberskiego (m.in.: Christian Anfinsen, Nicholaas Bloembergen, Gerard Debreu, Jerome Karle, Linus Pauling, Torsten Wiesel).

Nie wiedział, a powiedział

Apel Heidelberski dzięki starannie zaplanowanej kampanii PR-owej, w którą zostały zaangażowane potężne środki koncernów przemysłowych, stał się jednym z najbardziej udanych przekrętów wymierzonych w naukę w ostatnich dekadach. Do tej pory spotyka się cytowania jego zmanipulowanej przez koncerny interpretacji – zarówno wśród blogerów, jak i polityków, a czasem nawet naukowców.

Jednak ilu z nich zadało sobie trud, żeby choćby przeczytać oryginalny tekst, zamiast po prostu bezmyślnie kopiować spreparowane stwierdzenia?

Marcin Popkiewicz, Anna Sierpińska, konsultacja prof. Szymon P. Malinowski

Opublikowano: 2015-10-28 17:57
Tagi

stanowisko nauki medialny temat mit o klimacie

Fundacja UW
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza akceptację polityki cookies.