Prof. Głowacki laureatem nagrody energetyków

Jednym z niewielu klimatologów otrzymujących nagrody od koncernów energetycznych jest profesor Piotr Głowacki, który otrzymał Laur Honorowy Białego Tygrysa Polskiej Energetyki Energia 2015 „za intelektualny wkład i wsparcie oraz promocję polskiej energetyki.”

Rysunek 1. Profesor Piotr Głowacki (po środku) odbiera Laur Honorowy Białego Tygrysa Polskiej energetyki. Źródło

Z uzasadnienia nagrody możemy się dowiedzieć, że pan profesor „przedstawia, że nasza polska energetyka to nie chłopiec do bicia czy jak sporo ludzi sądzi zapyziały relikt minionej epoki”, a ponadto „ma trzeźwe i naukowo osadzone poglądy na temat przyczyn obserwowanych zmian klimatu”

Poniżej przytaczamy zestaw wypowiedzi profesora Piotra Głowackiego.  Zawierają one wiele mitów i przeinaczeń, które wielokrotnie omawialiśmy już na naszej stronie. Tym razem więc o pomoc w przygotowaniu artykułu poprosiliśmy naszych czytelników.

„Trzeźwe” i „naukowo osadzone” poglądy na temat przyczyn obserwowanych zmian klimatu

W artykule profesora Głowackiego opublikowanym w czasopiśmie Energia poradnik producenta i użytkownika 1/227 z dn. 14 sierpnia 2016 możemy przeczytać m. in.:

Nasza energetyka przez te ostatnie 30 lat mocno ograniczyła emisje, a klimat jakby w ogóle tego nie zauważył. Drugim paradoksem jest fakt, że w Arktyce temperatury rosną 2,5 razy szybciej niż w Europie, a tam nie ma emisji z energetyki. Widać więc, ze to przede wszystkim inne czynniki decydują o zmianach klimatu na Ziemi. (…)

Tak komentuje tę wypowiedź nasz czytelnik, grzeg8:

Założyłem że mit to prawda. Co z tego mitu wynika? Dwutlenek węgla się nie przemieszcza i zostaje w pobliżu emitenta. Jak wpływało by to na życie na planecie? Oznaczałoby to strefy zamknięte dla ludzi w pobliżu elektrowni. Każdy pożar wywoływałby skażenie i utworzenie strefy śmierci dla wszystkich oddychających stworzeń. Tlen do elektrowni musiałby być transportowany rurociągami, bo CO2 blokowałoby dostęp świeżego powietrza. Ludzie sami by się wytruli bo każde rozpalenie ogniska było by śmiertelnie niebezpieczne. Całe szczęście dwutlenek węgla dobrze się miesza w powietrzu ale z drugiej strony oznacza to że wpływa na całą planetę

Po za tym powyższy mit to oczernianie nie wprost polskiej energetyki - Wiązać emisje w wyłącznie Polsce z wpływem na cały świat jakby reszta świata w ogóle nie emitowała albo było to pomijalne - globalne ocieplenie jest problemem globalnym i wszystkie kraje muszą zacząć ograniczać emisje bo żaden kraj w pojedynkę nie zdziała za wiele.

My dodamy jeszcze, że gdy chodzi o emisje gazów cieplarnianych, liczy się nie tylko „energetyka”, lecz wszystkie źródła emisji, z transportem, ogrzewaniem, przemysłem, rolnictwem itd. Ponadto, w związku ze wzrostem globalnej średniej koncentracji gazów cieplarnianych, ocieplenie obserwuje się w większości rejonów świata. Nawet w Polsce (rysunek 2), gdzie we wspomnianym przez profesora Głowackiego okresie temperatura wzrosła o około 2°C.

Rysunek 2: Zmiany temperatury na terytorium Polski od 1970 roku. Linie żółte pokazują temperatury w lecie (czerwiec-sierpień), niebieskie w zimie (grudzień-luty) a zielone średnioroczne. Linie cienkie pokazują dane z kolejnych lat, linie grube dane uśrednione w okresach 5-letnich. Meteomodel,pl

Warto też zwrócić uwagę, że argumentacja, jakoby z obserwowanego szybszego ocieplania się Arktyki niż Europy wynika, że wzrost stężenia gazów cieplarnianych nie decyduje o zmianie klimatu, jest po prostu nielogiczna (klasyczne non sequitur).

Jak zauważa nasz czytelnik, Jacek Baraniak

W Arktyce temperatury rosną szybciej niż np. w Europie Środkowej dzięki temu, że wody Atlantyku, Pacyfiku i Oceanu Arktycznego ocieplają się coraz bardziej i roztapiają skutecznie (...) lód arktyczny

co z kolei oznacza dalsze nasilenie ogrzewania się oceanu, jak opisujemy to w artykule Arktyczne wzmocnienie.

Profesor Głowacki pisze też:

Jeśli cała ziemska roślinność budując swoją biomasę wychwytuje z naszej atmosfery około 125 GtC, to wymiana dwutlenku węgla powierzchni mórz i oceanów z atmosferą sięga 90 GtC, a więc ocean ma prawie porównywalny udział w redukcji CO2 w skali całego globu, od którego faktycznie zależy nasz klimat i na który my ludzie nie mamy żadnego wpływu. (...)

Według profesora Głowackiego, nie mamy wpływu na klimat, bo naturalne przepływy CO2 związane z biomasą i oceanami są znacznie większe od naszych emisji. To elementarny błąd: naturalne przepływy węgla z i do atmosfery w ramach szybkiego cyklu węglowego były zbilansowane – dopóki nie zaczęliśmy wprowadzać do atmosfery coraz większych ilości CO2, nie bilansując ich pochłanianiem. Badania pokazują, że tak dużej ilości dwutlenku węgla jak obecnie nie było w atmosferze od kilku, a może nawet kilkunastu milionów lat, a wiele innych obserwacji potwierdza, że jest to następstwo naszych emisji, przede wszystkim ze spalania paliw kopalnych. Więcej piszemy o tym w Mit: Dwutlenek węgla emitowany przez człowieka nie ma znaczenia.

Według profesora Głowackiego:

Jak będzie [ze zmianą klimatu] w przeszłości to zależy od wielu czynników, ale chyba najmniej od samego człowieka.

To asekuranckie „chyba” jest niestety obarczone bardzo poważnym błędem.

Przyjrzyjmy się zmianom atmosferycznej koncentracji CO2 oraz związanym z nimi zmianom wymuszania radiacyjnego w różnych scenariuszach.

Rysunek 3: Górny panel: rekonstrukcje zmian koncentracji CO2 w atmosferze w ostatnich 420 mln lat uzupełnione o scenariusze emisji antropogenicznych. Scenariusz Win12K będący uzupełnieniem scenariuszy RCP odpowiada emisjom 12 000 GtC. Dolny panel: wymuszanie radiacyjne ziemskiego systemu klimatycznego powodowane zmianami stężenia CO2 i natężenia promieniowania słonecznego w ostatnich 420 mln lat. Źródło: Nature

W całej znanej nam geologicznej historii Ziemi nie znamy przypadku tak gwałtownej, dużej i szybkiej globalnej zmiany klimatu, jak ta, do której doprowadzimy spalając znaczącą część paliw kopalnych.

Porównajmy nasze możliwości z naturalnymi czynnikami wpływającymi na klimat. Na rysunku 3 zestawione są dwa scenariusze: prognozowanego wzrostu temperatury do końca stulecia w scenariuszu biznes-jak-zwykle oraz scenariusza zmodyfikowanego o spadek aktywności Słońca do poziomu z Minimum Maundera, z założeniem działania dodatkowych wzmocnień powodujących spadek temperatury o (najprawdopodobniej zawyżoną wartość) 0,3°C.

Rysunek 4: Zmiany średniej temperatury powierzchni Ziemi w okresie 1900-2100 dla scenariusza wysokich emisji względem okresu bazowego 1961-1990. Pomarańczowa linia pokazuje prognozowaną zmianę temperatury przy utrzymaniu się obecnego poziomu aktywności słonecznej, linia niebieska pokazuje zmianę temperatury przy spadku aktywności słonecznej do poziomu z Minimum Maundera. Źródło: Geophysical Research Letters

W rezultacie wzrost temperatury do 2100 roku, zamiast sięgnąć 4,6°C względem lat 1961-1990, wyniesie „jedynie” 4,3°C. To niewiele zmieni, tym bardziej, że gdy po okresie trwającego kilkadziesiąt lat uśpienia aktywność słoneczna powróci do wysokiego poziomu, wzrost temperatury ponownie przyspieszy. Ochłodzenie – o ile nastąpi – będzie więc tylko czasowe, podczas gdy wprowadzony przez nas do atmosfery dwutlenek węgla pozostanie w niej przez tysiące lat.

Zestawmy też scenariusz „biznes-jak-zwykle” (RCP8.5) ze zmianami klimatu między maksimum epoki lodowej i holocenem.

Rysunek 5: Zmiany średniej temperatury globalnej w ostatnich 22 000 lat względem okresu 1961-1990 wraz z przedłużeniem do 2300 roku w oparciu o scenariusz RCP8.5. Źródło: Nature, Science, Berkeley Earth

Wbrew temu, co twierdzi profesor Głowacki, wiele od nas zależy.

W artykule profesora możemy przeczytać też, że:

Różne gazy posiadają różne możliwości pochłaniania ciepła z widma emitowanego przez Słońce i w ten sposób niejednakowo wpływają na efekt cieplarniany. Dla wielu osób to, że para wodna jest największym gazem cieplarnianym jest dużym zaskoczeniem. Jej udział w tzw. "efekcie szklarniowym" oceniany jest na 60-95 proc. Tak więc wszystkie gazy, w tym i dwutlenek węgla razem wzięte mogą zdaniem niektórych naukowców, powiększać efekt cieplarniany tylko o 5 proc., z czego połowa przypada na CO2.

Byłoby znakomicie, gdyby osoba prowadząca wykład o klimacie odróżniała czynniki wymuszające zmianę klimatu (takie jak długo żyjące w atmosferze gazy cieplarniane) od sprzężeń zwrotnych (takich jak działanie pary wodnej). Chyba nie oczekujemy zbyt wiele? Więcej piszemy o tym w Mit: Para wodna jest najważniejszym gazem cieplarnianym, a tu zacytujemy komentarz naszego czytelnika, Pawła Sierocińskiego:

Tak, to prawda, że udział pary wodnej w efekcie cieplarnianym jest spory (choć najwyższe szacunki z literatury na ten temat są raczej bliższe 60% niż 95%). Ale globalne ocieplenie to nie efekt cieplarniany a zmiana efektu cieplarnianego. ∆T a nie T. I tu pies pogrzebany. Para wodna nie jest w atmosferze gazem stałym. Jej stężenie może się lokalnie zmieniać w ciągu godzin, ba, minut. Dodatkowo stężenie pary wodnej nie może, w odróżnieniu od stężenia CO2, rosnąć w atmosferze w nieskończoność - jej zawartość jest ograniczona.... średnią temperaturą planety. I to właśnie dlatego para wodna nie może być siłą sprawczą ocieplenia a jedynie jej wzmacniaczem. Tak samo jak bez systemu dźwiękowego sam wzmacniacz nie zagra muzyki, mimo, że odpowiada za spory % głośności naszego sąsiada o 7 rano w niedzielę.

W artykule profesor Głowacki podlicza też z imponującą dokładnością (szkoda, że zupełnie błędnie) skalę wpływu antropogenicznych emisji dwutlenku węgla na efekt cieplarniany:

Sławny antropogeniczny dwutlenek węgla stanowi w [efekcie szklarniowym] tylko 0,117 proc., czyli ma on niższy wpływ na zmiany klimatu niż powszechnie wielu uważa.

Byłoby znakomicie, gdyby osoba prowadząca wykład o klimacie miała jakieś pojęcie o cyklu węglowym i transferze radiacyjnym promieniowania, a nie powtarzała dawno wyjaśnione mity. W tym przypadku Mit: Człowiek odpowiada jedynie za 0,6% efektu cieplarnianego (w wersji podkręconej przez profesora Głowackiego zaledwie 0,117%).

Oprócz fragmentów artykułu z „Energii...” przedstawiliśmy czytelnikom także cytaty z dostępnego w internecie wykładu profesora Głowackiego, dla Klubu Myśliwskiego Hubertus.

To jest 2007 rok, kiedy [w Arktyce] było jedno z takich [głębokich] minimów, to tu na Antarktydzie, było maksimum. Przyroda sobie wyrównuje. Jeśli u nas lodu nie ma, to tam jest go więcej.

Zacytujmy komentarz alfa_y:

Bomba. "Profesor" Głowacki wymyślił zasadę zachowania lodu. Jeśli gdzieś lód topnieje, to gdzieś indziej musi się pojawiać, bo "przyroda sobie wyrównuje". Powinien natychmiast opatentować nową lodówkę. Jest też genialny sposób robienia lodów. Trzeba przygotować niedużą miskę z wymieszanym mlekiem, śmietaną i co tam jeszcze chcemy mieć w lodach. Do czajnika wrzucić kostkę lodu, a wtedy nasza masa lodowa w miseczce sama zamarznie.

Wszystko byłoby dobrze, tylko jak "profesor" wyjaśni w pewnych okresach historii Ziemi w ogóle brak lodu? Aż trudno uwierzyć, ze można aż takie brednie opowiadać publicznie i jeszcze umieszczać na YT film z takiej kompromitacji.

Profesor Głowacki odkrywa nową, obalającą dotychczasowe ustalenia nauki, przyczynę epok lodowcowych – wybuchy wulkanów:

W każdej chwili po wybuchu, chociażby takiej Hekli na Islandii możemy się spodziewać, że wróci do nas to, co było 20 tys. lat temu, czyli no, lodowiec skandynawski może zawitać do Polski, no bo zawitał i wycofał się dopiero 11 tys. lat temu.

Jak zauważył Kloszard:

Efekt chłodzący aerozoli wulkanicznych będzie się utrzymywał kilka lat nawet przy największym wybuchu. Później temperatury znów wzrosną. Poza tym epoki lodowe nie są wywoływane przez wybuchy wulkanów, ale przez cykle Milankovicia.

Dodajmy, że wulkany wydzielają około 0,3 mld ton CO2 na rok. To niecały 1% naszych emisji ze spalania paliw kopalnych, które przekraczają znacznie 30 mld ton na rok.

Nie wiemy też, dlaczego wspomniany jest akurat islandzką Heklę, która nie jest jakimś szczególnie aktywnym wulkanem (a nie choćby superwulkan w Yellowstone). Jej największa znana w historii erupcja miała miejsce w latach 1766-1768 – nie załapała się jednak na listę wielkich erupcji wulkanicznych, a związane z nią emisje pyłów nie zaznaczyły się też jakoś szczególnie w historii klimatu. Wybuchy np. Mt. Pinatubo czy El Chichon w ostatnich dekadach były znacznie bardziej imponujące, a mimo to nie spowodowały „epoki lodowej”, tylko trwające rok-dwa ochłodzenie o ułamek stopnia.

Rysunek 6: Aktywność wulkaniczna szacowana w oparciu o dane z rdzeni lodowych w ciągu ostatnich 500 lat (grubość optyczna jest wielkością bezwymiarową, obliczaną jako logarytm naturalny ze stosunku natężenia światła padającego do natężenia światła przechodzącego). Źródło: Earth System Science Data via American Meteorological Society

A tak w ogóle to co można powiedzieć o wypowiedzi profesora Głowackiego, że „lodowiec skandynawski może zawitać do Polski, no bo zawitał i wycofał się dopiero 11 tys. lat temu” w kontekście jej poprawności logicznej (o naukowej już nie wspominając)...?

Listę błędów i mitów propagowanych przez profesora Głowackiego można by jeszcze długo kontynuować.

Podsumowanie

Można odnieść wrażenie, że profesor Głowacki albo przeprowadza wykłady w tematach, w których po prostu nie ma elementarnej wiedzy albo z jakichś względów celowo wprowadza słuchaczy w błąd. Nie będziemy rozsądzać, który z tych wariantów przeważa. Rozumiemy jednak, dlaczego stojące węglem koncerny energetyczne, którym ochrona klimatu przeszkadza w osiąganiu zysków, dają nagrody osobom takim jak profesor Głowacki…

Marcin Popkiewicz oraz czytelnicy: grzeg8, Jacek Baraniak, Paweł Sierociński, alfa_y i Kloszard

konsultacja merytoryczna: prof. Szymon Malinowski

Czytelnicy, których wypowiedzi wykorzystaliśmy, otrzymają mejle z prośbą o podanie adresów do wysłania pamiątkowych koszulek. Prosimy o sprawdzenie mejla związanego z kontem Disqus lub wiadomość na adres kontakt@naukaoklimacie.pl (nasz mejl mógł trafić do spamu).

Opublikowano: 2017-07-03 11:34, aktualizacja: 2017-07-17 18:16
Tagi

klimatyczne bzdury

Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza akceptację polityki cookies.