Dlaczego akurat 2 stopnie? Korzenie klimatycznego „progu bezpieczeństwa”

Trudno czytać czy słuchać o zmianie klimatu i nie natknąć się na „próg 2 stopni ocieplenia”. Ponieważ 2°C są powszechnie traktowane jako granica wzrostu temperatury, której przekroczenie spowoduje katastrofalne skutki na Ziemi, w ślad za Carbon Brief i The Conversation postanowiliśmy przedstawić historię poajwienia się i utrwalania tej liczby w duskusji publicznej i dokumentach..

Rysunek 1: Światowi przywódcy podczas COP w Paryżu w 2015 roku. Źródło: flickr/ONZ.

Próg 2 stopni po raz pierwszy pojawił się w pracach ekonomisty z Yale, Williama Nordhausa. W swoim artykule z 1975 roku rozważał „rozsądną” wartość limitu emisji CO2. Uważał, że nie może o tym decydować sama nauka, konieczne jest także wzięcie pod uwagę uwarunkowań społecznych i dostępnych technologii, a zmianę klimatu należy utrzymać w ramach „normalnej zmienności”. Intuicyjnie, bez wykorzystania danych o historycznej zmienności klimatu czy literatury naukową, stwierdził, że „bezpieczną” wartością będą 2 stopnie. Z jego ówczesnej wiedzy wynikało, że o tyle ociepliłby się klimat przy podwojeniu zawartości CO2 w atmosferze w stosunku do epoki przedprzemysłowej (dziś spodziewamy się, że będą to raczej 3 stopnie).

Rysunek 2: Prognoza zmian średniej temperatury globalnej z artykułu Nordhausa z 1977 roku. Źródło Nordhaus 1977:

Z ekonomii do polityki

W późniejszych latach limit 2°C zaczyna się przewijać w kolejnych dokumentach. Raport Stockholm Environmental Institute z 1990 roku uznał, że choć 1°C byłby lepszym „progiem bezpieczeństwa”, to jednak mało realistycznym z politycznego i ekonomicznego punktu widzenia. Wskazał więc 2°C jako sensowny cel polityki klimatycznej. Naukowcy woleliby mówić np. o wymuszeniu radiacyjnym, ale... kto oprócz nich i czytelników Nauki o klimacie wie, co to jest? Obranie za cel utrzymania wzrostu temperatury w określonym zakresie pozwalało na łatwe ujęcie go w traktatach, dyrektywach i innych dokumentach – bez zagłębiana się w zawiłości systemu klimatycznego, stężeń CO2 i prawdopodobieństw wystąpienia określonych zdarzeń. Stosunkowo łatwo jest też mierzyć jego realizację. Te cechy sprawiły, że pomysł „progu temperaturowego” szybko przeniknął do świata polityki, tym bardziej, że sformułowanie §2 Ramowej Konwencji Klimatycznej ONZ z 1992 roku (UN Framework Convention on Climate Change) wymagało przyjęcia (choćby domyślnego) jakiejś definicji „niebezpiecznego zakłócenia systemu klimatycznego przez ludzi”.

Na pierwszym COP (Conference of the parties – Konferencja stron – najwyższego organu Ramowej Konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie Zmiany Klimatu), które odbyło się w 1995 roku w Berlinie, German Advisory Council for Global Change, a w szczególności jego późniejszy przewodniczący, Hans Joachim Schellnhuber, odegrał dużą rolę w przekonaniu ówczesnej niemieckiej minister środowiska Angeli Merkel do wyboru progu 2°C jako celu polityki klimatycznej. Między innymi dzięki temu został on przyjęty w 1996 roku jako standard przez Radę Unii Europejskiej:

W obliczu poważnego ryzyka [...] wzrostu [temperatury], a w szczególności wysokiego tempa zmian, Rada uważa, że średni globalny wzrost temperatury nie powinien przekroczyć 2°C względem poziomu przedprzemysłowego.

W następnym roku 2 stopnie zaczęły pojawiać się w doniesieniach prasowych towarzyszących podpisaniu Protokołu z Kioto, choć w samym Protokole nie wspomina się o takim „progu bezpieczeństwa”. Najprawdopodobniej związane to było z informacjami odnośnie czułości klimatu przedstawionymi w raporcie IPCC. Rozpoczęty w latach 90. proces zaowocował tym, że w 2005 roku zespół decydentów i naukowców zebrany w ramach tzw. International Climate Change Taskforce zarekomendował: „długoterminowy cel zapobieżenia wzrostowi średniej globalnej temperatury powyżej 2°C względem poziomu preindustrialnego”. W środowisku ekonomistów utrwaliły go prace Nicholasa Sterna (pierwsza The Economics of Climate Change: The Stern Review, opublikowana w 2007), szacujące koszty i zyski zmiany klimatu. Stern zakładał, że najbardziej „sensowne” będzie nie przekraczanie stężenia 550 ppm ekwiwalentu CO2, co, jak ówcześnie uważano, oznacza właśnie 2 stopnie ocieplenia.

Rysunek 3: Prezydent USA Barack Obama i europejscy przywódcy (brytyjski premier Gordon Brown, prezydent Francji Nicolas Sarkozy, szwedzki premier Fredrik Reinfeldt, kanclerz Angela Merkel, prezydent Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso i duński premier Lars L. Rasmussen) podczas COP w Kopenhadze w 2009 roku. Źródło: Biały Dom/Pete Souza.

Jednak już w 2008 roku James Hansen ze współpracownikami zaczął optować za obniżeniem „progu bezpieczeństwa”, wskazując, że:

Ciągły wzrost emisji gazów cieplarnianych, choćby tylko przez kolejną dekadę, praktycznie wyeliminuje możliwość powrotu składu atmosfery w najbliższym czasie poniżej poziomu krytycznego, prowadzącego do wywołania katastrofalnych efektów.

Nie wywarło to jednak pożądanego efektu i 2°C pojawiły się w podsumowaniach szczytu G8 w 2008 (przepisane ze szkicu przygotowanego przez Angelę Merkel) i w 2009 roku, gdzie wręcz napisano:

Uznajemy naukowy pogląd, że wzrost globalnej średniej temperatury powyżej poziomu przedprzemysłowego nie powinien przekroczyć 2°C.

Jak się okazuje, był to raczej pogląd przypadkowy, a nie naukowy. Nie zapobiegło to podaniu takiej wartości w materiałach COP w Kopenhadze, skąd w naturalny sposób trafiła na COP w Paryżu.

Niebezpieczny „próg bezpieczeństwa”?

Choć w ustaleniach podczas negocjacji klimatycznych w Paryżu wskazano, że 2°C to górna „akceptowalna” granica ocieplenia, a państwa powinny się starać, aby nie przekroczyć 1,5°C, to naukowa wartość obu tych progów jest wątpliwa. Po pierwsze niedoprecyzowane jest, jakiego okresu bazowego ma dotyczyć wzrost temperatury. IPCC (Intergovernmental Panel on Climate Change) często odnosi się do wzrostu temperatury względem 2 połowy XIX wieku, ale w porozumieniu paryskim ustalono, że ma być on mierzony względem czasów przedprzemysłowych lub sprzed roku 1850. Już samo przyjęcie takiego okresu bazowego przybliża nas o 0,2°C do granicy (więcej o tym przeczytasz w artykule "...względem okresu przedprzemysłowego” - co to właściwie oznacza?). Po drugie, wcale nie jest pewne, że którykolwiek z tych progów jest tak naprawdę „bezpieczny”. Naukowcy oceniają, że ocieplenie o 2 stopnie przyniesie istotny wzrost ryzyka dla wrażliwych ekosystemów oraz ryzyka związanego z ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi, przekroczone zostaną także niektóre z punktów krytycznych systemu klimatycznego (więcej na ten temat w artykułach O co chodzi z "progiem wzrostu temperatury o 2C" i 1,5 czy 2 stopnie - co to w ogóle za różnica?). Do tego przy obecnie przyjmowanej czułości klimatu, dla scenariusza biznes-jak-zwykle, nasza planeta przekroczy 2 stopniowy próg bezpieczeństwa już w latach 30. tego stulecia, a w długim horyzoncie czasowym (setki i tysiące lat) wzrost temperatury w reakcji na podwojenie ilości CO2 w atmosferze może być dwukrotnie większy niż podane przez IPCC +3°C, ze względu na sprzężenia zwrotne. Cel 2°C nie jest akceptowany przez państwa wyspiarskie, takie jak Tuvalu i Malediwy, dla których 0,5°C różnicy we wzroście temperatury stanowi o „być albo nie być”.

Rysunek 4: Wybrane poważne zagrożenia i prawdopodobieństwo ich wystąpienia dla różnych progów zmian temperatury. Źródło: raport IPCC. Kliknij, aby powiększyć.

Rysunek 5: Wybrane wydarzenia i anomalie klimatyczne w 2016 roku. Źródło: NOAA. Kliknij, aby powiększyć.

Jak widać cel 2°C pojawił się niemal przypadkiem, a jego utrwalenie w klimatycznym dyskursie ma podłoże polityczne. Scott Barrett, profesor ekonomii zasobów naturalnych z Columbia University, mówi o nim tak:

Myślę, że [...] został wybrany bardziej z powodów politycznych niż naukowych. Taki pomysł, że jeśli państwa zgodzą się na wspólny cel, to uruchomi to akcję potrzebną do tego, by cały świat działał razem.

Trudno obecnie stwierdzić, czy trwające od wielu lat negocjacje klimatyczne zakończyły się sukcesem i czy jest nadzieja na osiągnięcie tego celu. Mimo, że Porozumienie Paryskie podpisały wszystkie narody świata, to na podstawie obecnych szacunków wzrostu populacji, rozwoju gospodarki itp. naukowcy określają szanse nieprzekroczenia w roku 2100 progu 2 °C na 5%, a progu 1,5 °C na 1% (A. E. Raftery i in., 2017). Z podjęciem zdecydowanych działań zwlekaliśmy (i wciąż zwlekamy) tak długo, że nawet ten nie do końca bezpieczny cel powstrzymania ocieplenia poniżej progu 2°C będzie bardzo trudny do osiągnięcia (więcej w artykule Ograniczenie ocieplenia do 2C - nierealny optymizm naukowców).

Anna Sierpińska na podst. C. C. Jaeger, J. Jaeger, Three views of two degrees, 2010, Regional Environmental Change, Why is climate change’s 2 degrees Celsius of warming limit so important?, Two degrees: The history of climate change’s „speed limit”. Konsultacja merytoryczna prof. Szymon Malinowski

Opublikowano: 2018-01-24 13:26
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza akceptację polityki cookies.