Najwyższe stadium wyparcia

W związku z trwającym szczytem klimatycznym wiele osób zastanawia się, co na temat zmiany klimatu sądzą rządzący z różnych krajów. Niestety, niektórzy wykazują się dużą odpornością na problem - i bynajmniej nie chodzi o przygotowanie infrastruktury państwa a o niedopuszczanie do siebie świadomości zagrożenia. Z tej okazji felieton na temat poglądów prezentowanych przez prezydenta USA.

Zmiana klimatu zaszła już za daleko, jest nie do powstrzymania i mamy tak kompletnie przerąbane, że podejmowanie działań na rzecz ograniczenia emisji gazów cieplarnianych nie ma już żadnego sensu, argumentuje administracja prezydenta USA, Donalda Trumpa.

Prawdopodobnie znasz pięć stadiów negowania globalnego ocieplenia.

Dotychczas prezydent Trump i jego ludzie prezentowali argumentację z etapów 1, 2 i 3, twierdząc, że zmiana klimatu to chińska ściema, podważając wkład ludzi w ocieplenie, oraz głosząc pogląd, że nie jest to wcale problem. Celem tych wypowiedzi jest blokowanie polityki na rzecz ochrony klimatu. Takie argumenty prezentowane w mediach mogą wprowadzać w błąd ludzi nie znających ustaleń nauki, jednak jest szyte zbyt grubymi nićmi, by przejść jako uzasadnienie w oficjalnych dokumentach, w których wymagane są konkrety.

Administracja Trumpa, wśród licznych działań na rzecz lobby paliw kopalnych, stara się wycofać wprowadzone przez administrację prezydenta Obamy podwyższone standardy efektywności pojazdów. Jednak zgodnie z Narodowym Aktem Polityk Środowiskowych (ang. National Environmental Policy Act, NEPA), „jeśli proponowane ważne działania administracji federalnej mają mieć znaczący wpływ na środowisko”, przedstawiająca propozycję zmian agencja musi przedstawić raport oddziaływania na środowisko.

Z tego powodu Amerykański urząd ds. bezpieczeństwa ruchu drogowego (National Highway Traffic Safety Administration, NHTSA) przygotował raport z merytorycznym uzasadnieniem planowanych zmian oraz opisem ich wpływu na środowisko, z uwzględnieniem ochrony klimatu.

Absurdalne uzasadnienie

Analizując wpływ proponowanych działań na ochronę klimatu, NHTSA przyjmuje, że świat będzie podążał scenariuszem „Biznes-jak-zwykle”, co spowoduje do 2100 roku wzrost temperatury o 3,5°C względem średniej z lat 1986-2000 (czyli o ponad 4°C względem epoki przedprzemysłowej). To stwierdzenie w pełni zgodne ze stanem wiedzy naukowej. Następnie, zestawiając wolumen ogromnych globalnych emisji w tym scenariuszu do końca stulecia z redukcją emisji związaną z tą konkretną legislacją, NHTSA dochodzi do konkluzji, że jej wprowadzenie i tak istotnie nie wpłynie na sumę globalnych emisji i tym samym wzrost temperatury powierzchni Ziemi, a więc regulacja i tak nic specjalnie nie zmieni i w związku z tym można jej nie wdrażać.

Rysunek 1. Standard efektywności pojazdów osobowych i lekkich ciężarówek w milach na galon. Niebieska linia – do chwili obecnej, zielona – zgodnie z regułami wprowadzonymi przez prezydenta Obamę, czerwona – propozycja administracji Trumpa (zamrożenie standardów zużycia paliwa). Źródło NHTSA.

Oddajmy głos agencji:

Wpływ proponowanego działania [zamrożenie standardów zużycia paliwa] oraz alternatyw na temperaturę powierzchni, opady, poziom morza i pH wód oceanów w odniesieniu do globalnej trajektorii emisji jest bardzo mały. Wynika to z globalnej i wielosektorowej natury zmiany klimatu. Następstwa wprowadzenia regulacji będą niewielkie, rozłożą się w skali globalnej i nie dotkną w nieproporcjonalny sposób Stanów Zjednoczonych.

To prawda. Administracja Trumpa w omawianej legislacji zamraża standardy paliwa dla pewnych kategorii pojazdów sprzedawanych w USA w latach 2020-2025 i oczywiste jest, że nie spowoduje to radykalnej zmiany sumy globalnych emisji gazów cieplarnianych od początku epoki przemysłowej do 2100 roku.

Dalej czytamy:

Redukcje emisji niezbędne do utrzymania emisji globalnych w ramach dostępnego budżetu węglowego nie mogą być uzyskane jedynie przez głębokie redukcje emisji z amerykańskich aut osobowych i lekkich ciężarówek, lecz musiałyby im towarzyszyć głębokie redukcje emisji w innych sektorach gospodarki amerykańskiej oraz innych krajów rozwiniętych i rozwijających się.

To także prawda. Kiedy stoimy na torach przed pędzącym pociągiem, przesunięcie się o centymetr w bok bez wątpienia nas nie uratuje. Można to powiedzieć o każdym z setek działań do podjęcia w blisko dwustu krajach świata. Żadne z tych działań z osobna nie uratuje sytuacji, bo każde jest tylko drobnym ułamkiem światowych emisji. Tak samo można powiedzieć o samolotach w Chinach, klimatyzacji w Indiach czy elektrowniach węglowych w Polsce. I w rezultacie nic nie zrobić w żadnym w krajów.

Ograniczenie emisji wymaga wielu działań, obejmujących wszystkie kraje i sektory. To właśnie dlatego prawie wszystkie narody świata podpisały się pod Porozumieniem Paryskim.

Dalej w uzasadnieniu braku działania czytamy:

Co więcej, osiągnięcie redukcji emisji gazów cieplarnianych z aut osobowych i lekkich ciężarówek w stopniu zgodnym z poziomem redukcji niezbędnym globalnie do nieprzekroczenia dostępnego budżetu węglowego wymagałoby znaczących innowacji technologicznych względem obecnych rozwiązań, ich wdrożenia oraz odejścia gospodarki i floty samochodowej od paliw kopalnych, co nie jest ani realistyczne przy obecnych technologiach, ani praktyczne gospodarczo.

To niezupełnie prawda – można radykalnie zmniejszyć zużycie energii w transporcie, i to na wiele sposobów.

Rysunek 2. Zużycie energii w kWh na 100 km na pasażera: samochód spalinowy (7 l/100 km), samochód elektryczny, pociąg (w ¾ pełen), autobus (w ¾ pełen), autobus elektryczny (w ¾ pełen) oraz rower. Zużycie energii w dużym aucie typu SUV to sto kilkadziesiąt kWh.

Co najistotniejsze, zamrożenie standardów zużycia paliwa spowolni odchodzenie od paliw kopalnych. Podnoszenie standardów energetycznych zmusza koncerny motoryzacyjne do innowacji oraz produkowania zeroemisyjnych pojazdów. Stwierdzenie, że ponieważ wielkoskalowa transformacja do zeroemisyjnego transportu nie jest obecnie realistyczna, więc mamy zlikwidować polityki służące jej umożliwieniu, jest zupełnie absurdalne.

Tragedia wspólnego pastwiska

Tragedia wspólnego pastwiska to sytuacja, w której korzyści z eksploatacji współdzielonego zasobu (w tym przypadku atmosfery traktowanej jak darmowy ściek dla kominów i rur wydechowych) trafiają do wykorzystujących go jednostek, a koszt jest dzielony w społeczności. Dążąc do zmaksymalizowania własnych korzyści, jednostki powodują wyczerpanie zasobów, a w konsekwencji cierpienie wszystkich. Jedynie w sytuacji, gdy wszyscy ograniczą korzystanie z dobra wspólnego do zrównoważonego poziomu, możliwe będzie długoterminowe korzystanie z niezdegradowanego zasobu.

Jesteśmy w takiej sytuacji ze zmianą klimatu. Scenariusz, w którym każdy z krajów wysuwa na pierwszy plan swój własny interes (zależnie od kraju mówiąc „America first!”, „Italia prima!”, „Polska jest najważniejsza!” czy też „中国第一!” lub „भारत पहले!”) skończy się globalną katastrofą klimatyczną. Jeśli nie chcemy do tego doprowadzić, każdy kraj powinien podjąć działania na rzecz zmniejszania uzależnienia od paliw kopalnych, w tym także m.in. dotyczące redukowania ilości ropy zużywanej w transporcie.

Prezentując swoją nową argumentację, administracja prezydenta Trumpa płynnie przeszła od 1, 2 i 3 stadium negacji na poziom 4 („Nic się nie da zrobić”) i 5 („Już jest za późno”), prezentując tym samym kompletnie nihilistyczne podejście do naszej przyszłości, w imię ochrony zysków koncernów paliw kopalnych działając na szkodę nas wszystkich.

Marcin Popkiewicz na podst. The Trump administration has entered Stage 5 climate denial, Trump administration sees a 7-degree rise in global temperatures by 2100, The Nihilism of Trump’s Climate Policy

Opublikowano: 2018-12-03 17:06
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza akceptację polityki cookies.