<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Tag: książka - recenzje i wywiady z autorami książek o klimacie</title>
	<atom:link href="https://naukaoklimacie.pl/tag/ksiazka/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://naukaoklimacie.pl/tag/ksiazka</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Mon, 09 Mar 2026 16:22:04 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	
	<item>
		<title>&#8222;Oceany się podnoszą, imperia upadają&#8221; &#8211; recenzja książki Gerarda Toala</title>
		<link>https://naukaoklimacie.pl/aktualnosci/oceany-sie-podnosza-imperia-upadaja-recenzja-ksiazki-gerarda-toala</link>
					<comments>https://naukaoklimacie.pl/aktualnosci/oceany-sie-podnosza-imperia-upadaja-recenzja-ksiazki-gerarda-toala#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gościnnie dla Nauki o klimacie]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 09 Apr 2025 08:14:52 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>
		<category><![CDATA[debata publiczna]]></category>
		<category><![CDATA[książka]]></category>
		<category><![CDATA[polityka klimatyczna]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://naukaoklimacie.pl/?p=45543</guid>

					<description><![CDATA[<p>Dlaczego geopolityka przyśpiesza katastrofę?</p>
<p>The post <a href="https://naukaoklimacie.pl/aktualnosci/oceany-sie-podnosza-imperia-upadaja-recenzja-ksiazki-gerarda-toala">&#8222;Oceany się podnoszą, imperia upadają&#8221; &#8211; recenzja książki Gerarda Toala</a> appeared first on <a href="https://naukaoklimacie.pl">Nauka o klimacie | naukaoklimacie.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p><strong>W artykułach naszego portalu przedstawiamy zagadnienia związne ze zmianą klimatu z perspektywy różnych nauk i specjalności akademickich. Przyszedł więc czas i na politologię. Red. Joanna Kędzierska przedstawia recenzję wydanej latem ubiegłego roku książki znanego amerykańskiego politologa i geografa </strong><a href="https://en.wikipedia.org/wiki/Gerard_Toal"><strong>prof. Gerarda Toala</strong></a><strong> zatytułowanej </strong><a href="https://global.oup.com/academic/product/oceans-rise-empires-fall-9780197693261?cc=pl&amp;lang=en&amp;"><strong><em>Oceans Rise, Empires Fall. Why Geopolitics Hastens Climate Catastrophe</em></strong></a><strong>.&nbsp;</strong></p>



<figure class="wp-block-image size-large"><img fetchpriority="high" decoding="async" width="1024" height="768" src="https://naukaoklimacie.pl/wp-content/uploads/2025/03/imperium_w_ruinie_Malinowski-1024x768.jpg" alt="" class="wp-image-45544" srcset="https://naukaoklimacie.pl/wp-content/uploads/2025/03/imperium_w_ruinie_Malinowski-1024x768.jpg 1024w, https://naukaoklimacie.pl/wp-content/uploads/2025/03/imperium_w_ruinie_Malinowski-300x225.jpg 300w, https://naukaoklimacie.pl/wp-content/uploads/2025/03/imperium_w_ruinie_Malinowski-1536x1152.jpg 1536w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /><figcaption class="wp-element-caption">Ilustracja 1: Ruina teatru „Empire” w stolicy Barbadosu, Georgetown. Fot. Szymon Malinowski.</figcaption></figure>



<p>Wielu z nas zapewne, tak jak i ja, zadaję sobie pytanie, dlaczego, choć światowi liderzy doskonale zdają sobie sprawę, że zmiana klimatu jest zagrożeniem dla przetrwania naszej cywilizacji, nie robią wystarczająco dużo, aby zapobiec katastrofie. Sama wielokrotnie zastanawiałam się, co powstrzymuje ich przed podjęciem odpowiednich działań na rzecz transformacji, skoro mamy do jej przeprowadzania narzędzia i środki, a od niej zależy nasze przetrwanie. Co może być od niego ważniejsze?</p>



<p>Oczy otworzyła mi lektura nowej książki prof. Gerarda Toala<em> Oceans Rise Empires Fall</em>, wydanej w 2024 roku przez prestiżowe wydawnictwo <em>Oxford University Press</em>. Jej tytuł można przełożyć w wolnym tłumaczeniu jako „Oceany się podnoszą, imperia upadają.” Jej autor natomiast jest profesorem geografii politycznej i wykłada w <em>School of Public and International Affairs</em> na Uniwersytecie <em>Virginia Tech</em> Waszyngtonie.&nbsp;</p>



<p>Tytuł książki jest w zasadzie jej konkluzją, wskazując nam, że wzrost oceanów oznacza upadek mocarstw. Zanim autor ją jednak przedstawi, prowadzi czytelnika bardzo ciekawą i zarazem przekonującą ścieżką intelektualną. Pokazuje nam dlaczego światowe mocarstwa, takie jak USA, kraje UE, ale też Rosja, a także Chiny czy Indie, które niedawno dołączyły do klubu największych potęg, nie podejmują wystarczających działań na rzecz walki ze zmianą klimatu.</p>



<h2 class="wp-block-heading" id="h-swiatowa-polityka-utknela-w-xix-wieku-i-nie-przystaje-do-obecnych-wyzwan-nbsp">Światowa polityka utknęła w XIX wieku i nie przystaje do obecnych wyzwań&nbsp;</h2>



<p>Toal uważa, że główną przyczyną jest fakt, że społeczeństwa i ich liderzy postrzegają świat poprzez pryzmat geopolityki. I to w jej klasycznej, najbardziej przestarzałej, oraz bardzo konserwatywnej formie. Ta wywodzi się z teorii <a href="https://en.wikipedia.org/wiki/The_Geographical_Pivot_of_History"><em>heartland</em></a> (“kluczowych obszarów”) <a href="https://en.wikipedia.org/wiki/Halford_Mackinder">Halforda Mackindera</a> (brytyjskiego polityka i akademika). Opiera się również na doktrynie „przestrzeni życiowej” wymyślonej przez niemieckiego geografa, <a href="https://en.wikipedia.org/wiki/Friedrich_Ratzel">Friedricha Ratzela</a>. Ta z kolei dała filozoficzną podstawę do budowy nazistowskich Niemiec. Zarówno teoria Mackindera jak i doktryna Ratzela przepełnione są szowinizmem i nacjonalizmem. Jak pokazuje Toal, do dziś zarówno jedno jak i drugie kształtuje indywidualistyczne zachowania państw w polityce zagranicznej.&nbsp;</p>


<div style="border: 2px solid #08306b; border-radius: 10px; background-color: #deebf7; " class="ub-styled-box ub-bordered-box wp-block-ub-styled-box" id="ub-styled-box-65defc8c-c530-4781-9b4f-48298d4175b9">
<p id="ub-styled-box-bordered-content-06801e23-6ba3-4d27-8f87-6cd359d17108"><strong>Klasyczna doktryna geopolityki</strong> zakłada, że relacje między państwami kształtuje głównie ich położenie geograficzne i są one nieodłącznie z terytorium, którą zajmują. Ponadto państwo jako twór nieustannie konkuruje z sąsiadującymi państwami, chcąc poszerzyć swoje terytorium o ich terytorium lub je zdominować. </p>


</div>


<p>Jakie znaczenie ma to dla nieskutecznej walki ze zmianą klimatu? Niestety przemożne. Główne założenie geopolityki Mackindera mówi, że największe mocarstwa funkcjonują w opozycji do siebie i ich przetrwanie warunkuje ciągła rywalizacja. Dotyczy ona między innymi właśnie przestrzeni życiowej, którą oczywiście mocarstwa chcą powiększać, a z pewnością będą robić wszystko, aby nie stracić tej dotychczasowej. Państwa postrzegają więc Ziemię, nie jako jedną wspólną planetę, a jako jej poszczególne wycinki, należące do nich lub do ich stref wpływów. Rywalizacja wpisana w DNA poszczególnych krajów nie pozwala spojrzeć na Ziemię jako wspólną planetę – a klimatu, jak wiemy, nie imają się kategorie polityczne.&nbsp; System klimatyczny jest wspólny,&nbsp; tak samo jak wspólna jest planeta, na której żyje wiele różnych nacji.&nbsp;</p>



<h2 class="wp-block-heading">Zmiana klimatu nie dostosuje się do polityki. Polityka będzie musiała dostosować się do niej&nbsp;</h2>



<p>Kraje, a zwłaszcza mocarstwa, są więc skupione na nieustannej rywalizacji między sobą i uznają to za swój najważniejszy cel i największe wyzwanie. Skupiają się wobec tego między innymi na rozgrywaniu konfliktów globalnych czy regionalnych (takich z jakim mamy np. do czynienia obecnie na Ukrainie), a nie na postępującej zmianie klimatu. A ta z punktu widzenia realiów i fizyki jest <em>de facto</em> znacznie większym zagrożeniem dla bezpieczeństwa dla wszystkich państw, bez względu na ich ambicje polityczne.&nbsp;</p>



<p>Tymczasem światowi liderzy mają w zwyczaju postrzegać globalne ocieplenie jako jeden z problemów, ale nie ten najważniejszy, co jest głęboką krótkowzrocznością, bowiem cywilizacji nie unicestwi żaden konflikt regionalny, natomiast zmiana klimatu ma ten potencjał z całą pewnością, co zostało już wielokrotnie pokazane i ilustrowane setkami dowodów naukowych (czytaj np. <a href="https://naukaoklimacie.pl/aktualnosci/ziemia-stabilna-czy-cieplarniana-309">Punkty krytyczne &#8211; Ziemia „stabilna” czy „cieplarniana”?</a> czy <a href="https://naukaoklimacie.pl/aktualnosci/jaki-jest-prog-klimatycznej-katastrofy">Jaki jest próg klimatycznej katastrofy?</a> ).&nbsp;</p>



<p>Jak przekonuje Toal, do stawienia czoła wyzwaniu, jakim jest zmiana klimatu, niezbędna jest ścisła współpraca wszystkich aktorów międzynarodowych i bez niej to się po prostu nie uda. Tymczasem państwa, nawet kształtując swoje polityki klimatyczne, robią to w opozycji do siebie nawzajem. Na przykład europejski Zielony Ład jest w założeniach skonstruowany tak, by nie dać się chińskiej konkurencji. Podobnie wprowadzony za Bidena stymulujący dekarbonizację<em> Inflation Reduction Act</em>, ma jednocześnie faworyzować rozwiązania dostarczane przez amerykańską gospodarkę, stojąc w opozycji do UE i Chin.&nbsp;</p>



<p>Jak zauważa Toal, w wielu przypadkach rywalizacja między mocarstwami (na przykład Chin i USA o Tajwan czy USA, Europy z Rosją o obszar postradziecki) dodatkowo napędza emisje, ponieważ kraje zamiast koncentrować się na ich cięciu wydają ogromne środki na zbrojenia, a w wypadku konfliktów również spalana jest wielka ilość paliw kopalnych, co nie pozwala na skuteczną walkę ze zmianą klimatu.&nbsp;</p>



<h2 class="wp-block-heading" id="h-musimy-porzucic-iluzje-wiecznego-wzrostu-gospodarczego-i-postawic-na-degrowth"><em>&#8222;</em>Musimy porzucić iluzję wiecznego wzrostu gospodarczego i postawić na <em>degrowth&#8221;</em></h2>



<p>Ponadto naukowiec zauważa, że z teorii geopolityki wyrasta także klasyczny liberalizm, który stworzył iluzję nieustannego wzrostu gospodarczego. Nie jest on możliwy, chociażby ze względu na ograniczoną ilość zasobów ziemskich. Ponadto próba podtrzymania go jest nie do pogodzenia ze stabilizacją klimatu i światowi liderzy, powinni przestać utrzymywać społeczeństwa w tej iluzji. Tymczasem nawet polityki klimatyczne takie jak <em>Inflation Reduction Act </em>czy Zielony Ład, mówią o tym, że transformacja ma stymulować dalszy wzrost gospodarczy, a nie wspominają o potrzebie zmiany tej tendencji, o czym coraz częściej informują badacze&nbsp; zajmujący się ekonomią środowiskową (np. <a href="https://doi.org/10.1038/s41467-020-16941-y">Wiedmann i in., 2020</a>).&nbsp;&nbsp;</p>



<p>Głównym problemem przedstawionym w książce jest fakt, że globalny indywidualizm oparty na antagonizmach między mocarstwami hamuje kolektywny wysiłek na rzecz uchronienia całej ludzkości przed katastrof. Dzieje się tak dlatego, że poszczególne imperia spalają się w ułudzie ochrony własnego terytorium przed sobą nawzajem, tracąc z oczu o wiele poważniejsze wyzwanie. Tymczasem owe terytoria już są zagrożone&nbsp; w wyniku prowadzonego przez całą ludzkość eksperymentu geofizycznego w postaci szalonych emisji gazów cieplarnianych. Niebawem mogą one zostać zniszczone przez gwałtowne zjawiska pogodowe czy też częściowo lub całkowicie zniknąć pod wodą. To już się <em>de facto</em> dzieje, na przykład w przypadku <a href="https://earthobservatory.nasa.gov/images/152452/americas-sinking-east-coast">wschodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych</a>. To z kolei doprowadzi do destabilizacji i upadku imperiów – nawiązując ponownie do tytułu książki.&nbsp;</p>



<p>Toal przede wszystkim odnosi się w swojej książce do imperiów właśnie, bo to one głównie wyemitowały i emitują największe ilości gazów cieplarnianych, z USA na czele. To również one w największym stopniu wpływają na decyzje co do światowej polityki klimatycznej, która według Toala ponosi całkowitą porażkę, co widać podczas specjalnie jej poświęconych corocznych konferencji klimatycznych COP, organizowanych pod egidą ONZ.&nbsp;</p>



<p>Jak bardzo mocarstwa tkwią w obsesji wiecznego rozwoju i rywalizacji pokazuje według Toala postawa Chin i Indii. Obydwa kraje stoją na stanowisku, że owszem będą się dekarbonizować, ale chcą jednocześnie budować elektrownie węglowe, żeby mieć tyle energii, aby dojść do takiego bogactwa jak Zachód, z którym chcą się zrównać pod względem dochodu. Tymczasem i Chiny i Indie już są bardzo mocno dotknięte skutkami zmiany klimatu, a więc swoim podejściem szkodzą sobie same. Ta&nbsp; postawa rujnuje też wysiłki na rzecz radykalnego cięcia emisji i tworzy <em>de facto</em> klimatyczny kolonializm. Polega on na tym, że państwa biedne, głównie globalnego południa, ponoszą największe koszty emisji w postaci najróżniejszych katastrof, do których się nie przyczyniły, ponieważ ich emisje gazów cieplarnianych są i były śladowe.&nbsp;</p>



<h2 class="wp-block-heading">Wielka katastrofa albo seria katastrof klimatycznych obali imperializm&nbsp;</h2>



<p>Jaką więc przyszłość kreśli przed nami Gerard Toal? Niestety nie jest ona zbyt świetlana. Jego zdaniem państwa nie będą zdolne wyrwać się z geopolitycznych okowów i podporządkować wspólnemu celowi, jakim jest redukcja emisji do zera.&nbsp; Może oczywiście jeszcze wydarzyć się jakaś spektakularna tragedia albo seria tragedii, która wywoła globalną reakcję. Ta w końcu doprowadzi do tego, że światowi liderzy zostaną zmuszeni do przestawienia wszystkich działań na tryb walki ze zmianą klimatu i wymusi globalną współpracę. Według niego może też powstać światowa koalicja na rzecz walki ze zmianą klimatu, która doprowadzi do ponadnarodowego zjednoczenia mieszkańców Ziemi, których celem będzie uchronienie gatunku przed zagładą. Toal wspomina także o oddaniu władzy w ręce naukowców.&nbsp;</p>



<p>W konkluzjach swojej książki badacz przekonuje jednak, że zanim zdarzy się najgorsze, powinniśmy już teraz porzucić myślenie w kategoriach sformułowanej w XIX wieku geopolityki. Zwraca uwagę, że ta nie istniała od zawsze, tak samo jak kapitalizm też nie istniał zawsze, a w niektórych krajach nie zaistniał wcale, natomiast ludzkość funkcjonowała. Powołuje się tu na słowa sekretarza generalnego ONZ Antonio Guterresa: <em>Collective action or collective suicide</em> (Wspólne działania, albo zbiorowe samobójstwo).&nbsp;&nbsp;</p>



<p>Chociaż książka prof. Gerarda Toala wyszła&nbsp; w języku angielskim i nie wiadomo, czy doczeka się tłumaczenia na polski, warto podjąć się wysiłku i ją przeczytać. Szczególnie powinni to zrobić podejmujący decyzje politycy, ale także wszyscy zajmujący się bezpieczeństwem i polityką klimatyczną czy też po prostu osoby zatroskane o stan naszego klimatu.&nbsp;</p>



<p>To doskonałe studium naszej niemocy w radzeniu sobie z kryzysem planetarnym, dające odpowiedź na pytanie, dlaczego sobie nie radzimy i pokazujące jak kalki myślowe, w których funkcjonujemy, się do tego przyczyniają. Książka będzie także świetnym wstępem do zrozumienia czym jest klasyczna geopolityka, bo jej teorii i jej korzeniom Toal poświęca właściwie pierwsze 4 rozdziały, a dopiero w 7., ostatnim rozdziale tłumaczy dokładnie zależności między zmianą klimatu, a nią samą. Chociaż lektura może nie być łatwa ze względu na dość zagmatwane pojęcia politologiczne, to profesor Toal podkreśla, że jest to książka dla każdego, a jej przeczytanie z pewnością otwiera oczy i pozwala spojrzeć na politykę klimatyczną z&nbsp; nowej perspektywy.</p>



<p></p>
<p>The post <a href="https://naukaoklimacie.pl/aktualnosci/oceany-sie-podnosza-imperia-upadaja-recenzja-ksiazki-gerarda-toala">&#8222;Oceany się podnoszą, imperia upadają&#8221; &#8211; recenzja książki Gerarda Toala</a> appeared first on <a href="https://naukaoklimacie.pl">Nauka o klimacie | naukaoklimacie.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://naukaoklimacie.pl/aktualnosci/oceany-sie-podnosza-imperia-upadaja-recenzja-ksiazki-gerarda-toala/feed</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Ocean coraz mniej lodowaty &#8211; fragment książki &#8222;Ostatnia minuta&#8221; Tomasza Ulanowskiego</title>
		<link>https://naukaoklimacie.pl/aktualnosci/ocean-coraz-mniej-lodowaty-fragment-ksiazki-ostatnia-minuta-tomasza-ulanowskiego</link>
					<comments>https://naukaoklimacie.pl/aktualnosci/ocean-coraz-mniej-lodowaty-fragment-ksiazki-ostatnia-minuta-tomasza-ulanowskiego#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Gościnnie dla Nauki o klimacie]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 16 Mar 2023 10:51:18 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>
		<category><![CDATA[Arktyka]]></category>
		<category><![CDATA[książka]]></category>
		<category><![CDATA[ocean]]></category>
		<category><![CDATA[skutki zmiany klimatu]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://naukaoklimacie.pl/?p=34207</guid>

					<description><![CDATA[<p>"Przygody Tomka w Arktyce i Antarktyce." Co się zmienia w oceanie i jak to się wiąże z klimatem? </p>
<p>The post <a href="https://naukaoklimacie.pl/aktualnosci/ocean-coraz-mniej-lodowaty-fragment-ksiazki-ostatnia-minuta-tomasza-ulanowskiego">Ocean coraz mniej lodowaty &#8211; fragment książki &#8222;Ostatnia minuta&#8221; Tomasza Ulanowskiego</a> appeared first on <a href="https://naukaoklimacie.pl">Nauka o klimacie | naukaoklimacie.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p><strong>&#8222;Ostatnia minuta. Pieszo przez antropocen&#8221; to wspomnienia Tomasza Ulanowskiego &#8211; dziennikarza naukowego &#8222;Gazety Wyborczej&#8221;</strong> <strong>&#8211; z jego wypraw w odległe zakątki świata i rozmów z naukowcami, którzy je badają. To propozycja dla tych, którzy chcieliby poznać powiązania pomiędzy zjawiskami zachodzącymi w atmosferze i oceanie lub dowiedzieć się, jak zmiana klimatu wpływa na lód i zwierzęta morskie, a nie przepadają za podręcznikami. Premiera <a href="https://wydawnictwoagora.pl/ostatnia-minuta-pieszo-przez-antropocen/">książki</a> wydanej przez Wydawnictwo Agora już 22 marca. Tymczasem przedpremierowo publikujemy jej fragment, opowiadający o Arktyce, Antarktyce i pracujących w nich naukowcach. [Dobór Ilustracji i wyróżnień &#8211; redakcja Nauki o klimacie.]</strong></p>


<div class="wp-block-image">
<figure class="alignleft size-large is-resized"><img decoding="async" width="658" height="1024" src="https://naukaoklimacie.pl/wp-content/uploads/2023/03/ostatnia-minuta-okladka_final-658x1024.jpg" alt="Tomasz Ulanowski: &quot;Ostatnia minuta. Pieszo przez antropocen&quot;. Okładka książki. " class="wp-image-34208" style="width:329px;height:512px" srcset="https://naukaoklimacie.pl/wp-content/uploads/2023/03/ostatnia-minuta-okladka_final-658x1024.jpg 658w, https://naukaoklimacie.pl/wp-content/uploads/2023/03/ostatnia-minuta-okladka_final-193x300.jpg 193w, https://naukaoklimacie.pl/wp-content/uploads/2023/03/ostatnia-minuta-okladka_final-987x1536.jpg 987w, https://naukaoklimacie.pl/wp-content/uploads/2023/03/ostatnia-minuta-okladka_final-1316x2048.jpg 1316w, https://naukaoklimacie.pl/wp-content/uploads/2023/03/ostatnia-minuta-okladka_final.jpg 1594w" sizes="(max-width: 658px) 100vw, 658px" /></figure>
</div>


<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p>Pociągały go fiksacje własnej wyobraźni.</p>
<cite>Barry Lopez, <em>Arctic Dreams</em></cite></blockquote>



<p>Zimno przychodzi nagle, jakbyśmy wpłynęli do zamrażarki. I właściwie tak jest, bo, jak sądzę, przepłynęliśmy granicę frontu polarnego, czyli Antarktyczny Prąd Okołobiegunowy. Obiega on Antarktykę zgodnie z ruchem wskazówek zegara i odcina ją od ciepła napływającego z północy. Wytycza płynne granice pomiędzy Oceanem Południowym a Atlantykiem, Pacyfikiem i Oceanem Indyjskim.</p>



<p>Gdyby nie ten najpotężniejszy prąd morski Ziemi, Antarktyda – archipelag, który udaje kontynent – nie byłaby wciśnięta w ocean przez czapę lodu o przeszło trzykilometrowej grubości. Lód zaczął z niej spływać (bo lodowce płyną jak rzeki, tylko wolniej) blisko 40 milionów lat temu. Zaraz po tym, jak oderwały się od niej Australia oraz Ameryka Południowa i narodził się Antarktyczny Prąd Okołobiegunowy. Wcześniej porastały ją lasy, a jeszcze wcześniej żerowały w niej dinozaury, których szczątki naukowcy ciągle odkrywają na coraz słabiej zalodzonych wybrzeżach Antarktydy.</p>



<h2 class="wp-block-heading" id="h-polarny-swiat-czlowiek-czuje-sie-w-nim-jak-w-innym-wymiarze">Polarny świat. Człowiek czuje się w nim jak w innym wymiarze. </h2>



<p>Wielu polarników najbardziej porusza surowa przyroda nieożywiona – połączenie gór, śniegu, lodu i morza. Czasem zdarzają się też bliskie spotkania z przyrodą ożywioną. W Arktyce kołyszącym krokiem minie cię (oby) niedźwiedź polarny. W Antarktyce uwiedzie cię pingwin.</p>



<p>Przepływamy więc granicę Antarktyki. Wokół chilijskiego okrętu transportowego „Aquiles”, którym w styczniu 2017 roku razem z naukowcami i technikami płynę do „Arctowskiego”, krążą pingwiny oraz antarktyczne ptaki latające – warcabniki. Filmuję je, kiedy za burtą na sekundę wynurza się wieloryb. Dmucha wodą, łapie powietrze i ponownie chowa się w otchłani.</p>



<p>Żadne zwierzę nie łapie za gardło tak jak wieloryb.</p>



<p>*</p>



<p>Większości z tego, co przeżyjesz, nie opowiesz nikomu. Nikomu.</p>



<p>– Czuję się czasem jak Włóczykij z <em>Muminków</em>. – Siwą brodę pokrywającą twarz profesora Jana Marcina Węsławskiego marszczy delikatny uśmiech. Niedoszły zdobywca żółtej plastikowej kaczuszki od blisko czterech dekad bada północny „kraniec” świata, czyli Arktykę.</p>



<p>Włóczykij wędruje po świecie, ale każdej wiosny wraca do swoich przyjaciół z Doliny. A ci mają do niego pretensje, że nie chce im opowiadać o tym, co zobaczył podczas podróży. Na co Włóczykij tłumaczy, że gdyby o wszystkim opowiadał, toby pamiętał tylko własne słowa!</p>



<p>Ale słowa bez problemu wypływają z głowy Węsławskiego.</p>



<p>– Bo trzymanie w sobie tych wszystkich przeżyć zawsze wydawało mi się nie w porządku – tłumaczy biolog morza. Z bardziej introwertycznego profesora Waldemara Walczowskiego, oceanografa fizycznego również pracującego w Instytucie Oceanologii PAN w Sopocie, słowa trzeba wręcz wydzierać. Zarzuca się na nie przynętę i wyłapuje jak przyczajone przy morskim dnie drapieżne dorsze. Choć siedzimy w trójkę w gabinecie dyrektorskim Węsławskiego.</p>



<p>– Kiedyś uważałem, że tylko otwarty ocean się liczy. – Walczowski kiwa głową. – Teraz coraz chętniej pcham się do fiordów, pod lodowce. Chcę je widzieć i słyszeć. Chcę je czuć.</p>



<p>Póki są.</p>



<figure class="wp-block-image size-large"><img decoding="async" width="1024" height="681" src="https://naukaoklimacie.pl/wp-content/uploads/2023/03/NyAlesund_Tomasz_Petelski_20100512_NOK013_ed-1024x681.jpg" alt="Zdjęcie: okolice Ny-Alesund, Spitsbergen. Zatoka częściowo pokryta lodem, na lądzie widoczny spływający do morza lodowiec." class="wp-image-34213" srcset="https://naukaoklimacie.pl/wp-content/uploads/2023/03/NyAlesund_Tomasz_Petelski_20100512_NOK013_ed-1024x681.jpg 1024w, https://naukaoklimacie.pl/wp-content/uploads/2023/03/NyAlesund_Tomasz_Petelski_20100512_NOK013_ed-300x199.jpg 300w, https://naukaoklimacie.pl/wp-content/uploads/2023/03/NyAlesund_Tomasz_Petelski_20100512_NOK013_ed-1536x1021.jpg 1536w, https://naukaoklimacie.pl/wp-content/uploads/2023/03/NyAlesund_Tomasz_Petelski_20100512_NOK013_ed-270x180.jpg 270w, https://naukaoklimacie.pl/wp-content/uploads/2023/03/NyAlesund_Tomasz_Petelski_20100512_NOK013_ed-370x245.jpg 370w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /><figcaption class="wp-element-caption">Okolice Ny-Alesund na Spitsbergenie (archipelag Svalbard w Arktyce). Zdjęcie: Tomasz Petelski (Polska Akademia Nauk, licencja dla Naukaoklimacie.pl).</figcaption></figure>



<p>Walczowski, surowy wąsacz po sześćdziesiątce, spędza w Arktyce każde lato. Od blisko ćwierć wieku żegluje ze swoją ekipą naukową po morzach nordyckich, w Stanach Zjednoczonych zwanych <em>GIN Seas</em> bo opływają Grenlandię, Islandię i Norwegię. Płynie z Półwyspu Skandynawskiego do archipelagu Svalbard (jego największą wyspą jest Spitsbergen), każdego roku zatrzymując się po drodze w tych samych miejscach na oceanie, określonych długością i szerokością geograficzną. Na różnych głębokościach Walczowski mierzy zasolenie i temperaturę wody morskiej. Dzięki temu ma wieloletnią perspektywę na zmiany zachodzące w ciepłych i słonych wlewach wody z Atlantyku do Arktyki, wędrujących przez skomplikowany i rozgałęziony niczym korzenie prastarego drzewa system prądów morskich, który często określa się słowem wytrychem Golfsztrom.</p>



<p>To Walczowski zakaził mnie gorączką polarną.</p>



<p>W 2008 roku, po opublikowaniu przez „Gazetę Wyborczą” mojego tekstu o znikającym lodzie morskim na Oceanie Arktycznym (Rosjanie ciągle mówią nań Ocean Lodowaty – ciekawe, jak długo jeszcze), do redakcji napisał naukowiec. Walczowski, wtedy jeszcze doktor, płynął właśnie na kanadyjskim lodołamaczu przez Arktykę. „Zabawnie się czyta o kurczącej się pokrywie lodowej, kiedy musisz przez nią się przedzierać” – konstatował w mejlu.</p>



<p>Wymieniliśmy ich wtedy kilka. Od słowa do słowa zaproponował mi, żebym popłynął z nim i jego ekipą do Arktyki.</p>



<p>„Pomyślałem sobie, że pożegluję nieco po morzach. (…) Może dla innych ludzi rzeczy tego rodzaju nie stanowiłyby zachęty, ale jeśli o mnie idzie, to trapiony jestem wiecznotrwałą tęsknotą za tym, co dalekie”<sup><a href="https://katalogi.bn.org.pl/permalink/48OMNIS_NLOP/1aot9i7/alma9912860868005606">1</a></sup>.</p>



<h2 class="wp-block-heading" id="h-latem-2009-roku-podroz-statkiem-badawczym-oceania-nalezacym-do-instytutu-oceanologii-wyrwala-mi-trzy-tygodnie-z-normalnego-zycia">Latem 2009 roku podróż statkiem badawczym „Oceania” należącym do Instytutu Oceanologii wyrwała mi trzy tygodnie z normalnego życia.</h2>



<p>Przez pierwszy tydzień leżałem złożony chorobą morską. Spędzałem całe dnie, umartwiając się, co też najlepszego narobiłem. Trzeba było siedzieć na dupie w domu! Po pewnym czasie dowiedziałem się, że marynarze robią sobie ze mnie jaja.</p>



<p>– Mamy taki pomysł, żebyś swój artykuł zatytułował <em>Widziane z koi</em> – śmiał się jeden z nich.</p>



<p>– Ja na szczęście nigdy nie mam choroby morskiej – mówi doktor Emily Shuckburgh, matematyczka, oceanografka i klimatolożka, z którą lata później spotykam się w kafeterii Brytyjskiej Służby Antarktycznej w Cambridge.</p>



<p>Kiedy opowiada mi o swojej pracy, ciągle rysuje – w powietrzu i na stole – figury geometryczne. Jej dłonie nie lubią spokoju i, jak się wydaje, próbują nadążyć za głową.</p>



<p>Czy matematyk widzi świat pod postacią równań? – pytam, obserwując ją z zaciekawieniem.</p>



<p>– Nie – śmieje się po chwili wahania. I zaraz zaczyna opowiadać, jak zrozumiała, że sama jest częścią równania. – Najpierw interesowałam się cyrkulacją powietrza. Z punktu widzenia matematyki czy fizyki atmosfera jest jak ocean. Zachowanie obu opisuje dziedzina fizyki zwana dynamiką płynów – wyjaśnia badaczka.</p>



<p>Pewnie miałbym problem z wyobrażeniem sobie płynnych ruchów mas powietrza, gdyby nie to, że lata wcześniej zwiedzałem amerykańskie Narodowe Centrum Badań Atmosfery w Boulder. Mają tam na wystawie globus wypełniony cieczą. Wystarczy nim zakręcić, żeby zobaczyć, jak siła Coriolisa tworzy atmosferyczne wiry, które nazywamy wyżami i niżami. Małe robaczki i większe węże płynu wędrują we wszystkie strony świata.</p>



<figure class="wp-block-video"><video height="720" style="aspect-ratio: 1280 / 720;" width="1280" controls src="https://naukaoklimacie.pl/wp-content/uploads/2023/03/ocean_composit_NASA_SVS.mp4"></video><figcaption class="wp-element-caption">Animacja pokazuje kolejno: 10 sekund symulacji prądów morskich na powierzchni Atlantyku (kolory związane z temperaturą wody), 6 sekund symulacji przepływów powietrza, 12 sekund symulacji powierzchniowych prądów morskich i na koniec 40 sekund  wilekoskalowej cyrkulacji oceanicznej , o której mowa w tekście. Wizualizację zaczerpnęliśmy ze strony <a href="https://svs.gsfc.nasa.gov/3829">NASA/Goddard Space Flight Center Scientific Visualization Studio</a>,  wykorzystano w niej także dane The Blue Marble Next Generation, które udostępnił Reto Stockli (NASA/GSFC) i NASA&#8217;s Earth Observatory.</figcaption></figure>



<p>Formowane również przez różnice w nasłonecznieniu wyże i niże tworzą silnik atmosferyczny, który razem z chmurami – prawdziwymi maszynami parowymi nieba – zabiera masy powietrza w podróż naokoło Ziemi i zmienia nam pogodę.</p>



<p>To już wiemy. Ale podobne wiry – tym razem wodne – powstają w oceanie. To właśnie na Oceanie Południowym Shuckburgh zdała sobie sprawę, że jest częścią równania.</p>



<p>– Interesowały mnie procesy mieszania się różnych warstw oceanu – opowiada. – Decydują one nie tylko o powstawaniu prądów morskich i o klimacie (bo w ramach tych procesów ocean pobiera z atmosfery i oddaje do niej ciepło oraz dwutlenek węgla), ale także roznoszą składniki odżywcze. Zanim jeszcze popłynęłam do Antarktyki, oglądałam zdjęcia satelitarne oceanu, na których świetnie widać prądy morskie…</p>



<p>Jak to? – przerywam. Trudno mi sobie wyobrazić, że mędrca szkiełko i oko potrafi dostrzec oceaniczne rzeki aż z orbity okołoziemskiej.</p>



<p>Shuckburgh tłumaczy, że satelity w różnych miejscach mierzą poziom morza. Dzięki temu wiemy, że i ocean ma swoje wyże i niże, a więc wiry, wokół których kręcą się masy wody morskiej. Dla oceanografa takie zdjęcie wygląda jak mapa synoptyczna pokazywana w telewizyjnej prognozie pogody, z wyżami i niżami atmosferycznymi, wokół których szaleją masy powietrza przynoszące słońce albo chmury. To wszystko widać, oczywiście, tylko ze statku kosmicznego. Z morskiego cała ta układanka jest niedostrzegalna.</p>



<p>Bo jest się jej częścią?</p>



<p>– Dokładnie. – Uczona wbija w powietrze tuż przed moim nosem swój palec wskazujący. – Aby więc ją zobaczyć, wrzucaliśmy do wody… żółte kaczuszki.</p>



<p>No nie. Znowu?!</p>



<p>– Żółte gumowe kaczuszki – śmieje się Shuckburgh. – Marynarze na naszym statku pukali się w czoła. A to były sondy. Wyposażyliśmy je w nadajniki GPS, dzięki czemu mogliśmy zobaczyć, dokąd popłyną – i czy popłyną tam, gdzie sądziliśmy, że popłyną, patrząc na zdjęcia satelitarne. Choć uczeni wyrzucili je jednocześnie i kaczuszki wylądowały w wodzie prawie w tym samym miejscu, to po pół roku jedna z nich dopłynęła do Afryki, druga ciągle kręciła się koło Falklandów, a trzecia była o tysiące kilometrów dalej.</p>



<p>Dynamiką płynów rządzi chaos, jak udowodniła już inna żółta kaczuszka (plastikowa), której nie udało nam się odnaleźć na arktycznej Ziemi Księcia Karola. A oceanem rządzą rzeki prądów morskich.</p>



<p>– Prądy morskie nie są po prostu rzekami płynącymi w oceanie, jak to sobie kiedyś wyobrażano i jak ciągle pokazują różne schematy – poprawia mnie stanowczo profesor Waldemar Walczowski. – Przypominają raczej skupiska wirów. Cyrkulacja oceaniczna jest o wiele bardziej skomplikowana, niż się wydaje nawet naukowcom.</p>



<p>*</p>



<h2 class="wp-block-heading" id="h-trudno-w-to-uwierzyc-ale-jeszcze-kilka-dekad-temu-dla-meteorologow-i-klimatologow-bylo-niepojete-jak-ogromne-znaczenie-ma-ocean-dla-klimatu">Trudno w to uwierzyć, ale jeszcze kilka dekad temu dla meteorologów i klimatologów było niepojęte, jak ogromne znaczenie ma ocean dla klimatu.</h2>



<p>– Kiedy dwie dekady temu napisałem doktorat, mój szef go przeczytał i mówi: „Fantastyczna praca, fantastyczna, ale czy pan naprawdę wierzy, że woda ma takie znaczenie dla klimatu?”. Nawet do oceanografów nie docierało, jak ocean jest ważny! – peroruje Walczowski. – A przecież już wiek temu Fridtjof Nansen mówił, że zmiana cyrkulacji oceanicznej musi się odbić na zmianie klimatu. Ale on był wizjonerem, który potrafił wyczuć różne procesy i rozumiał, że klimat oraz ocean to naczynia połączone.</p>



<p>Doskonale to widać w rejonie Arktyki, dla którego Walczowski poświęca każde lato. Przez szeroko otwartą bramę pomiędzy Grenlandią a Svalbardem do Oceanu Arktycznego wlewają się masy ciepłej i słonej wody płynącej systemem prądów morskich z Atlantyku. Im dalej w Arktykę wlewa się woda atlantycka, tym mniej lodu morskiego pokrywającego Ocean Arktyczny.</p>



<figure class="wp-block-image size-large"><img loading="lazy" decoding="async" width="1024" height="768" src="https://naukaoklimacie.pl/wp-content/uploads/2023/03/30940289812_nasa_sea_ice-1024x768.jpg" alt="Zdjęcie lotnicze: lód morski. Widać grubsze i cieniutkie (niemal przezroczyste) tafle lodu. " class="wp-image-34217" srcset="https://naukaoklimacie.pl/wp-content/uploads/2023/03/30940289812_nasa_sea_ice-1024x768.jpg 1024w, https://naukaoklimacie.pl/wp-content/uploads/2023/03/30940289812_nasa_sea_ice-300x225.jpg 300w, https://naukaoklimacie.pl/wp-content/uploads/2023/03/30940289812_nasa_sea_ice-1536x1152.jpg 1536w" sizes="auto, (max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /><figcaption class="wp-element-caption"> Lód morski: po prawej świeży, dopiero powstający, po lewej starsze i grubsze kry lodowe. Zdjęcie lotnicze<br><a href="https://flic.kr/p/P965dC">NASA/Maria-Jose Viñas</a>. (licencja <a href="https://creativecommons.org/licenses/by/2.0/">CC-BY 2.0</a>)</figcaption></figure>



<p>Obecnie wiemy, że atmosfera odpowiada głównie za pogodę – dynamiczne procesy, które decydują o tym, że dzisiaj jest cieplej albo chłodniej, niż było wczoraj. Natomiast ocean działa wolniej, ale przenosi znacznie więcej energii niż atmosfera i mocno wpływa na klimat. Zbiera ciepło z rejonu pomiędzy zwrotnikami, a potem przenosi je w stronę chłodniejszych rejonów polarnych, by tam oddać je atmosferze.</p>



<p>Kiedy w Arktyce i Antarktyce woda morska oddaje ciepło, to sama się schładza. Przy tym paruje, robi się więc również bardziej słona. Gęstnieje. Tonie. A potem wraca w stronę równika jako gęsta woda głębinowa. Miejsca, w których tworzy się woda głębinowa, nazywamy kominami konwekcyjnymi.</p>



<p>Takie kominy są świetnie widoczne na powierzchni oceanu. Miałem okazję je podziwiać na Morzu Barentsa niedaleko norweskiego Kirkenes. Morze jest tam pokryte przez mgłę, tak zwany dym morski. Ta mgła to unosząca się z relatywnie ciepłego oceanu para wodna, która po zetknięciu z zimnym powietrzem się skrapla i podczas przemiany fazowej z gazu w ciecz oddaje swoje ciepło atmosferze.</p>



<p>Każdy może zresztą przeprowadzić w domu eksperyment, żeby zobaczyć ten proces z bliska. Wystarczy zrobić sobie gorącą kąpiel w chłodnej łazience – efekt będzie taki sam. Jak pamiętamy, podobnie przebiega wymiana energii w chmurach.</p>



<p>– Atlantyk, choć ma mniejszą powierzchnię od Pacyfiku, odgrywa kluczową rolę w procesie powstawania wody głębinowej – tłumaczy Walczowski. – A to dlatego, że jest oceanem otwartym zarówno na Arktykę, jak i na Antarktykę, w związku z tym przenosi do rejonów polarnych ogromne ilości ciepła. Jest więc najmocniejszym silnikiem napędzającym obieg wody w oceanie i ogrzewającym rejony okołobiegunowe.</p>



<p>Kiedyś ten cały globalny pas transmisyjny wody oceanicznej nazywano cyrkulacją termohalinową, w skrócie THC (co kojarzy się z pewną substancją rozluźniającą). Miała być ona zależna jedynie od różnic temperatury i zasolenia wody morskiej, które przekładają się na różnice w jej gęstości. Dzisiaj mówi się już raczej o cyrkulacji zwrotnej albo po prostu o cyrkulacji oceanicznej, bo wiadomo, że ogromną rolę w napędzaniu oceanu odgrywa też wiatr, który pcha prądy powierzchniowe.</p>



<p>Choć cyrkulacja oceaniczna to pętla, więc nie ma początku ani końca, to dla ułatwienia można przyjąć, że zaczyna się w okolicach równika na Atlantyku. To stamtąd ciepła i słona woda wyrusza na północ. Niesie tyle ciepła, że gdyby nie grzejąca nas atlantycka sieć prądów morskich, Europa byłaby chłodniejsza o blisko 5 stopni Celsjusza.</p>



<p>Czy to dużo?</p>



<p>– Bardzo! – Uczony lekko podnosi głos. – Nie wolno mylić średniorocznej temperatury, którą wyznacza klimat, z wahaniami pogody z dnia na dzień.</p>



<p>Blisko 20 tysięcy lat temu, kiedy świat był u szczytu ostatniej epoki lodowej, średnia temperatura Ziemi była „tylko” o 6-7 stopni niższa od dzisiejszej. Mówimy więc o ilości energii, która decyduje o tym, czy żyjemy w epoce lodowej, czy w interglacjale.</p>



<figure class="wp-block-embed is-type-video is-provider-youtube wp-block-embed-youtube wp-embed-aspect-16-9 wp-has-aspect-ratio"><div class="wp-block-embed__wrapper">
<iframe loading="lazy" title="Naukowcy i naukowczynie o zmianie klimatu: prof. Szymon Malinowski (historia i przyszłość klimatu)" width="770" height="433" src="https://www.youtube.com/embed/Ru8iNqu7Kpk?feature=oembed" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture; web-share" referrerpolicy="strict-origin-when-cross-origin" allowfullscreen></iframe>
</div><figcaption class="wp-element-caption">Profesor Szymon Malinowski omawia wzrost temperatury od epoki lodowej do dziś i w przyszłości. Realizacja: Jacek Wasilewski (Dokumentalistyka, WDIiB UW).</figcaption></figure>



<p>Niepoślednią rolę w wymianie energii pomiędzy oceanem a atmosferą odgrywa też lód morski. Wytrąca się z niego solanka, która tonie i pomaga w tworzeniu wody głębinowej (dlatego stary lód morski nie jest słony i – jak mawiają brytyjscy marynarze – jednorocznym można się myć, dwuletni pić, a trzyletni dodawać do whisky). Lód nie tylko miesza więc morzem tam, gdzie topnieje, ale też dolewa paliwa do silnika całej cyrkulacji oceanicznej.</p>



<p>Spływanie solanki z lodu morskiego to widok niesłychanie spektakularny. W jednym z seriali przyrodniczych BBC zjawisko to wyjaśniał David Attenborough. Sopel ciężkiej i zimnej solanki mrozi otaczającą go wodę, a kiedy na płyciznach dotrze do dna morskiego, ścina całe życie, którego dotyka.</p>



<p>Poza tym lód morski izoluje ocean od atmosfery i mocno ogranicza wymianę ciepła między nimi. W Arktyce ta cała dynamika obecnie się zmienia, bo lodu morskiego jest tam coraz mniej – szczególnie tego wieloletniego.</p>



<h2 class="wp-block-heading" id="h-czy-zatem-globalne-ocieplenie-spowolni-cyrkulacje-oceaniczna-i-w-europie-bedziemy-mieli-lokalne-ochlodzenie-czy-wrecz-ja-przyspieszy">Czy zatem globalne ocieplenie spowolni cyrkulację oceaniczną (i w Europie będziemy mieli lokalne ochłodzenie), czy wręcz ją przyspieszy?</h2>



<p>W publikacji z lutego 2021 roku<sup><a href="https://doi.org/10.1038/s41561-021-00699-z">2</a></sup> uczeni z Irlandii, Niemiec i Wielkiej Brytanii przekonywali, że cyrkulacja wody w samym Atlantyku (tak zwany AMOC, czyli A<em>tlantic Meridional Overturning Circulation</em>) jest obecnie najsłabsza od tysiąca lat. Globalne ocieplenie i spływanie do oceanu coraz większych ilości słodkiej wody – między innymi z lądolodu grenlandzkiego – zaburza proces topienia w Arktyce ciężkiej słonej wody atlantyckiej. Dlatego AMOC może osłabnąć jeszcze bardziej – według obliczeń uczonych o 34-45 procent.</p>



<p>Co się wtedy stanie? Autorzy badania przedstawili różne możliwości – znaczne nagromadzenie wody morskiej u wschodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych i mocniejsze od średniej podniesienie się tam lustra oceanu, a także dalsze rozchwianie pogody w Europie, w tym wzmocnienie zimowych sztormów lub fal upału i susz latem. Ale nic dokładniejszego nie potrafili napisać.</p>



<p>– Bo tak naprawdę nie mamy pojęcia, jak globalne ocieplenie wpłynie na cyrkulację oceaniczną. Ciągle brakuje nam danych pomiarowych dotyczących zmian zachodzących w oceanie – mówi Walczowski, który na ich zbieranie poświęcił swoją karierę zawodową.</p>



<p>Dzięki systemowi Argo dość dobrze orientujemy się w tym, co się dzieje do głębokości 2 tysięcy metrów. O tym, co jest niżej, wiemy bardzo mało – wiedzę zdobywamy tylko dzięki rejsom, podczas których ludzie z krwi i kości opuszczają w głębiny sondy badawcze.</p>



<p>Z tych ograniczonych badań wiadomo, że wody głębinowe obecnie mocno się nagrzewają. Ponad 90 procent nadmiaru energii, która zostaje w systemie klimatycznym z powodu coraz grubszej kołdry gazów cieplarnianych okrywającej Ziemię, jest pochłaniane przez ocean. W publikacji z 2020 roku naukowcy ze Stanów Zjednoczonych i Chin opisali tę wartość zgrabną metaforą: ilość energii, którą wpompowaliśmy do oceanu w ostatnim ćwierćwieczu, jest równa energii wyzwolonej podczas eksplozji 3,6 miliarda bomb atomowych zrzuconych na Hiroszimę<sup><a href="https://doi.org/10.1007/s00376-020-9283-7">3</a></sup>.</p>



<p>*</p>



<p>Pokrywający 71 procent powierzchni Ziemi ocean to w dużej mierze ciągle <em>terra incognita</em>. Nasza wiedza o tym, co w nim się dzieje, to ledwie kropla w morzu.</p>



<p>– To prawda, ale muszę usprawiedliwić oceanografów – uśmiecha się profesor Jan Marcin Węsławski.</p>



<p>Jak tłumaczy, zgodnie z metodą naukową – obserwuj, postaw hipotezę, potwierdź ją eksperymentalnie, poddaj krytyce, powtórz eksperyment – bada się ocean dopiero od połowy XIX wieku. Przez większość tego czasu podglądano wody przybrzeżne. A najważniejsze tajemnice kryją się na dużych głębokościach, w miejscach bardzo odległych i nawet dzisiaj niesłychanie trudno dostępnych. Ocean ma średnio 4 tysiące metrów głębokości, ale naukowcy rzadko docierają tak daleko. Dość dobrze rozpoznali ekosystemy istniejące do głębokości 200 metrów. Im głębiej, tym mniej wiedzą.</p>



<p>Dlaczego to źle?</p>



<p>Według Węsławskiego na przykład dlatego, że firmy wydobywające surowce mineralne mają ogromny apetyt na wykorzystanie złóż, choćby rzadkich metali spoczywających na dnie oceanu, na głębokości 4-5 tysięcy metrów. Nawet nie wiadomo, co tam żyje. Jeśli więc „górnicy głębinowi” zaczną ryć oceaniczne dno, mogą zniszczyć coś, co rosło przez tysiące lat.</p>



<figure class="wp-block-image size-full"><img loading="lazy" decoding="async" width="1500" height="843" src="https://naukaoklimacie.pl/wp-content/uploads/2023/03/corals-fish-hires_NOAA_fisheries.jpg" alt="" class="wp-image-47243" srcset="https://naukaoklimacie.pl/wp-content/uploads/2023/03/corals-fish-hires_NOAA_fisheries.jpg 1500w, https://naukaoklimacie.pl/wp-content/uploads/2023/03/corals-fish-hires_NOAA_fisheries-300x169.jpg 300w, https://naukaoklimacie.pl/wp-content/uploads/2023/03/corals-fish-hires_NOAA_fisheries-1024x575.jpg 1024w" sizes="auto, (max-width: 1500px) 100vw, 1500px" /><figcaption class="wp-element-caption">Koralowce zimnowodne w Glacier Bay National Park. Zdjęcie: <a href="https://archive.oceanexplorer.noaa.gov/explorations/16glacierbay/logs/photolog/photolog.html#cbpi=../../background/corals/media/corals-fish.html">NOAA fisheries</a>.</figcaption></figure>



<p>Organizmy głębinowe egzystują w bardzo trudnych warunkach, w środowisku, w którym jest niewiele pokarmu. Żyją więc bardzo powoli i długo. Właściwie trwają, a nie żyją. Czekają na resztki pokarmu spadające z góry – padłego wieloryba albo tonący statek pełen ludzi. Inne mogą mieć gdzieś to, co dzieje się na górze, bo czerpią składniki odżywcze z tej odrobiny pokarmu, która leży na dnie.</p>



<p>Przykładem takiego głębinowego, ale jednak spektakularnego życia są koralowce zimnych mórz rosnące na północnym Atlantyku na głębokości 2-3 tysięcy metrów. Wyglądają jak drzewa, mają nawet do 30 metrów wysokości. To jedne z najstarszych zwierząt żyjących obecnie na Ziemi, jeśli nie najstarsze. Wiele z nich ma po kilka tysięcy lat.</p>



<p>– Nikt ich, oczywiście, nie może obejrzeć, więc opinia publiczna nie ma pojęcia, że człowiek zagraża temu ekosystemowi, tak jak zagraża choćby Puszczy Białowieskiej oraz lasom tropikalnym – zauważa Węsławski. Gdyby po takich rafach przejechał trawler rybacki, byłoby po nich.</p>



<p>– Podwodny, głębinowy świat to prawdziwa alternatywna rzeczywistość. – Słowa biologa morza atakują moją wyobraźnię.</p>



<p>To świat pełen chemosyntezujących organizmów, które do życia nie potrzebują nawet światła słonecznego i jedzą związki chemiczne czy pierwiastki wypłukiwane przez wodę ze skorupy ziemskiej. Gdyby na powierzchni Ziemi przytrafiła się jakaś katastrofa, na przykład światowa wojna nuklearna, i wyginęlibyśmy razem z innymi gatunkami zwierząt, a także roślinami i mikrobami, życie przetrwałoby właśnie w głębinach.</p>



<h2 class="wp-block-heading" id="h-ale-czy-globalne-ocieplenie-nie-zagraza-dzisiejszemu-zyciu-w-oceanie">Ale czy globalne ocieplenie nie zagraża dzisiejszemu życiu w oceanie?</h2>



<p>– Zagraża – kiwa głową uczony.</p>



<p>Między innymi dlatego, że w cieplejszej wodzie gorzej rozpuszczają się gazy, przede wszystkim tlen. Poza tym bez zimnych stref polarnych ocean nie chciałby się mieszać. Byłby jak jezioro, w którym ciepło z warstw powierzchniowych nie może się przedostać do warstw niższych, a zimna woda z dołu, w której tlen dobrze by się rozpuścił, nie może wypłynąć na górę.</p>



<p>Tak właśnie wyglądają morza półzamknięte, na przykład Morze Czarne. Życie koncentruje się w nim na głębokości do 200 metrów. Niżej – a Morze Czarne ma 2 tysiące metrów głębokości – nie ma tlenu, jest za to dużo siarkowodoru. Żyją więc tam tylko bakterie i kilka gatunków nicieni.</p>



<p>Do Morza Czarnego upodabnia się teraz Bałtyk, bo wpływa do niego coraz mniej słonej i dobrze natlenionej wody z Morza Północnego, a sam szybko się nagrzewa i zimą coraz rzadziej zamarza. Tak zresztą wyglądał cały ocean w ciepłej erze mezozoicznej, kiedy Ziemią rządziły dinozaury.</p>



<p>A dlaczego, z czego niewiele osób zdaje sobie sprawę, dzisiaj ocean jest w większości pustynią, a życie rozkwita w nim w tych miejscach, gdzie znajdują się oazy płytkich tropikalnych raf koralowych albo w rejonach polarnych?</p>



<p>Ocean jest pełen życia głównie na szelfach kontynentalnych, przy brzegach. Tam jest dobrze naświetlony (do głębokości 50 metrów), więc rośliny czy bakterie mogą korzystać z fotosyntezy. Do życia potrzebują jednak jeszcze związków azotu i fosforu. A te albo spływają z lądu, albo są wynoszone z dna przez prądy morskie napotykające barierę szelfów. Ekosystem oceanu, żeby żyć, musi być w ruchu.</p>



<p>Silniki, które ten ruch napędzają, znajdują się w Arktyce i Antarktyce. To tam dochodzi do schładzania i tonięcia wody napływającej z okolic międzyzwrotnikowych.</p>



<p>*</p>



<p>Po tygodniu arktycznej podróży morskiej w 2009 roku zmartwychwstałem. Wzburzony ocean nie rzucał mnie już na kolana. Talerze, filiżanki i miski, które podczas obiadu próbowały się ześliznąć po mokrych obrusach, sprawiały, że gęba mi się uśmiechała. Znowu mogłem jeść. Dziób „Oceanii” ciął morze, bujając się w górę i w dół na szarych oraz białych falach, i wywoływał mój zachwyt. A kiedy nocą fale zaczynały łomotać w cienką stalową burtę, która dzieliła mnie od oceanu, i moja koja chybotała się jak kołyska, po prostu zapierałem się w niej nogami i rękami. Spałem jak niemowlę.</p>



<p>Po przeszło dwóch tygodniach zygzakowatego rejsu po morzach nordyckich, podczas którego przepłynęliśmy przez prawie wszystkie punkty pomiarowe na mapie Waldemara Walczowskiego, dotarliśmy wreszcie do południowych brzegów Spitsbergenu. Pogoda była przepiękna, powietrze krystaliczne, a widzialność – wybitna.</p>



<p>Lodowy brzeg wydawał się na wyciągnięcie ręki. Byłem pewien, że dałoby się do niego dopłynąć wpław. Korciło mnie, żeby wskoczyć do wody. Jej temperatura nie przekraczała 2 stopni Celsjusza. Bez kombinezonu chroniącego przed przemoczeniem i ciepłych ubrań pod spodem przetrwałbym w niej ledwie kilka minut. Poszedłem do kokpitu i spojrzałem na elektroniczną mapę. Okazało się, że od Spitsbergenu dzieliło nas 30 mil morskich, czyli około 55 kilometrów.</p>



<p>– Wszyscy to przeżywaliśmy podczas pierwszej podróży w rejony polarne – wiele lat później wyjaśnia mi profesor Julian Dowdeswell, dyrektor Instytutu Badań Polarnych imienia Scotta na Uniwersytecie w Cambridge. – Po prostu nie da się tam ocenić odległości. Powietrze jest tak krystalicznie czyste, jakby go w ogóle nie było – tłumaczy.</p>



<figure class="wp-block-image size-large"><img loading="lazy" decoding="async" width="1024" height="436" src="https://naukaoklimacie.pl/wp-content/uploads/2023/03/longyearbyen_war-1024x436.jpg" alt="Zdjęcie: Longyearbyen, Spitsbergen. Widok na miejscowość latem. " class="wp-image-34229" srcset="https://naukaoklimacie.pl/wp-content/uploads/2023/03/longyearbyen_war-1024x436.jpg 1024w, https://naukaoklimacie.pl/wp-content/uploads/2023/03/longyearbyen_war-300x128.jpg 300w, https://naukaoklimacie.pl/wp-content/uploads/2023/03/longyearbyen_war-1536x654.jpg 1536w" sizes="auto, (max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /><figcaption class="wp-element-caption">Longyearbyen, Spisbergen. Zdjęcie: <a href="https://commons.wikimedia.org/wiki/File:08_Longyearbyen_prn.JPG">Mateusz War</a> (za Wikimedia Commons, licencja <a href="https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.en">CC BY-SA 3.0</a>).</figcaption></figure>



<p>Jak opowiada Dowdeswell, w 1958 roku słynny brytyjski uczony, eksplorator i polarnik (późniejszy sir) Vivian Fuchs prowadził pierwszą udaną wyprawę, która przeszła Antarktydę z jednego wybrzeża na przeciwne, zaliczając po drodze biegun południowy. Pewnego wieczoru, kiedy jego karawana zatrzymała się na noc, dostrzegł niedaleko kamień wystający z lodu. Ponieważ był geologiem, poszedł, żeby go obejrzeć i pobrać próbki.</p>



<p>Po półgodzinnym marszu Fuchs ciągle szedł, a kamień był tak samo daleko jak na początku. Bo to wcale nie był kamień, tylko góra oddalona o blisko 50 kilometrów!</p>



<p>Śmiejemy się.</p>



<p>Przede mną i przed „Oceanią” jeszcze krótki postój w Polskiej Stacji Polarnej w Hornsundzie. Następnie po kilku kolejnych dniach rejsu mieliśmy dotrzeć do Longyearbyen, stolicy archipelagu Svalbard. Przez następny miesiąc polscy naukowcy zamierzali zbadać oceaniczne otchłanie rozciągające się na północ od Spitsbergenu, tam, gdzie Atlantyk łączy się z Oceanem Arktycznym. Jednak moja podróż dobiegała końca.</p>



<p>– Jaka podróż?! – żachnął się wtedy Walczowski.</p>



<p>– Prawdziwy rejs zaczyna się po trzech miesiącach. Wcześniej to ledwie wycieczka.</p>



<p>Niestety, w Longyearbyen musiałem zejść na ląd i wrócić samolotem do Polski. Stałem więc na brzegu i machałem do oddalającej się bezpowrotnie „Oceanii”. A potem pomaszerowałem do tego dziwnego miasteczka przyklejonego do stromych górskich ścian. Wyglądało jak ludzki przyczółek na Księżycu.</p>



<p>To była miłość od pierwszego wejrzenia.</p>



<p>– Złapałeś bakcyla? – jeszcze na statku Ilona Goszczko, ówczesna zastępczyni Walczowskiego na „Oceanii”, uśmiechnęła się do mnie na pożegnanie. – Svalbardzkiego bakcyla?</p>



<p>Potem dowiedziałem się od innych ogarniętych tą obsesją, że chodzi raczej o gorączkę polarną, bo trawi ona również podróżników do Antarktyki. Sam lubię nazywać ją „przeziębieniem”. Jeśli je złapiesz, to po prostu musisz wracać do surowego polarnego świata. Raz pojechałeś w to zimno i przepadłeś. Od tej pory polarny bakcyl decyduje o twoim życiu.</p>



<p>Zamarzło.</p>



<p>To miłość nie tylko romantyczna (choć lodowata). W Arktyce i Antarktyce decyduje się dziś przyszłość świata. Arktyka i rejon Półwyspu Antarktycznego ogrzewają się dwu-, trzykrotnie szybciej niż średnio cała Ziemia. Nie tylko decydują o klimacie, ale ciągle jest w nich tyle lodu lądowego, że gdyby cały spłynął do oceanu, podniósłby średni poziom morza o kilkanaście metrów. Wiele wskazuje na to, że z takim wzrostem będą musieli się zmierzyć nasi potomkowie w kolejnych stuleciach. Polarne lodowce topnieją w coraz bardziej wariackim tempie. A ponieważ ich języki dotykają oceanu, to na dodatek od spodu podmywa je coraz cieplejsza woda morska.</p>



<p>– Silniki oceanu przenoszą ogromne ilości energii, ale mielą bardzo powoli. Kropli wody, która dryfuje w oceanie, opłynięcie kuli ziemskiej zajmuje tysiące lat. – Profesor Jan Marcin Węsławski spogląda na mnie spokojnie.</p>



<p>A my próbujemy ją złapać i w swoim krótkim życiu zrozumieć, dokąd zmierza.</p>



<p>Tomasz Ulanowski</p>



<p><strong>To był tylko fragment! Jeśli chcecie dowiedzieć się, o co chodzi z gumowymi kaczuszkami i jakich jeszcze naukowców spotkał na swojej drodze Tomasz Ulanowski, możecie już teraz zamówić książkę &#8222;Ostatnia minuta. Pieszo przez antropocen&#8221; <a href="https://wydawnictwoagora.pl/ostatnia-minuta-pieszo-przez-antropocen/">na stronie wydawcy</a>. Nauka o klimacie jest patronem medialnym książki. </strong></p>
<p>The post <a href="https://naukaoklimacie.pl/aktualnosci/ocean-coraz-mniej-lodowaty-fragment-ksiazki-ostatnia-minuta-tomasza-ulanowskiego">Ocean coraz mniej lodowaty &#8211; fragment książki &#8222;Ostatnia minuta&#8221; Tomasza Ulanowskiego</a> appeared first on <a href="https://naukaoklimacie.pl">Nauka o klimacie | naukaoklimacie.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://naukaoklimacie.pl/aktualnosci/ocean-coraz-mniej-lodowaty-fragment-ksiazki-ostatnia-minuta-tomasza-ulanowskiego/feed</wfw:commentRss>
			<slash:comments>2</slash:comments>
		
		<enclosure url="https://naukaoklimacie.pl/wp-content/uploads/2023/03/ocean_composit_NASA_SVS.mp4" length="140948228" type="video/mp4" />

			</item>
		<item>
		<title>Jakub Małecki: W Alpach możemy nie mieć lodu za kilkadziesiąt lat</title>
		<link>https://naukaoklimacie.pl/aktualnosci/jakub-malecki-w-alpach-mozemy-nie-miec-lodu-za-kilkadziesiat-lat-478</link>
					<comments>https://naukaoklimacie.pl/aktualnosci/jakub-malecki-w-alpach-mozemy-nie-miec-lodu-za-kilkadziesiat-lat-478#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Szymon Bujalski]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 14 Aug 2021 14:35:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>
		<category><![CDATA[Arktyka]]></category>
		<category><![CDATA[książka]]></category>
		<category><![CDATA[lodowce]]></category>
		<category><![CDATA[wywiad]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://naukaoklimacie.pl/?p=28025</guid>

					<description><![CDATA[<p>Wywiad z glacjologiem i popularyzatorem nauki, autorem książki „Początek końca? Rozmowy o lodzie i zmianie klimatu”</p>
<p>The post <a href="https://naukaoklimacie.pl/aktualnosci/jakub-malecki-w-alpach-mozemy-nie-miec-lodu-za-kilkadziesiat-lat-478">Jakub Małecki: W Alpach możemy nie mieć lodu za kilkadziesiąt lat</a> appeared first on <a href="https://naukaoklimacie.pl">Nauka o klimacie | naukaoklimacie.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p><strong>Jeśli nie ograniczymy ocieplenia klimatu, nasze wnuki i prawnuki wciąż będą mogły chodzić po lodzie, ale będą musiały wyprawiać się naprawdę daleko. Być może poza koło biegunowe albo na wysokość ponad 5 tys. metrów nad poziomem morza. Żal mi tego. Każdy lodowiec jest naprawdę piękny − mówi dr Jakub Małecki, glacjolog na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu i współautor książki „Początek końca? Rozmowy o lodzie i zmianie klimatu”.</strong></p>



<figure class="wp-block-image"><img decoding="async" src="https://naukaoklimacie.pl/cdn/upload/60be240aa47e5_jakub-malecki-fot1.png" alt="Zdjęcie: Jakub Małecki w zimowym stroju turystycznym, z plecakiem i tyczką na lodowcu – nieregularnej, białej powierzchni, w tle góry i chmury."/><figcaption class="wp-element-caption">Rysunek 1. Jakub Małecki w środowisku naturalnym.</figcaption></figure>



<p><strong>Szymon Bujalski: Dlaczego mam się przejmować tym, że topnieją lodowce?</strong></p>



<p>Dr Jakub Małecki: Dlatego, że te lodowce w pewnym sensie chronią ciebie. Dzięki nim mamy stabilny poziom morza, a setki milionów ludzi mają co pić i czym podlewać uprawy. Lodowce i wielka pokrywa kry na oceanach polarnych odbijają też w kosmos mnóstwo energii słonecznej. Gdyby nie to, Ziemia nagrzewałaby się jeszcze szybciej niż obecnie. Więc lód to bardzo dobra rzecz. Nam wszystkim powinno zależeć na tym, by był jak najbardziej stabilny.</p>



<p><strong>Ludzie na Ziemi mogą funkcjonować, jeśli tego lodu zabraknie?</strong></p>



<p>Myślę, że człowiek może żyć, ale będzie miał znacznie mniej lądu, który się do tego nadaje. Jeśli stopilibyśmy wszystkie lodowce, a także lądolód Grenlandii i Antarktydy, to poziom morza zabrałby nam wszystkie tereny, które leżą poniżej blisko 70 metrów nad poziomem morza. A więc na przykład północną część Polski. Gdybyśmy stopili lód, znaczyłoby to, że jest znacznie, znacznie cieplej niż teraz, a ogromne obszary stałyby się pustynią. Nie miałyby ani opadów deszczu, ani za wiele wody gruntowej, a do tego nie miałyby zasilania w postaci rzek z lodowców. Gdyby miało nie być lodowców, nie mielibyśmy więc wielu miejsc do życia. Jakieś zapewne by się znalazły &#8211; ale co to za życie…</p>



<p><strong>Arktyka, Antarktyda, Grenlandia, ponad 200 tys. lodowców na lądzie&#8230; Topnienie których miejsc jest najbardziej niepokojące? I gdzie jest najszybsze tempo?</strong></p>



<p>Lodowce występują najbardziej obficie tam, gdzie mieszka najmniej ludzi, czyli w Arktyce i Antarktyce. Tego lodu jest tam naprawdę mnóstwo. To są miliony kilometrów sześciennych. Jeżeli stopnieje nam lód polarny, to nie przełoży się to bezpośrednio na dostawę wody w rzekach dla ludzi, bo mieszka tam mało osób. Ta gigantyczna pula lodu „steruje” natomiast poziomem morza.</p>



<p>Jeśli chodzi o tempo, to najszybciej znika niestety lód w strefach klimatycznych, w których ludzie najbardziej lubią żyć, a więc w strefach umiarkowanych. Takie lodowce są generalnie małe w stosunku do otaczających je skał. Z natury są więc dużo bardziej wrażliwe na zmianę klimatu niż wielkie lądolody Grenlandii czy Antarktydy. Jeżeli ocieplenie klimatu dalej będzie przyspieszało, w Alpach możemy już niemal nie mieć lodu do końca tego wieku. W Himalajach przetrwa może jedna trzecia. Nie będziemy mieli lodu na Kaukazie, w Skandynawii, w strefach międzyzwrotnikowych, nie licząc Alaski także w kontynentalnych Stanach.</p>



<p><strong>Cały czas mówimy o końcu tego wieku?</strong></p>



<p>Tak. I właśnie w tych wymienionych obszarach ludzie najbardziej polegają na lodowcach jako źródle wody, szczególnie w klimatach z suchymi porami roku. A perspektywy są dosyć mizerne. Może to więc oznaczać, że niektórzy ludzie będą mieli mniej wody do dyspozycji, co przy większej temperaturze i większym parowaniu będzie źle wpływało np. na plony.</p>



<p><strong>Co się stanie, jeśli tego lodu w Alpach zabraknie?</strong></p>



<p>Oczywiście nie jest tak, że lodowce w Alpach są parasolem ochronnym dla całej Europy. Woda z topniejących lodowców dociera do ludzi mieszkających wzdłuż tamtejszych rzek, na przykład Rodanu. Ale te rzeki mają też swoje inne dopływy i źródła zasilania, więc nie wyschłyby zupełnie. Problem leży raczej w tym, że w przypadku Europy mogą mieć wyraźnie mniej wody niż teraz i spadłby poziom wód gruntowych, co przy rosnącym zapotrzebowaniu na produkty rolnicze może sprawić, że np. cena wina, oliwek czy serów może wzrosnąć. W przypadku Alp ważne jest też to, że przy topnieniu lodowce destabilizują się, odrywają od podłoża i mogą obsuwać. Stanowią więc realne zagrożenie dla turystyki i lokalnych społeczności.</p>



<p><strong>A gdzie topniejące lodowce stanowią największe zagrożenie dla życia? W najtrudniejszej sytuacji są mieszkańcy Azji z okolic Himalajów?</strong></p>



<p>Generalnie największe zagrożenie jest tam, gdzie góry są geologicznie młode, wciąż aktywne sejsmicznie, gdzie procesy górotwórcze nadal trwają w najlepsze i dochodzi do różnych wstrząsów. W takich warunkach może dochodzić do bardzo niebezpiecznych wydarzeń, jak chociażby to, które miało miejsce kilka miesięcy temu w Indiach w stanie Uttarakhand. Doszło tam do<a href="https://en.wikipedia.org/wiki/2021_Uttarakhand_flood"> obsunięcia się bardzo stromo zawieszonego lodowca razem z warstwą skał</a>. Ta wielka masa, miliony metrów sześciennych, runęła na dno doliny, spadając prawie pionowo niemal 3 tys. metrów. Co więcej, pod dnem doliny był zagrzebany jeszcze stary lód z innego lodowca. Energia uderzenia upłynniła lód i rumosz do postaci błota, wywołując gigantyczną falę powodziową, która zdewastowała dwie elektrownie wodne, tamę i jej całą infrastrukturę, zerwała mnóstwo mostów, zabiła ponad 100 osób. To tylko jeden z przejawów tego, że topniejące lodowce mogą być niebezpieczne. Ale nie jedyny.</p>



<figure class="wp-block-image"><img decoding="async" src="https://naukaoklimacie.pl/cdn/upload/60be006da736e_uttarakhand.jpg" alt=" Zdjęcia: Uttarakhand przed i po katastrofie. Widoczny teren górski z doliną, na drugim zdjęciu widać warstwę nowego materiału skalnego na dnie doliny."/><figcaption class="wp-element-caption">Rysunek 2.&nbsp; Porównanie zdjęć satelitarnych NASA nałożonych na trójwymiarowy model podłoża w regionie Uttarakhand w Indiach przed i po obsunięciu lodu i skał na początku 2021. Ilustrację zamieszczamy dzięki uprzejmości <a href="https://earthobservatory.nasa.gov/images/147973/a-deadly-debris-flow-in-india">NASA</a>.</figcaption></figure>



<p>Oprócz tego przed wycofującymi swoje krawędzie lodowcami w takich górach jak Andy czy Himalaje pojawiają się czasem ogromne jeziora, które są otoczone z trzech stron wałem gruzowo-lodowym – tak zwaną moreną czołową i morenami bocznymi. Na samym końcu takiego jeziora jest czoło lodowca. Jeżeli ono się wycofuje, całe jezioro się powiększa, przez co czasami może rozerwać „tamę” z gruzu i lodu i cała woda z jeziora może spłynąć. To tzw. GLOF, czyli Glacier Lake Outburst Flood. Taka powódź związana z przylodowcowymi jeziorami też potrafi zabić wielu ludzi. To jeden z ważniejszych kierunków obecnych badań w glacjologii. Zwłaszcza w Himalajach i Andach, gdzie tego typu problemy są największe.</p>



<p><strong>Jak to wygląda z perspektywy Polski? Jak topnienie lodu na północy czy południu wpłynie na nasz kraj?</strong></p>



<p>W Polsce nie ma żadnego lodowca, jedynie maleńkie śnieżniki w Tatrach. Niemniej Polska będzie cierpieć pośrednio, jeśli tempo topnienia lodowców utrzyma się albo będzie szybsze. Wtedy odczujemy to poprzez wzrost poziomu wody w Bałtyku, który jest mierzalny i o którym wiemy od bardzo dawna. Obecne tempo wzrostu poziomu wód w Bałtyku to w zależności od stacji 2-4 mm rocznie, co jest bliskie średniej globalnej 3-4 mm na rok. Na razie nie widać wielu niepokojących sygnałów. Nie widzimy, że poziom Bałtyku rośnie pomiędzy naszymi kolejnymi odwiedzinami zimą czy latem w Kołobrzegu czy Mielnie, ale to się faktycznie dzieje. Wyobrażam sobie, że za około 50 lat, kiedy poziom Morza Bałtyckiego będzie np. o 30 cm wyższy niż dzisiaj, to przyjdzie w końcu taki sztorm i taki niekorzystny układ pogodowy, który dodatkowo spiętrzy Bałtyk, że zaleje nam gdańską starówkę. Albo woda będzie się przelewać przez Półwysep Helski, który w końcu stanie się wyspą. Albo że dojdzie do przerwania jakichś wałów i woda podtopi częściowo Żuławy. Czy te obszary będą stale zalane, czy tylko sezonowo przy niekorzystnym układzie pogodowym? Wyobrażam sobie, że pewnie to drugie, że nie będzie to raczej potop, który zabierze nam je na stałe. Niemniej zalewanie raz po raz tego czy tamtego obszaru będzie powodowało coraz większe szkody i stopniowe wyłączanie terenów z użytkowania. Będzie się trzeba przed tym chronić, będzie trzeba temu zapobiegać. Przed tym nie uciekniemy.</p>



<p><strong>Od kiedy wzrost poziomu morza ma miejsce?</strong></p>



<p>Mamy w miarę dobre rozpoznanie, bo na całym świecie od dawna funkcjonują wodowskazy. Ten wzrost ma miejsce od ostatnich 100-120 lat, może nawet nieco dłużej. Przy czym pamiętajmy, że poziom Wszechoceanu nie jest stały, jednolity. Poziom mórz zmienia się w zależności od miejsca, anomalii grawitacyjnych, wiatrów, układów wyżów i niżów atmosferycznych. Poziom mórz jest więc bardzo zależny od stanu pogody. A do tego dochodzą procesy, w których lądy wypiętrzają się bądź obniżają. Jeśli wypiętrzają się szybciej niż rośnie poziom morza, to lokalnie może się wydawać, że poziom wody spada – i odwrotnie. Dlatego na poziom morza trzeba patrzeć z perspektywy lokalnej.</p>



<p><strong>Tempo topnienia lodowców przyspiesza. Regularnie można spotkać artykuły mówiące o naukowcach, którzy są tym zszokowani&#8230;</strong></p>



<p>&#8230;Clickbaitowe tytuły (uśmiech).</p>



<p><strong>Clickbait? Czy jednak faktycznie to szokuje?</strong></p>



<p>Najczęściej są to clickbaity. Można to przełożyć na każdą inną dziedzinę nauki. Według nagłówków naukowcy są zawsze czymś zszokowani, nie spodziewali się tego, że coś się dzieje&#8230; Ale kiedy siedzi się w jakiejś branży, jak ja w tej związanej z lodowcami, to jest się zaznajomionym z procesami nie omawianymi w szkołach, a czasem także z wielkimi liczbami. Jestem oswojony z tym, że topniejące lodowce każdego roku dostarczają do oceanów kilkaset kilometrów sześciennych dodatkowej wody, czyli setki miliardów ton. Ale zupełnie inaczej wygląda to na żywo. Gdy zobaczysz w terenie, jak realny wpływ ma przyspieszenie topnienia na same lodowce, to jest to zupełnie inna bajka.</p>



<p>Najczęściej prowadzę badania wokół stacji polarnej UAM (Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu) na Spitsbergenie – wyspie wielkości Belgii czy Holandii &#8211; położonej między Norwegią, a biegunem północnym. Wokół naszej stacji mamy małe lodowce podobne do tych w Alpach − długie na kilka kilometrów, szerokie na kilkaset metrów, schowane w zagłębieniach. Ponieważ są małe, bardzo wyraźnie widać, jak wysokie jest tempo topnienia, jak ogromna część lodu zabierana jest każdego lata. Jeśli mamy lodowiec długi na 3 km, a w ciągu 10 lat skrócił się o 300 m, to mamy 10 procent utraty długości. To naprawdę ogromna różnica w krajobrazie. Lodowce z natury są wielkie. Nie widzimy tego na zdjęciach, często nie potrafimy nawet ocenić tego w terenie, bo wokół lodowców nie rosną żadne drzewa, nie ma domów, samochodów czy innych obiektów, które mogłyby być skalą odniesienia dla naszej percepcji. Gdy jesteś już jednak w terenie i podchodzisz coraz bliżej do lodowca, to okazuje się, że on jest ogromny. Nawet te małe lodowce stają się wielkie. Kiedy widzę więc, że te kilka procent co roku ubywa, to czuję po prostu smutek.</p>



<figure class="wp-block-image"><img decoding="async" src="https://naukaoklimacie.pl/cdn/upload/60be241333590_2009plus2019-lodowiec-bertil.png" alt="Zdjęcia: lodowiec Bertil w 2009 i 2019 roku, widać podłużny jęzor lodowy między zboczami gór, na drugim zdjęciu jest krótszy."/><figcaption class="wp-element-caption">Rysunek 3. Lodowiec Bertil (Bertilbreen) na Svalbardzie, zmiany między 2009 i 2019 r. Archiwum własne JM.</figcaption></figure>



<p>Lodowce to są moi kumple, z którymi znamy się od kilkunastu lat. Mam z nimi związane wspomnienia, czasami nawet z nimi rozmawiam. Lodowce są piękne. Są pomnikiem przyrody. Przyrody, której już nie ma, bo klimat nie pozwala na tworzenie nowych lodowców i ich rozrost. I nie będzie pozwalał. Wszystko się kurczy: lodowce górskie na całym świecie, Grenlandia, Antarktyda. Nie jest dobrze. I mnie to boli, bo lodowce naprawdę kocham.</p>



<p><strong>Tempo topnienia przyspiesza. To też duża drzazga w sercu?</strong></p>



<p>Przyspiesza, i to bardzo. Według pomiarów bezpośrednich gromadzonych w międzynarodowej bazie, lodowce górskie traciły w latach 70. ok. 20-30 cm warstwy. Teraz, 50 lat później, tracą średnio około metra. A są to lodowce górskie rozsiane po całym świecie, więc chodzi o całkiem reprezentatywną próbę. Pięciokrotne przyspieszenie w ciągu pięciu dekad&#8230; Jeżeli ten trend dalej się utrzyma, to za kolejne 50 lat nie będzie to 1 m rocznie, tylko 2, 3, 5. Niestety to realne, bo ilość energii w środowisku jest coraz większa, a lód jest naprawdę wrażliwy. Sam bywam zaskoczony tym, jaką różnicę w tempie topnienia daje 1 stopień więcej średniej temperatury lata. Różnica jest ogromna. 2 stopnie to już kosmiczna różnica. A więcej − 5 czy 10, jak może się wydarzyć do końca tego wieku w Arktyce – jest dla mnie nie do pomyślenia. I sami sobie to fundujemy, przyczyniając się przy tym do wzrostu poziomu morza.</p>



<figure class="wp-block-image"><img decoding="async" src="https://naukaoklimacie.pl/cdn/upload/60be00622db4f_globalne-zmiany-lodowce.png" alt=""/><figcaption class="wp-element-caption">Rysunek 4.: Średnie roczne zmiany masy lodowców policzone na podstawie danych dla lodowców referencyjnych (zestaw lodowców z różnych części świata, dla których obserwacje prowadzi się przynajmniej od 30 lat). Ekwiwalent wodny to jednostka pozwalająca na porównywane lodu i śniegu o różnych gęstościach – przeliczamy je na grubość warstwy wody, jaka powstałaby z ich roztopienia. Źródło: <a href="https://wgms.ch/global-glacier-state/">WGMS</a>.</figcaption></figure>



<p><strong>O ile ten poziom wzrósł już teraz i jakie są tego odczuwalne skutki?</strong></p>



<p>Od początku rewolucji przemysłowej aż do teraz ten wzrost poziomu morza wynosi jakieś 20 cm. Nie jest więc to jeszcze coś, czym ludzie globalnie się martwią. Lokalnie może to się przyczyniać do intensyfikacji okresowego zalewania, a na niewielkich obszarach, jak płaskie wyspy na Pacyfiku, zamieszkujące je populacje będą musiały szukać nowego miejsca do życia. To często mogą być więc osobiste tragedie dla ludzi, ale w skali świata niewielu osobom wydaje się to jakimś realnym problemem. Natomiast do końca tego wieku możemy mieć kolejne kilkadziesiąt centymetrów wzrostu poziomu morza i będziemy już mówili o około metrowym wzroście. A to może być naprawdę duże zagrożenie dla infrastruktury, portów na całym świecie. Trzeba mieć na uwadze, że każdy centymetr wzrostu oznacza, że dalej wdzierają się fale sztormowe, że woda morska będzie coraz bliżej ludzkich siedzib. To zagrożenie dla setek milionów osób.</p>



<p><strong>O jakich częściach świata mówimy? Wspomniałeś, że w jakimś stopniu zalewana może być północ Polski. A reszta planety? Wybrzeże Stanów i&#8230;?</strong></p>



<p>W Miami woda wdziera się do miasta coraz szybciej. Cały czas pracują tam pompy, które wypompowują ją, jak tylko się da. Amerykanie czują więc już na własnej skórze, że wzrost poziomu morza to naprawdę zagrożenie, a słona woda wdzierająca się coraz dalej utrudnia życie i jej usuwanie jest naprawdę kosztowne. Oprócz tego mamy wielkie obszary chociażby wschodniej części Azji. Chiny w swej wschodniej części są stosunkowo płaskie, a mieszkają tam setki milionów ludzi. Wszelkie lotniska, gazoporty, inna kosztowna infrastruktura będą musiały być przeniesione gdzieś dalej. Pytanie, czy nie taniej byłoby obcinać emisje dwutlenku węgla do atmosfery niż potem płacić odszkodowania i adaptować się do nowych warunków. Wydaje mi się, że lepiej profilaktycznie działać na rzecz ochrony klimatu.</p>



<figure class="wp-block-image"><img decoding="async" src="https://naukaoklimacie.pl/cdn/upload/60be006b6c9ca_miami-seal-level-flodd-2021.png" alt="Zdjęcie: powódź w Miami, widać ulicę miasta z wysokimi budynkami, palmami i warstwą wody na jezdni i chodniku."/><figcaption class="wp-element-caption">Rysunek 5.: Miami, 17.10.2016, podczas wysokiego przypływu woda przelewa się przez bariery i zalewa ulice w pobliżu plaży. Zdjęcie: <a href="https://commons.wikimedia.org/wiki/File:October_17_2016_sunny_day_tidal_flooding_at_Brickell_Bay_Drive_and_12_Street_downtown_Miami,_4.34_MLLW_high_tide_am.jpg">B137</a> (za Wikimedia Commons,  licencja <a href="https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0/deed.en">CC BY-SA 4.0</a>)</figcaption></figure>



<p><strong>Technologia może pomóc chronić lodowce?</strong></p>



<p>Było sporo prób sztucznego ograniczania topnienia lodowców. Lodowce były na przykład przykrywane jasnym prześcieradłem, które miało odbijać promienie słoneczne i utrzymać lód w cieniu. To całkiem skuteczna metoda, bo pomaga ograniczyć topnienie lodu o warstwę metra, dwóch, a nawet trzech w ciągu lata. Problem w tym, że te prześcieradła ktoś musi dostarczyć, założyć, czyścić, ściągnąć na zimę i potem znowu zakładać. A lodowce są gigantyczne i na trudno dostępnym terenie. Prawda jest więc taka, że nie da się tego robić na dużą skalę. Można tylko punktowo. Na przykład na lodowcu, na którym lubią zjeżdżać narciarze, a któremu grozi, że spod lodu wyłoni się wielki kamień albo skała. Wtedy kładzie się „plaster” z białego prześcieradła i dzięki temu lód nie topnieje, a skała nie wychodzi. I tylko tyle można zrobić.</p>



<p><strong>Inne rozwiązania?</strong></p>



<p>Biały proszek rozsypywany na lodowcach. Jest krzemowy, a więc neutralny dla środowiska. I jasny, więc też może odbijać promienie słoneczne. Tego typu eksperymenty, na razie na małą skalę, były prowadzone na Alasce. Kto wie, może za jakiś czas okaże się, że jest to dobry i ekonomicznie uzasadniony sposób na chronienie lodowców przed topnieniem. I na tym możliwości w sumie się kończą. Ze względu na to, że w większości lodowce są sterowane przede wszystkim przez klimat, to jedynym sposobem ich ochrony jest ochłodzenie klimatu. Nawet nie zahamowanie, a ochłodzenie. Oczywiście nasze emisje gazów cieplarnianych i wynikające z nich zmiany klimatu zaszły już za daleko, więc bardzo dużo lodowców jest już skazanych na zniknięcie. Nawet jeśli wzrost temperatury zatrzymałby się już jutro. Pytaniem nie jest więc czy, a raczej kiedy stopnieją całkowicie − za 10 czy 100 lat. Na wiele lodowców wyrok już zapadł.</p>



<p><strong>Widziałeś kiedyś niedźwiedzie polarne?</strong></p>



<p>Tak, pewnie. Przychodzą do nas każdego roku na stację. Są różne spotkania − przychodzą w nocy, walą w drzwi albo ścianę, grzebią w śmieciach. Spotykam je także w terenie, dlatego zawsze jesteśmy uzbrojeni w strzelby z ostrą amunicją. Oczywiście robimy wszystko, żeby niedźwiedziom nie przeszkadzać, bo jesteśmy gośćmi w ich domu, niemniej strzelba – kiedy niedźwiedź nie za bardzo chce odejść − czasami idzie w ruch. Wtedy po prostu strzelamy w powietrze, żeby go odstraszyć. Zawsze takie spotkania są pełne emocji, ale na szczęście potem jest mnóstwo powodów do śmiechu.</p>



<p><strong>Śmiech jest na koniec. A w trakcie? Bałeś się kiedyś o życie?</strong></p>



<p>Nie, bo to nie jest tak, że niedźwiedź podchodzi do ciebie na 10 metrów. Niedźwiedzie najczęściej widzimy z odległości 100, 200 metrów. Patrzymy przez lornetkę, podziwiamy, jak przeciągają się, leżąc w trawie. Zdarza się jednak, że niedźwiedź usadowi się pod stacją z czystej ciekawości. Jeden z nich był chyba głuchy i nie słyszał ani wystrzałów z karabinu, ani walenia młotkiem o pokrywkę od garnka. Żadne hałasy nie działały. Usiadł pod stacją i czekał. Chłopaki wystraszyli się, wskoczyli na dach i siedzieli tam kilka godzin, aż niedźwiedź sobie w końcu poszedł. Do niedźwiedzi zawsze podchodzę z pełnym szacunkiem, bo to cudowne zwierzęta. Nigdy nie widziałem nic tak dostojnego, jak maszerująca matka niedźwiedzia polarnego z młodymi.</p>



<p><strong>Opowiedz więcej o tym, jak żyje się na Spitsbergenie. Zimno? (uśmiech)</strong></p>



<p>Zaskakująco nie. Gdy jadę latem do Arktyki, to najczęściej słyszę na pożegnanie: „tylko nie zamarznij”. Ale latem w Arktyce temperatura na poziomie morza jest dodatnia – to plus 5, 10 stopni, rzadko 0. Spitsbergen jest miejscem stosunkowo ciepłym, jak na taką odległość od bieguna, bo jedna z odnóg ciepłego prądu morskiego, który ogrzewa Europę, dociera właśnie tam. W innych obszarach Arktyki latem też jest jednak generalnie około 0 stopni. Zimno robi się dopiero zimą, ale też są to zimy dość łagodne. Na Spitsbergenie coraz rzadziej temperatura spada poniżej −20 stopni, a z reguły jest to raczej –10 stopni. Nie jest to żadne −50 czy −70 stopni, jakby niektórym mogło się wydawać. Tamtejszy klimat też bardzo szybko się ociepla i to szczególnie zimą, ostatnio nawet o 2-3 stopnie na dekadę.</p>



<figure class="wp-block-image"><img decoding="async" src="https://naukaoklimacie.pl/cdn/upload/60be24ec1402a_svalbard-temp.png" alt=" Wykres: Zmiany średniej rocznej temperatury powietrza na stacji Svalbard Lufthavn. Widać wahania w zakresie kilku stopni, ale też stopniowy wzrost temperatury."/><figcaption class="wp-element-caption">Rysunek 6. Zmiany średniej rocznej temperatury powietrza na stacji Svalbard Lufthavn (środkowy Spitsbergen). Linia pogrubiona – pięcioletnia średnia ruchoma. Źródło: <a href="http://doi.org/10.3402/polar.v33.21349">Nordli i in. (2014)</a> oraz Norweski Instytut Meteorologiczny.</figcaption></figure>



<p></p>



<p>Wracając do życia na Spitsbergenie, to uwielbiam tam wracać. Byłem na wyspie ze 20 razy, więc te wyprawy nie mają już dla mnie charakteru ekscytującej niewiadomej − jadę do pracy, by zrealizować projekt badawczy. Rzecz w tym, że ten Spitsbergen za każdym razem jest inny. Przy każdej wyprawie są inne przygody, ludzie, zachody słońca, jedzenie, niedźwiedzie, wieloryby w fiordzie, lisy polarne biegające wokół chatki. Mimo że pierwszy raz byłem na Spitsbergenie w 2007 r. i jeżdżę tam raz, czasami dwa, trzy razy rocznie, to wciąż te wyprawy są tym, na co najbardziej czekam w całym roku. Kiedyś jeździłem tam na dwa, trzy miesiące, teraz z powodu różnych innych obowiązków to raczej dwa, trzy tygodnie, ale wciąż to uwielbiam. To przeżycie, które zmienia punkt widzenia na wiele rzeczy. Kiedy jest się w takim terenie i trzeba polegać tylko na sobie albo swoich towarzyszach, to nabierasz pokory wobec przyrody. Wydaje mi się, że po przyjeździe z takiej wyprawy można łatwiej ocenić miejsce człowieka w przyrodzie. Dostrzec to, że człowiek jest jej częścią. Myślę, że to coś, co wiele osób wynosi z podróży na daleką północ. Kiedy człowiek zmęczy się w terenie, kiedy przejdziesz 30 km i na koniec dnia dostajesz od kucharza miskę ryżu z paczki, to smakuje ci on lepiej niż najlepsze danie w pięciogwiazdkowej restauracji w Polsce. Doceniasz wtedy małe rzeczy. Odkrywasz, że nie potrzebujesz mieć internetu ani nawet prądu, bo wystarczy świeczka na stole i to, że ktoś gra na gitarze. Bardzo wszystkim życzę, by mogli przeżyć coś takiego. Ja to przeżywam za każdym razem, gdy tam jestem.</p>



<p><strong>Tak samo mocno?</strong></p>



<p>Ta zmiana zaszła już we mnie jakiś czas temu. Niemniej przyjemność z wypraw i pracy jako glacjolog są tak duże, że nie zamieniłbym tego na nic innego, nawet jeśli miałbym zarabiać znacznie więcej.</p>



<p><strong>To porozmawiajmy trochę o tej pracy. Co przez te wszystkie lata zbadałeś?</strong></p>



<p>Zajmuję się małymi lodowcami w środkowej części Spitsbergenu. To część wyspy, która jest znacznie bardziej sucha niż obszary położone bliżej wybrzeży, więc lodowce są tam mniejsze i trochę inaczej funkcjonują &#8211; otrzymują znacznie mniej śniegu zimą, a latem mogą szybciej topnieć. Te małe lodowce strasznie mnie fascynują. One są śliczne, piękne, a poza tym mają taką zaletę, że jedna osoba lub jeden mały zespół może je dobrze oprzyrządować i pomierzyć w jeden dzień i zdążyć jeszcze wrócić 10 km na kolację do bazy.</p>



<p>Przez lata badań monitorowałem, jak jeden z tych lodowców − mój ulubieniec Sven, mój kumpel – topnieje. Od 10 lat systematycznie mierzę, ile lodu traci każdego roku.</p>



<figure class="wp-block-image"><img decoding="async" src="https://naukaoklimacie.pl/cdn/upload/60be24ecdb6a2_jakub-malecki-fot4.png" alt="Zdjęcie: Jakub Małecki - selfie z lodowcem, widać pół popiersia autora i jęzor lodowca w tle."/><figcaption class="wp-element-caption">Rysunek 7. Jakub Małecki ze Svenem. Archiwum własne JM.</figcaption></figure>



<p>Ostatni raz, gdy lodowiec zyskał odrobinkę masy − czyli pod koniec lata było na nim jeszcze ciut pozimowego śniegu − to było w 2008 r. Od tego czasu wszystkie lata to strata, strata, strata. No i przychodzi rok 2020. Mamy pandemię, nasza regularna wyprawa została anulowana. Nie mogliśmy pojechać na dwa miesiące, ale udało nam się zorganizować akcję ratunkową dla ratowania ciągu serii pomiarowych. Była to wyprawa dwóch osób − kolegi Krzysztofa Rymera, kierownika stacji, i moja. I ten rok 2020 był o tyle niesamowity, że był on absolutnie rekordowy. Strasznie mi szkoda, że nie było nas tam przez całe lato, a jedynie przez jego końcówkę, bo temperatury na Spitsbergenie przechodziły wszelkie pojęcie, przekraczając momentami nawet 20 stopni Celsjusza. Nasza automatyczna stacja meteorologiczna na lodowcu też pokazała kilkanaście stopni. Wszystko tam musiało więc płynąć, a ilość wody w rzekach musiała być kosmiczna. I w tym 2020 r. lodowiec Sven stracił trzy razy więcej masy niż wynosi średnia dla ostatnich 10 lat. To był więc naprawdę rekordowy rok. Spodziewałem się, że takie topnienie będziemy obserwować może dopiero gdzieś w połowie wieku, może trochę później. A mamy już teraz.</p>



<p><strong>Czyli jednak jesteś tym zaskoczonym naukowcem, to nie clickbait.</strong></p>



<p>Nie był to clickbait. Ale mówiłem też o tym, że bycie na miejscu daje inną perspektywę. Same globalne liczby tego nie oddają, ale jak przełoży się je na lokalne anomalie, to wtedy naprawdę robi to wrażenie. I faktycznie byłem tym zszokowany. Przy czym pamiętajmy, że „upały” na Spitsbergenie to pogoda, odchylenie od normy. Jak w tym roku zima w Polsce, która była mroźna, ale za rok może być już cieplejsza. Niemniej to pokazało mi, że jesteśmy naprawdę na złej trajektorii, skoro nawet w obecnym klimacie mogą dziać się takie cuda.</p>



<p><strong>I z tych wieloletnich doświadczeń wziął się pomysł na napisanie książki i jej tytuł: „Początek końca? Rozmowy o lodzie i zmianie klimatu”</strong></p>



<p>Tak, choć tytuł pojawił się jeszcze przed naszą wyprawą w 2020 r. A ten znak zapytania pojawił się w nim celowo. Nie jest powiedziane, że przyszłość musi być malowana w najbardziej pesymistycznych barwach, że musimy realizować pesymistyczne scenariusze. Nawet jeśli udałoby nam się zahamować ocieplenie klimatu nie do poziomu zgodnego z celami Porozumienia Paryskiego, o 1,5-2 stopni, lecz do 2,5 stopnia, to będzie i tak 100 razy lepiej, niż jeśli nie zrobimy nic. Wciąż możemy uniknąć części negatywnych skutków, wielu złych rzeczy, a zamiast wielometrowego wzrostu poziomu morza mieć wzrost o metr. To też będzie coś. I myślę, że moglibyśmy spróbować tak na to spojrzeć. Ok, zawiedliśmy, daliśmy ciała, zdestabilizowaliśmy klimat, ale zróbmy co się da, żeby nie było tak źle, jak może. Lepiej działać późno niż wcale, więc działajmy!</p>



<p>Mam przy tym nadzieję, że uda nam się ocalić część lodowców górskich w Europie. Oczywiście te lodowce arktyczne i antarktyczne przetrwają poza XXI nawet w najgorszych scenariuszach. One są na tyle wielkie i grube, że potrzebują znacznie więcej czasu, żeby się wytopić. Jeśli nie ograniczymy ocieplenia klimatu, nasze wnuki i prawnuki wciąż będą mogły chodzić po lodzie, ale będą musiały wyprawiać się naprawdę daleko. Być może poza koło biegunowe albo na wysokość ponad 5 tys. metrów nad poziomem morza. Ale żal mi tego. Każdy lodowiec jest naprawdę piękny. Czy ty wiesz w ogóle, jak z bliska wygląda lodowiec?</p>



<p><strong>Nie</strong>.</p>



<p>Więc musisz to zrobić, bo po prostu od razu się zakochasz, ja ci to gwarantuję!</p>



<figure class="wp-block-image"><img decoding="async" src="https://naukaoklimacie.pl/cdn/upload/60be240fdd40c_jakub-malecki-fot3.png" alt="Zdjęcie: Jakub Małecki w zagłębieniu lodowca, zmrok rośzświetla latarka - czołówka."/><figcaption class="wp-element-caption">Rysunek 8. W lodowcach naprawdę można się zakochać… Archiwum własne JM.</figcaption></figure>



<p><strong>To musisz mnie zabrać na kolejną wyprawę.</strong></p>



<p>To jeszcze o tym porozmawiamy. Ale bardzo się cieszę, że dziennikarze czy artyści są tym tematem coraz bardziej zainteresowani. Że zaczynają widzieć w lodzie coś, co jest nie tylko zimne, szorstkie, obce, ale widzą w tym coś pięknego i coś, co nas chroni. Czuję, że w ten sposób i ja mogę się przydać czemuś większemu.</p>



<figure class="wp-block-image"><img decoding="async" src="https://naukaoklimacie.pl/cdn/upload/60be006093db5_book-glaciers.png" alt="Zdjęcie: Książka Jakuba Małeckiego i Julity Mańczak „Początek końca? Rozmowy o lodzie i zmianie klimatu” na tle śniegu."/><figcaption class="wp-element-caption">Rysunek 9. Okładka książki „Początek końca? Rozmowy o lodzie i zmianie klimatu” Julity Mańczak i dr. Jakuba Małeckiego.</figcaption></figure>



<p><strong>Wspomniałeś o tym, co cię cieszy i szokuje. A jakie emocje towarzyszyły ci przy książce?</strong></p>



<p>Największą robotę wykonała Julita Mańczak, współautorka książki. To publicystka, która jest redaktorką naczelną wspaniałego poznańskiego magazynu TUU. Znaczna część tej książki to jej pomysł, w tym jej niecodzienna forma jak na publikację glacjologiczną. To nie jest podręcznik, a zbiór wywiadów, rozmów. Przede wszystkim ze mną, ale także z Aleksandrą Kardaś, fizyczką atmosfery z Nauki o Klimacie, innymi glacjologami i himalaistą Piotrem Pustelnikiem. Rozmawiamy, żeby spojrzeć na lód, na wodę z wielu perspektyw. To Julita musiała wykonać najwięcej pracy. Moją rolą było zabranie jej i magazynu TUU na Spitsbergen i wyjaśnianie. Tam rozmawialiśmy, tam pokazywałem, jak to ocieplenie działa, jak manifestuje się na pierwszej linii frontu i co robi z lodem. Wydaje mi się, że dla moich gości było to naprawdę doświadczenie otwierające oczy, tak mi to zresztą potem opisywali. Zakochali się w Arktyce bez pamięci i chcą tam koniecznie wrócić, jak tylko skończy się pandemia. A wiesz, co dla mnie osobiście było najtrudniejsze?</p>



<p><strong>&#8230;?</strong></p>



<p>Rysunki. Zrobiłem tam kilka map i rysunków różnych procesów, o których opowiadałem. To było trudne, ale fajne. Zapomniałem już, jaką frajdę daje rysowanie.</p>



<figure class="wp-block-image"><img decoding="async" src="https://naukaoklimacie.pl/cdn/upload/60be24ee086db_malecki-rysunek-arktyka-antarktyda.png" alt="Rysunki map Arktyki i Antarktyki wykonanych kredkami."/><figcaption class="wp-element-caption">Rysunek 10. Szkice Arktyki i Antarktyki autorstwa Jakuba Małeckiego.</figcaption></figure>



<p><strong>A kiedy w ogóle zainteresowałeś się glacjologią? Nie jest to najbardziej popularny zawód na świecie i nie każde dziecko w wieku 10 lat marzy o tym, żeby badać lód.</strong></p>



<p>Masz mnie. Oczywiście to nie był mój pierwszy wybór. Była nim astronautyka, a potem astronomia. Ostatecznie, nie będąc do końca pewnym moich umiejętności matematycznych, poszedłem na studia na geografię. Tam się dowiedziałem, że Uniwersytet Adama Mickiewicza wysyła wyprawy każdego lata właśnie na Spitsbergen. Stwierdziłem, że muszę tam polecieć, bo to będzie trochę tak, jakbym wylądował na Marsie. Marzenie dziecięce pośrednio mogło tam się więc trochę spełnić. Pojechałem więc. I pierwsze, w czym się zakochałem, to lodowce. To był tak nieziemski element tego krajobrazu arktycznego&#8230; To coś, co tak bije po oczach, jest taką dominantą krajobrazową, czymś tak egzotycznym i przyciągającym, że nie sposób było mi skupić się na czymś innym, jak właśnie na lodowcach.</p>



<p><strong>O czym rozmawiasz z lodowcami?</strong></p>



<p>O zdrowiu. Kiedy pierwszy raz w sezonie przychodzę na dany lodowiec, który znam już z wcześniejszych wypraw, zawsze idę go pogłaskać i zapytać, jak się ma. Oczywiście nie odpowiada mi zbyt głośno, ale i tak czasami traktuję te lodowce jako żywe istoty. Kiedy spędza się z nimi dużo czasu, to zaczyna się widzieć różne zachowania, zaczyna się słyszeć różne dźwięki, które nie każdy słyszy, zaczyna się czuć ich obecność. Nie jestem do tego metafizycznie nastawiony, ale to ciekawe doświadczenie: zaprzyjaźnić się z lodem. Pytam więc lodowce, jak im minął rok, mówię, że cieszę się, że je widzę. Ale jak towarzysze wyprawy byli kawałek dalej ode mnie i mogłem porozmawiać sobie z lodowcem tak, żeby nikt mnie nie słyszał i żeby nie było obciachu, to zdarzało mi się ucinać sobie bardziej egzystencjonalne konwersacje. Ale o szczegółach być może nie będę już opowiadał, żeby inni nie plotkowali (uśmiech).</p>



<p><strong>Rozmawiał Szymon Bujalski – dziennikarz dla klimatu</strong></p>



<p><strong><a href="https://orcid.org/0000-0002-1338-5232">Dr Jakub Małecki </a></strong>&#8211; glacjolog na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Pracuje jako adiunkt na Wydziale Nauk Geograficznych i Geologicznych UAM Bada lodowce, ich „zdrowie” i procesy jakie w nich i na nich zachodzą na skutek zmian klimatycznych. Wraz z Julitą Mańczak napisał książkę <a href="https://www.znak.com.pl/ksiazka/poczatek-konca-rozmowy-o-lodzie-i-zmianie-klimatu-manczak-julita-malecki-jakub-182144?">„Początek końca? Rozmowy o lodzie i zmianie klimatu</a>”. Autor popularno-naukowej strony „Glacjoblogia” (link na <a href="https://www.facebook.com/glacjoblogia">Facebooka</a> i <a href="https://glacjoblogia.wordpress.com/">stronę www</a>), która powstała, by zainteresować ludzi lodowcami i zwrócić uwagę na ich rolę w ziemskim systemie przyrodniczym.</p>



<figure class="wp-block-image"><img decoding="async" src="https://naukaoklimacie.pl/cdn/upload/60be240d1c55f_jakub-malecki-fot2.png" alt="Jakub Małecki - zdjęcie z tabliczką stacji polarnej UAM."/><figcaption class="wp-element-caption">Jakub Małecki.</figcaption></figure>
<p>The post <a href="https://naukaoklimacie.pl/aktualnosci/jakub-malecki-w-alpach-mozemy-nie-miec-lodu-za-kilkadziesiat-lat-478">Jakub Małecki: W Alpach możemy nie mieć lodu za kilkadziesiąt lat</a> appeared first on <a href="https://naukaoklimacie.pl">Nauka o klimacie | naukaoklimacie.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://naukaoklimacie.pl/aktualnosci/jakub-malecki-w-alpach-mozemy-nie-miec-lodu-za-kilkadziesiat-lat-478/feed</wfw:commentRss>
			<slash:comments>2</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Klimatyczne ABC &#8211; interdyscyplinarny podręcznik o zmianie klimatu</title>
		<link>https://naukaoklimacie.pl/bez-kategorii/klimatyczne-abc-interdyscyplinarny-podrecznik-o-zmianie-klimatu-457</link>
					<comments>https://naukaoklimacie.pl/bez-kategorii/klimatyczne-abc-interdyscyplinarny-podrecznik-o-zmianie-klimatu-457#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Aleksandra Kardaś]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 15 Feb 2021 09:10:40 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Brak kategorii]]></category>
		<category><![CDATA[książka]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://localhost/nok/aktualnosci/klimatyczne-abc-interdyscyplinarny-podrecznik-o-zmianie-klimatu-457/</guid>

					<description><![CDATA[<p>W jaki sposób doprowadziliśmy do zmiany klimatu, co nam przyniesie i jak można ją zatrzymać? W przystępny sposób opowiadają o tym specjaliści z polskich uczelni.</p>
<p>The post <a href="https://naukaoklimacie.pl/bez-kategorii/klimatyczne-abc-interdyscyplinarny-podrecznik-o-zmianie-klimatu-457">Klimatyczne ABC &#8211; interdyscyplinarny podręcznik o zmianie klimatu</a> appeared first on <a href="https://naukaoklimacie.pl">Nauka o klimacie | naukaoklimacie.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p><strong>„Klimatyczne ABC” to nowoczesny, interdyscyplinarny podręcznik przedstawiający podstawowe mechanizmy potrzebne do zrozumienia problemu zmiany klimatu. Przygotowali go specjaliści z Uniwersytetu Warszawskiego i innych instytucji. W całości i bezpłatnie jest dostępny na stronie <a href="https://www.wuw.pl/product-pol-13475-Klimatyczne-ABC-Interdyscyplinarne-podstawy-wspolczesnej-wiedzy-o-zmianie-klimatu-PDF.html">Wydawnictw Uniwersytetu Warszawskiego</a>.</strong></p>



<figure class="wp-block-image"><img decoding="async" src="/cdn/upload/601ac514deaf0_klimatyczneabc-okladka.jpg" alt="Okładka podręcznika &quot;Klimatyczne ABC&quot;, wizualizacja zmian temperauty skłądająca się z pionowych pasków, od lewej do prawej paski przechodzą z kolorów niebieskich do czerwonych. "/><figcaption class="wp-element-caption">Na okładce podręcznika „Klimatyczne ABC” widzimy <a href="https://showyourstripes.info/">znaną wizualizację</a> zmiany globalnej średniej temperatury powierzchni Ziemi w latach 1850-2019, stworzoną przez Eda Hawkinsa (University of Reading).</figcaption></figure>



<h2 class="wp-block-heading" id="h-globalne-ocieplenie-globalny-problem">Globalne ocieplenie – globalny problem</h2>



<p>Zmiana klimatu to problem, którego pełne zrozumienie wymaga sięgnięcia do dokonań różnych dziedzin nauki. Aby wiedzieć, jak do niej doszło, nie wystarczy poznać fizyczne mechanizmy rządzące klimatem naszej planety, takie jak efekt cieplarniany czy obieg węgla w przyrodzie. Przyda się także zrozumienie procesów ekonomicznych i społecznych, które prowadzą do coraz większych emisji gazów cieplarnianych. Skutki spowodowanej przez człowieka zmiany składu atmosfery (m.in. wzrostu koncentracji dwutlenku węgla o blisko 50%) to nie tylko zmiany w statystykach pogodowych, ale też w kriosferze, biosferze i funkcjonowaniu społeczeństw, które muszą radzić sobie ze zmieniającą się dostępnością wody, wzrostem poziomu morza czy spadającymi plonami. Próba przeciwdziałania tym problemom wymaga współpracy przyrodników, którzy wskażą ogólne kierunki działań, inżynierów, którzy opracują odpowiednie rozwiązania techniczne oraz specjalistów prawa i ekonomii, którzy będą wiedzieli, jak skłonić ludzi do działania.</p>



<p>Właśnie takie wszechstronne ujęcie tematu prezentuje nowy, interdyscyplinarny podręcznik wydany przez Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego – <a href="https://www.wuw.pl/product-pol-13475-Klimatyczne-ABC-Interdyscyplinarne-podstawy-wspolczesnej-wiedzy-o-zmianie-klimatu-PDF.html">Klimatyczne ABC</a> pod redakcją M. Budziszewskiej, A. Kardaś i Z. Bohdanowicza.</p>



<h2 class="wp-block-heading" id="h-co-znajdziemy-w-srodku">Co znajdziemy w środku?</h2>



<p>Dzięki współpracy z doświadczoną graficzką, <a href="https://zagrajekania.myportfolio.com/">Anną Zagrajek</a>, podręcznik ma atrakcyjną i nowoczesną formę. Tekstom i wykresom towarzyszą liczne zdjęcia i ilustracje. Na marginesach znajdziemy ciekawostki i linki do dodatkowych źródeł informacji. Ramki, pogrubienia i schematy pomagają w wyłuskaniu i połączeniu najważniejszych faktów.</p>



<figure class="wp-block-image"><img decoding="async" src="/cdn/upload/601ac51432749_klimatyczneabc-obieg-wegla.jpg" alt="Klimatyczne ABC: strony poświęcone wolnemu cyklowi węglowemu."/><figcaption class="wp-element-caption">Ramki, schematy i wytłuszczenia pomagają w wyłapaniu i ułożeniu sobie informacji.</figcaption></figure>



<p>Materiał podzielony jest na 13 lekcji. W pierwszych dwóch przedstawiono działanie efektu cieplarnianego i obiegu węgla w przyrodzie – dwóch najważniejszych mechanizmów sterujących systemem klimatycznym Ziemi. Kolejne dwie lekcje tłumaczą, w jaki sposób rozwój przemysłu przyczynił się do emisji gazów cieplarnianych. Osobny rozdział przeznaczono na podsumowanie dowodów przemawiających za tym, że to właśnie działalność człowieka doprowadziła do współczesnej zmiany klimatu. Znajdziemy w nim również informacje o tym, jak powstają klimatyczne dezinformacje. Temat negowania zmiany klimatu lub niedoceniania jej znaczenia dla ludzkości podejmują w następnych lekcjach socjologowie i ekonomiści.</p>



<p>Lekcje 8-11 przeznaczono na omówienie konsekwencji globalnej zmiany klimatu. Uwzględniono zarówno zmiany w występowaniu zjawisk atmosferycznych czy wzrost poziomu morza, jak i zagrożenia dla bioróżnorodności. Osobny rozdział poświęcono efektom psychologicznym i społecznym. Jak mówi odpowiedzialna za redakcję podręcznika dr Magdalena Budziszewska (Wydział Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego):</p>



<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p>Porusza mnie, w jaki sposób zmiana klimatu jest problemem ludzi: zwiększone ryzyka dla zdrowia, w tym także niebezpieczeństwa chorób i epidemii, problemy związane z upałem, brakiem wody, rosnącymi napięciami społecznymi i agresją, rosnące napięcia globalne. Odpowiedź na zmianę klimatu służy także zapobieganiu, na tyle, na ile jest to jeszcze możliwe, trudnemu do wyobrażenia przyszłemu ludzkiemu cierpieniu. W tym sensie zmiana klimatu jest o ludziach. Ludzie spowodowali ten problem, i tylko ludzie mogą mu zapobiec.</p>
</blockquote>



<figure class="wp-block-image"><img decoding="async" src="/cdn/upload/601ac51327e26_klimatyczneabc-efekty-spoleczne.jpg" alt="Klimatyczne ABC: strony poświęcone przeciwdziałaniu zmianie klimatu"/><figcaption class="wp-element-caption">W &#8222;Klimatycznym ABC&#8221; przedstawiono odpowiedzi na wiele często zadawanych pytań dotyczących klimatu.</figcaption></figure>



<p>Podręcznik zamykają tematy związane z mitygacją i adaptacją do zmiany klimatu, czyli ograniczeniem skali globalnego ocieplenia i przystosowania się do jego skutków. Punktem wyjścia są tu scenariusze działań zarysowane w <a href="https://naukaoklimacie.pl/aktualnosci/ocieplenie-o-1-5-stopnia-specjalny-raport-ipcc-308">Specjalnym raporcie IPCC o ociepleniu o 1,5 stopnia</a>. Redaktorzy zaprosili do współpracy specjalistów z dziedziny energetyki i biologii, dzięki czemu powstały obszerne rozdziały na temat możliwych do wprowadzenia zmian w produkcji energii i gospodarowaniu ekosystemami. Problem wdrażania rozwiązań przyjaznych środowisku na wielką skalę przedstawiono także z punktu widzenia nauk ekonomicznych i społecznych, jak mówi jeden z redaktorów podręcznika, Zbigniew Bohdanowicz (Wydział Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego):</p>



<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p>Wiemy, że jeśli nie będziemy skutecznie ograniczać zmian klimatu, to w niedalekiej przyszłości jej skala przekroczy możliwości adaptacji ludzi oraz ekosystemów. Dlatego w Klimatycznym ABC pokazujemy, co ludzka społeczność może i powinna zrobić, aby skutecznie ograniczyć skalę zmiany klimatu. Wskazujemy na znaczenie postaw i wartości, które stoją za&nbsp;naszymi działaniami oraz na wagę&nbsp;ponadnarodowych porozumień umożliwiających wdrożenie&nbsp;w skali globalnej działań zapobiegawczych.</p>
</blockquote>



<figure class="wp-block-image"><img decoding="async" src="/cdn/upload/601ac5125c2b4_klimatyczneabc-dziedziny.jpg" alt="Klimatyczne ABC: ilustracja pokazująca złożoność problemu zmiany klimatu, liczne terminy taie jak &quot;efekt cieplarniany&quot; czy &quot;rafy koralowe&quot; połączone licznymi powiązaniami."/><figcaption class="wp-element-caption">Podczas pracy nad &#8222;Klimatycznym ABC&#8221; skorzystano z wiedzy i doświadczenia przedstawicieli wielu dziedzin nauki.</figcaption></figure>



<p>„Klimatyczne ABC” jest udostępniane przez Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego na licencji <a href="https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0/deed.pl">CC BY-SA-40</a>, co pozwala na szerokie wykorzystanie materiałów, nie tylko do samokształcenia, ale też podczas przygotowywania kursów albo zajęć. Podręcznik w całości można pobrać ze <a href="https://www.wuw.pl/product-pol-13475-Klimatyczne-ABC-Interdyscyplinarne-podstawy-wspolczesnej-wiedzy-o-zmianie-klimatu-PDF.html">strony wydawcy</a>, a w specjalnej witrynie <a href="sites.google.com/uw.edu.pl/klimatyczne-abc/">KlimatyczneABC.uw.edu.pl</a> znajdziemy pliki poszczególnymi rozdziałami oraz <a href="https://sites.google.com/uw.edu.pl/klimatyczne-abc/dodatki">dodatki</a> – m.in. zestaw 25 pytań i odpowiedzi na temat zmiany klimatu.</p>



<p>Aleksandra Kardaś</p>
<p>The post <a href="https://naukaoklimacie.pl/bez-kategorii/klimatyczne-abc-interdyscyplinarny-podrecznik-o-zmianie-klimatu-457">Klimatyczne ABC &#8211; interdyscyplinarny podręcznik o zmianie klimatu</a> appeared first on <a href="https://naukaoklimacie.pl">Nauka o klimacie | naukaoklimacie.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://naukaoklimacie.pl/bez-kategorii/klimatyczne-abc-interdyscyplinarny-podrecznik-o-zmianie-klimatu-457/feed</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Ekstremalne zjawiska, ekstremalne obliczenia &#8211; wywiad z Friederike Otto</title>
		<link>https://naukaoklimacie.pl/aktualnosci/ekstremalne-zjawiska-ekstremalne-obliczenia-wywiad-z-friederike-otto-392</link>
					<comments>https://naukaoklimacie.pl/aktualnosci/ekstremalne-zjawiska-ekstremalne-obliczenia-wywiad-z-friederike-otto-392#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Aleksandra Kardaś]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 02 Dec 2019 08:02:01 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>
		<category><![CDATA[książka]]></category>
		<category><![CDATA[wywiad]]></category>
		<category><![CDATA[zjawiska ekstremalne]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://localhost/nok/aktualnosci/ekstremalne-zjawiska-ekstremalne-obliczenia-wywiad-z-friederike-otto-392/</guid>

					<description><![CDATA[<p>O wiązaniu zjawisk ekstremalnych ze zmianą klimatu i innych ciekawych tematach rozmawiamy z autorką "Wściekłej pogody".</p>
<p>The post <a href="https://naukaoklimacie.pl/aktualnosci/ekstremalne-zjawiska-ekstremalne-obliczenia-wywiad-z-friederike-otto-392">Ekstremalne zjawiska, ekstremalne obliczenia &#8211; wywiad z Friederike Otto</a> appeared first on <a href="https://naukaoklimacie.pl">Nauka o klimacie | naukaoklimacie.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p><strong><a href="https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4891391/wsciekla-pogoda-jak-mszcza-sie-zmiany-klimatu-kiedy-sa-ignorowane">„Wściekła pogoda. Jak mszczą się zmiany klimatu, kiedy są ignorowane”</a> to opublikowana niedawno w Polsce książka opowiadająca o pracy naukowców zajmujących się atrybucją zjawisk ekstremalnych, czyli określaniem, jak i na ile wiążą się one ze zmianą klimatu. Jej autorką jest dr Friederike Otto, fizyczka pełniąca obowiązki dyrektorki w Environmental Change Insitute na Uniwersytecie Oxfordzkim, członkini <a href="https://www.worldweatherattribution.org/">World Weather Attribution</a> &#8211; zespołu, który analizuje zjawiska ekstremalne w krótkim czasie po ich wystąpieniu, czyli wtedy gdy jest to jeszcze interesujące dla szerokiej publiczności. To wciągająca opowieść pozwalająca czytelnikom lepiej zrozumieć naukowców, ich pracę i problemy a także &#8211; wiele kwestii związanych ze zmianą klimatu. Serdecznie polecamy tę lekturę, a na zachętę &#8211; wywiad, który udało nam się przeprowadzić z autorką.</strong></p>



<figure class="wp-block-image"><img decoding="async" src="https://naukaoklimacie.pl/cdn/upload/5ddf0cebe661b_dr-friederike-otto-efeu-credit-bettina-kasten-min.jpg" alt=""/><figcaption class="wp-element-caption">Rysunek 1: Friederike Otto, zdjęcie Bettina Kasten.</figcaption></figure>



<p><strong>Dlaczego zdecydowałaś się studiować fizykę a w szczególności fizykę atmosfery? Czy zawsze interesowała cię nauka lub konkretnie klimatologia?</strong></p>



<p>W Niemczech system jest taki, że im bardziej popularny kierunek, tym wyższe stopnie trzeba uzyskać w szkole średniej, by się na niego dostać. W efekcie aby studiować niepopularne kierunki wystarczą niskie oceny. Najmniej popularne są fizyka i inżynieria. Ja miałam bardzo słabe stopnie, więc była to moja jedyna opcja a fizyka wydawała się mniejszym złem. Przynajmniej wtedy tak myślałam. Ostatecznie spodobała mi się, zwłaszcza fizyka teoretyczna. Na klimacie skupiłam się w podczas pracy nad doktoratem z filozofii nauki. A więc była to seria przypadków.</p>



<h2 class="wp-block-heading" id="h-atrybucja-zjawisk-ekstremalnych-jak-wiaza-sie-ze-zmiana-klimatu">Atrybucja zjawisk ekstremalnych &#8211; jak wiążą się ze zmianą klimatu?</h2>



<p><strong>Obecnie koncentrujesz się na metodach pozwalających łączyć konkretne zjawiska ekstremalne z globalnym ociepleniem. Jak to się robi?</strong></p>



<p>Zjawiska ekstremalne z definicji zdarzają się rzadko. Dlatego tak, jak nie możemy na podstawie kilku rzutów kostką stwierdzić, czy nie jest sfałszowana, nie możemy na podstawie krótkiego okresu obserwacji pogody określić, czy zjawiska ekstremalne konkretnego rodzaju nasiliły się. Jednak dla niektórych regionów istnieją, sięgające daleko wstecz, dane wysokiej jakości i w wielu przypadkach możliwe jest stworzenie dużego zestawu symulacji pogody oraz zjawisk ekstremalnych za pomocą najnowocześniejszych modeli klimatu i metod statystycznych. To pozwala naukowcom ocenić, jakie zjawiska pogodowe są możliwe w świecie, w którym żyjemy, oraz jakie jest prawdopodobieństwo wystąpienia zjawiska ekstremalnego, które zaobserwowano. Czy to było zdarzenie występujące raz na 100 lat? A może raz na 10 lat?</p>



<p>Gdy określimy prawdopodobieństwo, z jakim zdarzenie występuje w dzisiejszym (czyli zmienionym przez nas) klimacie, możemy zapytać, jakie byłoby jego prawdopodobieństwo, gdyby zmiany klimatu nie było. Nie dysponujemy co prawda obserwacjami ze świata, w którym zmiana klimatu spowodowana przez człowieka nie zaistniała, ale dobrze wiemy, ile CO<sub>2</sub> i innych gazów cieplarnianych wprowadziliśmy do atmosfery. To pozwala nam stworzyć symulacje pogody, która mogłaby występować w świecie bez globalnego ocieplenia za pomocą tych samych narzędzi, których używamy do symulacji zjawisk pogodowych możliwych dziś.</p>



<p>Porównanie prawdopodobieństw [w tych 2 przypadkach – przyp. red.] pozwala ocenić znaczenie zmiany klimatu.</p>



<p>Tak jak w przypadku prognoz pogody, modele wykorzystywane w atrybucji [określaniu związku poszczególnych zjawisk ze zmianą klimatu – przyp. red.] muszą być w stanie wiarygodnie określić prawdopodobieństwo występowania zjawisk, które chcemy ocenić w kontekście zmiany klimatu. Chociaż modele bardzo się rozwinęły, wciąż jest wiele aspektów zjawisk ekstremalnych, na przykład związanych z cyrkulacją atmosferyczną, których prawdopodobieństwa (a więc i jego zmian) nie jesteśmy jeszcze w stanie wiarygodnie obliczyć.</p>



<figure class="wp-block-image"><img decoding="async" src="https://naukaoklimacie.pl/cdn/upload/5ddf0cf63bd9a_nasa-harvey.jpg" alt=""/><figcaption class="wp-element-caption">Rysunek 2: Huragan Harvey, jeden z „bohaterów” książki Friederike Otto „Wściekła pogoda”. Źródło: NASA/NOAA GOES Project .</figcaption></figure>



<p><strong>Czy określanie wpływu zmiany klimatu na zjawiska ekstremalne ma jakieś praktyczne zastosowania to może jest to tylko przygotowywanie ciekawostek dla mediów?</strong></p>



<p>Każde zjawisko ekstremalne ma więcej niż jedną przyczynę. Duże znaczenie może mieć chaotyczna natura pogody, sposoby wykorzystania gruntów i wiele innych czynników, ale zmiana klimatu również do nich należy. Dzięki atrybucji zjawisk możemy rozwikłać tę łamigłówkę i określić, w których przypadkach zmiana klimatu ma znaczenie kluczowe, a w których schodzi na drugi plan, bo najistotniejsze są inne okoliczności, na przykład zmiany w użytkowaniu terenu. Ta wiedza pozwala na racjonalne zarządzanie funduszami – można zużytkować je na to, co najbardziej przydałoby się zmienić czy naprawić.</p>



<h2 class="wp-block-heading">Ekstremalne obliczenia</h2>



<p><strong>Czy mogłabyś opowiedzieć naszym czytelnikom o projekcie <em>World Weather Attribution</em>? Jak powstał? Jak jest finansowany?</strong></p>



<p>W ramach inicjatywy <a href="https://www.worldweatherattribution.org/">World Weater Attribution</a> (WWA), współpracują ze sobą naukowcy badający klimat i specjalizujący się w atrybucji zjawisk (grupa z Uniwersytetu w Oxfordzie pod moim kierownictwem, mój kolega Geert Jan van Oldenborgh z Holandii, pracownicy francuskiego IPSL/LSCE oraz amerykańskich Princeton University i NCAR) oraz specjaliści od konsekwencji zmiany klimatu z Red Cross Red Crescent Climate Centre (Centrum Klimatycznego Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca). Udało nam się już zdobyć międzynarodową renomę autorytetu w tej dziedzinie. Nasz zespół rozwinął solidną metodologię, dzięki której możliwe jest określenie związku zjawiska ze zmianą klimatu w ciągu zaledwie kilku tygodni od jego wystąpienia czyli wtedy, gdy jest to jeszcze interesujące dla opinii publicznej i przydatne z punktu widzenia usuwania skutków katastrofy. Istniejemy od roku 2014 a finansują nas różne fundacje dobroczynne.</p>



<p><strong>Które z opracowań WWA przyniosło, twoim zdaniem, najbardziej szokujące wyniki?</strong></p>



<p>Prawdę mówiąc, to tegoroczne fale upałów w Europie. Zmiana klimatu sprawiła, że ich prawdopodobieństwo wzrosło stukrotnie – to robi wrażenie.</p>



<p><strong>Wasze badania wymagają dużych zasobów obliczeniowych. Wiem, że radzicie sobie z tym problemem w nietypowy sposób. Czy mogłabyś opowiedzieć nam o projekcie <a href="https://climateprediction.net/">Climate Prediction Net</a>?</strong></p>



<p>Zamiast uruchamiać nasz model klimatu na superkomputerze, wykorzystujemy prywatne komputery udostępniane nam przez wolontariuszy. Każdy “zapuszcza” u siebie zadanie, które da się wykonać z użyciem jednego rdzenia obliczeniowego, odpowiadające symulacji dla jednego roku. Na naszych serwerach zbieramy te symulacje razem i w ten sposób uzyskujemy tak dużo przebiegów*, jakbyśmy dysponowali olbrzymim superkomputerem, który zjadłby cały nasz budżet. Tymczasem dzięki temu, że każdy z ochotników płaci odrobinę większy rachunek za prąd, my możemy prowadzić nasze badania. Gdyby nie wolontariusze z <a href="https://climateprediction.net/">ClimatePrediction.net</a>, rozwój atrybucji zjawisk ekstremalnych prawdopodobnie opóźniłby się o kilka lat.</p>



<figure class="wp-block-image"><img decoding="async" src="https://naukaoklimacie.pl/cdn/upload/5ddf0d1ac58d6_wwa-francja-upaly.jpg" alt=""/><figcaption class="wp-element-caption">Rysunek 3: Przykład wyników analizy zespołu WWA – związany ze zmianą klimatu wzrost prawdopodobieństwa występowania we Francji upałów takich jak w lipcu 2019. &#8222;10&#8221; oznacza dziesięciokrotny wzrost prawdopodobieńśtwa itd. Kolejne wiersze dotyczą analizy danych obserwacyjnych (EOBS), wyników modelowania z użyciem różnych modeli (HadGEM3-A hist, EC-Earth2.3 bc, IPSL-CM6A-LR, CNRM-CM6.1), średniej z modeli (models) i modeli wraz z obserwacjami (synthesis). Grube kreseczki wskazują najbardziej prawdopodobną wartość, paski na możliwy zakres. Źródło i szczegóły: <a href="https://www.worldweatherattribution.org/human-contribution-to-the-record-breaking-july-2019-heat-wave-in-western-europe/">WWA</a>.</figcaption></figure>



<h2 class="wp-block-heading">Jak wygląda praca naukowców?</h2>



<p><strong>„Kapitan Planeta”, „SeaQuest”, „Star Trek” &#8211; znasz te tytuły? Czy miewasz czasem wrażenie, że twoja praca przypomina w niektórych aspektach to, co oglądamy w filmach? No wiesz, wydarza się katastrofa, zwołuje się międzynarodowy zespół specjalistów, natychmiastowe reagowanie, komunikacja, współpraca z ludźmi z drugiego końca świata, superkomputery, satelity… Jak wygląda Twój typowy dzień w pracy?</strong></p>



<p>Niestety, mój typowy dzień w pracy wcale nie przypomina typowego dnia postaci z filmu. To raczej dzień typowego profesora – wykłady, praca ze studentami, pisanie wniosków grantowych, publikacji, analizowanie danych, spotkania i dyskusje z kolegami. Czasem rozmowy o wynikach badań z dziennikarzami i coraz częściej – z politykami.</p>



<p>Jednak kiedy prowadzimy atrybucję w czasie rzeczywistym to rzeczywiście przypomina to trochę film, tylko że nam nie grozi żadne bezpośrednie niebezpieczeństwo. Najpierw musimy dowiedzieć się, co się właściwie wydarzyło i w tym celu musimy skontaktować się z ludźmi, którzy naprawdę byli na miejscu zdarzenia i dotrzeć do danych meteorologicznych. Potem musimy zdecydować, w jakich terminach najlepiej będzie opisać wydarzenie – co tak naprawdę spowodowało straty. I to znów wymaga przedyskutowania sprawy np.: z przedstawicielami służby zdrowia. Potem to już praca naukowa: dobieramy modele, piszemy i uruchamiamy skrypty komputerowe, odbywamy codzienne wideokonferencje, żeby sprawdzić jak wyglądają wyniki i co będziemy w stanie powiedzieć o zjawisku. Najbardziej emocjonująca jest zawsze chwila, w której ogłaszamy nasze wyniki i nagle dzwoni do nas cały świat. Taką akcję przeprowadzić możemy tylko 3-4 razy w ciągu roku, bo wyłącza mnie to kompletnie z innych zadań na przynajmniej tydzień, a tymczasem ja tych zadań mam coraz więcej, w coraz większej liczbie miejsc jestem do czegoś potrzebna.</p>



<p class="has-text-align-left"><strong>Jak udało ci się wpasować w grafik jeszcze pisanie książki popularnonaukowej?</strong></p>



<p>Zeszłego lata przez kilka miesięcy zmuszałam się co wieczór do napisania 1000 słów zamiast czytać powieści, co na ogół robię w tym czasie. Taki sposób pisania całkiem mi się spodobał, bawiłam się dużo lepiej niż się spodziewałam. No i widziałam, że to tylko krótkoterminowe zadanie.</p>



<p><strong>Czy często rozmyślasz ogólnie o kryzysie klimatycznym, co oznacza dla naszej przyszłości itp., czy raczej koncentrujesz się na swojej aktualnej pracy?</strong></p>



<p>Myślę i mówię o tym bardzo dużo. W ostatnim roku, dzięki młodzieżowym protestom klimatycznym, temat ten przebił się do publicznej świadomości i myślę, że można teraz żywić ostrożną nadzieję, że wkrótce oprócz rozmów doczekamy się niezbędnej legislacji.</p>



<figure class="wp-block-image"><img decoding="async" src="https://naukaoklimacie.pl/cdn/upload/5ddf0d0bd8d3b_wsciekla-pogoda-680.jpg" alt=""/><figcaption class="wp-element-caption">Rysunek 4: Książka <a href="https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4891391/wsciekla-pogoda-jak-mszcza-sie-zmiany-klimatu-kiedy-sa-ignorowane">„Wściekła pogoda”</a> Friederike Otto, wyana w Polsce przez Wydawnictwo Otwarte.</figcaption></figure>



<p><strong>W jakim zakresie naukowcy powinni angażować się w publiczną debatę na tematy związane ze zmianą klimatu? Czy powinni trzymać się swojej specjalności? Są nie tylko naukowcami ale też obywatelami, więc może nie powinni mieć oporów przed wygłaszaniem swoich poglądów na kwestie polityczne lub społeczne?</strong></p>



<p>Gdybym myślała, że powinniśmy trzymać się tylko swojej działki, nie napisałabym mojej książki. Oczywiście jest jednak ważne, żeby jasno podkreślić co jest wynikiem badań naukowych, a co ich interpretacją.</p>



<p><strong>Międzyrządowy Zespół ds. Zmiany klimatu opublikował ostatnio Raport specjalny o oceanie i kriosferze w zmieniającym się klimacie. Które ze wspomnianych w nim zjawisk można by przeanalizować waszymi metodami? Morskie fale upałów, topnienie lodowców, wzrost poziomu morza…?</strong></p>



<p>Morskie fale upałów – tak. Opracowanie na temat topnienia lodowców właśnie powstało w mojej grupie. Wzrostem poziomu morza jeszcze się nie zajmowaliśmy, ale zdecydowanie jest tu nad czym popracować i to w nieodległej przyszłości.</p>



<p><strong>Jesteś jedną z autorek nadchodzącego szóstego raportu podsumowującego IPCC. Jak ci się nad nim pracuje?</strong></p>



<p>To mnóstwo pracy ale też ciekawe wyzwanie i jak nic innego popycha naukę na przód.</p>



<p>Rozmawiała Aleksandra Kardaś, konsultacja tłumaczenia: prof. Szymon P. Malinowski</p>



<p class="has-text-align-left">____________________________</p>



<p>* Modelowanie klimatu wymaga wielokrotnego przeprowadzenia symulacji dla tego samego okresu. Każda symulacja pokazuje trochę inny przebieg zjawisk pogodowych i oceanicznych z dnia na dzień i z roku na rok (np. w innych terminach przypadają „zimni ogrodnicy” albo El Nino). Na podstawie takiego zestawu symulacji możemy określić średnie wartości temperatury, opadów itd. lub prawdopodobieństwo zjawisk ekstremalnych.</p>
<p>The post <a href="https://naukaoklimacie.pl/aktualnosci/ekstremalne-zjawiska-ekstremalne-obliczenia-wywiad-z-friederike-otto-392">Ekstremalne zjawiska, ekstremalne obliczenia &#8211; wywiad z Friederike Otto</a> appeared first on <a href="https://naukaoklimacie.pl">Nauka o klimacie | naukaoklimacie.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://naukaoklimacie.pl/aktualnosci/ekstremalne-zjawiska-ekstremalne-obliczenia-wywiad-z-friederike-otto-392/feed</wfw:commentRss>
			<slash:comments>3</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Książka „Nauka o klimacie”</title>
		<link>https://naukaoklimacie.pl/aktualnosci/ksiazka-nauka-o-klimacie-346</link>
					<comments>https://naukaoklimacie.pl/aktualnosci/ksiazka-nauka-o-klimacie-346#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Redakcja Nauki o klimacie]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 24 Jan 2019 19:53:12 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>
		<category><![CDATA[książka]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://localhost/nok/aktualnosci/ksiazka-nauka-o-klimacie-346/</guid>

					<description><![CDATA[<p>Dowiedz się, jak działa "klimatyczna machina"!</p>
<p>The post <a href="https://naukaoklimacie.pl/aktualnosci/ksiazka-nauka-o-klimacie-346">Książka „Nauka o klimacie”</a> appeared first on <a href="https://naukaoklimacie.pl">Nauka o klimacie | naukaoklimacie.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p><strong>Globalne ocieplenie to temat bardzo gorący, wywołujący emocje i ożywione dyskusje. W tych dyskusjach spotykamy wiele niezrozumienia, wyobrażeń odległych od stanu wiedzy i często powtarzanych mitów klimatycznych. Nauka o klimacie – jak każda dziedzina współczesnej nauki – jest bardzo rozbudowana i kompetentne wypowiadanie się w jej zakresie wymaga sporej wiedzy. Znajdziesz ją w wydanej na przełomie 2018 i 2019 roku książce „Nauka o klimacie”, zgrabnie łączącej przystępną formę książki popularnonaukowej z poziomem merytorycznym podręcznika akademickiego. </strong></p>



<figure class="wp-block-image"><img decoding="async" src="/cdn/upload/5c4a235b0dfd0_ksiazka-nauka-o-klimacie-okladka.png" alt="Książka Nauka o klimacie okładka" title="Książka Nauka o klimacie okładka"/></figure>



<p></p>



<p>W książce krok po kroku zapoznasz się z mechanizmami działania maszyny klimatycznej, dawnymi zmianami klimatu, przyczynami jego obecnej zmiany oraz prognozami na przyszłość. Zapraszamy do zapoznania się z <strong><a href="https://postfactum.com.pl/produkt/nauka-o-klimacie-e-book">fragmentem książki</a></strong>!</p>



<p>Recenzentami naszej książki byli profesorowie <a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Zbigniew_Kundzewicz">Zbigniew Kundzewicz</a> oraz <a href="https://www.iopan.gda.pl/AirSea/CV_piskozub.html">Jacek Piskozub</a>, będący najwyższej klasy ekspertami w obszarze klimatu; materiał konsultowaliśmy z wieloma osobami, także nie posiadającymi specjalistycznego przygotowania, co pomogło uczynić książkę przystępną dla szerokiego grona czytelników.</p>



<p>Książka została wydana wspólnie przez dwa wydawnictwa: <a href="https://postfactum.com.pl/produkt/nauka-o-klimacie-wydiii">Sonia Draga</a> oraz <a href="https://www.nieoczywiste.pl/index.php/pl/ksiazki/nowosci/12-ksiazki/491-nauka-o-klimacie">Nieoczywiste</a>. Z przyjemnością dowiedzieliśmy się, że cały pierwszy nakład, w wysokości 3000 szt., rozszedł się w przeciągu miesiąca i konieczne było szybkie zrobienie kolejnych dodruków. Pomogły w tym niewątpliwie liczne pozytywne recenzje „Nauki o&nbsp;klimacie”, w tym m.in.:</p>



<p><strong>PAP &#8211; Nauka w Polsce, Anna Ślązak: „<a href="https://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C31754%2Cnauka-zamiast-kontrowersji-nowa-ksiazka-o-klimacie.html">Nauka zamiast kontrowersji &#8211; nowa książka o klimacie</a>”</strong></p>



<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p>„Nauka o klimacie&#8221; jest przystępna i gęsta od wiedzy. Pozwala się zorientować, o co chodzi z&nbsp;globalnym ociepleniem – i nie zwariować w gęstwie głosów klimatycznych &#8222;ekspertów&#8221; i&nbsp;ich&nbsp;&#8222;kontrowersji.</p>
</blockquote>



<p><strong>Polityka, Edwin Bendyk: „<a href="https://antymatrix.blog.polityka.pl/2018/11/26/nauka-o-klimacie/">Nauka o klimacie</a>”</strong></p>



<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p>„Nauka o klimacie” mimo gorącego tematu napisana jest chłodnym, rzeczowym językiem – nie&nbsp;epatuje emocjami, tylko przedstawia konkretną wiedzę i fakty. I właśnie dlatego porusza do głębi.</p>
</blockquote>



<p><strong>Smoglab, Jakub Jędrak: „<a href="https://smoglab.pl/nauka-o-klimacie-kiedy-warszawa-bedzie-drugim-budapesztem-i-gdzie-mozna-o-tym-przeczytac/">Kiedy Warszawa będzie drugim Budapesztem i gdzie można o tym przeczytać?</a>”</strong></p>



<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p>„Nauka o klimacie” jest nie tyle książką popularnonaukową, a raczej dość nietypowym podręcznikiem.&nbsp;(&#8230;) Z pewnością więc łatwiej będzie ją czytać osobom o wykształceniu ścisłym… Ale&nbsp;też&nbsp;bez&nbsp;przesady! Naprawdę nie musimy być specjalistami od fizyki chmur lub spektroskopii w&nbsp;podczerwieni, by z pożytkiem po tę książkę sięgnąć.</p>
</blockquote>



<p><strong>Niedowiary, Piotr Panek: „<a href="https://naukowy.blog.polityka.pl/2018/12/07/nauka-o-klimacie-na-papierze/">Nauka o klimacie na papierze</a>”</strong></p>



<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p>Prawie nie ma stron, na których nie byłoby wykresów, map, schematów czy zwykłych ilustracji. To&nbsp;na&nbsp;pewno pomaga zrozumieć opisywane mechanizmy.</p>
</blockquote>



<p><strong>artPapier, Miłosz Markiewicz: „<a href="https://artpapier.com/index.php?page=artykul&amp;wydanie=361&amp;artykul=7105&amp;kat=15">Kto się boi klimatu?</a>”</strong></p>



<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p>Autorzy i autorka – jak na popularyzatorów nauki przystało – postawili w swojej publikacji na&nbsp;przystępną formę, za pomocą której opowiadają o złożonych mechanizmach działania klimatu, o&nbsp;jego historii, obecnej sytuacji, a także możliwych sposobach radzenia sobie z prawdopodobną katastrofą.</p>
</blockquote>



<p><strong>Węglowy Szowinista: „<a href="https://weglowy.blogspot.com/2018/12/nauka-o-klimacie-recenzja.html">Nauka o klimacie – recenzja</a>”</strong></p>



<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p>Prawa fizyki nie ulegają zmianie. Fakty są obiektywne. Miło mi powiedzieć, że Nauka o klimacie pokazuje to w pełnej krasie. (&#8230;) To książka, którą powinien przeczytać każdy. Jest pękata i&nbsp;wypasiona. Systematycznie, skrupulatnie i przystępnie (!) rozkłada temat na części pierwsze.</p>
</blockquote>



<p><strong>Taraka, Andrzej Gąsiorowski: „<a href="https://web.archive.org/web/20220615084852/https://www.taraka.pl/nauka_o_klimacie">Nauka o klimacie – nie można nie znać, nie można nie mieć</a>”</strong></p>



<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p>„Nauka o klimacie” jest dopełnieniem wiedzy przekazywanej od kilku lat przez portal. Dopełnieniem, którego recenzji nie mogę się podjąć, ponieważ do głowy przychodzą mi zdania i epitety rażące banalnością – wspaniałe, wyczerpujące, precyzyjne, must read dla&nbsp;każdego (już naprawdę dla&nbsp;każdego, nie tylko dla zainteresowanej garstki świadomych).</p>
</blockquote>



<p><strong>DoskonaleSzare: „<a href="https://doskonaleszare.github.io/articles/18/nauka-o-klimacie-recenzja">Nauka o klimacie &#8211; recenzja</a>”</strong></p>



<blockquote class="wp-block-quote is-layout-flow wp-block-quote-is-layout-flow">
<p>Zakres poruszanego na ponad 500 stronach materiału jest ogromny, bo i temat jest przecież bardzo szeroki: od fizyki atmosfery i termodynamiki, poprzez elementy oceanografii, po geochemię. Na tle wielu innych książek/podręczników „Nauka o klimacie” wypada wyjątkowo bogato, i nawet specjaliści pracujący naukowo w jednej z omawianych dziedzin mogą się z niej dowiedzieć czegoś nowego, tym&nbsp;bardziej, jeśli wykracza poza ową dziedzinę.</p>
</blockquote>



<p>Książkę można kupić m.in. w sklepach internetowych wydawnictwa <a href="https://postfactum.com.pl/produkt/nauka-o-klimacie-wydiii">Sonia Draga</a> i <a href="https://ksiegarnia.pwn.pl/Nauka-o-klimacie,775169158,p.html">PWN</a>.</p>
<p>The post <a href="https://naukaoklimacie.pl/aktualnosci/ksiazka-nauka-o-klimacie-346">Książka „Nauka o klimacie”</a> appeared first on <a href="https://naukaoklimacie.pl">Nauka o klimacie | naukaoklimacie.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://naukaoklimacie.pl/aktualnosci/ksiazka-nauka-o-klimacie-346/feed</wfw:commentRss>
			<slash:comments>5</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
