Polskie zimy w XX i XXI wieku (cz. 2)

Kontynuujemy opowieść o polskich zimach autorstwa Piotra Djakowa z bloga Pogoda i klimat. W drugiej części artykułu przeczytacie o tzw. „Zimie stulecia” 1978/79, o najwcześniejszych i najpóźniejszych opadach śniegu, „śnieżności” Wigilii i polskich zimach w kontekście ocieplania się klimatu.

Rysunek 1: Zima 2016 w Warszawie. Zima tego roku została przez IMGW PIB zakwalifikowana jako bardzo ciepła na północy i ekstremalnie ciepła na południu Polski. Zdjęcie: A Kardaś

Pierwsza część artykułu i polskich zimach, w której znajdziesz krótkie podsumowanie 2017 roku oraz informacje o szczególnie pamiętnych zimach z okresu sprzed tzw. „Zimy stulecia” 1978/79.

1978/79 – „zima stulecia”

Tak zwana „Zima stulecia” z przełomu lat 1978 i 1979 jest u nas często bardzo mocno mitologizowana. Nie była to bowiem ani najmroźniejsza, ani najdłuższa z zim XX wieku. Na swoje miano zapracowała za to bardzo gwałtownym ochłodzeniem, jakie miało miejsce pod koniec grudnia 1978, połączonym z obfitymi opadami śniegu, szczególnie na początku stycznia 1979. Warto zaznaczyć, że obfite opady śniegu dotyczyły głównie Pomorza oraz północno-wschodniej części kraju i Mazowsza, w innych regionach kraju pokrywa śnieżna nie osiągnęła aż tak znacznych grubości. W pierwszej dekadzie stycznia 1979 grubość pokrywy śnieżnej w Małopolsce wynosiła miejscami zaledwie kilka centymetrów. Inaczej rzecz miała się w okolicach Trójmiasta. Na stacji meteorologicznej Gdańsk-Rębiechowo jeszcze 28 grudnia 1978 pokrywy śnieżnej nie notowano w ogóle, a temperatura maksymalna wynosiła -1,4°C. W tym samym czasie w Wadowicach było +10,5°C. Dzień później na południu kraju było jeszcze cieplej – do +12,4°C w Grodkowie, podczas gdy północna część kraju była już pod wpływem adwekcji mroźnego powietrza. W Suwałkach tego dnia notowano maksymalnie -13,3°C, kontrast termiczny na terenie Polski osiągnął więc 25°C. Pojawiła się również grubsza pokrywa śnieżna – na wspomnianej wcześniej stacji w Gdańsku było to 15 cm.

Rysunek 2: Zima Stulecia na Wierzbnie w Warszawie, mieszkańcy odśnieżający chodnik na ul. Joliot-Curie, 30.01.1979. Zdjęcie Grażyny Rutkowskiej ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego.

Jeszcze wyższy kontrast termiczny notowano 30 grudnia, gdy temperatura maksymalna wyniosła od -21,7°C w Lidzbarku Warmińskim do +11,0°C w Grodkowie (różnica ta wyniosła więc aż 32,7°C). Stale rosła również grubość pokrywy śnieżnej, która tego dnia osiągnęła 25 cm w Prabutach. W kolejnych dniach mroźne powietrze ogarnęło już obszar całej Polski, nadal też mieliśmy do czynienia z intensywnymi opadami śniegu połączonymi z silnym wiatrem powodującym zawieje i zamiecie śnieżne, szczególnie w północnej części kraju. Sylwestrowy poranek przyniósł pokrywę śnieżną o grubości 35 cm w Gdańsku i 40 cm w Sobieszynie, a nad ranem 1 stycznia 1979 w Gdańsku było już 50 cm śniegu. Wraz z początkiem roku opady nie ustały, a pokrywa śnieżna dalej rosła. W Gdańsku przybywało przeciętnie 10-20 cm na dobę, tak że 6 stycznia 1979 grubość pokrywy śnieżnej osiągnęła tam 92 cm. Od tej pory jej grubość z każdym dniem malała, jednak aż do 25 stycznia 1979 przekraczała ona 50 cm. W tym czasie gruba pokrywa śnieżna występowała również we wschodniej części kraju: w Terespolu było to 64 cm. W ostatnim dniu stycznia w Warszawie było 70 cm śniegu, a w Legionowie nawet 72 cm. W Szczuczynie (woj. podlaskie) było to zaś aż 93 cm.

W pierwszych dniach lutego 1979 sytuacja nie uległa większym zmianom. 6 lutego grubość pokrywy śnieżnej wynosiła 90 cm w Olecku i 100 cm w Szczuczynie. W tym samym czasie w Przemyślu zmierzono zaledwie 7 cm. W połowie miesiąca w Suwałkach było 84 cm, w Olecku 96 cm, w Szczuczynie 114 cm (18 lutego 118 cm). Metrowa, lub niemal metrowa pokrywa śnieżna występowała tam aż do początku marca.

Jak więc widać nie była to może zima najmroźniejsza, za to odznaczała się bardzo grubą i długo utrzymującą się pokrywą śnieżną, szczególnie w północnej i północno-wschodniej części Polski, gdzie osiągała (a miejscami z pewnością przekraczała) 120 cm – najwięcej w latach 1951-2017. W żadnym wypadku o zimie stulecia nie mogą mówić mieszkańcy Małopolski i Podkarpacia, gdzie pokrywa śnieżna była przeważnie niewielka (w okolicy Krakowa niewiele ponad 30 cm, w Przemyślu było to maksymalnie 24 cm). W skali całego kraju była to zima mniej śnieżna od tej z 1969/70, a także zauważalnie od niej cieplejsza.

Rysunek 3: Grubość pokrywy śnieżnej w Polsce w dniu 18 lutego 1979, na podstawie danych IMGW PIB.

Rysunek 4: Suma dobowych grubości pokrywy śnieżnej w sezonie 1978/79, na pdostawie danych IMGW PIB.

Najpóźniejsze i najwcześniejsze przypadki występowania pokrywy śnieżnej

Bardzo interesujące są również daty wystąpienia najwcześniejszej i najpóźniejszej pokrywy śnieżnej. O ile śnieg w kwietniu nikogo w Polsce dziwić nie powinien, o tyle śnieg w maju nie zdarza się na nizinach często. Ostatnio mieliśmy z taką sytuacją do czynienia w roku 2017, kiedy między 9 a 11 maja notowano lokalnie niewielką pokrywę śnieżną w północnej części Polski (Łeba – dwa dni z pokrywą 1 i 2 cm, Suwałki 2 cm, Gdańsk-Rębiechowo 2 cm, Olecko 1 cm). Wcześniej majowa pokrywa śnieżna wystąpiła w 2011: do 10 cm w Tarnowie Śląskim 4 maja. Bywało jednak, że śnieg pojawiał się jeszcze później – taka sytuacja miała miejsce w 1952 roku, kiedy pokrywa śnieżna o grubości 1 cm pojawiła się w Warszawie i Skierniewicach 19 maja, a w Katowicach 20 maja 1952.

Pokrywa śnieżna może pojawić się na nizinach jeszcze nawet w czerwcu – tak było w okolicy Olecka i Grodna 2 czerwca 1928 [1]. Jest to przypadek odosobniony, jednak warto o nim wspomnieć, jako że nie dość, że niezwykły, to dodatkowo wystąpił on zaraz przed skrajnie mroźną zimą 1928/29. Tego dnia opady śniegu 2 czerwca nad ranem obserwowano również w Suwałkach, gdzie śnieg padał przy temperaturze +1°C [2].

Rysunek 5: Czerwcowy śnieg w Grodnie, 1928 r. Źródło: Światowid nr 25 (202) – 16.06.1928, str.4, http://20lecie.blogspot.com

Rysunek 6: Mapa synoptyczna z 2 czerwca 1928. Źródło: „Spostrzeżenia Meteorologiczne”, 1928.

Oczywiście im wyżej położona stacja, tym opady śniegu tworzące niewielką pokrywę śnieżną pojawiały się później. W Mszanie Dolnej (411 m n.p.m.) 30 maja 1966 roku odnotowano pokrywę śnieżną o grubości 2 cm, 7 czerwca 1962 pokrywę o tej samej grubości zmierzono w Zawoi (697 m n.p.m.).

W lipcu pokrywa śnieżna po 1951 roku nie pojawiała się poniżej wysokości 1500 metrów. 2 lipca 2011 pokrywa śnieżna o grubości 2 cm wystąpiła na Hali Gąsienicowej (1523 m n.p.m.), 8 cm śniegu leżało w tych dniach na Kasprowym Wierchu. Nie była to jednak najwyższa pokrywa śnieżna w lipcu na tej stacji – ta wystąpiła 19 lipca 1970 i osiągnęła 30 cm.

Począwszy od września pokrywa śnieżna pojawia się ponownie coraz niżej. Na Hali Ornak (1109 m. n.p.m.) 5 września 2007 notowano 2 cm pokrywy śnieżnej. Najwyższa wrześniowa pokrywa pojawiła się oczywiście na Kasprowym Wierchu, gdzie 18 września 1996 leżało 89 cm śniegu. Również w roku 2017 na szczytach górskich pojawiła się pokrywa śnieżna, co napędzało medialne doniesienia o mającej ponoć nadejść „zimie stulecia”. Była ona jednak stosunkowo niewielka (20 cm na Kasprowym Wierchu 22 września 2017) i nie wystąpiła poniżej 1500 metrów.

W październiku pokrywa śnieżna może pojawić się już na nizinach, przeważnie w trzeciej dekadzie miesiąca. Zdarzało się to jednak i wcześniej: 3 października 1972 roku 2 cm śniegu leżało w Nowym Sączu, 1 cm w Rożnowie. 3 października 1998 roku 2 cm notowano w Gnieźnie (pokrywa śnieżna pojawiła się wówczas również na krótko w Zielonej Górze). Warty uwagi jest przypadek z 7 października 2002, kiedy w Lidzbarku Warmińskim pokrywa śnieżna osiągnęła aż 14 cm.

Jak widać, na nizinach pokrywy śnieżnej nie notowano jedynie w lipcu, sierpniu i wrześniu. Przy czym fakt, że wielokrotnie notowano ją 3 października sugeruje, że również pod koniec września nie jest to wykluczone, choć ocieplający się stale klimat sprawia, że jest to coraz mniej prawdopodobne. Opady śniegu nie tworzące jednak pokrywy śnieżnej notowano 27 września 1977 w Zamościu, a także najprawdopodobniej 1 czerwca 1975 w Ustce (słowo „najprawdopodobniej” użyte jest to nieprzypadkowo: opad śniegu w Ustce figuruje w bazie IMGW, jednak nie jest ona wolna od błędów. Wiele innych czerwcowych opadów śniegu to zwyczajne błędy w bazie, co widać po zakresie temperatur maksymalnych/minimalnych).

Rysunek 7: Boże Narodzenie w Warszawie, 2014. Zdjęcie: Victor (licencja CC BY-NC-ND 2.0)

Wigilia

Wielu z nas nie wyobraża sobie wigilijnego wieczoru bez lekkiego mrozu i białych krajobrazów za oknem. Brak śniegu, czy ujemnych temperatur wydaje się godzić w tradycję. Tymczasem po 1951 roku „zimowa” Wigilia była u nas raczej czymś rzadkim niż typowym. Jeżeli jako „zimową” Wigilię zdefiniujemy taką, podczas której temperatura maksymalna była ujemna i leżało choć trochę śniegu, to w ciągu 67 lat (1951-2017) zimowa Wigilia zdarzyła się zaledwie 13 razy w Warszawie i 28 razy w Suwałkach. W Szczecinie taki przypadek miał miejsce zaledwie 8 razy, ostatnio w 2002 roku. Jeszcze mniejsze szanse na „prawdziwie” zimową Wigilię mają mieszkańcy Świnoujścia – tam zaledwie 7 lat spośród 67 charakteryzowało się ujemną temperaturą maksymalną i jednoczesnym występowaniem pokrywy śnieżnej w dniu 24 grudnia.

Wygląda to równie nieciekawie, jeśli weźmiemy pod uwagę wszystkie dni świąteczne (włącznie z 24 grudnia). Z 201 takich dni „zimowych” było zaledwie 41 w Warszawie, 26 w Świnoujściu, 34 we Wrocławiu i 79 w Suwałkach. Skąd więc pochodzi przekonanie, że dawniej święta były zawsze białe? Być może z czasów jeszcze sprzed 1951 roku, a szczególnie sprzed II wojny światowej, kiedy granice Polski obejmowały regiony znacznie chłodniejsze przy jednocześnie chłodniejszym klimacie w Europie Środkowej.

Zmiany klimatu

Wraz z postępującym ociepleniem klimatu obserwujemy również ocieplanie sezonów zimowych w Polsce. Nie jest to jednak stały wzrost – temperatury zimą w Polsce mocno zależą od typu cyrkulacji, jaki dominuje w danym sezonie. Jeżeli tzw. indeks Oscylacji Północnoatlantyckiej (NAO) jest przeważnie ujemny, istnieje spora szansa na zimę raczej chłodną. Indeks NAO (w przybliżeniu wyrażony jako standaryzowana różnica w wartościach ciśnienia między niżem islandzkim a wyżem azorskim) zdaje się ulegać cyklicznym zmianom na przestrzeni dziesięcioleci, co oznacza, że w skali dekady czy dwóch, ta naturalna zmienność warunków klimatycznych w rejonie Europy Środkowej może przysłonić zmiany wynikające z antropogenicznej emisji gazów cieplarnianych.

Rysunek 8: 11-letnie średnie ruchome pokrywy śnieżnej (linia niebieska, oś po lewej, suma wielkości dobowych w sezonie) i średniej anomalii temperatury zimą względem lat 1981-2010 (linia pomarańczowa, oś po prawej) w Polsce.

W naszym regionie dotyczy to jednak głównie sezonu zimowego, w skali rocznej obserwujemy niemal niezakłócony wzrost temperatury, co pokazuje poniższy wykres jedenastoletniej średniej ruchomej temperatury powietrza w Polsce.

Rysunek 9: Średnia anomalia temperatury powietrza w Polsce (11-letnia średnia ruchoma).

Większość modeli klimatycznych sugeruje dalsze ocieplenie się sezonu zimowego w Polsce.

Piotr Djaków, konsultacja merytoryczna prof. Szymon P. Malinowski

Źródła:

  1. Światowid nr 25 (202) – 16.06.1928, str.4. 
  2. „Spostrzeżenia meteorologiczne”, 1928
Opublikowano: 2018-02-12 11:34
Tagi

klimat XX wieku

Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza akceptację polityki cookies.