Geolog wietrzy spisek

Ponieważ zbliża się konkurs na „Klimatyczną bzdurę roku”, postanowiliśmy przypomnieć Państwu, omawiany już szerzej na blogu „Doskonale Szare” kuriozalny artykuł, który pojawił się kilka miesięcy temu na łamach „Przeglądu Geologicznego”.

Mirosław Rutkowski, były rzecznik Państwowego Instytutu Geologicznego, w tekście Globalne ocieplenie jako fenomen kulturowy, opublikowanym (sic!) w liczącym się w kraju czasopiśmie naukowym „Przegląd Geologiczny” podzielił się swoimi przemyśleniami na temat antropogenicznej zmiany klimatu, dywagując, jak to się stało, że

hipoteza o globalnym ociepleniu wywołanym przemysłową emisją dwutlenku węgla w ciągu ostatnich czterech dekad przekształciła się w paradygmat naukowy i obiekt czci niemal religijnej dla ogromnej części mieszkańców zachodniej hemisfery.

Z paradygmatem naukowym można i należy się zgodzić, ale „obiekt czci niemal religijnej”? Czy panu Rutkowskiemu chodzi o to, że jest to teoria naukowa powszechnie akceptowana w środowisku zajmujących się tą kwestią badaczy? Czy w takim razie podobnie określiłby także teorię grawitacji czy prawa Maxwella? A może chodzi mu o to, że w odróżnieniu od nich antropogeniczne globalne ocieplenie niesie za sobą poważne implikacje społeczne, polityczne i gospodarcze? Tak czy inaczej, jest to kwestia badań naukowych, a nie wiary.

Rysunek 1. Sesja plakatowa podczas konferencji Amerykańskiej Unii Geofizycznej, 2015. Zdjęcie: S. Malinowski.

Pierwsze pół strony p. Rutkowski poświęcił na opis korzeni „spisku klimatycznego”:

Wieść gminna (a raczej internetowa...) niesie, że źródłem rozwoju zdarzeń był nierówny podział dotacji dla naukowców zajmujących się badaniem atmosfery. Meteorolodzy synoptyczni, którzy układali krótkoterminowe prognozy pogody, otrzymywali znacznie więcej środków niż klimatolodzy zajmujący się trendami długookresowymi, minimum 50-letnimi. Ci ostatni, postrzegani przez opinię publiczną jako teoretycy, postanowili wziąć odwet na swych kolegach, bardziej docenianych za praktyczny aspekt badań. Najprostszą metodą zwiększenia prestiżu dowolnej gałęzi wiedzy jest wykazanie jej gigantycznego znaczenia dla gospodarki, społeczeństwa, a najlepiej dla całej planety. (…) Podobną technikę marketingową postanowili zastosować klimatolodzy, lansując nieco zapomnianą XIX-wieczną hipotezę szwedzkiego fizykochemika Svante Arrheniusa, rozwijaną później przez jego następców, a mówiącą o wpływie dwutlenku węgla na temperaturę Ziemi. Dodali do niej wyniki nowszych badań sugerujących, że to dodatek antropogenicznego CO2 do naturalnych emisji powoduje ocieplanie powierzchni naszego globu. Skutki miały być widoczne już na homogenizowanych, długich ciągach temperatur, a zwiększanie stężenia gazu w atmosferze groziło katastrofalnym ociepleniem.

Naukowcy mogą rzecz jasna przedstawić nieuzasadnione, a nawet naciągane hipotezy – to się zdarza. Jednak w naukach ścisłych poddaje się je merytorycznej, wykorzystującej pomiary i obserwacje weryfikacji. To, że sformułowana w XIX wieku przez Fouriera, Tyndalla, Arrheniusa i innych uczonych teoria dotycząca wpływu gazów cieplarnianych na klimat naszej planety stawała się stopniowo coraz bardziej ugruntowana, a konsekwencje naszych emisji gazów cieplarnianych coraz bardziej uświadamiane przez środowisko naukowe, decydentów i społeczeństwo, musiało poskutkować wzrostem zainteresowania tą kwestią. Kolejno badania potwierdzały poważny wpływ naszych emisji gazów cieplarnianych na klimat, tworzyły też coraz bardziej spójny obraz. Jednocześnie projekcje klimatu (na przykład wzrostu temperatury, zmian w opadach, wzrostu poziomu morza, zakwaszania oceanów, topnienia lodowców, lądolodów i lodu w Arktyce itp.), choć w momencie przedstawiania (dekady temu) były czymś kontrowersyjnym, okazały się sprawdzać w rzeczywistości (Mit: Nie ma globalnego ocieplenia, Mit: Przewidywania Jamesa Hansena z 1988 roku były błędne).

Co fascynujące, po tym sugestywnym wstępie, Mirosław Rutkowski zastrzega z jednej strony, że całą tę historię uważa za zwykłą „legendę miejską”… choć jednocześnie „wcale by jej nie odrzucał”…

Ile jest prawdy w tym opisie, szeroko rozpowszechnianym w internecie? Pewnie nigdy się nie dowiemy, zwłaszcza że rzecz miała swój początek w latach 60. ubiegłego stulecia. Zapewne niewiele, bo historia wygląda na urban legend. Pomija się w niej m.in. rzeczywisty rozwój fizyki atmosfery – nauki dostarczającej stopniowo, od połowy XIX w., coraz większej ilości danych o wpływie gazów cieplarnianych na temperaturę Ziemi. Powiadają, że w każdej legendzie jest ziarno prawdy. Dlatego nie wyrzucałbym pochopnie tej opowiastki do kosza z napisem „Teorie spiskowe”...

Autor ma zapewne nadzieję, że przynajmniej część przytoczonych przez niego insynuacji czytelnicy wezmą za dobrą monetę i zapamiętają. Korzystając z tego, że niniejszy tekst ma charakter publicystyczny, pozwoliliśmy sobie sparafrazować krótko dwie powyższe wypowiedzi:

„Wieść gminna (a raczej internetowa…) niesie, że Mirosław Rutkowski nie tylko kupił sobie pracę dyplomową, ale świadomie wprowadza w błąd, działając na rzecz koncernów węglowych. Ile w tym prawdy? Pewnie nigdy się nie dowiemy. Zapewne niewiele, bo historia wygląda na urban legend. Powiadają jednak, że w każdej legendzie jest ziarno prawdy…”

Nasza parafraza brzmi jak bezczelne pomówienie, nieprawdaż? No, ale my piszemy tylko, że takie słuchy chodzą w internecie… Pewnie bezzasadne… Ale czy aby na pewno nie ma w nich ziarna prawdy?

Właśnie coś tej klasy Mirosław Rutkowski napisał w poważnym czasopiśmie naukowym o całym wielkim międzynarodowym środowisku naukowym klimatologów.

Rysunek 2. Przed sesją otwierającą zjazd Europejskiej Unii Geofizycznej, 2013. Zdjęcie: Andrés Rodríguez Seijo, licencja CC BY-NC-ND 2.0.

Dalej autor wspomina o kolejnych badaniach, „wskazujących coraz wyraźniej na rolę dwutlenku węgla jako głównego regulatora globalnej temperatury”, jednocześnie jednak sugeruje, że to mało popularna hipoteza a zmiany klimatu związane są głównie ze zmianami w orbicie ziemskiej. Dziś wiemy, także dzięki przełomowym badaniom geologów, że zmiany orbity Ziemi wokół Słońca były impulsem powodującym ocieplenia i ochłodzenia klimatu, która nie byłyby jednak tak znaczące, gdyby nie występujące w ich trakcie zmiany stężenia dwutlenku węgla. Upraszczając: ocieplenie kończące epokę lodowcową jest skutkiem zmiany w ruchu orbitalnym Ziemi, a spowodowany nią wzrost temperatury w obszarach polarnych prowadzi do uwalniania CO2 z oceanów, co wzmacnia ocieplenie i skutkuje wzrostem temperatury na całej planecie. Rosnąca temperatura powoduje wzrost poziomu CO2, a rosnąca koncentracja CO2 powoduje dalsze ocieplenie. Więcej piszemy o tym w Mit: To ocieplenie powoduje wzrost koncentracji CO2 a nie na odwrót oraz w artykułach Zmiany klimatu kiedyś i dziś - w 80 lat do klimatu z czasów dinozaurów? Oraz Mit: Kiedyś w atmosferze było więcej CO2, więc teraz nie ma się czym martwić. Jeśli zaś idzie o geologów, gorąco polecamy wykład profesora geologii Richarda Alleya na temat historii geologicznej zmian klimatu i roli jaką w nich odgrywały zmiany koncentracji dwutlenku węgla w atmosferze, zatytułowany znacząco The Biggest Control Knob: Carbon Dioxide in Earth's Climate History.

To hipisi nakręcili histerię klimatyczną…

Dalej p. Rutkowski docieka, dlaczego znana do lat 60. XX wieku tylko naukowcom zajmującym się fizyką atmosfery kwestia wpływu gazów cieplarnianych na klimat właśnie wtedy przebiła się do świadomości społecznej:

Dlaczego więc akurat w połowie lat 60. XX w. rewelacje klimatologów wywołały tak olbrzymie zainteresowanie? Oddźwięk medialny był niezwykle silny, co przełożyło się na rosnące zaniepokojenie społeczeństwa i polityków. (…) Aby zrozumieć przyczyny tak żywej reakcji na ostrzeżenia klimatologów, trzeba uwzględnić kontekst historyczny. Cóż to był za okres ów koniec lat 60. i początek 70. XX w.? Czasy były niewątpliwie szalone... (…) Ideologia, która wówczas powstała, żywiołowo manifestowana przez młodych ludzi, wstrząsnęła zastałymi społeczeństwami Zachodu i przeorała cały sposób pojmowania życia i świata. (…) Narodził się ruch hipisowski, kontestujący najpierw wojnę [Wietnamską], a potem cały porządek społeczny Zachodu. Obok ideologii pacyfistycznej dominantą ruchu była swoiście pojmowana ekologia. Prawdziwy hipis miał żyć w zgodzie z matką naturą, nie naruszać świętych praw przyrody, a przede wszystkim w żadnym stopniu nie szkodzić środowisku naturalnemu. Kolorowy świat młodych ludzi wywierał znacznie większy wpływ na „normalne” społeczeństwa, niż się to przedstawicielom tych ostatnich wydawało. Zwyczajni, raczej konserwatywni mieszkańcy Zachodu, nawet jeśli z niesmakiem obserwowali zewnętrzne przejawy kontrkultury hipisów, zwłaszcza ekscesy narkotykowe i seksualne, to jednak przejmowali część ich haseł, głównie ekologicznych, często nie zdając sobie z tego sprawy.

Sprzyjające nastawienie społeczne nie było jedyną przyczyną rozpoczęcia publicznej dyskusji na temat zmiany klimatu. Wynikało to raczej z postępów nauki oraz publikacji pierwszego oficjalnego raportu pokazującego możliwe dramatyczne skutki tego zjawiska. Przeczytasz o tym m.in. w Historia naukowa fizyki klimatu, część 3: Zimna wojna i globalne ocieplenie oraz Ostrzeżenie o zmianie klimatu sprzed ponad pół wieku.

Rysunek 3. Prezydent Lyndon Johnson wita się z Rogerem Revellem, współautorem raportu Restoring The Quality of Our Environment w Gabinecie Owalnym. Zdjęcie z Roger Revelle Papers, Special Collections & Archives, University of California, San Diego.

W zasadzie p. Rutkowski nie porusza w tym fragmencie kwestii naukowych, ale musimy odnotować, że tak długie odnoszenie się do hippisów oraz używanie słów takich jak „szalone czasy”, „ideologia”, „życie zgodnie z matką naturą”, „nie naruszanie świętych praw przyrody”, „kolorowy świat młodych ludzi”, „seks i narkotyki” występujące w kontekście nauki o klimacie najwyraźniej mają stworzyć mentalne powiązania pomiędzy nimi. To standardowe podejście inżynierii programowania neurolingwistycznego (NLP), mające nastrajać czytelników w określony sposób (tutaj: „klimatologia to ideologia zielonych nawiedzeńców”).

Czas zaniepokojenia „Granicami Wzrostu”

Dalej Rutkowski dodaje, że bardzo duży udział w uświadamianiu sobie przez społeczeństwo miały ostrzeżenia przed wyczerpaniem się zasobów naturalnych oraz ograniczoną zdolnością środowiska do pochłaniania zanieczyszczeń, przedstawione między innymi w raporcie „Granice Wzrostu” (Limits to Growth), opublikowanym w 1972 roku pod egidą Klubu Rzymskiego. W swoim tekście twierdzi, że tezy raportu kompletnie rozminęły się z rzeczywistością, co – jak pokazują aktualne analizy – bynajmniej nie jest prawdą.

Na portalu Nauka o klimacie skupiamy się na kwestiach badań klimatu, nie będziemy więc tu wchodzić w szczegóły. Osoby zainteresowane mogą zapoznać się rozszerzoną wersją tego artykułu, opublikowanego równolegle na stronie Ziemia na Rozdrożu.

ONZ nagłośniło…

Kolejny punkt artykułu Rutkowskiego dotyczy zaangażowania w dyskusję na temat zmiany klimatu i możliwości jej powstrzymania lub ograniczenia jej skutków Organizacji Narodów Zjednoczonych. Pisze między innymi:

Potrzebne były dodatkowe czynniki wspierające argumentację klimatologów. Jednym z ważniejszych było przeniesienie dyskusji z poziomu debat naukowych, konferencji prasowych i manifestacji na szczebel rządów i organizacji międzynarodowych. Jakościowym skokiem było włączenie się ONZ do ruchu ochrony najpierw środowiska, a potem klimatu.

Biorąc pod uwagę, że emisje gazów cieplarnianych wpływają na klimat całej planety niezależnie od miejsca pochodzenia, ewentualne powstrzymane globalnego ocieplenia wymaga skoordynowanego działania wszystkich krajów świata. Nic więc dziwnego, że organizacją, która zajęła się tą kwestią jest właśnie ONZ. Według Rutkowskiego to stworzonemu przez Organizację Międzyrządowemu Panelowi ds. Zmiany Klimatu (IPCC) i jego raportom zawdzięczamy, że „Przeciętny odbiorca informacji medialnych zaczynał odnosić wrażenie, że w nauce zapanował już konsensus w sprawie przyczyn zmian klimatycznych.” Na pewno jest to częściowo prawda, bo w swoich kolejnych raportach IPCC donosił, że na globalnego ocieplenia z działalnością człowieka jest coraz więcej i coraz silniejszych dowodów (czytaj więcej: Podsumowując podsumowanie, V raport IPCC, podsumowanie dla decydentów po polsku). W raporcie z roku 2013 przeczytaliśmy już, że

Jest niezwykle prawdopodobne [prawdopodobieństwo ≥95% - przyp. redakcji], że wpływ człowieka na obserwowane od połowy XX wieku ocieplenie jest dominujący.

Jeśli „przeciętny odbiorca informacji medialnych” (choć my wolimy słowo „obywatel”) „odnosi wrażenie, że w nauce zapanował już konsensus w sprawie przyczyn zmian klimatycznych”, to nie ma się czemu dziwić, bo tak jest (patrz Mit: Nauka nie jest zgodna w temacie globalnego ocieplenia). Należy podkreślić, że na całym świecie nie ma ani jednej instytucji naukowej o międzynarodowej renomie, która miałaby odmienną od IPCC opinię.

Rysunek 4. Konsensus naukowy względem zmiany klimatu. (Na podst. Skeptical Science).

Rzecz jasna nauki nie uprawia się przez głosowanie – nauka nie jest demokracją. Jest dyktaturą. Dyktaturą dowodów. Kwestia zmiany klimatu jest sprawdzalnym naukowo, opisywanym prawami fizyki zjawiskiem, potwierdzonym przez setki namacalnych dowodów – i stąd właśnie bierze się tak jednogłośna opinia organizacji badawczych – jeszcze poruszymy ten wątek.

„Politycy forsują kwestię zmiany klimatu”

Zdaniem Rutkowskiego globalne ocieplenie zawdzięcza swoją medialną karierę politykom (jak pisze „najczęściej lewicowym lub liberalnym”). Nie negując roli polityków w kształtowaniu dyskursu publicznego, warto zauważyć, że jeśli mówią o tym, że zmiana klimatu to poważny problem spowodowany działalnością człowieka, to po prostu słuchają w tej kwestii głosu naukowców. A w gronie naukowców identyczne wnioski przedstawiają Amerykanie, Niemcy, Brytyjczycy, Francuzi, Australijczycy, Japończycy, Rosjanie, Chińczycy, Hindusi, Brazylijczycy itd. (w sumie stanowisko w temacie zagrożenia zmianą klimatu zabrało 80 narodowych akademii nauk), czyli przedstawiciele krajów zażarcie kłócących się na setki tematów.

Szczególnie wyróżniony w artykule zostaje były amerykański wiceprezydent Al Gore. Warto zaznaczyć, że choć Al Gore jest politykiem a nie klimatologiem, to w trakcie studiów uniwersyteckich na Harvardzie wysłuchał wykładów Rogera Revelle, słynnego oceanologa, który wraz z Hansem Suessem wykazał, na podstawie badań izotopowych, znaczenie spalania paliw kopalnych dla wzrostu koncentracji CO2 w atmosferze i oceanie. Gdy Gore’owi zdarzało się popełnić w swoich wypowiedziach jakiś błąd (wynikający na przykład z niedostatecznej weryfikacji źródeł, jak we wspomnianym przez Rutkowskiego przypadku opowieści o dzieciach szukających w kopalniach wytchnienia od zanieczyszczonego powietrza), przepraszał za pomyłkę i więcej jej nie powtarzał. Zastrzeżenia do tego, co mówi Al Gore nie są argumentem naukowym za tym, że ludzkość nie powoduje globalnego ocieplenia. Niemniej, warto jest przyjrzeć się rzekomym błędom w filmie „Niewygodna prawda”, bo mówią one wiele o klimatologii oraz o metodach jego krytyków – piszemy o tym w artykule Mit: „Niewygodna prawda” Ala Gore'a to kłamstwo.

„Temat pompuje też wielki biznes”

Wśród winnych nie mogło zabraknąć oczywiście korporacji, które jak zawsze starają się wpływać na opinię publiczną, polityków i regulacje prawne.

Przedsiębiorcy dosyć późno zorientowali się, że na globalnym ociepleniu można zarobić. (…) Jest to spory tort do podziału, stąd entuzjazm dla ograniczania emisji wśród sporej części biznesu nie jest wcale wymuszony. Przekłada się to na jawny lub skrywany lobbing nowych rozwiązań w dziedzinie ochrony klimatu, z czego korzysta wiele organizacji ekologicznych, a także media, naukowcy i politycy.

Owszem, działania korporacji w obszarze kwestii klimatycznych trwają już od dawna i są doskonale udokumentowane. Jednak bardzo często szły one w odwrotną stronę niż sugeruje to autor.

O tym, jak korporacje fabrykowały wątpliwości względem nauki o klimacie i blokowały działania na rzecz ochrony klimatu przeczytasz m.in. w Historia denializmu, Przemysł Sfabrykowanych Wątpliwości [1/2], Przemysł Sfabrykowanych Wątpliwości [2/2], Co przez kilkadziesiąt lat ukrywał Exxon?, Dlaczego Exxon finansował badania nad CO2 a następnie zdyskredytował ich wyniki?, Exxon i fabrykowanie wątpliwości, czyli jak za miliony dolarów zwalczać naukę.

Elementarna fizyka

Na deser Rutkowski przedstawia czytelnikom romantyczną wizję walki pomiędzy przedstawicielami różnych dziedzin nauki:

Oporni byli zwłaszcza geolodzy [...]. Nacisk fizyków, wspieranych przez media, polityków i biznes, był jednak zbyt silny. Kolejno padały bastiony niedowiarków. Organizacje geofizyczne, geologiczne i przyrodnicze zgłaszały swój akces do grona wierzących. (…)

A dlaczego naprawdę „padały bastiony niedowiarków”? Ponieważ nie da się długo zaprzeczać wielokrotnie zweryfikowanej wiedzy naukowej. Stopniowo więc wszyscy sceptyczni wobec nowej teorii (rzetelnie sceptyczni, nie negacjoniści!) przyjmowali fakty do wiadomości. Ponieważ jednak autor kieruje się własną wizją świata, zadaje pytanie:

Czy możliwa jest jeszcze rzetelna dyskusja naukowa nad przyczynami zmian klimatu? Wydaje się, że nie.

Choć pytanie retoryczne, my na nie odpowiemy. Tak! Ona cały czas trwa: powstaje mnóstwo prac i są one dyskutowane. Tyle że kwestie fundamentalne są już na tyle dobrze poznane, że ich zanegowanie wymagałoby naprawdę mocnych dowodów. Możliwość, że naukowcy się mylą, a badania, na których jest oparte nasze rozumienie zmiany klimatu, okażą się nieaktualne jest niezmiernie mało prawdopodobna. Dlaczego?

Pisaliśmy to w naszych artykułach już wiele razy, ale wyraźnie musimy to powtórzyć. Mechanizm efektu cieplarnianego opisuje elementarna fizyka bazująca na wiedzy znanej już w XIX wieku. Już wtedy naukowcy prognozowali, że dalszy wzrost emisji gazów cieplarnianych spowoduje ocieplenie powierzchni planety, wzrost poziomu morza, topnienie lodowców, lodu morskiego w Arktyce czy przesuwanie się stref klimatycznych. Wszystko to (zdarzenia bez precedensu) nastąpiło. Wzrost poziomu morza jest najszybszy w holocenie, znikają lodowce liczące sobie wiele tysięcy lat itp. itd. Ocieplenie związane z gazami cieplarnianymi ma swoją unikalną sygnaturę (tak samo, jak miałyby ją inne możliwe przyczyny, takie jak wzrost aktywności słonecznej, zmiana aktywności wulkanów, promieniowanie kosmiczne itd.) – w przypadku ocieplenia wywoływanego przez gazy cieplarniane obserwujemy ocieplenie troposfery połączone z ochładzaniem stratosfery, szybsze ocieplanie się nocy niż dni i parę innych. Co więcej, bezpośrednio obserwujemy zmiany w widmie dochodzącego do powierzchni Ziemi promieniowania długofalowego i promieniowania opuszczającego Ziemię. Wszystko w zgodzie z tym, co przewiduje fizyka (patrz np. Chcecie dowodów, że CO2 ma wpływ na efekt cieplarniany? Proszę bardzo!).

Rysunek 5. Zestawienie obserwowanych zjawisk z potencjalnymi przyczynami ocieplania się klimatu. Zielone pola oznaczają zjawiska, których zgodnie z prawami fizyki powinniśmy spodziewać się przy działaniu określonego czynnika, czerwona pola to zjawiska, które nie powinny być obserwowane. Źródło.

Ani jedna z hipotez proponujących mechanizm obserwowanej obecnie zmiany klimatu inny niż wymuszanie przez antropogeniczne emisje gazów cieplarnianych, nie znalazła potwierdzenia obserwacyjnego. Większość z nich nie może być prawdziwa, bo łamie jednocześnie wiele podstawowych praw fizyki. Jeśli dopuścimy myśl, że zajmujący się klimatem naukowcy bazują na błędnych przesłankach i nie rozumieją działania transferu energii w atmosferze, cyklu węglowego, zmian dawnego klimatu i ich przyczyn, musimy także przyjąć do wiadomości, że nieprawidłowe jest wszystko co wiemy o mechanice kwantowej, promieniowaniu elektromagnetycznym i termodynamice a nasze satelity, telefony komórkowe i elektrownie jądrowe działają przez przypadek, a gigantyczny wzrost energii zgromadzonej w oceanie to efekt błędu pomiarowego.

W uwagach końcowych Rutkowski zdąża jeszcze odgrzać znany mit:

W latach 70. XX w. powszechne było przekonanie o nieuchronności nadejścia kolejnego zlodowacenia, kończącego obecny interglacjał, tak sprzyjający rozwojowi ludzkości. O zbliżającym się okresie glacjalnym później jakby zapomniano.

To po prostu nieprawda. Przewidywania epoki lodowcowej w latach 70. były rozpowszechniane głównie przez media. Większość recenzowanych badań naukowych z tego okresu przewidywało ocieplenie wywołane przez wzrost ilości dwutlenku węgla w atmosferze. Rozważano także scenariusze gwałtownego ochłodzenia klimatu, tzw. „zimy nuklearnej”, wywołanej ewentualną światową wojną jądrową. Więcej na ten temat piszemy w Mit: W latach 70. XX wieku naukowcy przewidywali epokę lodowcową.

„Naiwne pytanie”

Na koniec mamy naprawdę mocne uderzenie:

Geolog mógłby w tym miejscu postawić naiwne pytanie: A jeśli kolejne zlodowacenie jednak nadejdzie? Przecież główne parametry systemu nie zmieniły się zasadniczo w czasie holocenu. Ten sam jest układ kontynentów, prądów morskich, nachylenie osi ziemskiej, orbita, podobne są fluktuacje aktywności Słońca i wahania składu atmosfery.

Takie naiwne pytanie mógłby tylko postawić skrajnie niekompetentny geolog, będący zupełnie nie na bieżąco ze stanem wiedzy naukowej (dostępnej tu czy tu).

O ile takie same jak wcześniej w holocenie są „układ kontynentów, prądów morskich, nachylenie osi ziemskiej, orbita, fluktuacje aktywności Słońca”, to „wahania składu atmosfery” radykalnie wykraczają poza zmienność z ostatnich 11 000 lat holocenu. Piszemy o tym m.in. w artykule Koniec Holocenu. Stężenie CO2, przekraczające już 400 ppm jest najwyższe od wielu milionów lat (podobnie jest też z wieloma innymi gazami cieplarnianymi), a temperatura od ponad 100 tysięcy lat (Hansen i in. 2016).

Co powiedzą rzecznicy teorii o antropogenicznych przyczynach zmiany klimatu jeśli czapy lodowe zaczną się rozrastać? Przepraszamy, model wymaga korekty?

Gdyby obserwacje pokazały, że rosnące stężenie gazów cieplarnianych nie powoduje zmiany bilansu radiacyjnego planety, wzrostu temperatury i innych prognozowanych zjawisk, to tak właśnie by się stało – teoria zostałaby skorygowana. Jest to praktycznie tak prawdopodobne, jak to, że po wyskoczeniu z okna na 10 piętrze (do czego nie zachęcamy!) Mirosław Rutkowki nie spadnie w dół a zacznie unosić się w powietrzu.

Podsumowując, naprawdę nie rozumiemy, jak to możliwe, że Mirosławowi Rutkowskiemu, posługującemu się afiliacją Państwowego Instytutu Geologicznego, udało się opublikować taki tekst w "Przeglądzie Geologicznym", czasopiśmie uznawanym przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego za poważne czasopismo naukowe.

Marcin Popkiewicz, konsultacja merytoryczna: prof. Szymon Malinowski

Sprostowanie

W pierwotnej wersji tekstu napisaliśmy że p. Mirosław Rutkowski jest rzecznikiem Państwowego Instytutu Geologicznego (PIG). Dowiedzieliśmy się, że od dwóch lat p. Rutkowski nie pełni już tej funkcji i nie pracuje aktualnie w PIG. Wszystkich, których nieprawdziwa informacja mogła dotknąć lub wprowadzić w błąd, w szczególności aktualnego rzecznika PIG przepraszamy.

Redakcja portalu Nauka o Klimacie.

Opublikowano: 2017-01-10 14:05, aktualizacja: 2017-01-13 21:20
Fundacja UW
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza akceptację polityki cookies.