Negacjonista klimatyczny mówcą na konferencji preCOP

W grudniu tego roku w Katowicach ma odbyć się ONZ-owski szczyt klimatyczny COP24. Tego typu dużą konferencję poprzedzają liczne spotkania stron zaangażowanych w politykę ochrony klimatu (lub starających się ją storpedować). W dniach 9-10 sierpnia organizowany jest na przykład związkowo-samorządowy tzw. „Społeczny PRE_COP24” odbywający się pod patronatem Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej i mający doprowadzić do ustalenia wspólnego stanowiska na COP przez związki zawodowe, branżę górniczą i rząd. Z programu konferencji można dowiedzieć się, że wśród zaproszonych jest prof. William Happer, fizyk z USA negujący negatywne skutki zmiany klimatu oraz bagatelizujący ich możliwy zasięg.

Rysunek 1: William Happer podczas wystąpienia na zjeździe Młodych Amerykanów dla Wolności 2018. Zdjęcie Gage Skidmore (licencja CC BY-SA).

William Happer jest fizykiem specjalizującym się w fizyce atomowej, optyce i spektroskopii, mającym bogaty dorobek naukowy w tych dziedzinach, jednak badaniem klimatu naukowo się nie zajmował*. Nie znaczy to, że nie może orientować się w aktualnym stanie badań nad klimatem i globalnym ociepleniem, należy jednak ostrożnie podchodzić do tych jego twierdzeń, które od tego stanu badań znacząco odbiegają czy go podważają. Niestety, większość wypowiedzi Happera na temat klimatu należy zaliczyć właśnie do tej kategorii.

Przykłady takich wypowiedzi znaleźć można w niedawno wygłoszonym wykładzie. Szczegółową polemikę z Happerem znaleźć można np. tutaj, poniżej skoncentrujemy się tylko na głównych, tezach prelegenta.

 "Modele globalnego ocieplenia nie działają"

Według Happera modele systemu ziemskiego, zwane potocznie modelami klimatu, przeszacowują tempo ocieplenia globu 2-3 razy. Na potwierdzenie tej tezy przywołuje artykuł Fyfe, Gillett i Zwiers, 2013 [pełna wersja] oraz wypowiedź Johna Christy'ego z 2012 r. (która jednak dotyczy temperatury dolnej troposfery, a nie powierzchni planety).

Warto zwrócić uwagę, że już w drugim zdaniu abstraktu autorzy pierwszego wspomnianego artykułu wskazują możliwe źródła różnic pomiędzy przewidywanym przez modele tempem ocieplenia, a szacunkami wykorzystującymi dane obserwacyjne. Należą do nich, oprócz zbyt silnej czułości modeli także

- „błędy wymuszeń radiacyjnych”, które wynikają z faktu, że nie mając zawczasu informacji o mających dopiero nastąpić erupcjach wulkanów lub dokładnym przebiegu przyszłych emisji antropogenicznych, nie możemy uwzględnić ich poprawnie w prognozach (patrz Wulkany: kolejna przyczyna wolniejszego wzrostu temperatur),

- „wewnętrzna zmienność klimatu”, czyli zjawiska takie jak El Niño/La Niña, które przenosząc energię z oceanu do atmosfery lub na odwrót istotnie wpływają na średnią temperaturę powierzchni Ziemi (nie zmieniając całkowitej ilości energii zgromadzonej w układzie) a terminu których również nie da się przewidzieć (patrz La Niña i zatrzymane ocieplenie).

Potwierdziły to późniejsze badania (Schmidt i in., 2014 [pełna wersja], Dai i in., 2015). Dodatkowo odkryto też, że obserwowane trendy zmian temperatur są zaniżone przez błędy systematyczne pomiarów (Karl i in., 2015), a sam sposób w jaki porównywano modele i obserwacje był nie do końca poprawny (Cowtan i in., 2015). Podobne, choć jeszcze większe problemy, znaleziono w pomiarach temperatury troposfery, gdzie różnice pomiędzy różnymi analizami (nawet wykorzystującymi te same dane) sięgają kilkudziesięciu procent wartości trendu (Mears, 2017).

Rysunek 2: Anomalia temperatury powierzchni morza (czyli jej odchylenie od średniej wieloletniej) w grudniu 2010. Duży obszar chłodniejszej niż zwykle wody na południowym Pacyfiku oznacza obecność zjawiska La Nina. Ilustrację zamieszczamy dzięki uprzejmości NASA.

Na koniec trzeba podkreślić, że choć dla poprawy dokładności projekcji prowadzi się zwykle wiele symulacji a na koniec wyznacza z nich średnią (patrz rysunek 3 porównujący wyniki modelowania i obserwacji), nie spodziewamy się, aby krótkie, 10-15 letnie trendy temperatur dokładnie tej średniej odpowiadały. To samo dotyczy zresztą trendów dłuższych – modele przewidują czułość klimatu w granicach 2,5-4,5 stopnia na podwojenie CO2, zatem nie mogą wszystkie na raz przewidywać precyzyjnie poprawnej wartości, i nie musi być tak żeby ta poprawna wartość równała się akurat średniej z całej wiązki symulacji wszystkich modeli.

Rysunek 3: Porównanie wyników symulacji wiązką modeli CMIP5 (dane historyczne oraz obliczenia dla scenariusza RCP4.5) z trzema seriami pomiarowymi: HadCRUT4 (tu także zakres niepewności, szare słupki wskazują wartości, w których na 95% mieści się globalna średnia temperatura) z analiz MetOffice, GISTEMP z analiz NASA i NOAAGlobalTemp z analiz NOAA. Wyniki poszczególnych symulacji są różne – pomarańczowy obszar wskazuje zakres, w którym mieszczą się wyniki 95% z nich (usunięto wartości skrajne, jako najmniej prawdopodobne). Ze wszystkich zbiorów danych wybrano te dotyczące obszaru, dla którego dostępne są dane w HadCRUT4. Ilustrację zamieszczamy dzięki uprzejmości MetOffice.

Nikomu jednak, przez ostatnie 40 lat – włączając w to grupę JASON, w której pracach uczestniczył Happer – nie udało się stworzyć poprawnego fizycznie modelu klimatu, który posiadałby czułość pozwalającą na stwierdzenie, że globalne ocieplenie nie jest poważnym problemem (więcej o modelach i czułości w artykule Wirtualny klimat).

"Klimat będzie się zmieniał niezależnie od zmian CO2"

Jest to niewątpliwie prawdą, w tym samym sensie co prawdą jest stwierdzenie, że każdy z nas jest śmiertelny i prędzej czy później umrze. Mimo to każdy z nas codziennie podejmuje działania, które odsuwają ten moment w czasie: myjemy ręce przed posiłkiem, korzystamy z nowoczesnej diagnostyki medycznej i lekarstw, rozglądamy się na przejściach dla pieszych, nie korzystamy z suszarki do włosów siedząc w wannie pełnej wody.

W przypadku globalnego klimatu to, czy za 50 tys. lat przyjdzie kolejna epoka lodowa, może nas interesować, ale nie dotyczy bezpośrednio nas czy naszej cywilizacji Z praktycznych względów bardziej ciekawią nas zmiany, jakie zajdą w najbliższych dekadach i stuleciach - to one zadecydują, jak będziemy żyć my sami i nasi potomkowie. Ich przebieg zdecydowanie będzie zależał od emisji CO2. Spalając bez ograniczeń paliwa kopalne – do czego nawołuje Happer – w perspektywie najbliższych pokoleń przekształcimy klimat naszej planety do warunków, które nie występowały na niej od wielu milionów lat (Foster i inni, 2017, Zeebe i in., 2016 [wersja pełna]). Ziemia i jej biosfera wyglądała wtedy zupełni inaczej niż dzisiaj, i trudno zrozumieć entuzjazm Happera odnośnie zafundowania naszej cywilizacji przyspieszonej podróży do świata mezozoiku czy permu.

 "Więcej CO2 będzie dla nas korzystne"

Efekt "nawożenia CO2" oczywiście istnieje, ale nie jest usprawiedliwieniem, aby traktować atmosferę jako darmowy ściek dla naszych procesów przemysłowych. Po pierwsze, istnieją też inne skutki podwyższonego poziomu CO2 w atmosferze (zmiana klimatu, zakwaszanie oceanów), które niwelują potencjalne dobroczynne skutki związane z bardziej wydajną fotosyntezą (czytaj też Mit: Globalne ocieplenie, nawet jeśli będzie, wcale nie będzie takie złe, Mit: Im więcej CO2, tym lepiej dla roślin).

Rysunek 4: Nadmiar CO2 w atmosferze skutkuje zakwaszaniem się oceanu, jednym z czynników przyczyniających się do niszczenia raf koralowych. Zdjęcie: The Ocean Agency, XL Catlin Seaview Survey.

Po drugie, sam efekt jest najlepiej widoczny w warunkach, w których CO2 jest czynnikiem limitującym (substancją, której niedobór ogranicza rozwój roślin, podczas gdy innych potrzebnych im składników jest pod dostatkiem). Ma to miejsce albo szklarniach, w których dbamy o to by rośliny miały dostęp innych składników mineralnych; albo obszarach pustynnych, gdzie zwiększona wydajność fotosyntezy pozwala na oszczędną gospodarkę wodą. Przykładowo, w cytowanych przez Happera badaniach (Donohue i in., 2013) zdołano wykryć efekt nawożenia CO2 tylko w rejonach z niskimi opadami.

Po trzecie, eksperymenty wykonywane w warunkach zbliżonych do rzeczywistych, i na roślinach bardziej nas interesujących niż sukulenty, wskazują że efekt nawożenia CO2 nie jest łatwy do przewidzenia, i może ulec wysyceniu przy wyższym poziomie dwutlenku węgla (Reich i in., 2018). Warto zauważyć, że eksperci zajmujący się badaniem tego zjawiska wypowiadają się na temat potencjalnych skutków znacznie ostrożniej, niż Happer, który specjalistą od tego zagadnienia nie jest.

Po czwarte, więcej CO2 w powietrzu może być korzystne dla roślin, ale niekoniecznie dla ludzi. Nasz gatunek wyewoluował przy niskich stężeniach CO2 w atmosferze, a badania pokazują, że zbyt wysoki poziom CO2 w powietrzu którym oddychamy ma wpływ na działanie naszego mózgu (Homo sapiens w świecie wysokich stężeń CO2).

 "Dekarbonizacja jest niemoralna"

Happer przekonuje, że najbiedniejsze kraje świata potrzebują paliw kopanych aby się rozwijać, zatem redukcja emisji dwutlenku węgla skazywałaby je na pozostawanie na niższym poziomie rozwoju. Można jednak podejrzewać, że w tym przypadku troska u najuboższych to tak naprawdę tylko pretekst, by uniknąć jakichkolwiek obciążeń ze strony najbogatszych. Przepaść pomiędzy poziomem emisji jednych i drugich jest bowiem tak wielka, że można byłoby przeprowadzić głęboką redukcję globalnych emisji nawet pozwalając, przez wiele lat, na jej wzrost w państwach najbiedniejszych (przeciętny Amerykanin emituje aktualnie do atmosfery 17 ton CO2 rocznie, podczas gdy Pakistańczyk 1 tonę, a Nigeryjczyk 0,6 tony).

Rysunek 5: Panele słoneczne na farmie w Mali, zdjęcie Curt Carnemark / World Bank (licencja CC BY-NC-ND 2.0).

Pozostaje jednak pytanie, czy faktycznie biedne państwa potrzebują powtarzać 200-letnią historię industrializacji krajów pierwszego świata, czy niezbędna jest im infrastruktura energetyczna w której dominują paliwa kopalne, i czy nie dałoby się jej przynajmniej częściowo zastąpić rozproszonymi źródłami energii odnawialnej, np. tanią fotowoltaiką. Można byłoby też oczekiwać, że państwa bogatsze – do których zalicza się również Polska – pomogą państwom biedniejszym w transformacji energetycznej. Czy William Happer poparłby taki rodzaj pomocy międzynarodowej? Nie wiem, ale szczerze wątpię.

Więcej na temat Williama Happera w kontekście jego działań i wypowiedzi na temat zmiany klimatu można przeczytać w portalu Desmog.

Doskonale Szare, konsultacja merytoryczna: prof. Szymon P. Malinowski

-----

* W swoich wystąpieniach publicznych Happer często przywołuje opublikowany w 1982 raport grupy JASON "The Long-term Impacts of Increasing Atmospheric Carbon Dioxide Levels", którego jest współautorem, jako dowód posiadania specjalistycznych kwalifikacji. Pomijając już to, że miało to miejsce 40 lat temu (grupa JASON zagadnieniami klimatu zajmowała się latem 1978 roku, wstępne wersje raportu z tych badań opublikowała w 1979 i 1980 r., w formie książkowej w 1982 r.), jego wkład w raport ograniczał się do napisania rozdziału traktującego o metodzie precyzyjnego mierzenia koncentracji tlenu w powietrzu. Jest to zagadnienie powiązane z antropogenicznym globalnym ociepleniem w tym sensie, że w procesie spalania kopalin takich jak węgiel i ropa zawartość O2 w atmosferze maleje (ponieważ cząsteczki tlenu wiążą się z atomami węgla), zatem pomiar spadku koncentracji tlenu byłby niezależnym potwierdzeniem przyczyn wzrostu poziomu CO2 w atmosferze. Pomiary takie są prowadzone od początku lat 1990. (choć inną metodą niż ta zaproponowana przez Happera), i rzeczywiście wykazują przewidywany spadek koncentracji tlenu w powietrzu.

Nawiasem mówiąc, wnioski z raportu JASON pokrywały się z ustaleniami innych instytucji naukowych z tego okresu, i nawet dzisiaj, choć wiemy znacznie więcej na temat ziemskiego klimatu, większość zawartych tam informacji jest zgodna z obecnym konsensusem naukowym nt. globalnego ocieplenia.

Opublikowano: 2018-08-06 11:35
Tagi

klimatyczne bzdury

Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza akceptację polityki cookies.