Czy stan jezior w Polsce jest naprawdę zły? W jaki sposób już teraz dba się o jego poprawę? I jak bardzo na to wszystko wpływa zmiana klimatu? Odpowiedzi na te pytania przeczytasz w naszej relacji z I Ogólnopolskiej Konferencji Naukowej „Bliżej Jezior”.

Ilustracja 1: Otwarcie konferencji „Bliżej Jezior”, 22.maja 226. Zdjęcie: IMGW-PIB (wszelkie prawa zastrzeżone). .

Zrozumieliśmy już dość dobrze, że rzeki w Polsce cierpią na skutek negatywnego wpływu człowieka.

Wiemy o tym nie tylko za sprawą Odry, która w 2022 r. doświadczyła – jak stwierdzają naukowcy – jednej z największych katastrof ekologicznych w Europie w najnowszej historii. Świadomość ta wzmacnia się również praktycznie co roku podczas suszy. Wiosną i latem w mediach (tych tradycyjnych i społecznościowych) dość często pojawiają się mapy Polski przedstawiające czerwonym kolorem niski stan wód w rzekach.

Ale rzeki nie są jedyną „wodną ofiarą” szkodliwej działalności ludzi. Trochę w tle, bez równie dużej świadomości społeczeństwa, pogarsza się też los jezior, których w Polsce mamy ponad 7 tys.

Nie oznacza to jednak, że los jezior nikogo nie przejmuje. O tym, że jest wręcz przeciwnie, można było się przekonać podczas I Ogólnopolskiej Konferencji Naukowej „Bliżej Jezior”. Wydarzenie zorganizowano w siedzibie Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej w Warszawie. Zgromadziło kilkadziesiąt osób, w tym naukowców, ekspertów i decydentów.

Woda nie jest niewyczerpalna

„Jesteśmy świadkami wzrastającej antropopresji, przejawiającej się m.in. przekształcaniem jezior, regulacją rzek i osuszaniem mokradeł. Na to wszystko nakładają się zmiany klimatu” – przemawiał podczas inauguracji konferencji dr hab. Piotr Klimaszyk, prof. UAM w Poznaniu i prezes Polskiego Towarzystwa Limnologicznego, współorganizatora wydarzenia.

Ilustracja 2: Prof. Piotr Klimaszyk podczas konferencji Bliżej Jezior. Zdjęcie: IMGW-PIB (wszelkie prawa zastrzeżone).

Prof. Klimaszyk tłumaczył, że to wszystko prowadzi do spadku retencji, czyli zdolności gromadzenia wody w przyrodzie. „Potrzebujemy nie tylko nowoczesnych technologii, ale przede wszystkim zrozumienia w społeczeństwie, że woda nie jest zasobem niewyczerpalnym. Że jeziora wymagają ochrony nie dlatego, że są estetycznym elementem krajobrazu, ale dlatego, że pełnią ważną funkcję społeczną i gospodarczą. Dlatego na wodę trzeba patrzeć systemowo” – przekonywał naukowiec.

Podobnie wypowiadał się też Mateusz Balcerowicz, prezes Wód Polskich. „Jeziora zajmują w polskim krajobrazie miejsce szczególne – nie tylko jako element środowiska przyrodniczego, ale także jako przestrzeń użytkowa, rekreacyjna, kulturowa i gospodarcza. Są jednocześnie dobrem wspólnym, zasobem strategicznym oraz obiektem coraz silniejszej presji antropogenicznej. Dyskusja o ich użytkowaniu jest w istocie rozmową o odpowiedzialności państwa, granicach korzystania z zasobów oraz równoważeniu interesu publicznego i prywatnego” – mówił Balcerowicz.

Jak uleczyć chore jezioro?

„Jeziora chorują najczęściej w wyniku antropopresji. Na takich chorych, zanieczyszczonych jeziorach obserwuje się wiele negatywnych efektów” – tłumaczyła podczas konferencji dr hab. inż. Jolanta Grochowska, prof. Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie.

Na szczęście, jak tłumaczyła badaczka, chorobę można wyleczyć. A najlepszym na to dowodem jest Jezioro Długie w Olsztynie.

„Wystarczyło wybudować jedną rurę, żeby ścieki trafiały do jeziora, zamiast na teren oczyszczalni ścieków. Ten proceder trwał przez 20 lat. W okresie zanieczyszczenia woda jeziora przypominała rozcieńczone ścieki. Gdy ich dopływ w końcu odcięto, przeprowadzone później badania wykazały, że wartości parametrów uległy obniżeniu, ale warunki wciąż są bardzo złe” – wspominała prof. Grochowska.

Ilustracja 3: Prof. Jolanta Grochowska podczas konferencji Bliżej Jezior. Zdjęcie: IMGW-PIB (wszelkie prawa zastrzeżone).

Przez lata zbiornik w Olsztynie był uznawany za wręcz jedno z najbardziej zanieczyszczonych jezior w Polsce. Kluczowym etapem była sztuczna destratyfikacja, czyli szczególny rodzaj napowietrzania, podczas którego doprowadza się do mieszania mas wodnych.

Od spektakularnej fuszerki po spektakularny sukces

Co ciekawe, rozpoczęty w 1987 r. pierwszy etap okazał się porażką. Nie była to jednak wina złych założeń czy błędu naukowców, lecz… fuszerka po stronie wykonawcy.

Żeby zaoszczędzić na materiale, firma zamontowała napowietrzające rury kilka metrów płycej niż powinna, przez co osiągnięcie celu było po prostu niemożliwe. „Wielu osobom wydaje się, że jak coś jest pod wodą, to nikt tego nie widzi i nikt tego nie sprawdzi” – komentowała prof. Grochowska.

Gdy w 1991 r. wznowiono napowietrzanie już w prawidłowy sposób, efekty okazały się bardzo pozytywne: spadła zawartość związków biogennych, poprawiły się przejrzystość wody i warunki tlenowe.

Samo napowietrzanie nie mogło jednak rozwiązać wszystkich problemów. Dlatego na początku XXI w. wdrożono kolejny etap rekultywacji, czyli metodę chemiczną. Polegała on na wprowadzeniu koagulanta glinowego, który wiązał nadmiar fosforu z dna i powodował powstanie „bariery” hamującej dalsze wzbogacanie wody w ten pierwiastek.

Ilustracja 4: Jezioro Długie w Olsztynie. Zdjęcie: Mazaki (Wikimedia Commons, licencja CC BY-SA 4.0).

Efekt? Dziś woda w Jeziorze Długim jest jedną z najczystszych w regionie, a jej przezroczystość dochodzi czasami nawet do 7 m. Zagospodarowany brzeg jeziora stał się zaś jednym z najpopularniejszych miejsc odpoczynku w Olsztynie.

Prawo a społeczeństwo

Ale jeziorom można pomagać nie tylko poprzez ich rekultywację. Podobnie jak w przypadku człowieka, najlepiej sprawdza się zasada „lepiej zapobiegać, niż leczyć”. I właśnie o tym opowiadała dr inż. Beata Karolinczak z Politechniki Warszawskiej, która tłumaczyła jak ważne są administracyjno-prawne instrumenty ochrony jezior.

Jak mówiła naukowczyni, choć wszelkie działania na tym polu odbierane są przez niektórych jako ograniczanie wolności i rozwoju, to jednak jeziora potrzebują ochrony przed szkodliwą działalnością człowieka. A żeby tę ochronę egzekwować, potrzeba świadomego społeczeństwa, które na decydentach to wymusi.

Według dr Karolinczak potrzeba rekultywacji jezior już za jakiś czas stanie się codziennością. I, co sugerują obecne wyroki sądów, będzie to zadanie własne gminy. Tymczasem samorządy niechętnie biorą się za egzekwowanie prawa i ochronę jezior, bo według nich to rola Wód Polskich. Właśnie dlatego potrzeba świadomych i zaangażowanych ludzi, którzy egzekwowania prawa będą się domagać.

Ilustracja 5: Dr Beata Karolinczak podczas konferencji Bliżej Jezior. Zdjęcie: IMGW-PIB (wszelkie prawa zastrzeżone).

„Ważne jest budowanie społecznej ochrony jezior. Ale żeby wiedzieć, jak te jeziora chronić, trzeba mieć świadomość obowiązującego prawa. Dopiero wtedy będzie możliwe pospolite ruszenie na rzecz ochrony jezior. Zmiany w prawie [zwiększające ochronę jezior] wystąpią zaś, jeśli będą wynikały z presji społecznej” – przekonywała ekspertka.

Możliwości są przy tym już teraz. Na przykład jezioro można objąć formą ochrony przyrody w postaci parku krajobrazowego, co jest kompetencją sejmików wojewódzkich. To również sejmiki mogą ustalić zakazy na danym obszarze, takie jak zakaz lokalizowania nowych obiektów w pasie szerokości 100 m od linii brzegowej jeziora.

Czy z jeziorami w Polsce jest aż tak źle?

Ale czy z jakością wód w polskich jeziorach jest naprawdę tak źle? Według dr hab. Agnieszka Kolada: niekoniecznie.

Prof. Instytut Ochrony Środowiska – Państwowego Instytutu Badawczego w swym wystąpieniu zwróciła uwagę m.in. wspomniane na początku czerwone mapy rzek w Polsce. Jak tłumaczyła, podobne czerwone mapy można pokazać również w przypadku jezior. Na przykład z analiz Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska wynika, że ok. 99 proc. jezior jest w złym stanie. Diabeł tkwi jednak w szczegółach – a dokładniej w metodologii.

Choć znaczna część jezior w Polsce jest w dobrym stanie ekologicznym, to jednak ich ogólny stan uznawany jest za zły ze względu na parametry chemiczne. Co więcej, często wiele parametrów chemicznych też mieści się w odpowiednich normach. W połowie jezior zły stan chemiczny to efekt przekroczenie poziomu jednej bądź dwóch substancji. Najczęściej to difenyloetery bromowane, czyli syntetyczne środki stosowane przy produkcji wielu używanych przez nas rzeczy (np. plastik, elektronika, meble, ubrania), a poza nimi również benzo(a)piren i rtęć. Nie jest też tak, że jeziora są nimi przepełnione – często progi, które nakazują uznać stan za zły, są stosunkowo niskie, co budzi wątpliwości nawet wśród naukowców. 

Najlepszy dowód? Według przyjętych założeń woda, którą pijemy z kranów… nie spełniałaby kryteriów pozwalających uznać jej stan za dobry. 

Ilustracja 6: Publiczność podczas konferencji Bliżej Jezior, na pierwszym planie prof. Agnieszka Kolada. Zdjęcie: IMGW-PIB (wszelkie prawa zastrzeżone).

Jeziora pod presją klimatyczną

Czy to oznacza, że obawy o stan jezior są przesadzone? Absolutnie nie. Jak już wspominaliśmy, presja człowieka wpływa na nie w negatywny sposób na wiele przeróżnych sposobów. Tym, o którym jak na razie napisaliśmy najmniej, jest zmiana klimatu. Jak wyjaśniał dr Michał Rybak z UAM, z tego powodu jeziora w pewien sposób tracą wręcz oddech. 

Z jednej strony dzieje się tak, bo wyższa temperatura wody oznacza mniejszą rozpuszczalność tlenu. Z drugiej strony wzmocnieniu ulega też stratyfikacja cieplna. Z powodu rosnącej różnicy temperatur między coraz cieplejszą powierzchnią a zimnymi głębiami obie warstwy mieszają się coraz mniej, co utrudnia odpowiednie rozprowadzanie tlenu w jeziorze. Jednocześnie dochodzi do sprzężenia zwrotnego – gdy na dnie jeziora jest mniej tlenu, rozkładające się na głębi substancje organiczne „pożerają” resztki tlenu. W rezultacie tych wszystkich i jeszcze kilku innych procesów jeziora od lat 80. XX w. straciły już 5,5% tlenu przy powierzchni wody i 18,6% przy dnie.

„Zimy są obecnie łagodniejsze, lód na jeziorach pojawia się średnio 12 dni później i rozmarza osiem dni wcześniej. Od 1986 r. temperatury jezior rosną średnio o 0,34 °C na dekadę. Rośnie też parowanie. To wszystko skutki zmiany klimatu – i jeziora na to odpowiadają” – opowiadał dr Rybak.

Tymczasem modele wskazują, że pod koniec XXI w. jeziora ocieplą się łącznie już o 4°C, zawartość tlenu spadnie o 1 mg O₂/l (obecnie to 0,10 mg O₂/l), a stratyfikacja (mieszanie wód) zmniejszy się o 23%.

Ilustracja 7: Uczestnicy konferencji Bliżej Jezior. Zdjęcie: IMGW-PIB (wszelkie prawa zastrzeżone).

„Gdy brakuje tlenu, zaczyna się uwalniać fosfor, który w warunkach tlenowych jest dobrze wiązany. Doprowadza to do zakwitów, które potem spadają na dno i zużywają kolejne porcje tlenu. A sinice świetnie sobie radzą w podgrzanym środowisku, gdy okrzemki [tworzą „zdrowy” zakwit fitoplanktonu – przyp. red.] tracą swoją konkurencyjność” – wyjaśniał naukowiec z poznańskiej uczelni.

Tracimy infrastrukturę życia

Osobnym problemem jest coś, co dr Rybak przedstawił jako „utrata infrastruktury życia”. Zmiana klimatu wpływa na ponad 80% fizjologicznych procesów w ekosystemach wodnych. Zmieniają się m.in. rozmiar ciała organizmów, zasięgi gatunków oraz terminy rozrodu i tarła. Normalne cykle ekologiczne są zachwiane, a żywe organizmy mają coraz trudniej, by się w tym odnaleźć. Ujmując to inaczej: zmiana klimatu wpływa negatywnie nie tylko na samą wodę, ale i na znajdujące się w niej życie.

Odczuwają to jeziora, odczuwamy i my: jako ludzie tracimy rekreacyjny dostęp do jezior, czystą wodę do picia czy wreszcie strukturę krajobrazu. „W tym wszystkim nie chodzi o to, jak ładne zdjęcie znad jeziora nam wyjdzie, ale o całą infrastrukturę życia, która w tym ekosystemie się toczy” – podkreślał dr Rybak.

Dlatego według niego zarządzanie jeziorami w czasach zmiany klimatu nie powinno być próbą poszukiwania „granicy”, po której ekosystem jeziora ulegnie załamaniu. Zamiast tego powinniśmy robić, co w naszej mocy, by dojścia do tej granicy uniknąć. „Zmiany klimatu nie ograniczmy lokalnie. Możemy natomiast zmniejszać podatność jezior na degradację” – podsumował naukowiec.

Fajnie, że tu jesteś. Mamy nadzieję, że nasz artykuł pomógł Ci poszerzyć lub ugruntować wiedzę.

Nie wiem, czy wiesz, ale naukaoklimacie.pl to projekt non-profit. Tworzymy go my, czyli ludzie, którzy chcą dzielić się wiedzą i pomagać w zrozumieniu zmian klimatu. Taki projekt to dla nas duża radość i satysfakcja. Ale też regularne koszty. Jeśli chcesz pomóc w utrzymaniu i rozwoju strony, przekaż nam darowiznę w dowolnej wysokości